mama2306
18.12.18, 22:17
Witam,
Zakładam ten wątek, ponieważ jest to temat, który nurtuje mnie już od jakiegoś czasu, choć wiem że jest to niedojrzałe i głupie z mojej strony, ale nic nie poradzę na to, że mimo tego że staram się to sobie tłumaczyć na różne sposoby to czasem jest mi zwyczajnie przykro i nie mogę sobie dać z tym rady....ale do rzeczy. Mój synek ma w tej chwili pół roku. Odkąd tylko się urodził zajmowaliśmy się nim z mężem wspólnie, tzn. przez pewien czas razem wstawalismy do niego w nocy (odkąd skończył miesiąc już głównie ja, chyba że sytuacja tego wymaga to mąż czasem wstanie), na zmianę go przebieraliśmy, nosiliśmy, usypialismy. Na początku może nawet mąż nosił go częściej bo ja po porodzie miałam straszne bóle kręgosłupa i po 5 minutach noszenia wyłam z bólu. Generalnie na początku przyznam że czułam się trochę niepewnie w roli matki, zwłaszcza że mieliśmy trochę problemów z karmieniem piersią, ale od początku okazywalam dziecku dużo miłości, ciągle go przytulałam, całowałam i mówiłam jak bardzo go kocham a mimo wszystko on lgnie najbardziej do taty mimo że mąż ma do niego znacznie mniej cierpliwości, od małego potrafił na niego krzyknąć albo odłożyć kiedy nie chciał zasnac mimo że krzyczał ze zmęczenia i wtedy to ja przybiegłam na ratunek. tłumacze sobie też to faktem że mąż jest bardziej wyluzowany, ja jestem częściej spięta, to on wymyśla super zabawy które mały uwielbia (choć w zasadzie on nie musi robić nic żeby mały aż piszczał z radości, wystarczy że na niego spojrzy a już jest radość nie z tej ziemii), to on zazwyczaj uspokajał go w kryzysowych momentach kiedy już nic nie pomagało a ja byłam u kresu sil...Niby wiem, że to dobrze że z ojcem ma taki dobry kontakt ale czasem czuje takie ukłucie zazdrości i poczucie odarcia z tego co w macierzynstwie najpiękniejsze kiedy widzę że to do niego się uśmiecha zaraz po przebudzeniu i kiedy tylko go zobaczy, to jego zaczepia do wspólnej zabawy, to u niego się najprędzej uspokaja, to w jego oczy potrafi się wpatrywać z uśmiechem, to przy nim śmieje się w głos...nie mówię że mnie jakoś odrzuca, bo do mnie też się uśmiecha, też się przytula, też się czasem zaśmieje na głos ale ode mnie wymaga to sporo wysiłku i raczej muszę o to że tak powiem zabiegać. nie wiem co robię nie tak, jestem z nim cały czas, wychodzę sporadycznie na góra dwie godziny a wtedy zostaje z tatą, kiedy jesteśmy sami cały czas się nim zajmuje, bawię się z nim, śpiewam piosenki, obnoszę po domu, przytulam ale kiedy wraca mąż to ja już jestem tylko od karmienia, przebierania i ululania do snu a i to nie zawsze bo czasem woli żeby zrobił to tata. Boję się że z miesiąca na miesiąc będzie gorzej i w końcu tylko Tata będzie się dla niego liczył... proszę doradzcie czy to się jeszcze zmieni i czy mogę coś jeszcze zrobić aby polepszyć moją więź z dzieckiem..tyle się mówi o tym że dziecko ma najsilniejsza więź z matką a tu na odwrót, po części czuje się przez to złą matką.