jk3377
12.02.05, 11:34
Dosłownie! Nie wiem co już robić, a może nic? Niby wszystko dobrze, bo do
dziecka przychodzi jak trzeba, zajmie się (choć i tak robi to dla syna nie
dla mnie przecież) ale jej mądrości i doświadczalne pomysły już mnie
wkurzają. Zawsze coś nie tak. A to nie takie zupki daje bo maly sie do
słoiczków przyzwyczai i koniec do 7 roku życia(!), dlaczego mu jeszcze nie
daje szynki, kawke z mlekiem to tez moze troszke popic, czy mu glutenowe
produkty wczesniej dała nigdy sie nie dowiem.Nie mówiąc już o znoszeniu
ciuchów z lumpeksu. A jak już mnie coś niepokoi u malego , to martwi się
owszem ale do lekarza to NIE-bo mi ze zdrowego dziecka chore zrobią.Oszaleć
można!
A ostatnio, już nie o dziecko teraz ale o męża, to dowiedzialam się ze prawie
co dzień przychodzi do męża pracy z obiadkami.Jakby żony nie miał. Przecież
my tez coś jemy, umiemy gotować i jakoś nie biedujemy.Ale może ona twierdzi
ze jej synek jest niedożywiony, kurcze moze ja głodze!?!
Czy ja już przesadzam? Może bez powodu się złoszczę? Darować sobie to
wszystko..?