Ale ze mnie straszna jędza. Przez swoje lenistwo zrobiłam krzywdę swojemu
dziecku. Z przyzwyczajenia (głównie z lenistwa

( ) nauczyłam się podawać
synkowi Cebion prosto z butelki do buzi. Dziś jednak mały strasznie się
wiercił i ciężko było ucelować i stało się... jedna kropla padła blisko
dziurki od nosa, a ja durna zamiast szybko zetrzeć ją ręką, rzuciłam się po
pieluszkę, a w tym czasie mały wciągnął tę kroplę Cebionu do nosa. Krzyk nie
z tej ziemi, chisteria, panika!!! Mały się drze, ja stoję jak słup soli.
Dobrze, że mąż szybko zareagował i psiknął małemu solą fizjologiczną do
noska. Jejku jak mi szkoda było malucha, ale mam nauczkę, że przy dziecku
trzeba lenistwo trochę ukrucić. Niestety to nie jedyne "kuku" jakie w ciągu
jego 7 miesięcy życia zrobiłam jemu: skaleczyłam go raz obcinając mu
paznokcie oraz drapnęłam go kiedyś na główce do krwi, bo szkoda mi było
rozstać się z długimi paznokciami. Ale ze mnie matka! A Wy macie też coś na
sumieniu, czy tylko mój synek ma matkę niezdarę?
Moja Dzidziuńka - Bartosz Dragomir