blizniaczka1
28.09.05, 16:08
Pomocy! Mój synek ma prawie 6 tygodni.
W dzień karmienie piersią wydłuża się do godziny, półtorej, dwóch, w trakcie
zdarzają się także "awantury przy cycku" (wierzganie, puszczanie brodawki,
szukanie jej, rzucanie główką, machanie rączkami, płacz - odbeknięcie pomaga
na chwilę, potem jest to samo). Do tego Mały je, zasypia, je zasypia, "siła
ssania" maleje z czasem... Nie wiem, czy on się najada, choć na wadze
przybiera. Po takim dłuższym jedzeniu zasypia, ale na krótko, nawet na
spacerze nie śpi dłużej niż 40 minut i wracamy z "orkiestrą". Jest to
frustrujące i to mocno.
Położna poradziła mi podać butelkę, żeby się dojadł i zobaczyć, czy to coś
zmieni. No i właśnie Mały zasnął i śpi już godzinę...
W nocy natomiast je ostatnio co 4 godziny, nie przysypia, tylko zaspokaja
głód w ok. pół godziny i dopiero wtedy zasypia twardo. Jakby nie bolący
brzuszek/gazy ok. 4-5 rano, to noce byłyby z nim idealne. Martwi mnie jednak
takie przerywane karmienie w dzień i jestem o krok od poddania się - w takim
systemie nic nie mogę w domu zrobić, nawet sobie śniadania ani obiadu.
Ostatnio karmiła mnie mama, jak ja karmiłam Małego.
Poradźcie, czy to się jakoś unormuje??? Czy taka dysproporcja jest normalna
między dniem a nocą w tym wieku?
Czy się poddać i dokarmiać butlą? Boję się, że po prostu zaniknie mi pokarm,
którego nie ma jakoś strasznie dużo do tego pewnie jest uboższy, bo ze
względu na skazę białkową przez miesiąc mam nie jeść nabiału.
HELP!