Dodaj do ulubionych

Historia drzemki,

17.01.06, 14:55
Moja 9.5m corka zabkuje (jedynki i dwojki gorne) i ostatnio bardzo malo spi.
Dzis bawilam sie z nia na lozku, sama juz jestem wyczerpana i w pewnym
momencie przytulia sie i razem usnelysmy. Przelozylam ja do lozeczka, az tu
nagle ...
w i e r c e n i e w scianie...i koniec snu.
Czy istnieje jakis rezyser takich sytuacjii? Zbieg okolicznosci? Poszlabym i
pogadala z sasiadem ale jest dzien i moze wiercic, tylko dlaczego akurat
teraz? Czy zdarza sie Wam uczestniczyc wraz ze swoimi dziecmi w tak
abstrakcyjnych wydarzeniach?

Pozdrawiam wszystkie mamy,
Obserwuj wątek
    • mooh Re: Historia drzemki, 17.01.06, 15:05
      Zdarza się, i owszem, zdarza się. Tylko w roli głównej zamiast wiertarki jest
      hałaśliwy pies. O ile wiertarkę można wyłączyć, to psa już raczej nie smile
    • agabro Re: Historia drzemki, 17.01.06, 15:05
      No to witam w klubie z tym, że mi to sie zdarzalo prawie codziennie przes pół
      roku. Swoja drogą jak można przez pół roku wiercić lub pukać? Juz myślałam, że
      może jakiś mój wróg zamontowal kamere w domu. Pozdrawiam!
    • mama_helenki niestety, zdarzyło się :( 17.01.06, 15:34
      ...na oddziale patologii ciąży. Dzień przed planowanym wywoływaniem porodu
      robiono mi mnóstwo badań, do tego na moją salę, do koleżanek ciągle
      przychodzili jacyś goście, a w nocy.... piętro wyżej, na oddziale noworodków,
      akurat tej nocy były jakieś problemy, więc personel biegał... w drewniakach!!!
      to było dosyć groteskowe, oczywiście nie udało mi się zmrużyć oka.
      Dodam jeszcze, że na tym splot nieszczęśliwych (tzn. nie dających spać)
      okoliczności się nie skończył: oksytocyny mi nie podano, bo na porodówce nie
      było miejsc, a wieczorem pojawiły się bóle (i nikt z personelu nie chciał
      uwierzyć, że to już "te" bóle, więc poród miałam bez znieczulenia, bo jak
      uwierzyli, to było na nie za późno), całą tę noc chodziłam po ścianach,
      następnego dnia, o 10:00 urodziłam, w ciągu tego dnia nawet na chwilę nie
      mogłam się zdrzemnąć (dziecko które nie śpi + goście koleżanek z sali), a
      następną noc (tzn. pierwszą po porodzie) miałam nieprzespaną z powodu braku
      pokarmu i płaczącego z głodu dziecka. Potem, w ciągu dnia, dziecko ciągle spało
      co kilka minut przez kilka minut, a goście do koleżanek przychodzili od rana do
      wieczora. Dziś jak o tym myslę, zastanawiam się skąd miałam na to siły...
      Niektóre "zbiegi okoliczności" sa wyjątkowo złośliwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka