Dodaj do ulubionych

argumenty za jedynakiem?

    • karin29 Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 20.04.06, 17:41
      Jacy oni będą w relacjach z innymi ludźmi i czy dla nich wyjście ze świata,
      gdzie byli jedyni i w centrum do rzeczywistego będzie pozytywne?
      Jak może wyglądać ich zderzenie z rzeczywistością w dorosłym świecie, gdzie
      przecież będą musieli budować relacje z różnymi ludźmi?
      Może napisze ktoś o swoich wrażeniach z jedynakami, bo nie zawsze są one
      pozytywne. Raczej rzadko.
      Sami rodzice wychowują sobie często późniejszego tyrana.
      • bratowa_press Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 20.04.06, 17:58
        z jedynakow wyrastaja przeważnie aroganckie chamy uważające sie za pepek
        swiata.Wiem xos o tym,bo mo tata jest jedynakiem i jest samolubnym
        mamisynkiem.Wogole nie znam jedynaka co jest ok.A Ty wychodujesz następnego
        chamowatego stworka.
        • karin29 Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 20.04.06, 18:03
          To nie jest pytanie, co wyrośnie z mojego dziecka? Skąd przyszło Ci to na myśl?
          • bratowa_press Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 20.04.06, 19:21
            Jakoś tak to zrozumiałam.Sorry.
        • niebieski_koralik Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 21.04.06, 12:14
          Bratowa_press, jak rozumiem masz rodzeństwo, a twoja wypowiedź jest oznaką
          głębokiej kultury i wyjątkowej inteligencji, o znajomości ludzi i zasad
          ortograficznych (wyHodować!)nie wspominając?
          Jestem jedynaczką, ale to nie zdominowało mojej osobowości, jedynacy, wyobraź
          sobie, nie wychowują się w izolacji, ale pośród innych dzieci w przedszkolu, na
          podwórku, później w szkole, albo z kuzynami czy kuzynkami i mają takie same
          możliwości nauczenia się współdziałania i interakcji z innymi jak dzieci, które
          mają rodzeństwo.
          Nie muszą być, jak to napisałaś, "chamowatymi stworkami" (zastanawiam się czy
          twoja wypowiedź nie jest bardziej w stylu twojego wyimaginowanego samoluba?).
          Akurat umiejętność zdobywania przyjaciół, wspierania ich i w ogóle wszelkie
          umiejętności interpersonalne należą do najmocniejszych spośród moich, nie tak
          znowu licznych, zalet.
          pozdrawiam i życzę bardziej przemyślanych opinii.
        • marta_125 Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 21.04.06, 13:40
          Ja też mam same złe doświadczenia z jedynakami. Oni są poprostu inni... Nie
          mówię że grrsi czy lepsi, poprostu inni.
          Od dziecka słyszałam od różnych ludzi-mjak będziesz wybierała męża to pamiętaj
          TYLKO NIE JEDYNAKA.
          Coś w tym musi być...
          • anetka1606 Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 21.04.06, 15:07
            ..jedynacy sa inni...bardziej inteligentni?!!Ja osobiście mam brata,za to
            wyszłam za jedynaka.Z bratem spotykam się 2 razy w roku przy okazji karpia i
            jajeczka, ewentualnie jak chce ode mnie pozyczyc kasę lub potrzebuje
            zyranta.Jest ode mnie 4 lata starszy, jako młody człowiek ciagle mnie bił i
            wystraszał narzeczonych, wcale za nim nie tęsknie, więzi rodzinne w mojej
            rodzinie sa dużo uboższe niż w rodzinie mojego męża jedynaka i to oni sa dla
            mnie wzorem rodziny , która się nawzajem kocha i wspiera.Poza tym wszystko jest
            kwestią charakteru
          • tooz Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 25.04.06, 11:13
            Ty sie ciesz ze nie zyjesz w sredniowieczu bo bys zwariowala od wszystkich
            gusel i przesadow obecnych w tamtych czasach... Chinczycy,hiszpanie i murzyni
            tez sa inni...Kazdy jest inny...Zdejmij te swoje klapki z oczu w koncu...
        • owca_86 właśnie - a najgorsze jest walczyć z takim 23.04.06, 13:17
          postrzeganiem siebie przez inne osoby, żyć się odechciewa...sad

          jedynaczka.
      • joxanna Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 20.04.06, 18:20
        ja chcę mieć dwoje, albo troje. Chociaż po pierwszych tygodniach życia córeczki
        już miałam dość, ale już odreagowuję i wracam do pierwotnego planusmile

        Najbardziej przekonuje mnie to, że nie znam nikogo, kto ma więcej, niż jedno
        dziecko i żałuje, że ma ich za dużo i trzeba było poprzestać na jednym.

        Znam za to małżeństwa, które mają jedno dziecko i żałują, że nie mają więcej.
        smile
      • peresia Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 20.04.06, 18:26
        Cechuje Cię brak tolerancji i empatii. Zapewne masz rodzeństwo. Super!

        • joxanna Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 20.04.06, 18:43
          Dlaczego brak tolerancji? Napisałam tylko o moich obserwacjach. Nie mam żadnych
          problemów z jedynakami - mój mąż jest jedynakiem i jest bardziej wrażliwy, niż
          wiele osób, które mają rodzeństwo. Ma bardzo dobry kontakt z rodzicami, ale też
          łatwo nawiązuje dobre przyjaźnie. Ale żałuje, że nie ma rodzeństwa i jego
          rodzice żałują, że nie zdecydowali się na więcej dzieci (a świat byłby lepszy,
          gdyby mieli jeszcze kilkoro podobnychsmile. ja mam brata, ale dużo ode mnie
          starszego i w zasadzie chowaliśmy się pojedynczo - żadnych wspólnych znajomcyh,
          żadnych wspólnych spraw. Teraz też osobne życia. W zasadzie nawiązaliśmy kontakt
          już jako osoby dorosłe, tak, jakbyśmy się poznali jako obcy. A jednak jest
          między nami jakaś więź, zupełnei inna, niż między przyjaciółmi i ja ją sobie
          bardzo cenię.

          Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie ile powinno się mieć dzieci. Tyle, ile
          człowiek czuje, że powinien. Każdy musi sam podjąć tę decyzję. Czasem dziecko
          podejmie decyzję za rodzicówsmile

          Ja mam poczucie, że mogę mieć 1, ale też mogę mieć 5 i wszystkie będę kochać,
          wychowam i wyposażę jak to będzie możliwe. A jednak trzeba się na jakąś liczbę
          zdecydować - dziś mam 31 lat i jeśli chcę mieć więcej to muszę raczej szybko to
          zaplanować. I dlatego patrzę sobie na różne rodziny i zastanawiam się, pytam. I
          słyszę te same argumenty co tu przytoczone, więc dopisałam tylko tę jedną
          jeszcze obserwację.
      • astomi25 Re: Może lepiej,co wyrośnie z takiej/go jedynaka? 21.04.06, 10:56
        A ja z wszystkich chamow, prostakow i egoistow nie znam nikogo kto bylby
        jedynakiem. Przeciwnie-wszyscy maja rodzenstwo. I jaki z tego wniosek?!
        W ogole nie rozumiem co ma piernik do wiatraka?

        Ja bede miala jedno dziecko, bo to MOJE zycie i nikt nie bedzie mi go na sile
        urzadzal. Urodzic latwo, wychowac trudniej, zwlaszcza jesli nie ma sie na to
        sily, checi, ani odpowiedniej ilosci srodkow finansowych.
    • niemyte_mohery Nie tlumacz sie!!! 20.04.06, 18:37
      Jesli nie chcesz o czyms rozmawiac to najlepiej unikaj tematu. Takze jak twoi
      znajomi zaczynaja rozmowe o dobrodziejstwie wiekszej ilosci dzieci, nie
      zabieraj glosu, bo sama prowokujesz do zadawania pytan osobistych.
      Jesli sa bardzo wscipscy i maltretuja Cie o odpowiedz, to powiedz po
      prostu, "mam swoje powody". Po takiej odpowiedzi, kazdy przecietnie
      inteligentny zostawi Cie w spokoju. Jesli nie, to powiedz "nie chce o tym
      rozmawiac". To skutkuje nawet na meza wink))

      Powodzenia!
    • duchczasow z klanu jedynaków:) 20.04.06, 19:00
      teściowie, rodzice, mąż, ja, syn, synowa, wnuk-wszyscy jedynacy!

      Oprócz istniejących wad, argumenty "za" u nas sprawdzające się u wszystkich (i
      od razu zaznaczam, że mówię tylko o mojej rodzinie, o 9 osobach i nie zamierzam
      polemizować, jeśli znacie tysiące ludzi zaprzeczających moim obserwacjom:

      1.dobrze sobie radzą z samotnością, bo przywykli do niej jako normalnego stanu
      (przejawy przeróżne: późne, świadome małżeństwa(wszyscy oprócz wnukasmile, dobre
      znoszenie wdowieństwa(teściowa i mama),łatwa akceptacja tego, gdy ktoś musi
      wyjechać na miesiąc-dwa służbowo (rodzice, my i dzieci),niemarudzenie przy
      wyjazdach bez pary lub wyjścich nieparzystych; wybredne dobieranie sobie
      znajomych/chłopaków/dziewczyn/mężów/żon;
      2.poczucie, że jak się czegoś chce, to trzeba to sobie osiągnąć, bo nikt inny
      tego nie zrobi za nas;
      3. samodzielność i luz psychiczny w związkach (nie mówie o zdradach, tylko o
      przestrzeni dla tego drugiego; niebluszczowatość,nieuzależnianie "sensu życia"
      wyłącznie od drugiej osoby - męża, dziecka, rodzica - wszystko jedno; założenie,
      że nawet gdy prawie wszystko jest wspólne, to i tak każdy ma prawo do czegoś
      swojego i to jest w porządku;
      4. trud wkładany w kontakty międzyludzkie: nikt nie jest ci "przypisany" z racji
      bycia rodzeństwem, więc jesli chcesz mieć kolegę/ przyjaciółkę/ partnera, to
      musisz sie starać, dać coś z siebie, bo samo twoje istnienie nie jest zasługą;
      5.odporność na szukanie oparcia w grupie; niezalezność poglądów i działań;
      6. uciążliwy czasem nawyk przyznawania się do błędów i win; bo jak się nauczyć
      zwalania na innych smile?

      i gdy się tak zastanawiam, to mi wychodzi, że mogłabym do setki dociągnąćsmile
      • fasolala Re: z klanu jedynaków:) 20.04.06, 19:08
        > 1.dobrze sobie radzą z samotnością, bo przywykli do niej jako normalnego stanu
        > (przejawy przeróżne: późne, świadome małżeństwa(wszyscy oprócz wnukasmile, dobre
        > znoszenie wdowieństwa(teściowa i mama),łatwa akceptacja tego, gdy ktoś musi
        > wyjechać na miesiąc-dwa służbowo (rodzice, my i dzieci),niemarudzenie przy
        > wyjazdach bez pary lub wyjścich nieparzystych; wybredne dobieranie sobie
        > znajomych/chłopaków/dziewczyn/mężów/żon;


        > 3. samodzielność i luz psychiczny w związkach (nie mówie o zdradach, tylko o
        > przestrzeni dla tego drugiego; niebluszczowatość,nieuzależnianie "sensu życia"
        > wyłącznie od drugiej osoby - męża, dziecka, rodzica - wszystko jedno; założenie
        > ,
        > że nawet gdy prawie wszystko jest wspólne, to i tak każdy ma prawo do czegoś
        > swojego i to jest w porządku;
        > 4. trud wkładany w kontakty międzyludzkie: nikt nie jest ci "przypisany" z racj
        > i
        > bycia rodzeństwem, więc jesli chcesz mieć kolegę/ przyjaciółkę/ partnera, to
        > musisz sie starać, dać coś z siebie, bo samo twoje istnienie nie jest zasługą;
        > 5.odporność na szukanie oparcia w grupie; niezalezność poglądów i działań;
        > 6. uciążliwy czasem nawyk przyznawania się do błędów i win; bo jak się nauczyć
        > zwalania na innych smile?




        jako jedynaczka podpisuje się pod tym postem ręką, druga ręką i jeszcze nogami smile)))

        w moim poscie zapomniałam umieścic argument a dobrym znoszeniu samotności.
        nie wpadłam na pomysł zwalania winy na innych smile
      • ab7777 Re: z klanu jedynaków:) 21.04.06, 00:27
        Wybacz,że to powiem ale jeśli nigdy nie mialas rodzeństwa to jak w ogóle możesz
        podawać tego typu argumenty? bluszczowatość,znoszenie wdowieństwa itp.to
        wierutne bzdury .
      • jmx Re: z klanu jedynaków:) 21.04.06, 02:42
        duchczasow napisała:

        > teściowie, rodzice, mąż, ja, syn, synowa, wnuk-wszyscy jedynacy!
        >
        > Oprócz istniejących wad, argumenty "za" u nas sprawdzające się u wszystkich (i
        > od razu zaznaczam, że mówię tylko o mojej rodzinie, o 9 osobach i nie
        zamierzam
        > polemizować, jeśli znacie tysiące ludzi zaprzeczających moim obserwacjom:
        >
        > 1.dobrze sobie radzą z samotnością, bo przywykli do niej jako normalnego stanu
        > (przejawy przeróżne: późne, świadome małżeństwa(wszyscy oprócz wnukasmile, dobre
        > znoszenie wdowieństwa(teściowa i mama),łatwa akceptacja tego, gdy ktoś musi
        > wyjechać na miesiąc-dwa służbowo (rodzice, my i dzieci),niemarudzenie przy
        > wyjazdach bez pary lub wyjścich nieparzystych; wybredne dobieranie sobie
        > znajomych/chłopaków/dziewczyn/mężów/żon;
        > 2.poczucie, że jak się czegoś chce, to trzeba to sobie osiągnąć, bo nikt inny
        > tego nie zrobi za nas;
        > 3. samodzielność i luz psychiczny w związkach (nie mówie o zdradach, tylko o
        > przestrzeni dla tego drugiego; niebluszczowatość,nieuzależnianie "sensu życia"
        > wyłącznie od drugiej osoby - męża, dziecka, rodzica - wszystko jedno;
        założenie
        > ,
        > że nawet gdy prawie wszystko jest wspólne, to i tak każdy ma prawo do czegoś
        > swojego i to jest w porządku;
        > 4. trud wkładany w kontakty międzyludzkie: nikt nie jest ci "przypisany" z
        racj
        > i
        > bycia rodzeństwem, więc jesli chcesz mieć kolegę/ przyjaciółkę/ partnera, to
        > musisz sie starać, dać coś z siebie, bo samo twoje istnienie nie jest zasługą;
        > 5.odporność na szukanie oparcia w grupie; niezalezność poglądów i działań;
        > 6. uciążliwy czasem nawyk przyznawania się do błędów i win; bo jak się nauczyć
        > zwalania na innych smile?
        >
        > i gdy się tak zastanawiam, to mi wychodzi, że mogłabym do setki dociągnąćsmile


        ... ja też. Mam dwójkę rodzeństwa i wymienione przez Ciebe cechy. I dopisałabym
        więcej ale nie wypada się przechwalać wink
      • owca_86 oj, jest w tym coś...:) tak jak o mnie,,,ehh życie 23.04.06, 13:02

      • titta Re: z klanu jedynaków:) 24.04.06, 14:56
        Ciekawe...
        Wlasciwie wszystkie te cechy mam jako jedynak. I kurcze, jakos mi zawsze z tym
        zle bylo... Moze dlatego, ze zawsze obracalam sie wsrod nie-jedynakow. Zawsze
        chcialam sobie tez "pobluszczowac" i jakos nie umiem smile
    • fasolala Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 19:05
      Jestem jedynaczka.
      Uwazam, że osoba, która ma więcej niż jedno dziecko lub ma rodzeństwo nigdy nie
      zrozumie jak to jest być jedynakiem.

      Nie uwazam się za osobę rozpieszczoną. wręcz przeciwnie, nigdy rodzeństwo za
      mnie nie posprzatało, nie pomogło w nauce, nie dało zeszytów z opracowanymi
      tematami czy używanego podręcznika szkolnego.
      Siostra ani brat nie zrobili mi śniadania, nie ugotowali herabty, nie wyniśli
      śmieci, nie wyprowadzili psa (pomijam fakt, że nie mam psa wink ).

      Nie poszłam także z rodzeństwem na impreze, nie gadałam z ich znajomymi, nie
      pojechałam na wakacje/ weekend do miasta, w którym studiuje.

      rodzeństwo nie pomoże mi napisać listu motywacyjnego, pracy magisterskiej itp.

      Nigdy tez nie pożyczałam fajnego ciucha (jedynak jest rozpiszeczony i ma
      wszystko? dwie siostry, w podobnym rozmiarze, maja dwa razy więcej ciuchów)

      W każdej z tych sytuacji musiałam sobie radzić sama, bo ostatnimi czasy (mam 18
      lat) rodzice też nic za mnie nie robią. w moim domu podział obowiązków sie nie
      rozkłada na rodzeństwo, nie często też na rodziców.
      Ja jako jedynaczka musze radzić sobie w zyciu sama, z niewielką pomocą rodziców,
      którzy nie mieli nigdy zbyt wiele czasu, który mogli by mi poświęcić.

      Jedynak nie poradzi sobie w zyciu? wręcz przeciwinie- będzie sobie musiał radzić
      ze wszystkim sam bo mu rodzeństwo w życiu nie pomoże i bęzie musiał radzić sobie
      sama. a żeby sobie poradzić, musze się uczyć odpowiedzialności bo moich
      obowiązków i domowych i innych nie zrzuce na rodzeństwo bo mi się nie chce, bo
      leci fajny film.

      Egoista, nie potrafi się dzielić? Nie zawsze. z drugiej strony czasem to się
      przydaje, nikt mi dobrego stanowska nie sprzatnie sprzed nosa bo będe walczyć o
      nie mysląc o sobie. jakaś fleja, która się zawsze musiała dzilić z rodzeństwem
      poda mi stanowisko na tacy wink


      wydaje mi się, że jedynaki sobie lepiej poradzą w zyciu (wierzcie mi- nie
      wszytkie są rozpieszczone).

      Jedynak egoista- zabłysne egoizmem: DOBRZE MI SAMEJ, DOBRZE MI JAKO JEDYNCZCE.
      nie musze się kłucić z nikim poza rodzicami o to kto ma czego używac i co robić,
      za dużo nerwów, a i tak bez tego życie jest nerwowe.

      co będzie jak rodziców nie będzie? nie wiem, może poczuje sie trochę samotna-
      ale zawsze jeszcze mam kuzynów.
      swoją drogą, nie chciałabym mieć rodzeństwa takiego jak mają moi rodzice
      (pozwólcie, że sie w to zagłebiać nie będe)

      dziekuję za uwagę.
      Jedynaczka fasola
      • maretina Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 19:12
        hihihihi fasola....dalas czadusmile
        • merula17 Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 19:58
          Tak naprawdę w jakie by się sytuacji nie było, to zawsze znajdą się "pytacze".
          1. kiedy ślub
          2. kiedy dziecko
          3. kiedy drugie, trzecie... itp.
          4. masz chłopca- kiedy córeczka i odwrotnie
          5. dwie dziewczynki- kiedy synek i odwrotnie
          6. i różne inne warianty dot. sytuacji życiowych
          A najlepszym argumentem jest :" taką podjęliśmy decyzję" i już. Trzymajcie się
          wszyscy odpytywani.
        • anula36 Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 20:11
          w mojej rodzinie z kolei rodzenstwo moich rodzicow tak dalo czadu, ze wcale
          nie zaluje ze jestem jedynaczka, i nie bede zalowac jak mi sie kiedys trafi
          jedynak jako dziecko.
      • jmx argumenty za jedynakiem? kontra 21.04.06, 03:12

        Piękne argumenty smile. Nikt Ci nie pomagał więc wyrosłaś na zaradną osobę i sobie
        poradzisz. To jasne. Ale rodzina to system naczyń połączonych. Tobie nikt nie
        pomagał ale Ty także nikomu nie pomagałaś - nie odrabiałaś wspólnie lekcji, nie
        pożyczyłaś ulubionego ciucha, nie wyszłaś z psem za kogoś, nie myłaś naczyń
        pomimo "nie swojej" kolejki... Więc "sobie" poradzisz. Ale czy będziesz
        potrafiła pomóc innemu kosztem siebie...? jasne, że sprowadzanie odpowiedzi na
        to pytanie tylko do kwestii posiadanego (bądź nie) rodzeństwa to byłoby
        uproszczenie. Ale rodzeństwo daje wstępny "trening", który się przydaje później
        w życiu.

        Z moich obserwacji pojedynczych dzieci w rodzinie i znajomych wynika, że
        rzeczywiście są to osoby zaradne, samodzielne, śmiałe. Ale jakieś... nie wiem
        jak to ująć... nie chce pisać, że rozpieszczone ale można zauważyć u nich (w
        mniejszym lub większym stopniu; to też zależy od wieku dziecka) taką
        świadomość, że wszystko co chcą im się należy. To co chcą to mają, bez
        świadomości, ze można czegoś bardzo pragnąć i tego nigdy nie dostać. To jest
        trudna granica dla rodzica między dawaniem a już "rozpieszczaniem" i dawaniem
        wszystkiego o czym tylko dziecko zamarzy. W rodzinie gdzie jest więcej niż
        jedno dziecko to się jakoś naturalnie układa. Pomijam jakieś patologie i
        faworyzowanie jednego dziecka kosztem drugiego bo jak sądzę taka sytuacja nie
        ma miejsca w rodzinach wypowiadających się tu osób smile.
        • kiniox Re: argumenty za jedynakiem? kontra 21.04.06, 13:11
          No niby fakt, niby jest w tym jakaś logika, ale pomijasz fakt, że człowiek uczy
          się nie tylko przez doświadczenia własne. Wystarczy, że ma w głowie więcej niż
          dwie działające szare komórki. Jestem jedynaczką, a mój mąż pochodzi z rodziny
          wielodzietnej. I zaskakujące jest to, że mamy bardzo wiele podobnych cech,
          które jakoś w sobie wypracowaliśmy, chociaż nasza sytuacja życiowa była
          skrajnie różna. Tymczasem rodzeństwo mojego męża jest od niego zupełnie inne,
          chociaż wychowywali się w tej samej rodzinie. Jak to wytłumaczyć? Dlaczego mój
          mąż jest dobrym, odpowiedzialnym i wrażliwym człowiekiem, a np. jeden z jego
          braci jest bezmyślnym lekkoduchem? Jak to się stało, że ja - podobno
          rozpuszczona jedynaczka - jednak potrafię troszczyć się o innych, sprawiać im
          niespodzianki, pomagać i nie oczekuję, że cały świat będzie się kręcił wokół
          mnie?
          Nie mam argumentów na przewagę posiadania jedynaka nad posiadaniem dwojga czy
          trojga dzieci, czy też odwrotnie, bo takiej przewagi według mnie po prostu nie
          ma. Albo się wychowa porządnego człowieka, albo nie, bez względu na
          okoliczności.
        • radinka Re: argumenty za jedynakiem? kontra 21.04.06, 13:25
          A ja właśnie słyszałam, że to jedynacy sa bardziej prospołeczni. Rodzeństwo z
          reguły walczy ze sobą na zasadzie "Nie podzielę sie z Tobą czekoladą - Ty masz
          swoją". Oczywiście rodzice mogą z tym walczyć, ale fakt jest faktem, że
          dzielenie się z rodzeństwem jest czymś, co dzieci nie lubią i na co patrzą
          wrogo.
          Jedynacy do tego inaczej podchodzą, bo dla nich dzielenie się z innymi dziećmi
          (czekoladą, zabawkami...) jest drogą do budowania kontaktów z innymi dziećmi.

          Ja jestem jedynczką, a pamiętam, że wychowawcy (szkolni, na koloniach itd)
          raczej chwalili mnie wobec moich rodziców pod kątem takich zachowań.

          Teraz tez chyba nie mam problemów z pomaganiem innym ludziom. To nie ma być
          jakieś chwalenie się, zresztą jestem tu anonimowa. W każdym razie zdarza mi sie
          komuś pomagać - wpłacać kasę na jakies konta charytatywne, pomagać przyjaciołom
          w jakiś konkretny wymierny (nie tylko finasowy) sposób, zrobić kanapki
          kloszardom, czy coś takiego. Myślę, że to duża zasługa mojej mamy, która była
          po prostu aniołem (chociaż nie jedynakiem).
      • owca_86 też się zgadzam...po części 23.04.06, 13:06
        mnie jednak brakuje rodzeństwa - może czasem fajnie być samą, ale czasem
        jest "łyso" (a nie wszyscy jedynacy są diszami towarzystwa i mają mnóstwo
        przyjaciół, którzy rekompensują brak rodzeństwa...)

        pzdr
    • jasiekmiki Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 21:42
      Tak sobie czytam "te" argumenty, czytam... Ja rozumiem, że ktoś nie może mieć
      dziecka (600 zł zarabia, chory jest itp) ale nie chcieć bo... Przecież to czysty
      egoizm. A ile się trzeba namęczyć, żeby z jedynaka egoista nie wyrósł smile). A
      wzór egoistycznych zachowań już ma. Mozna by dużo gadać, ale po co. Nikt nikomu
      dzieciak na siłę nie wciśnie wink
      • maretina Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 21:52
        jasiekmiki napisała:

        > Tak sobie czytam "te" argumenty, czytam... Ja rozumiem, że ktoś nie może mieć
        > dziecka (600 zł zarabia, chory jest itp) ale nie chcieć bo... Przecież to
        czyst
        > y
        > egoizm. A ile się trzeba namęczyć, żeby z jedynaka egoista nie wyrósł smile). A
        > wzór egoistycznych zachowań już ma. Mozna by dużo gadać, ale po co. Nikt
        nikomu
        > dzieciak na siłę nie wciśnie wink

        rozumiem, ze w wielodzietnych rodzinach egoistow nie ma?
        poza tym nie wiedxiaalm, ze trzeba sie rozmnazac dla zasadysmile. wracasz do
        czasow pierwotnych? mam nadzieje, ze gra wstepna do seksu nie jest u Ciebie
        sytuacja, ze dostajesz od meza za przeproszeniem w glowe maczuga a potem za
        wlosy ciagnie Cie do jaskini( czytaj: lozka, tudziez na inny mebelbig_grin).
    • kiwaczek11 zapytaj równiez jedynaków 20.04.06, 21:51
      jestem jedynakiem i uwazam to za największą porazke moich rodziców
      jako "inżynierów" mojego zycia.
      Jestem osoba samotną i nie zanosi się na to , aby miało się coś tu zmienić.
      Dodatkowo podupadłem na zdrowiu, co jeszcze bardziej pogłębia moją smaotność. Z
      wielką zazdrością patrzę na moich znajomych, którzy wspierają się nawzajem ze
      swoim rodzeństwem i ich partnerami , rodzinami . Zarówno w chwilach smutku
      jaki radosci i relaksu.
      Róznie się w zyciu układa, tak jak mnie tez. Bardzo brakuje mi rodzeństwa już
      teraz. Wole nie myslec o tym , kiedy rodzice odejdą. Będę sam jak palec, a
      jesli z kims przy specjalnych okazjach, to zawsze na przyczepkę. Nie wśród
      swoich.
      • maretina Re: zapytaj równiez jedynaków 20.04.06, 21:54
        kiwaczek11 napisał:

        > jestem jedynakiem i uwazam to za największą porazke moich rodziców
        > jako "inżynierów" mojego zycia.
        za swoje zycie odpowiadasz Ty sam. pochodz w ciazy, przejdz przez porod, nie
        spij po nocach, stresuj sie czy po ciazy wylecisz z roboty czy nie a potem
        pogadamy o gornolotnych wizjach stadnej rodziny. nalezy brac pod uwage realia,
        rzeczywistosc, ktora nas otacza, a ta dla kobiet nie jest przyjazna.
        >
        • anula36 Re: zapytaj równiez jedynaków 20.04.06, 22:00
          ale kiwaczek to chyba facet... przynajmnmiej tak pisze o sobie- "podupadlem na
          zdrowiu"
          • maretina Re: zapytaj równiez jedynaków 20.04.06, 22:03
            anula36 napisała:

            > ale kiwaczek to chyba facet... przynajmnmiej tak pisze o sobie- "podupadlem
            na
            > zdrowiu"

            wiem, celowo tak napisalam. niemozliwe jest, zeby facet wiedzial o czym piszemy
            ( sytuacja kobiety, matki w naszym zakichanym kaczolandzie). on ma wizje a
            kobieta ma rodzic. taaaaaaaaaaaaaa.
        • kiwaczek11 Re: zapytaj równiez jedynaków 20.04.06, 22:04
          1. sam nie spłodzę sobie brata czy siostry
          2. mit o kowalu własnego losu jest oczywista bzdurą ( bez urazy)
          3. owszem, dziecko to ból porodu, wyrzeczenia, trudności, koszty. Dwoje dzieci
          to to samo tyle że razy 2 , a czasem i w kwadracie. Ale w konsewkencji tego
          możnaby powiedzieć, po co miec dzieci, skoro tyle problemów.

          Nie opowiadam się kategorycznie za wielodzietną rodziną. Pokazuje tylko jak
          może wygladać jedynactwo. A każdy decyduje za siebie i na własną
          odpowiedzialność.
          • radinka Re: zapytaj równiez jedynaków 21.04.06, 13:15
            A dlaczego nie ożeniłeś się? To tez jest kucie swojego losu. Twoi rodzice nie
            zdecydowali się na drugie dziecko z jakichś przyczyn, a czemu Ty nie
            zdecydowałeś się na małżeństwo?
            Nie trafi do mnie argumentacja, że nie było za kogo, bo jest mnóstwo samotnych
            kobiet i nie trzeba od razu szukać ksieżniczki.
            Miałbyś żonę, nie byłbyś samotny. Prawododobnie mieli byście dzieci (lub
            dziecko - nigdy nic nie wiadomo), miałbyś tez rodzinę żony, jako swoją.
            Dodam, że ja w tej chwili nei rozróżniam specjalnie pomiędzy krewnymi męza, a
            swoimi - jego ciotki są na równi moimi ciociami, brat bratem itd.
    • jones66 Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 22:03
      Tez mamy jedno dziecko i tez pytaja czemu tylko jedno. No ogol moj maz
      odpowiada a co zlego z tym ktore mamy? W naszym przypadku to sprawa calkowitego
      braku rodziny po tej stronie Atlantyku - najblizsza jest jakies 8 godzin lotu
      od nas. Nie jest latwo.
    • czudna Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 22:09
      Nie mam dla ciebie argumentu za, tylko moje bolesne doświadczenie. Już ponad
      rok walczę z moją teściową, żeby oddała mi swego syna jedynaka. Kobieta ma
      totalną traumę. Dalej chce mu gotować, prać, jeżdzić razem na wczasy, święcić
      jajka na święta... Mówi wprost, że została sama (choć ma męża, który bardzo o
      nią dba), że mój mąż ma teraz o wiele lepiej niż ona. Pamiętaj o tym, jak
      postanowisz zostać przy jednym dziecku. Tylko tyle.
    • tracja4 Moje argumenty na NIE 20.04.06, 22:38
      1. W przyszłości w razie czego zawsze jest ktoś, kto może uratować życie
      (szpik, nerka, krew...)
      2. W razie śmierci obojga rodziców dziecko nie zostaje zupełnie samo na świecie.
    • bomba001 Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 22:40
      każdy ci poda takie same: zaspokojony (narazie, przecież to forum niemowle)
      instynkt+ finansowe. na szczęście wiekszości rodziców kiedyś sie zachce miec co
      najmniej drugie (tonaprawde dobrze dla dzieciaka,mój ynek mówi, ż jego zycie
      jest lepsze odkąd ma siostrzyczke, bo juz nie bedzie sam- mądre słowa od 5
      latkasmile)), a prcowac mozna przecież wiecej. co nie znaczy, że potepiam rodziców
      jedynaków, na szcęście jeszcze mamy wybór, choc nie wiadomo, czy nie wprowadza
      podatków od jedynakówsad((
      • maretina Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 22:49
        oj bomba...wiecej pracowac... a dziecku klucz na szyje i niech produkuje hip
        hop tak?wink
        a tak na powaznie: maz tyra w 3 miejscach. nie chce zeby umarl w wieku 40 lat
        zaharowany na smierc tylko dlatego, ze komus cos sie wydaje.
        • mmala6 Re: argumenty za jedynakiem? 20.04.06, 23:04
          argument ze mozna wiecej pracowac jest nietrafiony.Bo skoro mamy caly dzien
          pracowac to po co nam dzieci?kto bedzie je wychowywal?rodzenstwo?wink
    • niebieski_koralik Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 07:18
      Jestem jedynaczką, moi rodzice nie mogli mieć więcej dzieci. Nie czuję, żeby
      brak rodzeństwa był największym nieszczęściem jakie mi się przydarzyło w życiu,
      nie czuję się samotna, bo mam przyjaciół, narzeczonego, dalszą rodzinę.
      I przynajmniej, w przeciwieństwie do obrońców jedynego-słusznego-modelu-rodziny,
      wyrosłam na osobę, która rozumie, że istnieją różni ludzie i różne potrzeby.
      Posiadanie dzieci nie może być lekarstwem na strach przed samotnością przy
      wigilijnym karpiu, ani wypełnianiem społecznego obowiązku. Jest zadaniem na całe
      życie, wielkim darem z miłości i wielkim zobowiązaniem miłości. I jeśli ktoś
      czuje, że potrafi to zapewnić dziesięcioro dzieciom- to świetnie, jeśli trzem-
      też wspaniale a jeśli jednemu- również super, a jeśli żadnemu- też dobrze.
      Ważne, żeby zdawać sobie sprawę z własnych potrzeb i możliwości i świadomie
      kształtować według tego życie. I nie narzucać swoich potrzeb innym.
      Dziwne, ale zauważyłam, że zwolennicy jedynaka jakoś bardziej świadomie
      podchodzą do swojego życia, a piewczynie modelu "dwa-plus-dużodużodużo" powodują
      się głównie toksycznym strachem przed samotnością i wszelkimi możliwymi
      nieszczęściami. Jak już pisałam- dziecko nie może być odtrutką na strach. Nie od
      tego je się ma.
      Ja mam zamiar mieć trójkę, ale nie wymagam żeby inni mieli tyle samo. Bo to
      naprawdę indywidualna sprawa.
      Są inne kryteria podziału rodzin na dobre i złe niż ilość potomstwa. Kryteria
      znacznie, znacznie ważniejsze.
    • berecik7 Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 07:42
      Moja mama ma dwie duzo starsze siostry. Zawsze byla bita przez nie po
      glowie...potem sama zajmowala sie chora psychicznie babcia, bo zadna z siostr
      sie nie poczuwala. za to po "ogromny" spadek (4 ha ziemi na zapadlej wsi
      zglosily sie wszystkie...tia, rodzenstwo sie oplaca, nie ma co.
    • kobieta_na_pasach jestem matka jedynka 21.04.06, 08:45
      ma 16 lat.tez nie chcialam miec wiecej dzieci z roznych pobudek, i
      egoistycznych , i materialnych, i wiekowych. z perspektywy patrzac, gdybym
      mogla sie cofnac o jakies 14 lat mialabym drugie. tylko i wylacznie ze wzgledu
      na syna (no, gdyby to byla corka to takze ze wzgledu na siebie na starosc). ale
      widzac, jak ciagle borykamy sie z codziennym zyciem, aby utrzymac sie na jako
      takim poziomie stwierdzam,ze moze zrobilabym krzywde dziecku, bo nie moglabym
      mu zagwarantowac tego, co teraz ma. a nie ma duzo, ale tez nie ma malo. tak czy
      siak sprawa posiadania badz nie dzieci jest sprawa intymna kazdego czlowieka.
      od siebie moge tylko dodac - lepiej miec dwoje lub wcale niz jedno.
      • karlajn222 Re: na marginesie tych postów 21.04.06, 11:48
        wow, jestem pod wrażeniem, ile odpowiedzi, nawet na gazeta.pl znalazł się ten
        post!! smile)
        jestem ciekawa, czy czyta to dziewczyna, której mąż zaaatakował mnie tak ostro
        i zepsuł mi humor na cały dzień
        ma stałe łącze, więc może czyta
        nie podpisałam się swoim imieniem, ale chyba i tak się domyśli, że to jej męża
        opisałam - i na drugi raz chłopak się zastanowi zanim sprawi komuś przykrość
        takim pytaniem i oskarżeniem
      • radinka Re: jestem matka jedynka 21.04.06, 13:07
        Dzieci wcale tak bardzo nie potrzebują rodzeństwa! Ja jestem jedynczaką i
        naprawdę nie cierpiałam nigdy z tego powodu.
        • borsuk_dawid Re: jestem matka jedynka 21.04.06, 22:04
          trudno cierpiec z powodu nieposiadania czegos, czego sie nigdy nie mialo. po
          prostu.
      • marta_125 Re: jestem matka jedynka 21.04.06, 14:24
        Mam pytanie: Czy znajdzie się choc jedna osoba na tym forum i powie żałuję że
        mam 2, 3, czy pięcioro dzieci? Gdybym cofnęła czas miałabym jedno? Czekam na
        posta...
        • radinka Re: jestem matka jedynka 21.04.06, 15:52
          Nie znam takich rodziców, znam natomiast chłopaka z wielodzietnej rodziny (już
          dorosłego mężczyznę), który bardzo krytycznie podchodzi do tego, że jego
          rodzice zafundowali mu tyle rodzeństwa.
          Była ich w domu szóstka. Tylko jednemu (najstarszemu) udało się skończyć
          studia. Wszyscy oprócz dwóch najmłodszych musieli szybko wyfrunąć z domu (nie
          było tam miejsca, by wszyscy mieszkali na kupie - raptem 3 pokoje) - szybko
          musieli znaleźć sobie pracę i zarabiać. Rodzice nie byli w stanie ich wesprzeć
          ani w edukacji ani w kwestii mieszkań. Pracują w niezbyt ciekawych zawodach, a
          kupno mieszkań przerasta ich możliwości (jedynie najstarszy dorobił się
          własnego mieszkania). Dodam, że sa dosyć zdolni - to inteligentni ludzie,
          którzy byliby w stanie, w normalnych warunkach, pokończyć studia.
        • peresia Re: jestem matka jedynka 21.04.06, 21:41
          Moja babcia bardzo często mówiła: gdybym mogła cofnąć czas, to chciałabym mieć
          tylko jedno dziecko (miała troje dzieci).
    • ggosiek Moje argumenty 21.04.06, 09:02
      Wkurza mnie jak przyjeżdżają ciotki klotki i pytają się kiedy będzie następne
      dziecko i są wielce oburzone że może za 5 lat. (a mała ma teraz 9 miesięcy).
      Moje argumenty:
      1. Marta nam dała tak w kość przez pierwsze miesiące życia, że zarówno mojemu
      mężowi i mnie odebrała ochotę na drugiego potomka.(nie jestem gotowa na
      przechodzenie przez to samo poraz drugi.
      2 Sprawy mieszkaniowe, nie mamy własnego mieszkania i zbieramy na nie,
      3.Sprawy finansowe nie stać nas na drugie dziecko, u mnie w pracy kiepsko,
      musze szukać innej a mąż nie zarabia tyle aby wystarczyło utrzymać całą
      rodzinę, więc muszę i ja być aktywna zawodowo,
      4. Marta była dzieckiem planowanym i wyczekiwanym i chcemy poświęcić jej teraz
      jak najwięcej czasu.
      5. Mam koszmarne wspomnienia związane z porodem (nieplanowane cc i kłopoty z
      karmieniem) że narazie nie chcę przechodzić tego poraz drugi.

      To są moje argumenty za tym, że narazie chcę mieć jedno dziecko (choć nie
      wykluczam że będę miała kiedyś drugie). Ale niecywilizowana rodzina mojego mężą
      (u nich model rodziny gromadka dzieci w odstępach rocznych) nie potrafi
      zrozumieć że nie każdy chce mieć drużynę piłkarską, a poza tym że kobieta też
      może chcieć sie rozwijać zawodowo a nie siedzieć w kuchni za garami (jakie ich
      było zdziwienie jak usłyszeli ze wróciłam do pracy gdy mała skończyła 5
      miesięćy, uznali mnie za matkę wyrodną)
    • antidotumm Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 13:03
      Ludzie mysle stereotypami. Nigdy nie brakowalo mi rodzenstwa- mialam pare
      serdecznych przyjaciolek, z ktorymi jestem zwiazana do dzis, i mam z nimi o
      wiele blizsza wiez niz np. one ze swoim rodzenstwem.
    • radinka Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 13:05
      Ja się właśnie spodziewam pierwszego smile Ciężko mówić o kolejnym, ale myślę, że
      kolejnego raczej nie będzie - musiałabym się spieszyć, bo mam 33 lata. Ale
      może... Chyba chciałabym jednak dwójkę. No ale zobaczymy najpierw, jak będzie z
      jednym smile

      Pisze, że "chciałabym", ale to nie oznacza, że uważam, że tak trzeba. Sama
      jestem jedynaczką i nie cierpiałam nigdy z tego powodu. Mam kuzynostwo z którym
      utrzymuję żywy kontakt. Moja rodzina jest typu rodzinnego - częste spotkania,
      żywe kontakty. Wiem, że pula krewnych dla mojego w przyszłości dorosłego
      dziecka będzie nieco mniejsza. Szkoda, ale cóż... Zresztą po ślubie dochodzą
      krewni męża/żony, więc nie jest tak źle.

      A co do kontaktów z rodzeństwem... Ile jest osób, które rodzeństwo posiada, a
      jednak kontakt z bratem/siostrą jest słaby, albo są wręcz skłóceni? Ja znam
      kilka takich przypadków. Szczególnie jak umierają rodzice, wśród rodzeństwa
      rodzą sie różne animozje w kwestii spadku (albo gdy rodzice są starzy, w
      kwestii opieki nad nimi). To chyba wcale nie jest żadkie!

      Aspekt finansowy wychowania jedynaka też jest, ale ja bym z jego wagą nie
      przesadzała, chyba, że ktoś jest naprawde w nienajlepszej sytuacji finansowej.
      Mimo wszystko, zdecydowanie łatwiej zapewnić start życiowy jedynakowi niż
      dwójce lub więcej dzieci. Chociażby wsparcie finansowe przy zakupie mieszkania -
      to duża pomoc. Angielski, różne kursy, zajęcia sportowe tez fajna rzecz -
      wpływają na rozwój dziecka, tylko z drugiej strony ktoś może powiedziec, że
      posiadanie rodzeństwa też wpływa na rozwój.

      Pozdrawiam!



    • atka_27 Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 13:35
      Ja jestem jedynaczką. Plusy? Owszem - sporo. I z punktu widzenia moich rodziców
      i oczywiście dla mnie. Ale ja na pewno chcę mieć więcej niż jedno dziecko.
      Dlaczego? Bo posiadanie jednego dziecka to przelanie na nie wszystkich swoich
      uczuć, nadziei, nadopiekuńczość itd. Mieszkając z rodzicami byłam centrum ich
      świata, co było naprawdę męczące. Całe życie starałam się usamodzielnić, ale
      wszystkie próby były niszczone w zarodku. W końcu stało się - wyszłam za mąż i
      wyprowadziłam się z domu. Tego co przeżywałam przez następne dwa miesiące nie
      da się opisać. Rozpacz mojej matki, groźby, szantaż emocjonalny, histeria... -
      jakbym zrobiła jej największą krzywdę na świecie. Czułam się jakbym ją
      strasznie skrzywdziła, a przecież nie zrobiłam nic złego...

      Tak, wiem, że każda matka przeżywa przecięcie pępowiny, ale wydaje mi się, że
      matka jedynaczki przeżywa to dziesięciokrotnie bardziej. Bo jej świat kręci się
      wokół jedynaka i na niego przelała wszystkie swoje uczucia. Gdy jest więcej
      dzieci, wtedy, wydaje mi się, rozkład uczuć jest bardziej racjonalny. Nie
      wiem, może się mylę, ale podświadomie wierzę, że posiadanie więcej niż jednego
      dziecka to korzyść tak dla rodzica jak i dla dziecka

      • jan_dreptak Re: uwaga częściowo nie na temat 21.04.06, 13:50
        1. jak byłem dzieciakiem na naszym podwórku była koleżanka, która miała
        czterech starszych braci, nie było żadnego odważnego coby ją za warkocz
        pociągnął albo z procy ostrzelał

        2. mamy dwie córki, różnica dwa lata, dziewczyny się razem bawią, kłóca, biją i
        robią miliony innych rzeczy, po pierwsze to ogromna ulga dla rodziców bo
        dzieciaki zajmują się same sobą, poza tym jak odwiedzają je kolezanki
        jedynaczki z przedszkola to nie sposób ich od nas wyciągnąć, bo u nas jest
        rumor i zabawa a jedynak w domu co najwyżej może się w telewizor gapić,

        3. był czas kiedy moim rodzicom bardzo słabo się wiodło, razem z siostrą
        mieszkaliśmy w jednym małym pokoju, jedno spało na łóżku drugie na podłodze,
        nieustannie trwały walki podjazdowe, negocjacje, propozycje korupcyjne i próby
        przekupstwa, takiej szkoły dyplomacji jaką miałem wtedy to nawet Narody
        Zjednoczone nie mają

        i co chcecie pozbawić swoje dzieci tego wszystkiego
        • ggosiek Re: uwaga częściowo nie na temat 21.04.06, 14:51
          Zgadzam się z tobą, częsciowo. Ja mam 3 rodzeństwa. Różnica wiekowa siostry 4
          lata i 3 lata starsze, brat młodszy ode mnie o 2 lata. W dizeciństwie rozlam
          był na dwie grupy (wiadomo one starsze nie chciały bawić się z małolatami).
          Dzieciństow wspominam jako ciagle bójki kłótnie, ale pamiętam że jak dostaliśmy
          czekoladę (a wiadomo jakie to były czasy, czekolada była czymś wyjątkowym)
          dzieliliśmy rowno na dwie częsci.
          Obecnie każde z nas ma powyżej 20 lat. Jesli jednemyu coś sie stanie to reszta
          dzwoni i pociesza. Dwa lata temu mój brat miał ciężką depresję, dzięki naszemu
          wsparciu udało mu się podźwignąć. Nie ma mowy o zachłanności, żadne z nas nie
          walczy o majątek bo jesteśmy tak wychowani, że mamy siebie szanować a i po co
          mam walczyć, jestem zwolenniczką tego że na coś trzeba sobie zapracować.
          A teraz druga strona medalu. Któraś z was stwierdziła że jedynaka można
          rozpuścić. To duży błąd ponieważ nawet w rodzinie z dwojgiem dzieci można
          wychować dziecko z cechami przypisywanymi typowemu jedynakowi. Przykład siostra
          mojego męża. Zawsze była faworyzowana, wszystko jej było wolno, teściowie
          gwiazdę z nieba by jej dali, bo lepiej sie uczyła, bo była córką. I co? teraz
          się nie odzywa ani do nas ani do rodziców, bo się obraziła że tata zwrócił jej
          uwagę że postępuje nie fair wobec mamy (a co było prawdą). Więc nie jest prawdą
          że można zrobić krzywdę dziecku jak nie będzie miało rodzeństwa, można mu
          zrobić większą krzywdę jeśli będzie miało rodzeństwo a do tego faworyzowane.
        • niebieski_koralik Re: uwaga częściowo nie na temat 21.04.06, 15:01
          Jedynak sam w domu może też książkę poczytać, porysować, pobawić się klockami
          lego, lalkami czy czymkolwiek innym, zbudować domkopodobną konstrukcję z kocy i
          krzeseł, co też radośnie czyniłam będąc dzieckiem. Telewizor to NAPRAWDĘ nie
          jest jedyny sposób w jaki dziecko może się zająć same sobą.
          Ja np kształciłam wyobraźnię wymyślając i spisując całe opowieści, baśnie,
          historie itd. Żałuję, że to się nie zachowało, pewnie zabawne by były te moje
          wczesnopodstawówkowe próby artystyczne smile
    • olimpia.szuwar Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 14:22
      Rany boskie, to już nie można normalnie mieć jednego dziecka? Trzeba koniecznie
      robić publiczne wywody o tym, że to jedyny słuszny model i wszyscy, którzy
      uważają inaczej, to zacofane "matki-kury" (co to za określenie w
      ogóle???), "matki-polki", które nie mają ambicji i na pewno całymi dniami tylko
      karmią piersią i słuchają Radia Maryja? Skoro ktoś tam Ci powiedział, że jesteś
      głupia bo chcesz tylko jedno dziecko, to teraz Ty zwymyślasz wszystkie mamy
      kilkorga dzieci i będzie wtedy fair?

      Każdy podejmuje decyzje o życiu swoim i swojej rodziny na podstawie swoich
      doświadczeń i przekonań. Ja należę do tych jedynaków, którzy nie mogą się
      pogodzić z brakiem rodzeństwa - moi rodzice się rozwiedli, i nie tylko mój tata
      wyjechał i założył nową rodzinę, ale też jego rodzina (dziadkowie, ciotki,
      kuzyni) się ode mnie wtedy odwróciła całkowicie. Zostałam więc de facto tylko z
      mamą, dziadkiem i bezdzietną ciotką oraz tatą przyjeżdżającym raz do roku.
      Czuję się z tego powodu potwornie samotna. I w związku z tym chcę mieć
      przynajmniej dwoje dzieci (jestem w trakcie realizacji tego planu wink).

      I co z tego wynika dla ludzi chcących mieć jedno dziecko? NIC. Podobnie jak dla
      mnie nic nie wynika z tego, że sześcioro dzieci czyjejś sąsiadki wyjechało
      zagranicę.
      Nie wiem, po co ktokolwiek miałby się komukolwiek tłumaczyć z takich decyzji confused
    • wmk75 Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 14:40
      Argumenty za jedynakiem:
      - życie jest nieco wygodniejsze (łatwiej znaleźć np. opiekunkę do jednego
      dziecka a nie do dwóch)
      - wyjazdy na wakacje są tańsze (płaci się za jedno dziecko)
      - na lotnisku biega się tylko za jednym dzieckiem a nie dwójką czy trójką
      - kupując zabawki na Gwiazdkę myśli się tylko o jednym dziecku nie
      zastanawiając się czy temu drugiemu nie będzie przykro jeśli dostanie coś innego
      - jeśli choruje to choruje jedno a nie cała gromada
      - matka może wrócić do pracy i robic karierę, planować coś na kilka lat na
      przód nie zastanawiajac się czy kolejna ciąża nie przeszkodzi jej np. w awansie.
      Myślę, że jeszcze parę argumentów by się znalazłowink


      ------------------
      Wioletta mama Tomka 2-latka i 4/12
      • kasia_de Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 14:50
        ja mam brata, więzi szczególnej z nim nie czuję, widujemy się raz w roku bo nie
        mieszka w Polsce.
        Mimo, że nie jestem jedynaczką jestem egoistką i nie lubię się dzieclić. Jako
        dziecko wolałam się bawić z koleżankami niż z bratem.
        Tak więc typowe argumenty za posiadniem większej ilości dzieci do mnie nie
        trafiają.
        Mam jedno dziecko i tak pozostanie - chcę żeby było mnie stać na jak najlepszy
        standard życia dla niego.
        Jak na razie mały ma 16 miesięcy - to były radosne, ale wyczerpujące miesiące,
        teraz chcę wrócić do pracy i pomysleć trochę o swoich przyjemnościach. O drugim
        dziecku nie myślę i innym wara od moich decyzji.
        I tyle wink
      • izamoyska Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 22:08
        "Argumenty za jedynakiem:
        - życie jest nieco wygodniejsze (łatwiej znaleźć np. opiekunkę do jednego
        dziecka a nie do dwóch)
        - wyjazdy na wakacje są tańsze (płaci się za jedno dziecko)
        - na lotnisku biega się tylko za jednym dzieckiem a nie dwójką czy trójką
        - kupując zabawki na Gwiazdkę myśli się tylko o jednym dziecku nie
        zastanawiając się czy temu drugiemu nie będzie przykro jeśli dostanie coś innego
        - jeśli choruje to choruje jedno a nie cała gromada
        - matka może wrócić do pracy i robic karierę, planować coś na kilka lat na
        przód nie zastanawiajac się czy kolejna ciąża nie przeszkodzi jej np. w awansie.
        Myślę, że jeszcze parę argumentów by się znalazłowink"

        -opiekunki do 2 dzieci tez sie znajduje i wcale nie za duzo wieksze pieniadze
        -jest mnostwo osrodkow wypoczynkowych, w ktorych za dzieci nie placi sie wcale
        -na lotnisku dzieci nie powinny biegac, jesli sa male powinny siedziec
        przypiete w wozku
        -kupujac zabawki trojce dobrze wiesz, ktore co lubi i z czego bedzie zadowolone
        -czesto choruja pojedynczo, ale jesli juz razem, to latwiej im to wspolnie
        znosic
        -matka wrocila do pracy i jest zadowolona ze swojej kariery zawodowej (i nie
        tylko)

        pozdrawiam.
    • bluenotebook Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 15:30
      Ja też chciałabym mieć jedno dziecko. Uważam, że dzięki temu mogłabym je lepiej
      poznać, wychować, poświęcić więcej czasu, bo tak naprawdę sztuką jest
      wychowanie dziecka na fajnego człowieka, a nie urodzenie go. Sama także jestem
      jedynaczką. Nie sądzę, żebym wyrosła na jakąś szczególną egoistkę albo żebym
      nie potrafiła nawiązywać kontaktów z ludźmi. Niczego mi nie brakowało (i nie
      chodzi tu wcale o względy materialne). Wierzę, że więź z rodzeństwem jest
      ważna, ale nie zastąpi kontaktu z rodzicami, którzy, mając na przykład trójkę
      dzieci, muszą załatwiać o wiele więcej codziennych spraw oraz, szczególnie w
      obecnych warunkach, bardzo ciężko pracować, mogą nie znaleźć czasu i ochoty na
      zwyczajną rozmowę czy wspólnie spędzony z nimi czas.
      Poza tym te finansowe względy często prowadzą do nieporozumień między
      rodzeństwem. Znam na przykład średniozamożną rodzinę (rodzice, syn i dwie
      córki). Dwoje najstarszych dzieci chodziło na wiele zajęć dodatkowych (języki,
      sport). Najmłodsza córka, bardzo utalentowana plastycznie, chciała tylko
      rozwijać swoje zainteresowania. Koszt tych lekcji w porównaniu z zajęciami
      rodzeństwa był niski, jednak rodzice nie zgodzili się na opłacanie ich,
      tłumacząc, że to głupia pasja i że już lepiej ufundować np. bratu kolejny kurs
      językowy. Dziewczyna zrezygnowała z marzeń, w końcu wylądowała na jakichś
      niesatysfakcjonujących studiach i nie była zbyt szczęśliwa. Oczywiście za
      wszystkie niepowodzenia obwinia rodzeństwo (bo powinni się za nią wstawić, bo
      byli egoistami). Po kilku latach ktoś przez przypadek dostrzegł jej talent,
      teraz robi to, co lubi, ale jej relacje z rodzeństwem są fatalne, bo wychowała
      się w nienawiści do nich.
      Często zdarza się też, że mimo posiadania kilkorga dzieci, pupilkiem rodziców
      jest jedno, a sytuacja pozostałych jest dużo gorsza niż sytuacja jedynaków. Nie
      da się też uniknąć ciągłego porównywania do rodzeństwa. Wciąż mało jest
      rodziców, którzy tak naprawdę doceniają i akceptują różnice między swoimi
      dziećmi-najczęściej wszystkie z nich chce się upodobnić do tego "najlepszego",
      nie dostrzegając być moze pozytywnych cech pozostałych.
      No, przepraszam, że się tak rozpisałam, ale nie mogę znieść matek wielu dzieci
      oskarżających matki jedynaków o egoizm. A czy przez nie przypadkiem też nie
      przemawia egoizm? Jedna z moich koleżanek powiedziała kiedyś:"Oczywiście, że
      nie skończy sie na jednym dziecku. Przecież im więcej będę ich mieć, tym
      większa szansa, że ktoś się mną zajmie na starość".
      Osobiście zamierzam mieć jedno dziecko, choć, jeśli zdarzy się inaczej (ale to
      byłby przypadek), to oczywiście będę je wszystkie kochać. Uważam, że jedno
      dziecko to bardzo dobre rozwiązanie, o ile się pamięta, żeby nie przelewać na
      nie niezrealizowanych pragnień i z góry nie układać przyszłości. I nikt nie
      zmieni mojego zdania, zresztą wcale o opinię nie proszę. A jeśli ktoś chce mieć
      pięcioro dzieci i uważa, że sobie z tym poradzi, to proszę bardzo. Tylko niech
      się potem nie spodziewa, że wszystkie będą szczęśliwe, grzeczne, ułożone,
      posłuszne, będą miały dobry kontakt z rodzicami i czeka je świetlana
      przyszłość, bo szanse na to są małe, o czym mogłam się wielokrotnie przekonać
      na przykładzie wielodzietnych rodzin, chociażby w mojej rodzinie. Ale przecież
      te dzieci MAJĄ WIĘŹ Z RODZEŃSTWEM, więc MUSZĄ być szczęśliwe! Echh,
      zdenerwowałam się. =) W każdym razie nie liczy się ilość, tylko jakość! =)
      • edytafg1 kiedy mi sie 1sze znudzi 21.04.06, 16:34
        Ja odpowiadam "BEDZIE DRUGIE JAK TO NAM SIE ZNUDZI" albo " a co to niedobre? ze
        mamy robic lepsze?
      • izamoyska Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 21:59
        "W każdym razie nie liczy się ilość, tylko jakość! =)"

        oczywiscie. dlatego madrzy i kochajacy rodzice wychowaja tak samo jedno jak i
        troje czy czworo dzieci.

        pozdrawiam.

    • izamoyska Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 21:52
      mam troje upragnionych dzieciakow, ktore kocham i jestem (jestesmy) szczesliwa.
      innego scenariusza sobie nie wyobrazam, dlatego moglabym ci podac dziesiatki
      swoich argumentow za tym, zeby nie poprzestawac na jednym dzieku. jednak to
      jest twoja (i twojego meza) decyzja, do ktorej masz prawo i w ktorej niczyje za
      i przeciw nie powinny sie liczyc. natomiast argumenty, ze jedynacy sa inni,
      bardziej egoistyczni, bardziej samotni, samodzielni, bardziej inteligentni czy
      tworczy etc. mnie nie przekonuja. kazdy jest przeciez inny, bez wzgledu na to
      czy ma rodzenstwo czy go nie ma. jedyny fakt, ktory w tej dyskusji do mnie
      przemowil to taki, ze w razie choroby, rodzenstwo moze ci oddac swoja nerke,
      szpik czy watrobe.

      pozdrawiam.
      • borsuk_dawid Re: argumenty za jedynakiem? 21.04.06, 22:11
        nie mam na razie dzieci, ale wiem jedno: jesli kiedys moj egoizm i wygoda
        oslabnie na tyle, zeby je miec to bede miala wiecej niz jedno. powod: tenze
        egoizm i wygoda. nie wyobrazam sobie byc jedynym partnerem do zabawy mojego
        dziecka. nie zawsze da sie 'zalatwic' kolege do bawienia, i jesli dziecko nie
        ma sie z kim bawic, przybiegnie do rodzica (nie kazde dziecko zajmie sie w
        spokoju budowaniem wiezy z klockow, niezaleznie od ilosci posiadanego
        rodzenstwa). a ja chcialabym miec troche spokoju i czasu dla siebie, jak juz
        przejde przez te pare koszmarnych lat na poczatku. nie chce, zeby mi dzieciak
        marudzil pod nosem 24h/7, 'pobaw sie ze mna' takie jest moje egoistyczne
        stanowisko na ten moment.
        • jan_dreptak Re: argumenty przeciwko 21.04.06, 23:23
          przypomnijcie sobie jak sami byliście mali, jak jeździliście na kolonie czy
          obozy, czy ze znajomymi pod namiot, nawet wśród zupełnie obcych ludzi jedynaków
          można było wyczuć na kilometr, nie wiem na czym to polegało ale tak było, nie
          umieli się bawić, nie mieli poczucia humoru, czy coś koło tego,

          jedynak ma czworo dziadków i to też robi swoje,

          z doświadczenia powiem, wychowanie drugiego dziecka jest zdecydowanie
          łatwiejsze niż pierwszego, po prostu większość czynności to rutyna i autopilot,
          oczywiście dwoje dzieci to większe wydatki, czesne razy dwa to dwa razy więcej
          niż czesne razy jeden, ale już dojazdy do szkoły płaci się tak samo za jedno
          jak za dwoje, zresztą na to też jest rada, po prostu trzeba więcej zarabiać,
          ostatecznie w naszym modelu społeczeństwa chłop to chłop a nie troki od kaleson
          i po to żyje żeby zarobić na rodzinę

          i jeszcze jeden argument, większość osób na tym forum to ludzie na poziomie,
          zastanówcie się kto ma się w naszym kraju rozmnażać, my czy klienci opieki
          społecznej i adresaci bełcikowego, nie pozwólmy żeby hołota wzieła górę, piątek
          wieczór zatem do dzieła panie i panowie
          • peresia Re: argumenty przeciwko 21.04.06, 23:41
            No pięknie, moje jedynactwo "czuć" na kilometr wink)), ale jakoś szerokie grono
            moich przyjaciół i znajomych nie odwraca się na mój widok ze wstrętem, bo jakoś
            tak dziwnie, jedynaczo mam, że umiem się bawić, mam poczucie humoru i potrafię
            się dzielić z innymi. Tak tylko się jedynaczo przechwalam, to jednak wstrętne,
            prawda?

            Czworo dziadków? Jako jedynaczka miałam ich tylko dwóch, ale pojawiłam się na
            świecie za życia tylko jednej babci.

            Nie chciałabym być dzieckiem wychowywanym (kochanym?) łatwo, rutynowo, na
            autopilota.

            cyt: "chłop (mąż) po to żyje, żeby zarobić na rodzinę" No, po prostu miodzio
            wypowiedź!!!


          • s_m_ole Re: argumenty przeciwko 21.04.06, 23:57
            ale rozgorzala dyskusja....
            przed narodzinami mojej corki zawsze chcialam miec dwojke dzieci i to rok po
            roku - bylam glupia... moj maz chcial miec trojke, ale po atakach
            trzymiesiecznej kolki zrezygnowal na razie. moze bede miala jeszcze jedno
            dziecko, ale jest tyle samo argumentow na jego posiadanie ile kontrargumentow,
            niestety... daje sobie czas do namyslu do 35 roku zycia, czyli jeszcze 5 lat...
            zobaczymy - podobno mniej wiecej po 4 latach zapomina sie o tych
            niedogodnosciach pierwszych miesiecy...
            pozdrawiam jedynakow i ich wrogowsmile))))
            • szczesliwka Re: argumenty przeciwko 22.04.06, 07:28
              Ja uważam, że każdy ma prawo sam zdecydować - nie ma żadnych schematów, które
              pasowałyby do wszystkich rodzin.

              Jestem jedynaczką, ale planuję już drugie dziecko. Nie dlatego, że mnie samej
              było źle jako jedynakowi (mam super rodziców), ale po prostu czuję, że chcę
              więcej. smile Ale co mi do innych? smile

              Pozdrawiam
    • niepytana Re: argumenty za jedynakiem? 22.04.06, 09:24
      A ja to widze ze niektorzy myla wychowanie jedynaka z wychowaniem samoluba.
      Napewno latwiej jest wychowac samoluba ktory jest jedynakiem niz wychowac
      samoluba ktory ma czworo rodzenstwa, chocby z tego powodu ze nawet jakby
      rodzice byli az tak zapatrzeni na jedno ze swoich dzieci i by go chcieli az tak
      rozpieszczac to reszta rodzenstwa poprostu na to nie pozwoli. Czasami poprostu
      dlatego ze ta cala reszta rodzice sie musza rowniez zajac i nie maja
      wystarczajaco czasu zeby sie z jednym zanadto "piescic", a czasem dlatego ze
      mlodszy brat albo starsza siostra poprostu niewychowawczo wyegzekwuja swoje
      wlasne widzimisie badz to przez zwykle NIE lub tez przez przydzwonienie w
      czajnik. Tak czy siak nie tylko jedynakow latwo rozpiescic. A co jest z tymi
      ostatnimi, poznymi dziecmi, ktore sie trafiaja jak rodzenstwo jest juz prawie
      dorosle. Do rozpieszczania i do ochow i achow oprocz mamy i taty dochodzi
      jeszcze jakas liczba doroslego rodzenstwa. Takiego malca to dopiero latwo
      rozpiescic.

      Ale to sa wszystko stereotypy. Sa rozni jedynacy: rozpieszczeni i samolubni,
      wychowywani w jednym domu z kuzynami, jedynacy wczesnie osieroceni, lub tacy
      ktorym zycie dalo popalic w inny sposob, np. jedynak ktory zostal sam z mama
      alkoholiczka ktory to w domu pelnil funkcje doroslego. Sa tez rozne rodzenstwa:
      kochajacy i szanujacy sie od dziecka, bijacy sie krwawo jako dzieci a silnie
      zwiazani jako dorosli, tacy ktorzy nie moga na siebie patrzec, tacy ktorzy
      poprostu nie maja o czym ze soba rozmawiac o roznym poziomie intelektualnym,
      tacy ktorzy wiecznie zyja w wyscigach kto ma wiecej, kto ma lepsze itd. Wiec
      nie generalizujmy.

      Ja jestem jedynaczka. Nigdy nie bylam rozpieszczana. Osobiscie zaluje ze nie
      mam rodzenstwa ale czasami wlasnie sie zastanawiam czy ja wlasciwie nie zaluje
      ze nie mam rodzenstwa z moich marzen. Przeciez tak naprawde nie wiem jakie
      byloby to moje rodzenstwo. Ciesze sie natomiast ze moi rodzice nie mieli wiecej
      dzieci ze wzgledu na ich liberalne i na moj gust zbyt luzne podejscie do zycia.
      Sa to ludzie dosc wygodni, z lekka egoistyczni, jednak zawsze moge na nich
      liczyc i wiem ze zycie za mnie, za mojego meza ktorego kochaja jak syna
      wlasnego, i za moje dzieci a ich wnuki, oddadza. Takie to troche jedno
      zaprzeczajace drugiemu ale tak wlasnie jest i nie wiem jak to lepiej
      wytlumaczyc. Sama mam troje dzieci. Gdyby ktos mi kazal wymienic argumenty za
      posiadaniem trojki zamiast dwojki, czy dwojki zamiast jedynaka, czy jedynaka
      zamiast czworki to poprostu nie umialabym tego zrobic. Ja mam trojke bo lubie
      duza rodzine, lubie pelny glosny dom, jestem szczesliwa jak sie dla dzieci i
      meza "poswiecam", mam wizje tej szczesliwej duzej rodziny i tyle. Ale nie
      gwarantuje ze ktores z moich dzieci nie bedzie "chamowatym samolubem" jak
      dorosnie ani ze beda mnie na starosc odwiedzac czy nawet mi pomagac, ba nawet
      nie wiem czy oni beda ze soba rozmawiac. Ja zrobie wszystko zeby oni byli
      szczesliwi, ale jak bedzie, zycie pokaze. Recepta na szczescie napewno nie jest
      taka i taka liczba dzieci. Niech kazdy robi co mu serce podpowiada. A ci
      wszyscy "dociekliwi podpytywalscy" to ludzie bez zadnej klasy i trzeba ich
      odprawiac jakims banalem, np. wiecej nie mozemy miec dzieci. Slowo "mozemy"
      przeciez mozna roznie rozumiec. Zycze wytrwalosci wyszystkim zdanym na
      ciekawskich. Pozdrawiam wszystkich jedynakow, mamy jedynakow, ludzi
      bezdzietnych i wielodzietnych wink
      • jot6 Re: argumenty za jedynakiem? 22.04.06, 14:20
        mój ojciec pochodził z wielodzietnej rodziny,miał pięcioro rodzeństwa. Dziadek
        tyran wyróżniał dwoje z dzieci - jedną córkę,bo była ładna i do
        reprezentacji,druga tylko do roboty a z synów tylko najmłodszego,beniaminka w
        rodzinie.Efekt - kiedy rozmawiałam z tą "brzydką" stryjenką ,która była już
        wtedy sama babcią,płakała rzewnymi łzami wspominając okrucieństwo swojego ojca
        a mojego dziadka.A najmłodszy stryj mieszkał na sąsiedniej ulicy,ale nie
        wiem,jak wyglądał,nikt z nim nie utrzymywał kontaktów. Jestem jedynaczką.. w
        moim pokoleniu rodziny albo w ogóle nie było dzieci,albo tylko jedynacy
        • mama-in-spe Re: argumenty za jedynakiem? 23.04.06, 11:32
          Jeśli ktoś traktuje gromadkę dzieci jako polisę na starość (marta125) albo
          uważa, że rodzeństwo to gwarancja "niesamotnego" życia (marta125) to albo jest
          ślepy albo naiwny. Naprawdę nie masz, Marto, w otoczeniu bliższym lub dalszym,
          samotnych staruszków, o których zapomniały dzieci (dwoje, troje lub pięcioro?).
          Naprawdę nie znasz rodzeństw, które nie utrzymują kontaktu, bo po prostu się nie
          lubią (co nei wyklucza, że mogą się kochać...)??? To chyba zyjesz na Księżycu.
          • maretina Re: argumenty za jedynakiem? 23.04.06, 11:45
            niech marta przejdzie sie po byle jakim oddziale szpitalnym w okresie
            swiatecznym. zobaczy jak rodzicie zamiast karpia swiatecznego z dziecmi jedza
            szpitalne zarcie, bo dzieci na sile upychaja "starych" tam, gdzie ich ktos
            wyreczy od opieki... a sami: na narty, na wycieczke itd.to jest plaga.
          • marta_125 Re: argumenty za jedynakiem? 24.04.06, 09:53
            Nie chce traktować dzieci jak polisę na starość. Fundusz emerytalny to zupełnie
            inny temat...
            Ja nie żyję na księżycu tylko wśród ludzi, którzy mają 2 lub troje dzieci, mają
            również rodzeństwo. Od jedynaków stronię bo się z nimi nie dogaduję.
            Przypadkiem trafiłam na to forum i niestety utwierdziłam się w przekonaniu że
            jedynak to mój wróg...
            Poszukam sobie innego forum, na którym jedynaków nie będzie. Napewno będzie tam
            lepsza atmosfera...
            A Wy jedynacy się tu gryźcie ze sobą...
            • peresia Re: argumenty za jedynakiem? 24.04.06, 10:17
              Szczęść Boże!
            • peresia Re: argumenty za jedynakiem? 24.04.06, 10:18
              I jeszcze jedno: jesteś wrogiem samej siebie, nie zwalaj tego na jedynaków!
            • zoe17 Re: argumenty za jedynakiem? 24.04.06, 18:42
              Albo jestes w tej chwili strasznie zla albo strasznie glupia.
              • zoe17 Re: argumenty za jedynakiem? 25.04.06, 21:56
                To bylo do Marty 125
            • tooz Re: argumenty za jedynakiem? 25.04.06, 11:21
              Twoj wybor apropo jedynakow,szukaj innego forum ale to nastepny z twoich
              kretynskich pomyslow bo jedynacy wyobraz sobie ze sa wszedzie...Mam jednak
              wrazenie ze jak nie dogadasz sie z 2 spotkanymi w roznym czasie mezczyznami z
              dlugim nosem to bedziesz potem bredzic farmazony ze nie mozesz sie z ta grupa
              ludzmi z dlugimi nosami dogadac i ze to twoi wrogowie...No co za zamkniety w
              puszce czlowiek...
            • niepytana Do Marty 26.04.06, 01:22

              Czyli mnie nie lubisz tylko dlatego ze jestem jedynaczka? Naprawde mam nadzieje
              ze zle Cie rozumiem. Pozdrawiam.
    • owca_86 a ja jestem jedynaczką 23.04.06, 12:50
      i nie powiem, żebym była zadowolona z tego faktu (a już rodzeństwa mieć na
      pewno nie będę...)

      ja rozumiem, że to Twoja decyzja, ale pomyśl jak się będzie kiedyś Twoje
      dzecko -jedynak czuło, jednak przyjaciele nie zastąpią rodzeństwa, bez niego
      jest tak dziwnie...nie dość, że ciąży na jedynaku piętno, że jest postrzegane
      jako egoistyczne i rozpuszczone dziecko i musi udowadniać otoczeniu, że wcale
      tak nie jest to nawet wydaje mi się że taki człowiek jest pozbawiony "czegoś"
      co mu pozwala na pewne więzi międzyludzkie, tzn. myslę, że mając rodzeństwo
      lepiej się zawiera znajomości z ludźmi bo się jest już nauczonym "w rodzinie"
      różnych relacji między rówieśnikami (jeśli rodzeństwo jest zbliżone wiekowo) -
      to tylko mój pogląd, ale przemyśl każdy komentarz...
      pzdr
      • kira_koslin Re: a ja też jestem jedynaczką 23.04.06, 13:01
        i wcale nie uważam tego za traume mojego zycia. Moi rodzice nie mogli miec
        wiecej dzieci, jako jedynaczka bylam chowana normalnie bez rozpieszczania.
        Wiedzialam że nie moge mic wszsytkiego, na niektóre rzcezy musze poczekac
        zapracować, bardzo szybko się usamodzielniłam i mam wspanialy kontakt z
        rodzicami. Te poglady o jedynakach ze sa rozpieszczeni itp to bzdury na
        resorach - bo tak naprawde jacy jesteśmy zależy tez od tego jak bylismy
        wychowani...natomiast decyzja co do ilości dzieci musi byc decyzja przemyslaną.
        Chcę aby mojemu dziecku zagwarantowac dobre wykształcenie, kolonie, wycieczki,
        kursy pozwolic na rozwijanie zainteresowań....chcę mu pomoc w stracie w
        dorosłość. Dlatego też trzeba mysleć o tym teraz a nie produkowac druzyny
        piłkarskie a potem niech sie dzieje wola nieba.....
    • gytha_ogg Re: argumenty za jedynakiem? 23.04.06, 13:23
      po co komu argumenty - wasza sprawa, wasza decyzja.
      nie zgadzam sie z tym, ze jedynacy roznia sie generalnie od niejedynakow.
      wszystko zalezy od wychowania. znam wiele osob, wsrod nich rozniez jedynakow, i
      nigdy nie zauwazylam zadnej reguly, ktora rozroznialaby jednych od drugich.
      moje kolezanki - jedynaczki w niczym nie sa ani lepsze, ani gorsze od tych,
      ktore maja rodzenstwo.
      ja osobiscie chcialabym miec dwojke dzieci, sama mam starszego brata i ciesze
      sie z tego. uwazam, ze fajnie jest miec rodzenstwo. ale nie uwazam, ze to
      jakis warunek niezbedny do normalnego zycia, nie twierdze, ze jedynaki nie moga
      byc szczesliwe. po prostu uwazam posiadanie rodzenstwa za pozytywne i tyle.
      jak ktos inny woli miec jedno dziecko, ale wychowa je na porzadnego i
      szczesliwego czlowieka - tez dobrze.

      gdyby jednak finanse nie pozwolilyby mi na wiecej, niz jedno dziecko - z bolem
      serca zrezygnowalabym z drugiego. wydaje mi sie, ze najwazniejsze to miec tyle
      dzieci, ilu jestesmy w stanie zapewnic dobry start w zyciu, godziwe warunki,
      rozwoj i wyksztalcenie.
    • liviak Re: argumenty za jedynakiem? 23.04.06, 14:15
      Ja właśnie oczekuję dziecka. Jest to maleństwo zaplanowane, wyczekane i już
      teraz bardzo kochane. Wszyscy się cieszą i już planują kiedy ja i mój mąż
      zmajstrujemy mu braciszka albo siostrzyczkę. Otóż nie będzie braciszka ani
      siotrzyczki. Ja i mój mąż chcemy mieć jedno dziecko, któremu będziemy mogli
      poświęcić maksimum czasu, uwagi i pieniędzy tak aby móc go w wakacje wysłać na
      kolonie a w trakcie roku szkolnego na wycieczkę. Sama nie jestem jedynaczką, mój
      mąż również. I nie przeceniałabym więzi braterskiej czy siostrzanej. Mi z moją
      siostrą układa się średnio. Zawsze tak było, że blisko siebie nie byłyśmy, a
      różnica w wieku tylko 1 rok. Lepiej dogadywałam się z koleżankami sprzed bloku,
      kumpelami z klasy czy przyjaciółmi na studiach. Mam siostrę. Owszem. Czasem nie
      wiem co się u niej dzieje przez kilka miesięcy bo bliso nie jesteśmy. A z
      koleżankami non stop kontakt utrzymuję. Tak samo jest u mojego męża. Ma 2 braci
      i kontakt żaden. Mam mnóstwo koleżanek z sytuacją taka jak nasza i nie siądzę
      żeby posiadanie rodzeństwa w jakiś konkretny sposób wpływało na mnie czy na
      moich znajomych. Tu rola rodziców jest by nie izolowali swoich dzieci od
      równieśników. Ale to mało realne zważywszy na fakt, że większość z nich chodzi
      do przedszkola. Tam uczą się dzielić, tam uczą się bawić i szanować równieśnika.
      Nie potępiajmy więc jedynaków bo w rodzicach tkwi cała odpowiedzialność
      wychowania ich na solidnych ludzi. Znam dzieci z rodzin wielodzietnych tak
      egoistyczne że trudno mówić o tym, że wychowanie w grupie coś im dało.
      A moje odpowiedzi na to dlaczego nie chcę drugego dziecka są proste, to moja i
      mojego męża decyzja, chcemy jedno i tyle. Koniec kropka w dyskusje się nie wdaję
      bo to nie ma sensu.
      • justin301 Re: argumenty za jedynakiem? 23.04.06, 17:21
        Ja raczej będę miała jedno dziecko ( mam już zresztą ). Miałam w ciąży
        cholestazę, która niestety z dużym prawdopodobieństwem powtórzy sie w drugiej
        ciąży. Nie chcę się znowu tak potwornie stresować i błąkać po lekarzach i
        szpitalach. I nie chcę być znowu nawet w ciąży na diecie i jeść 3 grona
        zagotowanych winogron itp. i ciągle tylko myśleć o kwasach żółciowych. Poza
        jestem już po 30tce a wierzę w statystykismile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka