pewnie nie tylko ja sie z tym zmagam, i nie tylko ja mam takie dziwaczne
uczucia związane z końcem urlopu macierzyńskiego. Już dawno postanowiłam że
na razie rezygnuję z powrotu do pracy, co zresztą chyba nikogo nie dziwi.
Dziecko jest najważniejsze. I naprawdę jestem szczęśliwą mamą i żoną. A to co
czuję to chyba burza hormonów na tle małej handry jesienno-zimowej. Chodzi o
to że mam takie poczucie jakbym nie była potrzebna nikomu ( poza dzieckiem
rzecz jasna) zwłaszcza w sensie zawodowym. Dawnej dzwonili z pracy co chwilę
a teraz cisza. Mam wrażenie że wszyscy ( z pracy) mają mi za złe mój wybór. I
nie rozumiem tego. No i wydaje mi się że nie będę miała do czego wracać. Po
prostu mi przyko że po tylu latach (7) pracy w "fajnej" ekipie okazuje się że
nie było warto. Póki trwał mój urlop macierzyński było ok , ale im bliżej
końca ... czuję że wieszają na mnie psy. Zwłaszcza że na nieobecnych
najprościej jest coś zwalić bo nie mogą się bronić. Ale niech ich diabli.
Znajdę sobie lepszą pracę. A przynajmniej taką mam nadzieję

.
pozdrawiam