Dziewczyny ratujcie...siedze w domku juz ponad pol roku.Od 4 miesiecy z
synkiem.Zaczynam wariowac..chwilami mam dosc wszystkiego..Kocham synka i
zrobilabym dla niego wszystko ale chwialmi jak jest taki marudny, placzacy to
po porstu trace cierpliowosc i musze az wyjsc z pokoju i "powarczec"sobie w
drugim aby nie odbilo sie to na nim.
No i maz... zaczynam tracic znim kontakt, cora czesciej sie klocimy.To
wszystko przeze mnie bo po calym dniu -wypczerpujacym i stresujacym-tak
jakbym chciala sie na nim wyzyc i niepotrzebne sa te klotnie..czy wy tez tak
macie??
Pomozcie mi jak moge to zwalczyc??
Wiedzialam ze bedzie ciezko,ale nie przypuszczalam ze az tak.W sumie pragne i
chcialabymisc juz wsrod ludzi bo w domu to chyba zdziczeje ale i tez
chcialabym byc z synkiem.Chcialabym go sama jak najdluzej wychowywac ale nie
qwiem ile jeszcze wytrzymam..POMOCY...