jestem załamana....dziś stwierdziłam, że już z córką nie będę wychodzić na
spacer! To udręka!
Najpierw się wygina..jakby jej nie wygodnie było...OK...to zmieniam pozycję
raz taka raz taka...też źle! Później zaczyna się marudzenie...plucie mokiem,
aż w końcu ryk! OK...wtedy biore ją na ręcę... hmmm...ale zaszłam tak daleko,
że do domu mam 1km... i ja niosę....no i jeszcze wózek trza pchać ...;-/
Wracam i jestem padnięta.. Oczywiście jej na rękach jest wysmienicie
wreszcie zadowolona! Przecież tak nie może spacer wyglądać do cholery!
(wreszcie się moge trochę wyżyć...! ;-p) Nie wiem co robić ....
Na dodatek nie chce jeść zupek, jabłuszka, pić soczków itd.... Najlepiej
jakbym całymi dniami z nią leżała w łóżku z cycem na wierzchu, a ona sobie
napiję się kiedy jej się zachce ...;/;/;/
Gdzie popełniłam błąd? Czy to ona ma taki charakter..? Co robić?