Już trzeci miesiąc męczymy się z naszym płaczkiem. Pierwsze tygodnie życia
Marcelka były koszmarne. Nie potrafił zasypiać sam, a każde przetrzymane
spanie powodowało,że marudzenie i płacz się nasilały. Marcel usypiał tylko na
rekach i przy piersi , gdy tylko próbowałam się oddalić wybudzał się ze snu.
Tak ma do teraz i nie sądzę bym potrafiła to zmienić. Lekarka nie ma mu nic do
zarzucenia- chłop zdrowy i silny, dobrze przybiera na wadze. No i ten zabójczy
, silny głos- chore dziecko tak nie płacze

. Nawet w szpiatlu ochrzczono go
krzaczem a w książeczce zdrowia w ocenie stanu noworodka wpisano : zachowanie
dziecka- niespokojne, aktywne czuwanie.
Noce są w miarę spokojne, ale zdarzają się i takie jak dzisiejsza... wiercił
się, podciągał nogi do brzuszka ... w sumie nie wybudził się ale ja miałam po
spaniu.
Z tego wszystkiego moje relacje z mężem są coraz gorsze, bo gdy mały płacze to
jeden naskakuje na drugiego obwiniając go o to,że dziecko płacze z jego
powodu. Czy któraś też ma?miała takie absorbujące dziecko? Kiedy to mija i czy
mija w ogole. We wrzesniu ( 28) wracam do pracy, mały bedzie miał skonczone
pol roku i widzę to w czawrnych barwach. Prędzej się wykończę...
PS. Marcelek oczywiście się też śmieje do nas, co jest nagrodą za wszystkie
trudne chwile....