Dziewczyny sluchajcie jacy w tym kraju pracuja nieodpowiedzialni ludzie.Tym
razem chodzi o farmaceutke.Moja miesieczna corcia ma problemy z robieniem
kupki no wiec poszlam do apteki i poprosilam o jakis sroden na wzdecia.Pani w
aptece bardzo mila sprzedala mi Bobotkic nie pomyslalam zeby zobaczyc inne i
pomyslalam ze ona sie na tym zna wiec kupilam.Prezyszlam do domu i zaczelam
malej dawac zgodnie z zaleceniami pani z apteki i napisem na
opakowaniu.Wzdecia minely jak reka odjal.Alez ja bylam szczesliwa ze moje
miesieczne malenstwo juz sie nie meczy

) ale po okolo dwoch dniach
zauwazylam ze na buzce wyskakuja jej krostki.na poczatku myslalam ze to
potowki.Ale bylo ich coraz wiecej.Maz zaczal krzyczec na mnie,ze pewnie cos
zjadlam.No to zaczelam szukac w swojej diecie co zjadlam nie takiego co moglo
jej zaszkodzic ( karmie piersia ).Ale wszytsko co jadlam jadlam rowniez
wczesniej i Julci nic nie bylo.No i wkoncu malym drukiem na ulotce od leku
doczytalam ze to lek z dodatkiem skrobi z malin.No nie padlam jak
zamurowana.Jak ona mola mi sprzedac cos takiego myslalam wtedy - przeciez to
owoc jeden z czesciej uczulajac malutkie dzieci.Pojechalismy z mala do
pogotowia no i lekarz potwierdzil moje obawy,Malej lekarz przepisal calcium i
masc elocom oraz zalecil kompanie w kali przez 2 dni no i przeszlo

) nie ma
ani jednej krostki

) a do tej apteki to sie jutro wybieram na rozmowe z
kierowniczka.Co byscie zrobily na moim miejscu??Z gory dziekuje za odpowidzi.