Dodaj do ulubionych

Depresja poporodowa

06.09.03, 21:36
Właśnie czytałam różne artykuły na temat depresji poporodowej. I stwierdzam,
najgorsze już za mną. Mój synek ma 3 miesiące a ja w końcu powoli zaczynam
go kochać. Mój przypadek był ciężki miałam psychozę z omamami, to było
najgorsze, teraz po prostu czuję się trochę dziwnie. Dopuściłam do siebie
myśl, że jestem matką. I to takiego wspaniałego dziecka, Mateusz urodził się
ważąc 5 kg. Pomogła mi rodzina, w opiece nad dzieckiem i nade mną. Niestety
biorę leki, ale takie przy których mogę karmić dziecko. Karmienie sprawia mi
dużą przyjemność. Apeluję do wszystkich, których dotknęła ta zaraza: dużo
wiary w to,że będzie dobrze (mimo, że wydaje się, że dobrze nie będzie
nigdy) i cierpliwości, to podstawa.
Obserwuj wątek
    • aga173 Re: Depresja poporodowa 07.09.03, 13:22
      Macierzyństwo to piękna sprawa!!!Cieszę się że ci przeszła depresja ja takiej
      nie miałam.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7725471&a=7815496
    • agnes.en Re: Depresja poporodowa 07.09.03, 14:26
      Witaj!
      Chcialam zapytac - jesli mozna, jaki problem najbardziej Cie przesladowal (o
      ile mozna cos takiego wyroznic). Czy byly to leki, strach przed czyms czy
      nimoznosc odnalezienia sie wobec faktu, ze dziecko jest i juz nie ma powrotu do
      dawniejszego zycia? W sumie to bez sensu, o co teraz pytam, bo piszesz o
      psychozie z omamami.
      Ja mialambardzo nieoczekiwany dla mnie problem: poniewaz porod okazal sie
      trudniejszy niz sadzilam moja corcia byla w inkubatorze az do wieczora
      nastepnego dnia. To mnie zalamalo; dreczyl mnie okropny strach o nia, o jej
      zdrowie, o to, by cos absurdalnego sie nie wydarzylo, lek okropny. (2 lata
      wczesniej stracilam Ojca w wypadku i wciaz zostaly zywe rany w moim sercu,
      nigdy nie wyleczylam sie po tym szoku).
      Potem jeszcze klopoty z karmieniem, corcia wciaz placzaca a mnie sie wydawalo,
      ze nie jestem w stanie nic zrobic, by jej bylo dobrze! czulam sie bezradna i -
      co gorsza - niezrozumiana przez otoczenie.
      Po tygodniu w domu (szpital byl okropny!) - kiedy bylam z moja corcia bez
      obcych interwencji - nabralam pewnosci siebie i wprawy w zajmowaniu sie
      malenstwem (wczesniej zzeral mnie strach,ze zrobie jej krzywde)

      Byc moze to co opisuje nie kwalifikuje sie jeszcze do miana depresji, ale
      cierpialam i moja slabosc byla dla mnie szokiem. Nie spodziewalam sie tego (w
      ciazy bylam zrownowazona i szczesliwa, ale po urodzeniu dziecka przestraszylo
      mnie, ze juz wiele rzeczy nie zalezy ode mnie). Pewne leki wciaz jeszcze sie
      blakaja w mojej glowie jak blade widma, odpedzam je, ale prawde mowiac, jeszcze
      mi zatruwaja pewne chwile.
      Najwazniejsze jest chyba, aby ktos w otoczeniu rozumial i mogl pomoc. Straszna
      jest samotnosc w tym stanie.
      Pozdrawiam Cie serdecznie
      • marzuss Re: Depresja poporodowa 07.09.03, 16:51
        Witam!
        w twoim przypadku też to była depresja.Kobieta w depresji może mieć kłopoty z
        wypełnianiem swoich obowiązków, może jej się wydawać, ze nie potrafi dać
        szczęścia swojemu dziecku. Oczywiście to tylko tak się wydaje.
        Ja nie mogłam pojąć skąd wziął się mój synek, porodu praktycznie nie pamiętam,
        choć nie był długi ani ciężki. Mój synek ważył 5 kg, to też był szok; bo miała
        być dziewczynka. Ja już w ciąży czułam się dziwnie, ale myślałam że to tak
        każda kobieta przeżywa i że po porodzie wszystko się zmieni, i zmieniło się
        ale na gorsze. Żałuję że w ciąży nie chodziłam do psychologa, może bym w ten
        sposób zapobiegła mojej depresji. Nadal czuję się jak wypluta, zaczęłam się
        bardzo objadć i sporo przytyłam i to też mnie dołuje. Na szczęście nie mam
        takich lęków jak na początku. Jakoś się trzymam.
        Pozdrawiam
        • esteel Re: Depresja poporodowa 07.09.03, 19:49
          Haja,
          ja "nagle " z kobiety sukcesu, pani mecenas stalam sie matka i kobieta domowa (
          bez urazy). Zaburzylo to niestety moje poczucie wlasnej wartosci i nie moglam
          odnalezc sie w tym wszystkim Przezywalam chyba kryzys tozsamosci. Oczywiscie
          wszystko zwiekszal fakt , ze mieszkam daleko od rodziny w innym kraju,maz
          pracuje od rana do nocy a ja jestem permamentnie niewyspana. zmeczona, bylam
          obolala a dziecko budzilo sie i budzi co 2 h w nocy i czasami plakalo przez 1 h
          ciagiem. Mialam wrazenie ze to jakis obcy tworek zabiera mnie, moj czas, moje
          zycie, moj status. Jakkolwiek egoistycznie to brzmi tak sie czulam. Teraz jest
          lepiej synek ma 11 tyg , mam z nim juz wiekszy kontakt, przytula sie usmiecha.
          mysle ze po 2 mcach ogolnie jest lepiej.Zaczynam siegodzic z mysla ze do pracy
          nie pojde prawdopodobnie przez najblizszy rok. Esteel
          • 11ulla Re: Depresja poporodowa 07.09.03, 20:18
            a ja niedługo wpadnę w depresję pt "powrót do pracy"
            wkurzam się, bo muszę wrócić juz za tydzień (5 miesięcy po porodzie) - malutki
            zostanie z nianią a ja podchodzę do tego jak do zła koniecznego, wydaje mi
            się "że nkt nie zajmie się tak dobrze dzieckiem jak ja".....a ja sama wiem, ze
            popelniam masę błędów, bo to moje pierwsze dziecko, nikt mnie nie uczył, nie
            poszłam do szkoły rodzenia (bo babsztyl z tej szkoły mnie na dzień dobry
            wnerwił, w ciązy mialam "humorki" jak nie wiem co), prawie cały dzień siedzę
            sama w domu (mąż pracje w wolnym zawodzie, ale własnie od kilku miesięcy ma
            strasznie dużo pracy)
            po porodzie zreszta też miałam napady słabosci, ale raczej nie takie zeby
            nazwac to depresją. Raczej wynikało to z niewiedzy co mam robić, jak coś
            zrobić, z niewyspania, z braku wystarczajacej ilosci pokarmu, z tego że znów
            siedzę sama w domu itd

            Naprawde współczuję, strasznie jest ciężko jak ma się problemy ze sobą - poród
            i połóg to chyba najcięższy okres w życiu kobiety. Staje się odpowiedzialna za
            kogoś malutkiego i całkiem bezbronnego, a sama zazwyczaj czuje się fatalnie (bo
            nacięcia, bo zawroty głowy, bo przytyła, bo....)

            Trzymaj się, głowa do góry....zobaczysz, za jakiś czas depresja będzie tylko
            cieniem, a ty będziesz całą sobą cieszyć się z macierzyństwa
            a już napiękniejsze sa chwile, jak maleństwo robi się takie "doroślejsze", moj
            synek właśnie skończył 5 miesięcy i już można z nim porozmawiać, mówisz do
            niego a on całym sobą daje ci znać co czuje, uga i już jest naprawde cudownie

            ale się rozpisałam hihihihi


            pozdrawiam

            ulla i maurycek (06.04.03)
            • niuska1 Re: Depresja poporodowa 10.09.03, 20:13
              Witam
              Ja myślę, że u mnie też w pewnym momencie objawiła sie depresja.
              Ola urodziła sie przez cesarkę. W ogóle byłam ogłupiała i przestaszona, bo
              spędziłam cały dzień przed porodem na patologii. Wreszcie kiedy odeszły mi oy,
              to okazało się, że sa zielone!!!. Byłam w szoku. I ten szok pozostał jakieś 2
              tygodnie. Leżałam w łóżku, Olę wdziałam 2 razy dziennie na karmienie.
              Denerwowało mnie, że kiedy płacze nic nie mogę zrobić. Po prostu nie mogłam
              sie nawet podnieść. Kiedy już wstałam nie miałam siły trzymać jej na rękach. W
              czwartej dobie miałam juz Olę przy sobie cała dobę. Ledwie mi ja przywieźli, a
              ona sie rozdarła i tak płakała od 9 do 17.Ja płakałam razem z nią. Następnego
              dnia wszystko mnie bolała(przedźwigałam się) było mi wszystko jedno co sie
              dzieje. Dziecko płacze ja nie mogę sobie z nim poradzić. Zadzwoniła do mnie
              mama i bratowa a ja nic nie mogła powiedzieć tylko ryczałam. Mężowi ryczalam
              do słuchawki. Okazało sieże Ola musi zostac dłużej w szpitalu z powodu jakiejs
              infekcji, a ja co? Rozryczałam się tak, że musziałam wziąść cos na
              uspokojenie. I tak było w sumie dalej przez dwa tygodnie. Wróciłam do domu
              dzień przed Bożym Narodzeniem, a tu nic nie zrobione (nie chodzi o wigilie)
              wszędzie brud, nawet ze stołu nie staste. Znowu załamka i płacz. Ale jakoś się
              uspokoiło. Przemówiłam sobie do rozsądku. Stwierdziłam, że tle kobiet dawało
              sobie raz to i ja też dam sobie radę. Ale żeby sie upewnić codziennie
              wisziałam na telefonie i rozmawiałam z mamą.
              Pozdrawiam i życzę powodzenia
              Magda mama Oleńki
    • iwonaosso Re: Depresja poporodowa 09.09.03, 10:35
      Mój problem jest troche inny od twojego ale sie o niego ociera. Miałam bardzo
      cięzki poród wierzcie mi nie przesadzam, to był koszmar, myślałam ze nigdy nie
      urodze. Gdyby nie mój mąż który był ze mną to nie wiem... Przed samym porodem
      byłam bardzo dobrze nastawiona , nie bałam się w ogóle raczej ciekawa byłam co
      bedzie i jak sama akcja wygląda. Jestem wytrzymała na ból i mocna fizycznie
      ale poród obalił ten obraz. Moje cierpienie skończyło się w ostatnim momencie
      cesarką i urodziłam lekko niedotleniona córcię. Teraz wszystko jest ok lecz na
      samo wspomnienie tamtego okresy łzy mi lecą.. I własnie tu zmierzam do tematu,
      bo moja depresja nie dotyczyła kochania i opieki nad dzieckiem, to było od
      poczatku, tylko samego faktu przezycia tego koszmaru (po samym porodzie
      schudłam w ciągu miesiaca wiecej niz przytyłam w ciąży, karmiłam piersia).
      Długo dochodziłam do właściwej formy fizycznej i psychicznej. ja wiem że to
      już było nie wróci ale niestety uraz siedzi we mnie i nie moge tego wymazać z
      pamięci.Mozna nawet nazwać to traumatycznym przeżyciem. Nie wiem czy zdecyduje
      sie na drugie dziecko...

      A moja Gabrysia ma juz 9 m i jest śliczna, kochana, mądra i w ogóle i dziś
      poszła pierwszy dzień do żłobka buuuuu

      Iwona i Gabi (6 stycznia 2003)
    • aamo Re: Depresja poporodowa 10.09.03, 23:01
      W moim przypadku nie wiem czy to była depresja, ale przez parę pierwszych
      tygodni dużo płakałam. Powodem było urodzenie mojej dzidzi przez cesarkę. Po
      długiej I fazie porodu (24h), po 4 partych zdecydowano o cięciu.
      Przede wszystkim duży wpływ na to miał lekarz obecny przy porodzie. Był
      niemiły, złośliwy, a ja czułam się tak jakbym zakłuciła mu spokój na dyżurze
      (rodziłam w sobotę). Na dodatek musiał operować. Na drugi dzień przy obchodzie
      gdy badał mój brzuch skrzywiłam się z bólu to powiedział: "trzeba myło rodzić
      normalnie", tak jakby to odemnie zależało, że koniecznia była cesarka
      (wskazanie: zagrożenie dla dziecka). Po prostu mnie dobił. Dziecko dostałam do
      karmienia dopiero za 2 dni, gdy inne mamy karmiły. To też nie wpłynęło dobrze
      na moją psychikę. A najgorsze było to, że przez cc nie czułam jak rodziłam moje
      dziecko i było mi brak tego "fragmentu". Czułam sie tak, jakby ktoś mi dał
      dziecko i kazał się nim opiekować. Okropne. Początek był ciężki, ale dzięki
      mojemu mężowi, burza w mojej głowie trochę się uspokoiła. Czasami wydaje mi
      się, że ten brakujący "framgent" nigdy sie nie wypełni. Myśli mnie zżerają. Za
      dużo ich, ale nie umiem się od nich opędzić. A
      • agnes.en Re: Depresja poporodowa 11.09.03, 01:19
        Wlasnie to, o czym piszesz - takie poczucie krzywdy przez interwencje innych
        jest tym okropnie dolujacym elementem, ktory potem dreczy przz cale tygodnie.

        Dla mnie traumatyczne bylo to, co sie stalo po porodzie.
        Ja nie moglam zniesc tego, ze nie dali mi dziecka, na dodatek nawet mi podla
        polozna, gdy przyszlam w nocy na oddzial po porodzie nic nie powiedziala o
        dziecku ani jak mam trafic na oddzial noworodkow. Znalazlam moja corcie sama -
        nie moglam spac, choc bylam po porodzie - snujac sie po korytarzu SZLAM ZA
        GLOSEM okropnie placzego noworodka. Glos ten szarpal mi serce. Byla 5 rano gdy
        tak doszlam do oddzialu noworodkow i znalazlam MOJE DZIECKO w inkubatorze. To
        moja coreczka tak plakala, to byl jej glos!!!Wolala mnie...Najgorsze bylo, ze
        durna pielegniara nie umiala jej znow wsunac do inkubatora (taka scena zastalam)
        i tak walila ta podkladka, na ktorej dzieciatko lezalo, ze bylo wstrzasane
        jak ....nie wiem jak to opisac.
        Powinnam byla juz wtedy zglosic to jej przelozonym, bo JAK MOZNA tak postepowac
        z noworodkiem??? ). Kiedy jej to powiedzialam, byla tak glupia, ze nawet nie
        rozumiala o co mi chodzi.
        Potem usg glowki wykazalo wewnetrzne krwawienie. Oczywiscie, rzekomo poprodowe,
        ale ja teraz mysle, ze niekoniecznie.
        ...
        Kiedy podeszlam - uwierzycie lub nie - moja Corcia widziala mnie juz z
        odleglosci 1.5 metra! Patrzyla na mnie! I przestala plakac... POtem siedzialam
        przy niej przez cale godziny - raz po raz wracajac na 'kontrole' lekarskie. Za
        kazdym razem gdy przychodzilam wzrastalo tetno Malenstwa nawet gdy spala -
        CZULA moja obecnosc i zdrowiala coraz szybciej...
        A potem przy drugim karmieniu zaczal sie jej straszny placz. Potem przy
        kolejnych - przychodzily pelegniary i odrywalay mi ja od piersi bo 'zastrzyk'
        (nie moze czekac!???) lub 'kapiel'!Nie moglam zniesc tego, ze czulam, ze
        to 'przez nich' mam zaburzone te pierwsze godziny - dni z moim dzieckiem.
        Musialam wyjsc ze szpitala, by sam na sam z coreczka znalezc wreszcie nasz
        wspolny rytm. Co ciekawe - w domu juz nie plakala tak, jak w szpitalu. Czula,
        ze jestesmy w domu...i nikt nam niczego noie zamiesza.A potem okazalo sie, ze
        ma niedowage...ze mam za malo pokarmu i trzeba ja dokarmiac. I znow sie
        zalamalam...

        Ciesze sie, ze moge o tym Wam napisac. Moze to wyrzuce z siebie wreszcie. Jak
        dotad ilekroc probowalam sie wyzalic, kazda osoba (nawet najblizsi) przerywala
        mi natychmiast mowiac, ze minelo, ze liczy sie teraz...
        A wiec moj placz w tamtych tygodniach i poczucie krzywdy byly takze depresja...
        Mysle, ze moglabym jej uniknac, gdyby nie to wszystko i przezyc tylko niewielka
        hustawke - 'kryzys 3-ego dnia'.


        • nena5 Re: Depresja poporodowa 11.09.03, 14:36
          wiesz agnes, plakalam jak bobr jak czytalam twojego posta o tym okrutnym
          traktowaniu Ciebie i twojego malenstwa w szpitalu. Tak mi sie Was zal zrobilo.
          Ja w szpitalu bylam otoczona wspaniala opieka. Personel bardzo mi pomogl bo
          tez ciagle plakalam a to z powodu nieumiejetnosci karmienia a to znow z powodu
          fototerapii mojego dzidziusia. Ale pielegniarki byly bardzo wyrozumiale i
          pomagaly mi we wszystkim.

          Teraz moja Luisa-Marie ma juz 3 tygodnie ale ja nadal popadam w depresje. Boje
          sie o jej zdrowie i kazdy jej placz powoduje u mnie olbrzymi smutek i lek, ze
          moze ja cos boli a ja nawet nie wiem co. Czuje sie czesto bezradna. A tak ja
          kocham i chcialabym jej pomoc.
    • aniajan Re: Depresja poporodowa 11.09.03, 16:21
      Ja chyba ciągle walczę z depresją - mój mały skończy jutro 8 tygodni;
      powodem depresji były problemy z karmieniem - mały tracił na wadze i całymi
      dniami wisiał u piersi i dlatego musiałam go dokarmiać; dokarmiam go nadal i
      codziennie boję się, że stracę te resztki pokarmu, które mam, boję się że mały
      dostanie jakiejś alergii, boje się gdy za rzadko robi kupki (nie chce pić
      herbatek); mały nadal wisi mi u piersi ale zamiast jeść to przysypia, próby
      odłożenia go do łóżeczka kończą się jego płaczem - śpi właściwie tylko na
      spacerze;
      ja z kolei boję się zostawać sama w domu i zdarza mi się dzwonić o 7.00 rano
      po wyjściu mojego męża do pracy do mojej mamy i chlipać w słuchawkę;
      miałam głupie myśli że chyba wyskoczę przez okno.... i ciągle walczę z
      płaczem... to wszystko powoduje że nie potrafię w pełni cieszyć się z synka i
      on pewnie to wyczuwa i dlatego jest taki niespokojny (a właściwie uspokaja się
      tylk przy mojej piersi)

      właściwie nie przetrwałabym gdyby nie wsparcie najbliższych - mamy i męża;
      ciągle mam nadzieję, że po tych pierwszych trzech miesiącach będzie lepiej...
      tak podobno jest???
      • agnes.en Re: Depresja poporodowa 11.09.03, 19:29
        Tak, wierz mi, ze bedzie lepiej, juz nielugo. U mnie tak wlasnie bylo -
        dzieciatko u piersi non stop przez te pierwsze 8 tyg. - potem przy dokarmianiu
        objawila sie wreszcie prawdziwa, wesola natura mojej corci! (Kiedy wreszcie
        mogla sie dobrze najesc) Na ten widok i ja poczulam sie od razu razniej i nie
        mamy juz problemow (poza tym, ze juz nie karmie piersia, czego niezmiernie mi
        zal).
        Dzieki Nena za to, co piszesz. Obawiam sie, ze takie traktowanie jest czeste w
        naszych szpitalach. Chyba najgorsze byly polozne na oddziale po porodzie -
        wiekszosc w stylu 'jestem twarda baba, tez rodzilam setki razy a sie nie
        mazalam' - w zwiazku z tym trudno bylo liczyc na ich zrozumienie czy pomoc...Ja
        przynajmniej nie chcialam ich juz potem prosic (co sie odbilo na problema ch z
        jkarmieniem,ale ja nie bylam ich swiadoma). Za to wiekszosc pozostalych
        pielegniarek na noworodkach byla bardzo jak nalezy, niektore napweno z
        powolania...Szkoda, ze nie wszystkie.

        Wiecie, podobno w Chinach byl stary zwyczaj, ze poloznica przez pierwszy
        miesiac od porodu musiala lezec i opoczywac. Rodzina wyreczala ja we wszystkim,
        dbala, zeby doszla do siebie, dziecko dostawala tylko na karmienie (zdaje mi
        sie,ze w nocy karmiono je inaczej, zeby spala jak najwiecej)
        Ten odpoczynek byl postawa, zeby potem mogla zdrowa (i piekna - i na to maja
        swoje metody) dobrze funkcjonowac...Mysle, ze stala za tym wielka madrosc i
        wiedza o tym,ze kobieta po porodzie jest wyjatkowo krucha i trzeba - chocby ten
        jeden raz w zyciu otoczyc ja komfortem i czuloscia ze wszstkich stron...POza
        tym tamtych kobiet raczej nie rozpieszczano, ale...

        Trzymajcie sie, ziewczyny i wiedzcie,ze to normalne. Przeciez przchodzimy
        potezne metamorfozy cielesne i psychiczne w takim tempie, ze to musi bolec i
        cialo i dusze! POzdrawiam Was najcieplej
        Aga

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka