Dzisiaj kolejny dzień beznadziejnej pogody. Moja niunia zasnęła i ja powinnam
się położyć, bo padam na twarz...Ale jeszcze kilka pytań do doświadczonych mam.
Jeszcze przed porodem przeczytałam książkę T. Hogg "Język niemowląt" i
stwierdziłam, że będę się starała wdrażać jej łatwy plan. Ale już po
narodzinach córeczki wszystko wzięło w łeb. Malutka ssie cyca nie dłużej niż
10 - 12 min., a często po 5 min. Schemat: jedzenie, aktywność, spanie jest u
nas jak na razie niewykonalny. Córcia potrafi być cały dzień na "czuwaniu"
przysypiając może ze dwa razy na 40 min. (dopiero skończyła 3 tyg.), ale też
zdarza jej się (co prawda rzadko) przesypiać niemalże całe dnie, co później
kończy się nocną męką. Ani w pierwszym, ani w drugim przypadku nie jestem w
stanie bądź ululać ją bądź z kolei rozbudzić i czymś zainteresować. Wariant
środkowy: córcia podje i np. 2-3h czuwa, zwykle na moich rękach wpatrując się
w sufit, okno itp. Odłożenie do wózka kończy się płaczem. Mogę jeszcze dodać
do tego kolkę, albo trudny do zidentyfikowania dla mnie ciągły płacz. Starałam
się ją przyzwyczaić do chusty – ale nie toleruje jej. Pozycje dla newborna nie
pozwalają jej się rozglądać po świecie, więc jestem uwiązana – najlepiej jej
na maminych rękach i przy zmienianych pozycjach

i często nawet nie mogę
wyjść do toalety. Córcia pomimo odbijania ciągle mi ulewa (czasem to prawie
jak wymioty), nawet kilka godzin po jedzeniu i przez sen (przez to się
rozbudza). Jestem po ciężkim porodzie, mam anemię, nie mam babć/cioć do pomocy
i czasem ze zmęczenia nie wyrabiam psychicznie i chce mi się wyć. Nie chcę na
maleństwo przerzucać moich depresyjnych stanów a czuję się podle – przychodzą
mi myśli typu – nie dorosłam do macierzyństwa, bo nie potrafię rozpoznać i dać
mojej wyczekanej córci, tego, co potrzebuje, dobrze się nią zająć itd. A
przecież kocham ją ponad wszystko...
Jak sobie radziłyście?