Pytanie to kieruję do mam, które w pierwszych trzech miesiącach prawie non
stop miały swoje dziecię na rękąch lub w chuście (sposób nieistotny, chodzi o
fakt fizycznej bliskości) gdyż dzieci tego wymagały.
Mój 6 tyg syn w ciągu dnia musi być cały czas w chuście, bo inaczej jest
tragedia. Od samego początku był niespokojnym dzieckiem, i noszenie go w
chuście pojawiło się, gdy nic innego nie działało (a więc nie jest tak, że
'zepsułam' go chustą). W chuście jest szczęśliwy, śpi i nie płacze. W ciągu
dnia nie ma mowy o spaniu gdzieś indziej, dziś próbowałam uśpić w łóżeczku i
skończyło się na spazmach... W nocy jakoś zasypia w dużym łóżku (śpi ze mną) i
noc jako tako mija. Dodam, ze to moje drugie dziecko (pierwsze było o wiele
łatwiejsze), więc nie jest to wynik histerii początkującej mamy.
Pytanie brzmi - czy po owych magicznych trzech miesiącach wasze dzieci zaczęły
być bardziej samodzielne, czy musiałyście je tego uczyć, a jeśli tak, to jak
to się odbyło. Piszcie jak było, czekam na słowa otuchy ale nie tylko, raczej
na obiektywne sprawozdanie

Pozdrawiam.