Dodaj do ulubionych

Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących

11.06.08, 14:30
Pytanie to kieruję do mam, które w pierwszych trzech miesiącach prawie non
stop miały swoje dziecię na rękąch lub w chuście (sposób nieistotny, chodzi o
fakt fizycznej bliskości) gdyż dzieci tego wymagały.

Mój 6 tyg syn w ciągu dnia musi być cały czas w chuście, bo inaczej jest
tragedia. Od samego początku był niespokojnym dzieckiem, i noszenie go w
chuście pojawiło się, gdy nic innego nie działało (a więc nie jest tak, że
'zepsułam' go chustą). W chuście jest szczęśliwy, śpi i nie płacze. W ciągu
dnia nie ma mowy o spaniu gdzieś indziej, dziś próbowałam uśpić w łóżeczku i
skończyło się na spazmach... W nocy jakoś zasypia w dużym łóżku (śpi ze mną) i
noc jako tako mija. Dodam, ze to moje drugie dziecko (pierwsze było o wiele
łatwiejsze), więc nie jest to wynik histerii początkującej mamy.

Pytanie brzmi - czy po owych magicznych trzech miesiącach wasze dzieci zaczęły
być bardziej samodzielne, czy musiałyście je tego uczyć, a jeśli tak, to jak
to się odbyło. Piszcie jak było, czekam na słowa otuchy ale nie tylko, raczej
na obiektywne sprawozdanie smile Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • budzik11 Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 14:43
      Niczego dziecka nie uczyłam, jak zaczął bardziej się ruszać i interesować
      światem - życzył sobie mniej noszenia. Nawet przestał zasypiać przy piersi,
      tylko we własnym łóżeczku. A dużo czasu spędzał na podłodze, na kocu - jak
      zaczynał jęczeć - wskakiwał do chusty. Wszystko przychodzi naturalnie, również
      samodzielność, a do 6 miesiąca życia dziecko ma święte prawo być "przyklejone"
      do mamy smile
    • aleksandra1977 Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 14:46
      Nie. Nie zaczely. 3 miesiace nic nie zmienily procz tego, ze
      kregoslup mi wysiadl...
      Udalo mi sie nauczyc corke spac samodzielnie i zasypiac w lozeczku,
      gdy miala 7 miesiecy.
      Zaczelam od oswojenia dziecka z lozeczkiem, ktore dotychczas bylo
      zbednym meblem... Kazdego dnia, powoli, ale konsekwentnie coraz
      dluzej wkladalam ja do lozeczka i probowalam zajac zabawka,
      pokazywalam kolorowe wzorki na przescieradle. Caly czas spokojnie do
      niej mowilam, bylam obok. Bawilam sie z nia pokazujac jej przez
      szczebelki jakas zabawke, chowalam pod kocyk misia, ogladalysmy
      ksiazeczki... Do lozeczka kupilam nowa, kolorowa posciel, oraz
      ochraniacz na szczebelki. Kazdego dnia probowalam coraz dalej odejsc
      od lozeczka, bedac wciaz w kontakcie slownym z dzieckiem.
      Wieczorem, gdy szla spac wlaczalam pozytywke, albo jakas spokojna
      piosenke, albo sama spiewalam, a ona lezala w lozeczku. Owszem,
      wstawala, chciala na rece, ale staralam sie jej nie wyjmowac lecz
      zatrzymac w nim. Nie sila, ale spokojnym mowieniem, glaskaniem,
      zabawa w "a kuku". Ta nauka przebywania w lozeczku trwala ok. 2
      tygodni.
    • jotka_aa Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 14:58
      dokładnie..u mnie tak było... dziś córka ma 4,5 m-ca i to też moje drugie
      dziecko...starsze ma dwa latka , więc doświadczenie jako tako było.Pierwsze trzy
      miesiące wspominam jako koszmar, z tego względu, że jak nie spała to musiałam ją
      non stop nosić na rękach, nie dała się położyć nigdzie, usypiała tylko bujana na
      kolanach i tak przez cały czas trzeba było ją trzymać, żeby choć trochę
      pospała.Pomagała również suszarka przy której zasypiała, oczywiście bujając i
      tak jak usnęła to odkładałam ją ale suszarka chodziła po pół godziny..z biegiem
      tygodni jak uśpiłam ją bujając odkładałam sukcesywnie do łóżeczka..spała po 5
      minut i się wybudzała, więc usypiałam od nowa i znów odkładałam.Ale , ..i tu Cię
      pociesze..jak minęły te trzy miesiące wszystko się zmieniło, samo z siebie, było
      już starsza mogła się na coś popatrzeć (karuzelka , grzechotki), więc kładłam
      się obok niej na kocu na dywanie i zabawiałam czym mogła, i tak powoli się
      przyzwyczaiła i od tamtej pory większość dnia zabawia się sama sobą...Ale sądzę,
      że to raczej nie moja nauka, po prostu sama się tak zmieniła..niestety starszy
      syn mimo moich chęci był noszony do 8-go miesiąca, za wyjątkiem chwil, w których
      spał, dopiero jak usiadł zajął się sam sobą i jego niestety nie udało mi się
      przyzwyczaić do łóżeczka.Więc wydaje mi się, że to jednak zależy od dziecka.
    • ik_ecc Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 15:04
      mysza_myszynska napisała:

      > Pytanie brzmi - czy po owych magicznych trzech miesiącach wasze
      > dzieci zaczęły
      > być bardziej samodzielne, czy musiałyście je tego uczyć, a jeśli
      > tak, to jak
      > to się odbyło.

      Samodzielnosci sie nie uczy - samodzielnosc przychodzi sama, kiedy
      dziecko czuje sie bezpiecznie kiedy jego potrzeby sa spelnione.
      Wpychaniem dziecko w sytuacje z ktorymi nie potrafi sobie radzic
      daje wylacznie stres i zachowanie, ktore moze udawac samodzielnosc,
      ale na prawde jest tylko jakimstam zachowaniem obronnym z roznymi
      efektami ubocznymi.

      Nosilam corke non stop do momentu jak nie zaczela raczkowac - czyli
      nie przez "magiczne" 3 miesiace tylko ok 7-8 mies. Kiedy zaczela
      chodzic (12-13 mies) chciala byc na rekach coraz mniej - ale kiedy
      tylko chciala byc noszona, zawsze byla. Przez pierwszy rok corka
      byla dosyc trudnym dzieckiem, zle spala, nie akceptowala nikogo
      procz mnie (nawet taty), ciagla "wisiala" na piersi i ciagle chciala
      byc na rekach. Staralam sie jej dac wszystko co chciala (wychowana
      byla zupelnie bez wozka). Kiedy skonczyla rok, jej silna wczesniej
      potrzeba bliskosci zaczela dosyc gwaltownie malec - corka zrobila
      sie duzo bardziej otwarta na innych ludzi, bardzo samodzielna i...
      czesto wrecz odmawiala bycia noszona.

      Teraz ma 3 lata, jest szalenie odwaznym, rezolutnym i latwym w
      obsludze dzieckiem. Bardzo lubi ludzi, jest wiele osob z ktorymi
      bardzo chetnie zostaje (czesto slysze "teraz sobie idz mama"). Jest
      bardzo samodzielna i doskonale umie sie bawic sama. W zasadzie nie
      placze - kilka razy na miesiac moze, kiedy ma rzeczywiscie powod.
      Zadnych jekow, dramatow, krzykow, histerii, buntow dwu- czy
      trzylatka - rozsadne, fajne, wesole, zdrowe, doskonale rozwijajace
      sie dziecko. Nie jest jakos specjalnie przytulanska - nie odmawia,
      ale sama raczej nie inicjuje.

      Tak czy inaczej - absolutnie nie zaluje tego, ze ja nosilam "tak
      dludgo" - wg mnie wynosilam i wybujalam ja tyle ile potrzebowala,
      teraz po prostu takiej potrzeby nie ma. Z tego co widze, dzieci
      ktorym ciagle sie odmawia, ciagle tego chca - jecza, dopraszaja sie,
      nie tylko jako male dzieci, ale jako 2-, 3-latki.
      • woi.mi Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 15:54
        A czy potrzeby bliskości nie można zaspokoić leżąc z dzieckiem to chyba
        korzystniejsze dla kręgosłupa matki.Nie wyobrażam sobie noszenia do 8mies., w
        tym wieku niektóre dzieci już chodzą z podparciem.Dziecko cały czas noszone nie
        ma szans na ćwiczenie mięśni.Wg. mnie dziecko ma takie potrzeby do jakich je
        rodzice przyzwyczają. Słyszałam o przypadku kiedy dziecko usypiane było w
        samochodzie,po jednej rundce dookoła osiedla zasypiało i szło do łóżeczka.
        • ik_ecc Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 17:02
          woi.mi napisała:

          > A czy potrzeby bliskości nie można zaspokoić leżąc z dzieckiem to
          > chyba korzystniejsze dla kręgosłupa matki.

          Mozna, jesli matka ma czas lezec, to jasne. Ja tez lezalam przeciez
          czasami. Zostawialam tez czasami sama jak nie marudzila.

          > Nie wyobrażam sobie noszenia do 8mies.,

          Mala masz wyobraznie. wink

          Mnie corka "wiecej wazyla" gdy miala 2 mies niz rok. Po prostu
          nauczylam sie ja nosic tak, ze mi nie przeszkadzala.

          > w
          > tym wieku niektóre dzieci już chodzą z podparciem.

          Podpieranie dziecka do chodzenia bylo dla mojego kregoslupa
          bolesniejsze niz noszenie.

          > Dziecko cały czas noszone nie
          > ma szans na ćwiczenie mięśni.

          Pomimo tego, ze moja corka byla "caly czas" (czyli wtedy kiedy
          chciala, a chciala duzo) noszona, pierwsze kroki postawila gdy miala
          11,5 mies, a w wieku 13 mies chodzila na tyle dobrze, ze sama
          chciala wszedzie chodzic i nie chciala zeby ja nosic. Wiem, ze sa
          dzieci ktore chodza wczesniej, ale sa tez dzieci ktore chodza
          pozniej. Jakos mojej corce nie zaszkodzilo to noszenie tak calkiem i
          zupelnie. Jako poltoraroczniak szla bez marudzenia 3-4km. Jako
          trzylatka robi duzo dluzsze trasy. NIGDY nie uzywalam z nia wozka.

          Spalam z corka od samego poczatku, a kiedy miala 2 lata sama
          zdecydowala zeby sie od nas wyprowadzic. SAMA dorosla. A znam
          rodziny gdzie niemowle jest na sile wyrzucane do innego pokoju, po
          czym "nielegalnie" przychodzi do rodzicow do lozka przez kolejne 5-6
          lat. Co kto lubi.

          > Wg. mnie dziecko ma takie potrzeby do jakich je
          > rodzice przyzwyczają.

          Bledna teoria. Dziecko przychodzi na swiat z potrzebami, ktore poza
          jedzeniem i spaniem obejmuja tez np. fizyczna bliskosc, potrzebe
          bujania (bujany mozg lepiej sie rozwija). Mozna udawac, ze te
          potrzeby sa "wymyslone" i szarpac sie z dzieckiem cale zycie - z
          tym, ze dziecko ciagle sie bedzie spelnienia tych potrzeb domagac, z
          tym ze beda efekty uboczne niespelnionych potrzeb, itepe. Kto co
          lubi.

          > Słyszałam o przypadku kiedy dziecko usypiane było w
          > samochodzie,po jednej rundce dookoła osiedla zasypiało i szło do
          > łóżeczka.

          No i?
          • dzoaann ik_ecc! 16.06.08, 13:10
            lejesz miód na moje uszy(oczy?!)-przyjemnie sie takie posty czytasmile
          • lalkaewa Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 17.06.08, 09:23
            Zgadzam sie w zupelnosci z ik_ecc.

            ja tez nosze i bujam na zawolanie i na kazde kweki reaguje.
            Uwazam ze dzidzius nie placze kiedy ma zaspokojone wszystkie potrzeby, placze
            jednie wtedy gdy chce nam cos przekazac...
            Nie rozumiem matek, ktore moga zostawic placzace dziecko same sobie, ktore
            potrafia przechodzic kolo placzacego malenstwa i nie reagowac...i maja motto "a
            niech sie wyplacze, to mu przejdzie"
            Dlatego nasz narod jest taki zakompleksiony, od malego sie uczy ze jak cos nawet
            bardzo chce to nikle szanse na to ze dostanie.
        • moofka Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 17.06.08, 09:43
          woi.mi napisała:

          > A czy potrzeby bliskości nie można zaspokoić leżąc z dzieckiem to chyba
          > korzystniejsze dla kręgosłupa matki.Nie wyobrażam sobie noszenia do 8mies., w
          > tym wieku niektóre dzieci już chodzą z podparciem.Dziecko cały czas noszone nie
          > ma szans na ćwiczenie mięśni.


          tak, szczegolnie podpieranie osmiomiesieczniakow do chodzenia fantastycznie
          stymuluje ich rozwoj psychofizyczny i wzmacnia miesnie
          niektorzy powinni wieej niz 2 razy pomyslec, zanim klikna pod swoja madroscia tongue_out


          Wg. mnie dziecko ma takie potrzeby do jakich je
          > rodzice przyzwyczają.
          • lidek0 Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 17.06.08, 10:04
            Nie chodzi o to, że dzieci sie podpiera, tylko, że same szukając
            podparcia przemieszczają się /zachęcam do uwazniejszego czytania
            postów/
            Co do potrzeb dziecka, to często nawet jek wszystkie sa zaspokojone
            a dziecko czuje, że może coś wymusić zaczuna kwękać i jęczeć pomimo,
            że nic mu nie jest /znam takie dzieci/, po prostu wymuszaja noszenie
            na rękach.
            • auszrine Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 20.06.08, 20:32
              > po prostu wymuszaja noszenie
              > na rękach.

              No, ale skoro wymuszają noszenie, to znaczy, że do czegoś jest im to potrzebne (czyli mają taką potrzebę).
    • sabciass Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 16:21
      Moja Zuza ma prawie rok, od pół roku sama zasypia, od kąd siedz,
      więcej czasu spędza na ziemi niż na rękach, a od kąd raczkuje i
      wstaje, to już prawie w ogóle nie chce się nosić. Niczego jej nie
      musiałam uczyć, poprostu widziałam moment w którym już była na coś
      gotowa. 3 miesięczne dziecko raczej nie będzsie jeszcze wykazywało
      zbytniej samodzielności, bo leżenie plackiem w łóżeczku jest jednak
      mniej atrakcyjne niż podróżowanie na rękach u mamy. Na wszystko
      przyjdzie czas.
      • minnetaki Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 16:30
        "leżenie plackiem w łóżeczku jest jednak
        > mniej atrakcyjne niż podróżowanie na rękach u mamy."

        Popieram w 100 procentach! Jak ja mam spędzić JEDEN DZIEŃ sama w
        łóżku, bo jestem chora, to mnie coś trafia, a mam więcej możliwości,
        żeby się czymś zająć, niż taki maluch smile)
    • minnetaki Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 16:27
      Mój szkrab za tydzień skończy 4 miesiące i zmienia się z każdym
      dniem smile Od początku był z tych wymagających - na rączki i już. No i
      chustujemy się od 1go tygodnia życia, a wózek stoi w kącie...
      chociaż no właśnie, ostatnio odkurzają go z tatą, urządzając rajdy
      po dużym pokoju i jest to świetna zabawa - a kiedyś płakał w
      momencie włożenia. Więc nie jest tak źle smile A poważnie - na początku
      mały spędzał całe dnie w chuście albo na mnie (bo czasem akceptował
      przytulanie bez bujania - ale tylko czasem) i nie dał się odłożyć
      nawet na moment. Jakiś miesiąc temu zaczął dostrzegać świat dookoła,
      zainteresowała go karuzelka, potem grzechotki, inne zabawki - i
      teraz w chuście już tylko śpi - obudzony zaraz chce wyjść, nawet
      jeśli nie jest głodny i na początku zupełnie nie domaga się uwagi.
      Zależnie czy ma lepszy czy gorszy dzień, potrafi bawić się sam od
      kilku do kilkudziesięciu minut (nie żebym ja te kilkadziesiąt
      wytrzymała bez zagadywania go smile) ), a potem owszem, mama potrzebna,
      ale może być na podłodze. Tylko spania na razie nie udało się
      zmienić - zasnąć umie tylko w chuście, w wieczorem z nami w łóżku.
      Ale myślę, że to też z czasem przyjdzie smile Nieraz mamy tu piszą, że
      po miesiącach starań udało im się nauczyć dziecko tego czy owego -
      ja jestem za leniwa, wolę poczekać, aż te miesiące miną bez moich
      starań i dziecko nauczy się samo smile)
    • marcelina4 Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 18:45
      owszem u nas zmieniło sie i to nawet wczesniej, bo po 2,5 miesiąca, uwierz mi,
      że poczatki byly koszmarem!
      moja córcia ma teraz 4 miesiace, a przez pierwsze 6 tygodni darła się non stop
      za wjatkiem momentow kiedy jadła i spała, a nie spała dużo smile
      myślałam nawet, że jest coś z nią nie w porządku ( pisałam zreszta o tym na
      forum ), więc spotkałam się nawet ze specjalistą od rozwoju psycho-ruchowego
      dziecka, z poczatku byłam zalamana tym spotkaniem, bo pani powiedziała mi, że
      dziecko jest zestresowane, myślałam, że jestem złą matką, co nie umie dac
      dziecku poczucia bezpieczenstwa, więc latałam z małą po mieszkaniu, bujałam,
      spiewałam, robilam cuda, a ona darła sie jak opetana, wyobraź więc sobie, jak ja
      się czułam sad moje wlasne dziecko darło sie na mój widok i ja byłam ostatnia
      osobą na świecie, ktora umiała uspokoić małą, czysta rozpacz.
      Nie wiem szczerze mówiąc co się stało, ale nagle pewnego dnia córcia usmiechnęła
      się do mnie całą gębulą ( poryczałam sie jak głupia ze szczęścia ) i jakos od
      tego dnia poszło do przodu, coraz więcej się usmiechala, zaczęła sie interesować
      zabawkami, zaczęła gadać.
      teraz to dziecko prawie wcale nie płacze, duzo się śmieje, na rączki owszem, ale
      nie na długo, tak poza tym to najchętniej rezyduje na podłodze na macie, albo w
      leżaczku, lubi sobie tez poleżeć na mnie ( pleckami do mojego brzucha ) i
      ogladać książki ( piszę książki, bo ostatnio oglądałysmy atlas o roslinach )
      dziewczyny piszą, że to mija i to jest prawda, tylko jednym dzieciom przychodzi
      to łatwiej, inne troszkę później odklejają się od mamy, ale nie martw się,
      niedlugo Twój synek zauważy, że dookoła jest tyle fajnych i ciekawych rzeczyi na
      pewno go to wciągnie.
      Co do spania, to przeprowadziłam córcie do łóżeczka miesiąc temu, z początku
      były wrzaski, mąż zaproponował, żeby przemeblowac pokój i ustawić łóżeczko w
      innym miejscu i u nas to pomogło, noce przesypia w łóżeczku bez problemu,
      natomiast w dzień jest gorzej, nie bardzo chce leżeć w łóżku, więc zasypia na
      razie gdzie jej popadnie, najczęściej na kocu na podlodze po zabawie, bo córcia
      to taki model, że gada, gada, a nagle jest cisza, bo wlasnie odpadła i zasnęła smile
    • figrut Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 19:49
      U mojego najmłodszego trzy miesiące nie były żadną magiczną granicą. Nosiłam go
      bardzo dużo w chuście do momentu, aż zaczął sam raczkować, czyli gdzieś w
      okolicach 7 miesiąca życia. Jak tylko zaczął samodzielnie chodzić (przed końcem
      dziewiątego), tak przestał chcieć być noszony. Nawet na spacerach nie chciał do
      chusty, tylko chciał chodzić. Nastąpiło coś jak by przesyt noszenia i etap
      wielkiej samodzielności. Na ręce chciał już tylko wtedy, kiedy był tak zmęczony,
      że zasypiał na stojąco. Kręgosłup mi nie wysiadł mimo tego, że już za jego
      niemowlęctwa przekroczyłam trzydziestkę.
    • tabazaa Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 11.06.08, 23:24
      Mój synek za tydzień skończy 7 mcy.Miałam 39 lat jak się urodził.Córka ma 16
      lat.Od urodzenia noszę,bujam,tulę ile wlezie.MAM TAKą POTRZEBę i już i krew mnie
      zalewa jak słyszę te wsztstkie "przestrogi" i "dobre rady" wszystkich
      dookoła.Śpię z małym od urodzenia,jak był mniejszy to spał mi między cycami na
      brzuchu.ŁÓŻko to rodzinne gniazdo,Odkąd skończył 4 mce zostawał sam w pokoju na
      łózku(wielkie lotnisko zabezpieczone przed upadkiem)bawiąc się sam nawet
      godzinę,chyba wiedział że mama zaraz wróci bo ZAWSZE wraca i nie ma sensu się
      drzeć bez sensu.Jak zapłaacze czy się znudzi zjawiam się natychmiast i on to wie
      więc normalnie nie ryczy tylko "woła".Mały jest spokojnym,towarzyskim,pogodnym
      dzieckiem,ciekawskim okrutnie i niebojącym się "nieznanego".Najpierw wszystko
      "bada" a kiedy coś jest nie tak - patrzy na mnie o co chodzi a kiedy widzi że
      jestem spokojna to i on uznaje że wszysko jest ok.
      Ze starszą córką nie było tak łatwo bo toczyłam walkę z teściową żeby bujać i
      nosić własne dziecko tak jak JA chcę i jak mi intuicja i instynkt
      podpowiada.Czasem mam wrażenie że mały ma zwyczajnie dosyć
      zabawy,bujania,noszenia,że chce pobyć sam smileNiestety ceną za ten luksus jest
      zmasakrowany kręgosłup.Trudno,warto było.
      NIE OPęDZAJCIE SIę OD SWOICH DZIECI,słuchajcie intuicji ona wam podpowie jak
      macie postępować.I gnajcie batem wszystkich którzy się wymądrzają nad waszym
      dzieckiem jak i co macie robić.Słuchajcie się siebie.
    • monikapm Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 12.06.08, 11:00
      Witam,
      jestem mamą 2,5 miesięcznej Oli, która jak Wasze szkraby wymaga
      wiele zainteresowania, a raczej noszenia tulenia itp. Po
      doświadczeniach ze starszą o 6 lat córką był to dla mnie szok,
      starsza była dzieckiem spokojnym, długo i dobrze śpiącym, nawet
      wręcz nie bardzo lubiła jak ktoś ją podnosił z kocyka, który to
      leżała na podłodze i tam miała swoje centrum dowodzenia.
      Ola ma roblemy ze wzdęciami, przez co spokojnie nie może spać, a że
      chce spać to marudzi i pół dnia schodzi nam na usypianiu. A
      usypianie jest na rękach lub przy cycu. Nie wiem jak teraz ją
      nauczyc by chociaż w wózku usnęła! Ręce i kręgosłup pomału wysiada.
      Jak nie ma swego problemu i jest wyspana lubi nawet poleżeć,
      popatrzeć, powietrzyć tyłeczek... Ale nie ma mowy by ją włożyć do
      wózka czy fotelika w samochodzi gdy nie śpi, bo jest krzyk, jak to
      zmienić? Na "siłę", przeczekac, pkrzyczy i przesanie? Więcej rzeczy
      jąjuż interesuje i czasem jest lepiej ale nie wyobrażam sobie by
      ciagle usypiała mi na rękach...
    • monikapm Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 12.06.08, 11:03
      No i czy to noszenie i lulanie jest dobre dla jej kregosłupa?
      Ulubiona pozycja to przytulenie do piersi do ramion, pionowa. Teraz
      też przodem lbi jak ie ją nosi bo sporo widzi....
    • kaaya Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 16.06.08, 12:06
      Cieszę się , że z podobnymi problemami nie jestem sama... Też noszę w chuście,
      tulę, bawię NON STOP moją 6 miesięczną córeczkę, która najchętniej cały czas
      spędzała by u mnie na rękach i żadne " inne ręce " jej nie interesują - tylko
      MAMA . Trwa to u mnie od kiedy skończyła 3 misiące ( wczesniej tez nosiłam w
      chuście i tuliłam ale noce mi przesypiała budząc sie jedynie na karmienie i
      spała w łózeczku ) a od momentu kiedy skończyła 3 miesiące czuję że każdy dzień
      jest trudniejszy od poprzedniego i nie chodzi wcale o to że ją noszę, przytulam
      i bawię - bo to sprawia mi ogromna przyjemność problemem staje się noc ... kiedy
      wcale nie chce spać nawet gdy ją utulę na rękach to po odłożeniu do mojego łóżka
      - bo od 3 miesięcy śpi ze mną w łóżku przytulona - spi coraz krócej . Najpierw
      potrafiła przespać 3 godziny i pobudka na jedzenie a teraz doszło do tego że
      zasypia ok 3 nad ranem na max 2 godziny. DO godziny (3 nad ranem ) doszło do
      tego że ją nosze a jak zaśnie i odkładam ją do łózka to sie budzi po 2 minutach
      i znowu chce na ręce a jak jej nie biorę zaczyna się marudzenie i płacz...A
      jeszcze 2 tygodnie temu po kapieli zasypiała przytulona do mnie i wcale nie
      chciała byc noszona .
      Spacery tez nie są lepsze - do póki nie jest śpiąca to siedzi sobie grzecznie w
      spacerówce i podziwia swiat ale jak zaczyna być śpiąca to na ręce chce ... i co
      z tym fantem począć ? Jeśli macie jakieś rady to piszcie !!!
    • justyna1-5 Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 16.06.08, 22:21
      witam jestem nowa i chciałabym się przyłączyc do waszych rozmów.mam
      dwoje dzieci synek ma cztery lata i nigdy nie było z nim problemów
      jak był niemowlęciem był kochanym i spokojnym chłopcem sam zasypiał
      i większość czasu leżał i się rozglądał po prostu anioł,zaś córeczka
      ma 9tygodni i od chwili narodzin jest niespokojnym dzieckiem bo
      zasypia tylko na rękach bujana.nie mogę wyjść na spacer dopóki nie
      zaśnie na ręcach nawet nie śpi na podwórku.w domu w dzień też mało
      śpi .robi sobie drzemki 15-20minutowe a usypim nieraz nawet pół
      godziny apośpi góra 20 minut.kiedy idę na zakupy to gonię z językiem
      na brodzie bo jak się obudzi jest krzyk i od rąk się nie obejdzie i
      tak na nowo usypiam ok 20-30 minut.i tak jest cały czas a do tego
      męczą ją kolki tylko w dzień.chociaż czasami nie wiem kiedy ma kolki
      bo jak jest śpiąca to tak samo płacze aż wpada w histerie robi się
      czerwona i drze się jakby ktoś ją ze skóry obdzierał.w nocy jest
      spokojna najgorsze są dni.nie wiem jak ją przekonać do wózka aby ta
      jazda pod gołym niebem nie była dla niej taka straszna aby już nie
      płakała podczas spacerów.najbardziej cierpią moje ręce bo w chuście
      nie chce leżeć tylko na gołych rękach i boli mnie kręgosłop a mała
      waży już ponad 5kg.jak sobie poradzić z tymi spacerami?pozdrawiam
      • baba-iga Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 20.06.08, 17:15
        justyna1-5 - polecam chustę smile

        ja tez jestem zdania, że mama powinna być dla dziecka a nie dziecko dla mamy.
        Strasznie mi było źle kiedy moja teściowa postanowiła nauczyć wnusię
        samodzielnego zasypiania w łóżeczku (chodziło o to żebym ja mogła mieć w ten
        sposób święty spokój!!!)... skończyło sie na tym, że mnie rozbolała głowa z
        rozpaczy, bo córka bardzo płakała i gdyby nie moja interwencja pewnie by
        zasnęła... ze zmęczenia... - dla mnie to żaden sukces sad tylko nerwicy by się
        maleństwo nabawiło (i ja przy okazji też).
        • zjawa1 Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 20.06.08, 18:51
          Hej! Ja mam prawie 6-miesieczna corcie i niestety nic sie nie
          zmieniłosad Ciagle musze ja nosic na rekach. Ma dwie kolorowe matki
          edukacyjne, bawi sie na nich tylko wtedy, kiedy ja jestem tuz obok.
          Mysle o zakupie husty, ale nie wiem czy to jest dobre rozwiązanie!?
          Boje sie, ze po tym, bedzie jeszcze gorzej!
          • baba-iga Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 20.06.08, 20:19
            zjawa1 - jeżeli twój dzidziuś chce żebyś go nosiła, żebyś była blisko niego to
            chusta jest dobrym rozwiązaniem. twój kręgosłup i ręce odpoczną, a i dzidzia
            będzie wynoszona smile
            • zjawa1 Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 20.06.08, 20:34
              Ale doradcie mi jaka mam kupic?? Bo nie mam zielonego pojecia, na co
              zwracac uwage przy zakupie???
              • sabciass Re: Do mam ciągle noszących/tulących/chustujących 20.06.08, 20:55
                Zapraszamy na forum chustowe, tam możesz poczytać i wybrać coś dla
                siebie.
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44603
    • mama9876 Co do potrzeb 20.06.08, 21:06
      Moj maly jeszcz calkiem niedawno zasypail pieknie sam w lozeczku, ale nie
      wiadomo czemu mu sie odmienilo. No i wieczor wyglada tak:
      Maly najedzony i wykapany i polozony do lozeczka, widac, ze pada na twarz ze
      zmeczenia.
      No ale wstaje, siada, raczkuje, poplakuje w koncu wpada w lekka histerie. Biore
      go na rece, przytulam, placze odrobine mniej, ale zaraz zaczyna sie wiercic,
      rwie sie na podloge zeby sie bawic. Na podlodze za minute jest wielki ryk bo
      przeciez on bardzo zmeczony no i maly wdrapuje sie na moje kolana, skacze i
      wierci sie, odkaladam go do lozeczka no i historia zaczyna sie od nowa. I jak ja
      mam w takim wypadku zaspakajac jego potrzeby?? Zazwyczaj poprostu zostawiam go
      lozeczku, przychodze co jakis czas go przytulic i dac pic, troche poplacze,
      powierci sie i zasypia. Czy w ten sposob ignoruje jego potrzeby?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka