Byłam dziś z 7- miesięczną córcią na pobraniu krwi (na morfologię i żelazo- bo
mała coś słabo ostatnio na wadze przybiera). Jestem w szoku. Moje dziecko
słało uśmiechy wszystkim dookoła (zwykle pierwszą reakcją na obcych ludzi jest
płacz, dopiero po chwili się oswaja). Wrzasnęła tylko raz, jak jej
pielęgniarka rączkę unieruchomiła, przy samym pobraniu tylko lekko pomruczala
i jak tylko wyjęli igłę- od razu zaczęła się uśmiechać do pielęgniarek- nie
musiałam jej tulić i uspokajać jakoś specjalnie. Mamy sprawdzoną pielęgniarkę,
która sprawnie pobiera takim maluchom i to chyba jest połowa sukcesu przy
niemowlakach. Chociaż ta pielęgniarka na odchodne powiedziala mi, ze zawsze
jak ma pobrac krew niemowlęciu to jest po prostu mokra- taki to stres kłuć
takie maluchy. Pozdrawiam wszystkie mamy