melixsa
05.06.09, 15:46
Kurczę, ale ze mnie beznadziejna matka. Dziś u neurologa przy rozbieraniu mały
oczywiście w ryk i mi sinieć zaczyna, a ja (czytaj wyżej-beznadziejna matka)
nie mogę go uspokoić.
Pani doktor podchodzi, wykonuje jakieś dziwne ruchy najpierw na jego główce,
później klatce, na końcu nóżkach. Patrzy głęboko w oczy, mówi, że chciałaby go
zbadać, a Kuba momentalnie spokojny i rozluźniony. Całe, około 10 minutowe
badanie jak aniołek!
Tak mi się jakoś niemiło zrobiło, bo przy ubieraniu znów marudzić zaczął, choć
ja wszystko spokojnie, dokładnie, mówię do niego i...dupa ;/
Co prawda lekarka miała na ścianie więcej dyplomów, niż ja lat i na pewno
doświadczenie z maluchami wielkie, ale żeby tego krzykacza w kilka sekund tak
zaczarować. Szacun.