Witam. Chciałam sie was poradzić, w kwestii snu mojej Majki.
Otoz Maja zasypia codziennie koło 21.00. Wstaje o 6.00. Wychodzi 9 godzin
(co 1,5-2 godziny budzi sie na jedzenie, ale przez sen, wiec nie
odliczam

)))). I tu pojawia sie maly problem.
Mam wrazenie, ze te 9 godzin to dla niej za malo. Dlaczego? Wstaje i po pol
godzinie juz jest zmeczona, marudna, trze oczy. I tak przez nastepne 1,5
godziny (bo zasypia dopiero po ok. 2-2,5 godzinie od wstania). Potem spi ok
50 minut. Wstaje. I historia wlasciwie sie powtarza. Juz po 30-40 minutach
jest zmeczona, marudna. Wychodzimy na spacer, gdzie po pol godzinie zasypia
na 35-40 minut. I tak naprawde dopiero wtedy po powrocie do domu jest
wyspana, usmiechnieta, chce sie bawic, itd. Dla mnie z tego 1 wniosek. 9
godzin snu w nocy to dla niej za malo.
Bardzo rzadko zdarzaja sie takie noce, ze przez przypadek pospi do np. 7.30
czy 8.00. I wtedy wstaje wesola, usmiechnieta, bawi sie i widac ze
definitywnie spanie 10-10,5 godziny robi jej lepiej niz 9 godzin.
Tylko co z tego hehe? Myslicie, ze jak zacznie mniej spac w dzien jak bedzie
wieksza, to zacznie dluzej spac w nocy?
A swoja droga co robicie jak wasze bobasy wtsja o 5.00 czy 6.00 rano i od
razu wymagaja uwagi? Macie jakis sposob na przezwyciezenie wlasnego
porannego zmeczenia? Dla mnie wciaz 6.00 rano to niestety srodek nocy.
Szczegolnie, ze Majka budzi mnie co 1,5-2 godziny.
Pozdrawiam
Kasia