Dodaj do ulubionych

studenci przy porodzie

04.03.05, 21:48
Dziewczyny,
zainspirowal mnie watek na "ciaza i porod".
Powiem krotko, ja po prostu nie wyobrazam sobie studentow przy porodzie!!!
Dla mnie brak j a k i e j k o l w i e k imtymnosci jest rownoznaczny z
pogwalceniem moich praw. Jestem ogolnie bardzo zbulwersowana cala stytuacja,
ze trzeba pilnowac, zeby "bydlo" nie wpadlo na sale kiedy czlowiek umiera z
bolu. Zamierzam pozbierac maksymalnie duzo informacji o moich prawach. Poza
tym jesli bede miala mozliwosc to zamierzam napisac drukowanymi literami w
swojej karcie, ze nie zycze sobie w momencie porodu: studentow, sprzataczek
itp. Zreszta na "chore dziecko, strata dziecka" tez sie naczytalam jak babka
lezy z "rozkraczonymi noagami" czekajac na zabieg a tu nagle wpada
sprzataczka z mopem. Tragedia!!!!! Jestem zbulwersowana!!!
Napiszcie jakie Wy macie podejscie do tej sytuacji.
Obserwuj wątek
    • koleandra Re: studenci przy porodzie 04.03.05, 22:00
      Przy moim porodzie też była sprzątaczka. I powiem szczerze, że guzik mnie ona
      obchodziła! Coś tam sobie świergotała z położnymi, ploteczki i te sprawy... a
      ja obok się skręcałam z bólu. Ona mi akurat nie przeszkadzała, no... może lekko
      irytowały mnie te jej chichoty i mizdrzenia do położnych. Nie wiem jak bym
      zareagowała na batalion studentów - chyba bym się paliła ze wstydu, ale nie
      wiem... może by mnie tyle samo obchodzili co i ta sprzątaczka? No bo jak są
      skórcze to człowiek już o niczym nie myśli, nic nie zauważa. Gorzej by było już
      po porodzie, chyba bym nie pozwoliła im wszystkim się tam oglądać - ale jednego
      czy dwóch studentów bym nie wypędziła. Przecież oni muszą się swojego zawodu
      nauczyć żeby później byc dobrymi lekarzami i to właśnie na żywych osobach -
      nas, kobietach rodzących, teoria nie wystarczy. Ja akurat nie jestem przeciw,
      jest mi to obojętne - przeciez i tak tych ludzi na codzień nie będę spotykać to
      i wstydzić sie nie będę musiała. Ale to tylko ja i moje zdanie... a każda
      kobieta ma prawo do decydowania czy mają ją oglądac studenci czy nie.
      • romilka Re: studenci przy porodzie 05.03.05, 09:49
        Popieram koleandresmileUwazam ze oni musza sie uczyc i aby w przyszłosci byc
        dobrymi lekarzami koniecznajest praktyka!ALe oczywiscie jest to indywidualna
        sprawa kazdej pacjentki!Mysle ze mozna zasugerowac przed porodem ze sobie nie
        zyczysz studentow..A tak na marginesie to co za roznica czy lekarz czy przyszły
        lekarz jest obok,oby wszystko skonczylo sie dobrze!!
        Pozdrawiam!!
        • lolo09 Re: studenci przy porodzie 05.03.05, 15:39
          na poczatek powiem tylko ze w czerwcu jest sesja i studentow nie ma smile)))) po
          drugie przy porodzie rodzinnym tez ich nie ma smile)))))))) ale ogolnie nie mam
          nic przeciwko studentom. jak lezalam przed porodem z damianem to mialam
          rutynowe badanie przy studentach (oczywiscie zapytano mnie czy moga byc)
          zgodzilam sie. wchodze na sale , patrze a tu moj kolega z klasy z liceum,
          wlasnie mial praktyki z ginekologismile)))))))))) wymienilismy usmiechy i wojtek
          sam wyszedl (troche glupia sytuacjasmile)))))))))))))) potem przyszedl do mnie
          pogadac smile))))))
          ale coż skoro maja byc dobrymi fachowcami to MUSZA sie uczyc "na zywo", a jak
          sie rodzi to i tak jest wszystko jedno, przynajmniej mi było....... ja rodzilam
          pod koniec zmiany i zanim porod sie skonczyl przeszla salowa, znalam ja
          poniewaz wczesniej rozmawialysmy dosc czesto i zupelnie mi nie przeszkadzala,
          zreszta mojemu mezowi tez. najwazniejsze ze damian byl zdrowy a reszta to juz
          sprawa drugoplanowa.

          to tyle z mojej strony smile))))))))))))))
          • rosanna Re: studenci przy porodzie 06.03.05, 11:35
            Ja nie zycze sobie nikogo przy mnie,
            oprocz meza i personelu. Pocieszam sie, ze przy rodzinnym
            nie bedzie studentow.
    • arrte Ze strony b.studentki med. 06.03.05, 11:41
      Z doświadczenia wiem, że studenci medycyny niezbyt "palą" się do obecności przy
      porodach ( zwłaszcza drogami siłami natury). Jeśli już, są to najczęściej osoby
      zainteresowane ginekologią i położnictwem, chcące w przyszłości robić z tego
      specjalizację. Zajęcia z gin. są dopiero na piątym i szóstym roku studiów, więc
      są to osoby, które zaraz będą lekarzami i traktowanie ich jak "osob z
      ulicy"/ "bydła" jest błędem. Poza tym, wierzcie mi, taki student bardziej
      przeżywa Wasz poród niż cały zatrudniony tam personel ( dla którego jest to
      rutyna) razem wzięty. My wręcz traktowaliśmy takie kobiety jak bohaterki, a sam
      moment przyjścia nowego człowieka na świat był bardzo wzruszający zaś wręczenie
      go zaraz potem matce, jej nagła zmiana wyrazu twarzy: całe zmęczenie i ból w
      ułamku sekundy ustępujące miejsca uldze, wielkiej radości, szczęściu.. cóż,
      tego się nie da opisać. Do tego student na pewno chętnie spełni każdą Waszą
      prośbę ( w miarę możliwości, oczywiście smile), na którą personel nie ma czasu.

      Zawsze jednak można zaznaczyć, że nie życzymy sobie studentów przy porodzie,
      czasem trzeba jednak tego dopilnować.
      Problemem może być tylko obecność znajomych, ale to też chyba łatwo załatwić (
      myślę, że wystarczy porozmawiać). Sama będę miała ten problem w czerwcu ( w
      szpitalu jest za duzo znajomych, cóż, liczę na ich taktowność.. i na męża..).
      Zauważyłam jednak, że im bliżej rozwiązania tym mniej mnie to martwi.

      Pozdrawiam wszystkie ciężarne i ich maleństwa!
      arte z 25t.c. "kruszynkiem" ( jeszcze nie wiemy, jak go nazwiemy)
    • gepart_czester Re: studenci przy porodzie 06.03.05, 13:14
      moze i studenci rzeczywiscie nie sa takim problemem. Ale co powiecie na to:
      przeczytalam jak babka zwija sie z bolu a w pokoju dosłownie jak bydlo
      swiergoca jakies panienki za szkoly pomaturalnej (domyslam sie, ze
      polozniczej). Pomijam juz ich niestosowny wyglad: pazury na dwa metry itd, caly
      czas tylko "smichy chichy". Wlasciwie to panny podrywaja kogo sie da. Czegos
      takiego ja osobiscie bym nie zniosla. Czulabym sie skrepowana i zazenowana.
      Sama w tym momencie czulabym sie jak najmniejatrakcyjna kobieta na swiecie i
      jeszcze tak cierpiaca. W glowie mi sie to nie miesci. Ja sobie nie zycze nikogo
      i juz! Chyba wstalabym z luzka i doslownie wykopala je z pokoju.
    • gepart_czester Re: studenci przy porodzie 06.03.05, 13:20
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=21012583
      czytam to juz drugi raz i nie moge dobrnac do konca - za kazdym razem ze zlosci
      ciemnieje mi w oczach. Ha jednej rzeczy jestem pewna - moj maz to "wypiep....."
      by te glupiutkie lale juz na wstepie i nie pozwolil im sie do mnie zblizyc.
      Zreszta ja jestem bardzo wrazliwa i po prostu nie wytrzymalabym gdyby wszyscy
      gapili sie na moj tylek, cipke itd. Ten widok jest dla mojego meza, dla mnie i
      ewentualnie lekarzy!
    • monika_oli Re: studenci przy porodzie 07.03.05, 12:16
      U mnie przy pierwszym porodzie była z tego co mówił mój mąż jedna dziewczyna ze
      studium położniczego - ja nawet nie zwróciłam na nią uwagi, nie mówiąc już o
      tym żeby miała mi jej obecność przeszkadzać. Prawdę powiedziawszy, to
      dziewczyny te były naprawdę bardzo sympatyczne, jeszcze kiedy byłam na sali
      przedporodoewj to zawsze były chętne do pomocy - miały dla nas o wiele więcej
      czasu i cierpliwości niż położne. Studenci pojawili się dopiero na obchodach na
      salach poporodowych - nie ukrywam, że te obchody bywały dla mnie bardziej
      żenujące niż przed porodem, ale widziałam że i dla tych młodych lekarzy też nie
      były one łatwe. Podsumowując, jeżeli zdarzy się że studenci aurat będą w
      szpitalu kiedy będę rodzić, to nie będę miała nic przeciwko temu żeby mi
      towarzyszyli.
      m.
    • elza78 Re: studenci przy porodzie 07.03.05, 13:04
      wiecie co, to jest tak, ze uczyc sie trzeba, trzeba w czyms uczestniczyc, zeby
      posiasc wiedze na dany temat, to jest sprawa bezsporna...
      kazdy lekarz, student, sluchacz mial kiedys tam swoj pierwszy raz z jakims
      ciezkim medycznym doswiadczeniem, ja musze wam powiedziec do tej pory pamietam
      sympatycznego na prawde ciezko chorego chlopaka z hematologii ktoremu po raz
      pierwszy pobieralam krew (w warunkach szpitalnych bo w szkole jasne -
      cwiczylismy na sobie) i ktoremu usmiech w trakcie tego zabiegu nie znikal z
      twarzy pomimo tego ze wiedzial ze robie to pierwszy raz smile
      jasne ze czyjejs obecnosci w tak intymnej chwili mozna sobie nie zyczyc, ale
      uczyc sie gdzies studenci musza... reszta kontrowersji wynika tylko i wylacznie
      z ludzkiego "wyczucia" i taktu, chodzi o to, zeby tak wczuc sie w sytuacje aby
      umiec wyjsc kiedy trzeba... zeby umiec uszanowac ludzka godnosc i cierpienie...
      a te siksy o ktorych pisza w linku czestera to pogonilabym az by huczalo...
      na cztery wiatry, wiecie do wszystkiego trzeba miec powolanie zwlaszcza do
      zawodow medycznych, jednak czesto zdarza sie tak, ze ten ktory na prawde
      wspolczuje i potrafi sie wczuc w czyjes cierpienie rezygnuje z tego zawodu, bo
      to zbyt wiele kosztuje, psychicznie.... no i niestety zostaja "sredniaki"
      ogladajace sobie tipsy pod oknem...
      powinna byc komisja do weryfikacji powolan lekarskich wink w ogole medycznych smile
    • strzala04 Re: studenci przy porodzie 07.03.05, 15:49
      Jestem pełna wyrozumiałości dla uczących się studentów, ale szczerze wolę, aby
      mnie ta przyjemność ominęła. Trudno mi sobie wyobrazić siebie z rozkraczonymi
      nogami i kilkoma parami oczu przypatrującymi się moim wysiłkom. Może i są
      pomocni, ale ja raczej wolę, aby to mąż przejął rolę nieocenionej pomocy przy
      tylko naszym, wspólnym porodzie.
      Z tego względu rozumiem gepart_czester. Czasami wolę i chcę być egoistką, choć
      nie jestem pewna czy można to tak określić. Raczej określiłabym to jako bycie
      świadomą swoich praw i asertywną w dobrym tego słowa znaczeniu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka