Dokładnie rok temu, w połowie wakacji wyobrażałam sobie jak to będzie, gdy
dzidziuś będzie już po drugiej stronie brzuszka. W głowie układałam plan
dnia, zastanawiałam się w co będę malucha ubierać, jakim kocykiem przykrywać,
jak to będzie kiedy zacznę przygotowywać obiadki.
Teraz, kiedy mój szkrab z dnia na dzień potrafi coraz więcej, coraz więcej go
interesuje (szczególnie wszytsko co niedozwolone), wszędzi go pełno proszę
Boga o dodatkową minutę snu i jeszcze jedną parę oczu, bo moje już nie
wystarczają.
Nawet spacer zamienił się w koszmar, kiedy mały wyczaił, że jazda w wózku na
stojąco to dopiero frajda! Trzymaj mamo, jedź szybciej i nie próbuj mnie
przypiąć szelkami, bo będę wrzeszczał! I tak też było. Kiedy mały wstał po
raz pierwszy przypięłam go pasami a mały tak się rozpłakał, że jakaś obca
baba mnie od macochy wyzwała. Ciekawe co by powiedział, gdyby dziecko z wózka
wypadło, albo jechało w wózku trzymając się za budkę.....
Zmywanie po obiedzie. Mały podbiega do szafki i ciagnie butlę z olejem.
Zabieram butlę, chowam do szafy, a małemu daję coś "ciekawszego". Chwila
nieuwagi, olej rozlany, mały wieje gdzie pieprz rośnie i z drugiego końca
kuchni słychac piski radości, bo mama zabrała a ja i tak wylałem!
Mogłabym tak pisać i pisać. Nie mam już sił, chyba tracę cierpliwość albo
popadam w jakąś depresję.
Czy sa tu jakieś zaradne mamy, którym udaje się utrzymać dom w nienagannej
czystości, mieć zawsze wszystko wyprane i wyprasoawne? Obiad na czas? I do
tego wsyztskiego być ładnie ubraną, uczesaną, wymalowaną? Ja ostatnio jestem
przerażona sobą samą i tym wszystkim co mnie otacza..... Boję się, że za
miesiąc lub dwa zostanę niewolnikiem własnego dziecka.

((((