Dodaj do ulubionych

nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywistość

02.08.06, 17:45
Dokładnie rok temu, w połowie wakacji wyobrażałam sobie jak to będzie, gdy
dzidziuś będzie już po drugiej stronie brzuszka. W głowie układałam plan
dnia, zastanawiałam się w co będę malucha ubierać, jakim kocykiem przykrywać,
jak to będzie kiedy zacznę przygotowywać obiadki.
Teraz, kiedy mój szkrab z dnia na dzień potrafi coraz więcej, coraz więcej go
interesuje (szczególnie wszytsko co niedozwolone), wszędzi go pełno proszę
Boga o dodatkową minutę snu i jeszcze jedną parę oczu, bo moje już nie
wystarczają.

Nawet spacer zamienił się w koszmar, kiedy mały wyczaił, że jazda w wózku na
stojąco to dopiero frajda! Trzymaj mamo, jedź szybciej i nie próbuj mnie
przypiąć szelkami, bo będę wrzeszczał! I tak też było. Kiedy mały wstał po
raz pierwszy przypięłam go pasami a mały tak się rozpłakał, że jakaś obca
baba mnie od macochy wyzwała. Ciekawe co by powiedział, gdyby dziecko z wózka
wypadło, albo jechało w wózku trzymając się za budkę.....

Zmywanie po obiedzie. Mały podbiega do szafki i ciagnie butlę z olejem.
Zabieram butlę, chowam do szafy, a małemu daję coś "ciekawszego". Chwila
nieuwagi, olej rozlany, mały wieje gdzie pieprz rośnie i z drugiego końca
kuchni słychac piski radości, bo mama zabrała a ja i tak wylałem!

Mogłabym tak pisać i pisać. Nie mam już sił, chyba tracę cierpliwość albo
popadam w jakąś depresję.

Czy sa tu jakieś zaradne mamy, którym udaje się utrzymać dom w nienagannej
czystości, mieć zawsze wszystko wyprane i wyprasoawne? Obiad na czas? I do
tego wsyztskiego być ładnie ubraną, uczesaną, wymalowaną? Ja ostatnio jestem
przerażona sobą samą i tym wszystkim co mnie otacza..... Boję się, że za
miesiąc lub dwa zostanę niewolnikiem własnego dziecka. sad((((
Obserwuj wątek
    • kaliaa Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 02.08.06, 18:11
      paulinko, moj maz wyjechal a ja codziennie w mailach opisuje kazdy nasz dzien,
      przeklejam Ci wczorajszy wycinek:
      podchoodzi corka mojej kolezanki do mnie i ']mowi ze amelka
      ma w buzi pieniazek, ja zbladalam nogi sie pode mna ugiely i myslalam
      ze zemdleje, ale szybko do niej podbieglam i wyjelam jakims cudem ta
      monete, okazalo sie ze ma w buzi jedne grosz!!! Nie wiem jak on sie
      znalazl w jej ustach skad ona go wynalazla?? Pilnuje wszelkich malych
      przedmiotow, aby nic sie nie zanlazlo w jej zasiegu, ale jak widac nie
      da sie upilnowac wsystkiego. Ja normalnie przez nia
      osiwieje, a po poprzedniej histori z zeszlego tygodnia z polknieciem folijki
      sie nie
      otrzasnelam a ona tu nowe smakolyki pochlania i coj rusz wynajduje. Ja nie moge
      jej
      nawet na moment spuscic z oka, bo widzisz jakies "cuda" sie dzieja, oczy
      mnie bole od rozgladania sie wszedzie, dzis na chwile sie zajelam goltowaniem, a
      ona w tym czasie dorwala chusteczki taki wielopak w swojej zabawkowni i zanim
      sie
      zorientowalam wyjela ich chyba ze 100 i rwala na strzepy! Taki balagan z
      zrobila ze hej, nie mialam jak nawet tego przy niej
      sprzatnac, bo jak jej zabralam te chusteczki i chcialam skonczyc ta
      zabawe, to ona momentalnie zaczela pchac te strzepki do buzi, wiec
      szybko musialam ja stamtad wyniesc i zamknac tamten pokoj i sprzatalam
      go jak ona spala. Wscibia siebie i rece i glowe gdzie tylko sie da, na
      dole najbradziej lubi sie klasc na ziemi pod schodami. Na
      plecach sie kladzie, glowe pod schody wklada i lize tam srube ze
      schodow badz do niej cos gada i ja glaszcze. W lazience uwielbia
      wpatrywac sie w wode jak ja spuszczam i w ogole wpatrywac sie w dno kibla,
      papier
      juz nie moze wisiec na miejscu bo go notoryczniue z namaszczeniem rozwija. Cala
      rolke wczoraj migiem rozwinela jak mylam zeby. Poza tym w pewnej chwili
      podbiegla do kwairak stojacego na stoliku tv i wywalila cala doniczke zanim
      dobieglam do niej to zdazyla zjesc kupe ziemi.
      To byloby mniej wiecej tyle z wczorajszego dnia, a moje wyobrazania z ciazy
      weryfikuje niesutannie, kazdy dzien niesie za soba nowe przygody. I model sie
      tylko o to, aby wszystkie sie dobrze konczyly... Dzis u lekarki jak sie
      zapytalam o kurs udzielania pomocy medycznej na jej zdziwiona mine a po co mi
      to, odpowiedzialam ze moje dziecko jest tak nieprzewidywalen ze chyba lepiej
      bedzie jak szybko przejde takie pzreszkolenie.
      No nic koncze bo szogunek cyba cos knuje musze wbadac co tym razem planuje smile
      Pozdr
    • pati775 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 02.08.06, 18:27
      poniewaz sobie za wiele nie wyobrazalam jak to bedzie to moze i przez to za
      bardzo rozczarowana nie jestem choc moje zycie odwrocilo sie o 180 stopni i
      wiem ze juz nigdy nie bedzie wygladac jak przed tem (czyt. przed synkiem smile)

      szybko sie zorientowalam ze zycie z niemowlakiem to prawdziwy rollercoaster
      z pokorom przyjmuje kazdy dzien i moje dziecko w tym dniu naprawde zyje sie
      wtedy lepiej przynajmniej nie jestem sfrustrowana ze znowu nie zrobilam tego co
      zaplanowalam wiec juz wiele nie planuje tylko robie to co moge i na co mi czas
      pozwala
      nie mam na blysk wysprzatanego mieszkania, nie gotuje codziennie obiadow, mam
      full prasowania, wciaz jestem spiaca itd, itd

      ale trudno chcialam dziecko wiec mam dziecko i zamiast latac dwoic sie i troic
      probujac sparwic zeby bylo tak jak kiedys wysprzatane, ugotowane, wuprasowane a
      ja piekna siadam z malym na podlodze i bawimy sie przez dwie godziny potem
      idziemy na hustawki na godzine potem na spacer potem cos tam jeszcze byle maly
      mial zajecie a moje codzienne zycie lezy odlogiem smile ale przeciez moje zycie to
      teraz synek smile

      jest ciezko w cholere ale musimy sie trzymac dziewczyny!!!

      ps. paulinka ale jak to sie stalo ze dopiero przypielas malego szelkami jak
      wstal po raz pierwszy w wozku? wczesniej go nie przypinalas? jak siedzial ?




      pzdr pati
      _______________________
      Mój cudowny mały chłopczyk smile
    • kasia-s11 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 02.08.06, 19:35
      Paulinko, mam to samo w domu.Chociaż Dominika jest moim 3 dzieckiem, tak samo przeżywam frustracje z powodu wiecznego bałaganu, 100 nie zrobionych robót,a o sobie już nie wspomnę.Musimy trochę spuścić z tonu, poskromić ambicje i przewartościowć nasze życie.Wcześniej lubiłam mieć błysk w domu, a teraz nie chce mi się wchodzić do kuchni...

      Ale słodki uśmiech dzieciątka , jej rozkoszne tulenie się do mnie,oparcie główki na moim ramieniu, ufne spojrzenie w oczy rekompensuje to wszystko.

    • naranykota Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 02.08.06, 20:25
      "Czy sa tu jakieś zaradne mamy, którym udaje się utrzymać dom w nienagannej
      czystości, mieć zawsze wszystko wyprane i wyprasoawne? Obiad na czas? I do
      tego wsyztskiego być ładnie ubraną, uczesaną, wymalowaną? Ja ostatnio jestem
      przerażona sobą samą i tym wszystkim co mnie otacza..... Boję się, że za
      miesiąc lub dwa zostanę niewolnikiem własnego dziecka. sad(((("

      Nie wiem czy są takie mamy,o jakie pytasz w swoim poście. Nie sądzę. Bynajmniej
      ja do nich nie należębig_grinD. No, moze warto wspomnieć ,że nawet przed
      Marysią(córką) moje mieszkanie nierzadko wyglądało jakby huragan przez nie
      przeleciał,hehe.
      Wyprane wszystko jest- pralka to robi, a wrzucenie do niej fatałaszków nie
      zajmuje dużo czasu, no a jeśli chodzi o prasowanie, to robi to opiekunka (mam
      już drugą wink), która sama zaoferowała pomoc domową, a ja na to jak na latosmile))
      Gotowanie na czas? A kto ten czas ustala? U mnie na szczęście nie ma żadnego
      czasu obiadowego, czasem jemy o 13, czasem dwie godz. pózniej,czasem wcale, nikt
      nie jęczy, a ja na szczęście nie mam wyrzutów sumienia. Maluję się jak gdzieś
      wychodzę, i też nie zawsze, jakoś nie przywiązuję do tego wagi...
      Trzeba wyluzować no i przeczekać aż dzieci się ciut usamodzielnią.
      Pozdrawiam ciepłosmile
    • tin_t Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 02.08.06, 21:25
      ja dokładnie rok temu nie próbowałam sobie wyobrazić szeroko pojętego
      macierzyństwa, ale raczej jakie będą te pierwsze dni po porodzie. miałam
      nadzieję, że te pierwsze miesiące jakoś przetrwamy, a potem będzie już z górki.
      że babcie pomogą i że nie będzie źle.
      zwłaszcza, że wszyscy powtarzali, że skoro rodzice jako dzieci to były aniołki,
      to mały też będzie grzeczny.
      no ale widocznie geny odziedziczył po jakimś dziadku.
      o ile zaraz po porodzie i przez pierwsze 5 miesięcy wszystko grało: mały ssał od
      początku, pokarm był, nie płakał w ogóle tygodniami, odłożony do łóżeczka zaraz
      sam zasypiał, nie wymagał noszenia, w wózku zasypiał jak tylko zjeżdżaliśmy
      windą, po wprowadzeniu stałych pokarmów wcinał chętnie, ładnie przybierał,
      wyniki miał dobre i w ogóle ładnie się rozwijał, ja co prawda nie wysypiałam się
      zbytnio, ale wszystko było na dobrej drodze... do momentu kiedy mały zaczął
      zasypiać tylko przy piersi i zaczął się więcej ruszać. w marcu zraczkował nam z
      kanapy i się zaczęło...
      jak miał 6,5 miesiąca nie można go było zostawić bez opieki, bo zaraz
      doraczkowywał do półek i wszystko z nich zrzucał.
      zasypianie odbywało się tylko z mamusią i przy piersi.
      łóżeczko było i jest beee i nie można w nim spać, leżeć, bawić się, w ogóle
      przebywać.
      od paru miesięcy nie jestem w stanie przy nim zrobić nic. biegam za nim non
      stop, bo zmienia pomysły 3 razy na minutę, jedną zabawką bawi się najwyrzej 30
      sekund, zazwyczaj wybiera te niedozwolone, telefony, piloty, kable, przyciski w
      pralce, kurki w kuchni, wszystko chce obejrzeć, wszystkiego dotknąć, od dwóch
      dni na widok patelni teflonowej drze się "daaaaaaaaaaj", dziś przesunął na
      środek pokoju fotel, "jeździ" też dookoła swoim krzesełkiem.
      karmienie go to koszmar, bo w krzesełku po 3 minutach się nudzi i wstaje, wiec
      zwykle musimy go karmic noszac go na rekach, podczas gdy on otwiera sobie
      wszystkie szafki dookoła.
      po wstaniu od razu dobiega (nie dochodzi! dobiega!) do szafek i wszystko z nich
      wywala, więc powykręcaliśmy uchwyty. następnie klepie ręką w telewizor albo
      szybę, włazi pod stół, wczołguje się pod krzesła i fotele, chowa się za firanką,
      wiesza się na zasłonie albo stojącej lampie, włazi na kanapę i z niej złazi,
      wywala nam z regałów książki, próbując je "przeczytać", tel. stacjonarny mamy
      już zepsuty, wyrwany ze ściany razem z kablami, gdy bawi się piłką, próbuje na
      nią wejść!! z łazienki wyciąga miski i chodzi z nimi po całym domu. ehhh.
      mogłabym w nieskończoność.
      nie zliczę guzów na głowie. ilości zakrztuszeń.
      więc nie jestem w stanie, gdy nie śpi, ani gotować ani prasować ani zmywać ani w
      ogóle NIC. kiedy śpi ok. 10 rano myje się, jem śniadanie, czytam neta, pije
      kawę, nastawiam pranie, składam jego rzeczy, ew. myję naczynia, przygotowuję mu
      obiadek, kiedy śpi po południu czasami mam chwilę na obiad dla siebie.
      ale jest światłeko w tunelu!!!!
      od tygodnia zasypia sam bez piersi. i zajmuje się czasami jedną zabawką nawet 15
      minut...
      • paulinka84 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 02.08.06, 21:35
        To mnie podniosłyście na duchusmile Dziekujęsmile Myslałam, że jestem jakąś niezdarą
        albo kimś, ale widzę, że to całkiem normalne.
        Mały usnął (mam nadzieję, że obudzi się w nocy tylko na karmienie a nie na
        nocne zabawy i pogaduszki) a ja padam z nóg. Zaraz nastawiam pralkę z jego
        ciuchami i wskakuję do wanny, a zaraz potem do łózka. Dobranocsmile
      • pati775 Re: do tin_t 02.08.06, 21:41
        tin_t twoj post mnie rozwalil na lopatki i nie powiem bo rozbawil smile))
        Piotrula rzadzi na maxa widze
        chyba przeprosze mojego synka jesli kiedykolwiek powiedzialam ze mam z nim
        ciezko smile chyba ze wszystko jeszcze przede mna

        jak ja sie nie moglam doczekac kiedy on zacznie raczkowac to sobie nie
        wyobrazasz a jak ja sie teraz ciesze ze on zaczal dopiero w 10 m-cu

        pzdr pati
        _______________________
        Mój cudowny mały chłopczyk smile
    • sani14 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 03.08.06, 09:15
      jak dobrze że nie tylko ja jestem "niezorganizowana"smile
      Wasze posty podniosły mnie na duchu i mam nadzieję że to po prostu okres
      przejściowy a za jakiś czas zostaną nam tylko miłe wspomnienia w stylu: moje
      dziecko w wieku 10 miesięcy nie potrafiło chodzić ale nie przeszkadzało mu to w
      tym żeby wejść na pufę i wdrapywać się na ławęsmile
      • aciki Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 03.08.06, 23:32
        Ach, jak jest fajnie! Macierzyństwo jest suuuper. Padamy na pysk, nie ma czasu
        umyc zębów, nie ma czasu spać, a gazetę w ręku miałam prawie 11 miesięcy temu.
        Ale naprawdę jest super. Przecież nigdy nie oddałybyśmy obecnego życia za
        tamto, poprzednie...
        • 1a6 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 04.08.06, 08:46
          u mmnie jest tak samo, dodatkowo jescze pracuje.
          • kasiaa256 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 04.08.06, 10:02
            Nawet nie wiecie jak się cieszę, że mam swoją pracę. Chyba bym sie wykończyła
            jakbym cały dzień spedzała tylko z Olą. Soboty sa dla mnie bardzo trudne, bo
            oprócz opieki nad Ola próbuje troche ogarnoć ten całotygodniowy bajzel. W
            niedziele jest przyjemnie, bo tata przejmuje opieke nad małym diabełkiem.
            Wiedziałam, że nie bedzie łatwo, ale nie sądziłam, ze będzie aż tak ciężko.
            Czasem jestem wściekła sama na siebie, ze nie potrafię się w zaden sposób
            zorganizować. Jednak powoli przyzwyczajam sie do nowej sytuacji i coraz
            częściej myślę o drugim maluszku smile
            • ania2425 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 04.08.06, 10:37
              choc czasem padam na pysk ze zmeczena (nieprzespane nocki, praca, caly ten
              kierat w domu) to za nic w swiecie nie zamienilabym sie z nikim (tym bardziej
              bezdzietnym ), bo kocham moje malenstwo nawet wtedy gdy jest diablem wcielonym
              a nie slodkim aniolkiem (to drugie dosc rzadko widziane smile), i zaczelam kochac
              ten bajzel ktory gosci u nas od ladnych kilku miesiecy. wiem ze za jakis czas
              bedzie inaczej, spokojniej i wtedy z rozzewnieniem wspominac bede te pierwsze
              lata smile)
              a mysli o kolejnym brzdacu nachodza mnie coraz czesciej smile) i to z coraz
              wieksza sila...tym bardziej gdy czytam ze wrzesniowki 2005 juz zaczynaja
              dzialac w tym temaciesmile)tylko maz sie nie chce jeszcze zgodzic, a samej to
              raczej ciezko smile)
    • e-go Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 04.08.06, 11:12
      nie jest łatwo, to fakt
      ale można sobie troszeczkę pomóc - nauczona doświadczeniem przy poprzednim
      synku, jak tylko zaczął mały raczkować, całe mieszkanie zostało przystosowane
      do niego - niestety, coś za coś
      i tak wszystkie otwierane szafki i szuflady w zasięgu małej rączki mają
      pozakładane blokady, z podłogi i półek do wysokości ok 1 m zniknęły wszystkie
      niebezpiczne przedmioty, zero obrusów na ławie, zamykanie drzwi do wc i
      łazienki jak mały jest na podłodze, zastawione miski kocie... to w zasadzie
      wystarcza, aby mały mógł w miarę bezpiecznie raczkować sobie po mieszkaniu
      i tak trzeba go mieć na oku, ale przynajmniej nie zrobi sobie krzywdy smile
      i na pocieszenie dodam, że te problemy z małym niesfornym dzieckiem są niczym w
      porównaniu z pyskującym siedmiolatkiem, który uważa, że zjadł wszystkie rozumysuspicious
      trzymajcie sie cieplutko
    • maretina Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 04.08.06, 11:52
      niedawno przez forum CiP przetoczyla sie burza o slynny felieton chylińskiej,
      ktora we wlaściwym sobie stylu opisuje zmagania z macierzynstwem.
      cesc kobiet ja potepilo, czesc uznala to za przejaskrawiona ironie z ciezkiego
      zycia matki ( ja do tej grupy naleze). w kazdym razie dzis doczytalam, ze sa
      tez osoby twierdzace, ze ona nie kocha swojego syna bo:
      uwaga... mnie to zalamalo, wg tych kryteriow ja rowniez nie kocham kajtka...
      a zatem kochajaca matka:
      -godzinami patrzy sie z uwielbieniem na swojego potomka, nawet jak ten spi i ma
      wszystko gdzies
      -zawsze prasuje jego rzeczy
      -dziecko jest swietoscia.
      kajtek jest kochanym LOBUZEM, swiety na pewno nie jest, nie patrze w niego
      godzinami. jak spi to moja d.... odpoczywa tudziez zajmuje sie zarciem, piciem
      piwka ( czasami wieczorem cytrynowego redsa z mezem zlopiemy), opilowywaniem
      paznokci, przetrzepyaniem szafy i lamentem, ze oto jutro ZNOWU nie mam co na
      siebiewlozyc ( maz z pokoju krzyczy: a ta nowa sukienka? aaaaaaaaaaaaaaa! czy
      on nie kuma, ze kobieta majac 50 nowych rzeczy tez nie ma co na siebie
      wrzucic?big_grin). czasami jak jest ladne niebo biore browarek na balkon, lornetke i
      ogladam lecace samoloty ( olsztyn jest korytarzem powietrznymbig_grinDD a ja mam
      korbe na tle lotnictwa). to co robie podczas snu kajtka moge mnozyc. natomiast
      odkad kajtek skonczyl dwa tygodnie w czasie wolnym nigdy nie zdarzylo mi sie
      stac nad decha do prasowania z zelazkiem w lapie i jezdzic po ciuszkach. nie
      mam czasu, njie mam sily. jakis odpoczynek musze miec. to co jest bardzo
      wygniecione przeciagne przed zalozeniem, a odkad kajtus ma nianie, ta z wlasnej
      woli jezdzi zelazkiem po jego ciuchach. jak chce to prosze bardzo, ja jej
      mowilam, ze kajtka dzinsy nie musza byc idealnie proste. jemu to dinda, mi tym
      bardziej.
      na dodatek smiem twierdzic, ze matki wpatrzone w dziecko jak w obras matki
      boskiej ostrobramskiej robia krzywde dziecku, sobie i mezowi. nie ma to jak
      rownowaga w przyrodzie.
      no! to sobie ulzylam!
      • kasiaa256 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 04.08.06, 12:48
        no Maretina i tak trzymaj!!! Ja też nie przejmuję się prasowaniem i
        sprzataniem. Za to każdego wieczoru z utęsknieniem czekam kiedy moja Ola
        wreszcie zaśnie, a ja bedę mogła zająć się sobą. Jak po pracy uda mi się małą
        uspać to sama tez się kładę i mam w nosie to, że obiadu nie będzie
      • e-go Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 04.08.06, 21:12
        ja też jakoś tak dopiero ostatnio przeczytałam tę wypowiedź Chylińskiej
        wg mnie niezwykle trafnie opisała te pierwsze dni (miesiące?) po porodzie
        i zupełnie nie rozumim dlaczego dziewczyny tak strasznie bronią wykreowanego
        przez gazety obrazu słodkiego, pięknego i bezproblemowego macierzyństwa...
        te głosy, że Agnieszka nie kocha swojego synka... przypomina mi to coś w
        rodzaju polowania na czarownice uncertain
        tak trudno im przyznać, że rzeczywistość to nie bajka
        ja teraz przy drugim dziecku mam juz większy dystans
        ale nie ukrywam, że często padam na twarz, że mam dosyć, ze oddałąbym wszystko
        za przespaną noc, że sprzątam tylko tyle, żeby dziecko raczkujące po podłodze
        nie pożerało śmieci, nie prasuję, gotuję sporadycznie, dziecko je ze słoiczków,
        starsze odżywiane jest dobrze tylko w przedszkolu...

        tylko czasami trzaskam drzwiami i wychodzę, żeby nie zwariować
    • asia_mod Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 04.08.06, 23:52
      Jak patrzę dziś na mojego synka, to zastanawiam się gzdie jest ten grzeczny
      chłopczyk, który potrafił ładnie bawic się zabaweczkami, usypiał szybciutko w
      łóżeczku, bez problemu można było go ubrać... Już myślałam, że Miłosz zacznie
      chodzić, a tu nagle ni z owego mały nauczył ię raczkować i odkrywać tajniki
      domu. Owszem zabawi się zabawkami, ale dom po tej zabawie wygląda okropnie, nie
      wspomnę o rzeczach niedozwolonych... no ale cóż, wiedziałam, ze z dziciaczkiem
      tak będzie. to wkońcui "żywe stworzonka" i muszą coś robić, aby odkrywać świat.
      Ja przystosowałam trochę domek do potrzeb i dla bezpieczeń stwa małego.
      Pozawiązywałam szawki na wstążki, usunęłam kilka rzeczy z pola widzenia itp.
      itd. Gotuję jak śpi, a sprzątamy razem tzn ja odkurzam, a mały trzyma kabel...
      Tylko to usypianie trwa tak długo. Czasem jest zabawnie, ale i tak kocham go
      najbardziej na świecie.
      • aisza24 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 05.08.06, 16:12
        Ja wyobrazalam sobie czesto, jakie cudown, grzeczne bede miala dziecko.Kupilam
        nawet sobie fotel do karmienia, myslac, ze karmic w nocy bede go w tym fotelu, a
        w rzeczywistosci karmialam go w lozku, ledwo zywa gdyz od poczatku jadl co 2 godz.
        Od zawsze byl "niedobry", jesli tak mozna to nazwac. Ssal piers 1,5-2 godz,
        ranil i gryzl mnie przy tym, kolek nie mial, ale i tak czesto poplakiwal,
        nauczyl sie zasypiania na rekach lub w wozku, sspal z nami od zawsze...
        Ładnie przybieral na wadze, jednak mleka sztucznego nie chcial, chyba miesiac
        zajelo nam wprowadzenie zupki, deserki polubil ok 8-9 mies, nadal ciezko go
        przekonac do nowosci. Nie chce jesc ugotowanych zadnych warzyw, najlepeij
        wcinalby tylko chrupki, biszkopty i cycaaaaa. Cholera, juz mnie piers boli (je
        tylko z jednejsad ), bo ostatnio znow podjada co jakies 3 godz.
        Kacper jest niczyn synek Tin, jakbym czytala o nim. Rzadzi, drze sie, gdy
        wyjdziemy z lazienki, gdy go wyjmuje z wanny, gdy przestaniemy mu grac na
        gitarze, gdy chce go wlozyc do wozka, gdy nie chce z nim pojsc do piaskownicy,
        gdy nie chce z nim pojsc do drugiego pokoju, Wszystko chce robic wg swojego
        uznania, a moj sprzeciw powoduje taki wybuch placzu, ze dziecko mi sie robi
        fioletowe i sie zanosi.
        Spi malo, bardzo czujnie, nigdy w lozeczku, bo gdy tylko chce go przeniesc,
        budzio sie i koniec mojej wolnosci.Lubi marudzic, chcoc bardzo czesto smieje sie
        na glos, spiewa i tanczy.
        Jest bardzo zywym dzieckiem, ruchliwym, wiec ja rowniez oczu z niego spouscic
        nie moge. Zaczal juz chodzic, nawet biega, wiec mam przekichane. Aha, uwielbia
        wkladac raczke do magnetowidu i zerwal mi juz listwe od paneli, a dzis łobuz
        prawie wdrapal sie po lozku do lozeczka, zlapalismy go w ostatniej chwili, bo
        runal by do niego na glowe.
        Odpuscilam juz sobie codzienne sprzatanie, ukladanie swoich wlosow po kapieli,
        ale jakos zyje. trudno, mieszkanie odpicowane moze bedziemy miec za kilka lat,
        jak junior da
        gg 1493654
    • jasiulowa_mama Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 05.08.06, 19:30
      Ze zdziwieniem i pewnym przerazeniem stwierdziłam że jakby tak połączyc cechy waszych dzieci to wyszedłby... mój Jasiek! No może z wyjątkiem zasypiania bo zasypia sam w łóżeczku. Chociaż właśnie teraz stęka i łazi po łóżeczku mimo że przed kąpielą już prawie zasypiał. Jest żywym srebrem. Nie usiedzi ani 15 s. Wszędzie go pełno. Z oka nie można go spuścic. Itp. itd. Co ja Was będę powtarzac. Ale nadal żyję i kocham mojego synka nad życie!
      PS. Idę do niego bo gotów rozwalic łóżeczko...
    • gocha34 Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 05.08.06, 23:06
      Od 4 i pół roku jesteśmy rodzicami i życie jest wywrócone do góry nogami. Z
      jednym dzieckiem było sporo roboty,z dwójką jeszcze więcej. Oboje mają różne
      potrzeby i różne figle w głowie. Marysia chce zakochać swojego brata ,a ten
      odkąd raczkuje penetruje każdy kąt. Oboje piszczą z radości,wrzeszczą jak Mały
      zgniecie rysunek albo jak siostra odepchnie Małego Intruza.Przyznam ,że
      odpoczywam gdy jedno dziecko /obojętnie które/ jest np chwilę u babci a ja
      jestem z drugim i mogę się bawić tylko z jednym/a czasem coś zrobić w domu/. Do
      kupy prasowania już się przyzwyczaiłam/maż często prasuje/,do niedostrzątanego
      mieszkania,braku serwetek na stole,niedospania.Pracujemy oboje.Mimo tych trudów
      macierzyństwa jestem szczęśliwa,uśmiecham się i uwielbiam patrzeć na swoje
      Aniołki gdy śpią! Wtedy właśnie tak wyglądają. Pozdrawiam.
      • hautnah Re: nasze wyobrażenia o macierzyństwie a rzeczywi 07.08.06, 09:32
        ja w ciazy nie mialam wyobrazen, jak to bedzie, bo chyba mi fantazji zabraklo.
        na poczatku byl koszmar, a teraz jest chyba coraz lepiej, chociaz mam tez doly.
        mala jest raczej grzeczna. dowiodla mi tego jak podrozwoalysmy sobie razem do
        Polski: w sumie trzema pociagami i samolotem, a spowrotem 16 godzin w
        autokarze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka