mysza_33
08.07.08, 23:25
No więc tak się zastanawiam w kwestii nocnikowania. Wiem, że nie należy
naciskać i strofować, zawstydzać bo jeszcze bardziej się zniechęci. No więc
ok, powinnam być cierpliwa. Ale moje dziecie z gatunku tych świadomych, ale
upartych, nie dających sobie przyzwolenia psychicznego. Nie wiem, czy to
jakieś opory, ponoć najgorszy ten pierwszy raz. A potem już leci.
Moje dziecię wie doskonale do czego służy nocnik, umie panować nad sikaniem,
bo jak lata bez pieluchy to wstrzymuje, podsikuje, jak już nie może, ale gdy
to widzę, na pytanie, czy chce zrobić siusiu (juz nie pytam czy na nocnik,
kibel, ale czy pod prysznic, bo to potrafi na zawołanie zrobić przed nocą, bez
problemu...) - zawsze jest nie. A potem jak mu założe pieluszkę bo widzę, że
się męczy to od razu pełna. Już nie wiem jak sobie z tym radzić. Parę razy
spróbowałam posadzić na kibelek razem ze mną, na nocnik w ogóle nie da się go
posadzić, choć raz świadomie wyjął nocnik sam i zrobił na niego kupkę, tyle że
siedział w ciuchach i z pieluchą (jak była jego młodsza koleżanka z wizytą).
No dramat. Mam więc pytanie, gdy zaczynałyście trening to tylko sugestie zero
prób usadzania i jak odpowiedź: nie to dawałyście spokój? Jak reagowałyście na
zasikanie podłogi, zsikanie się w majty lub ciuchy? Czy tylko łagodnie: siusia
się do nocniczka albo na kibelku? Czy po prostu chodzi o czas i trzeba
przeboleć te zasikane majty i ciuchy oraz dywany, aż w końcu znudzi mu się
chodzić mokrym?! I po prostu delikanie, ciepło tłumaczyć i cierpliwie
przebierać? Jak trzeba to i dwa tygodnie... Mi muszę szczerze powiedzieć ręce
po dwóch dniach opadają, bo to i tamto trzeba zrobić, tu i tam wyjść, jak
sprawy na zewnątrz załatwiać bez pieluchy. Wolne wziąć od wszystkiego?
Dzięki z góry za wszęlkie rady
Mysza