Dodaj do ulubionych

Kłopoty z 21 letnim synem?

    • emikal10 Koniec z Hotelem Mama 25.11.09, 00:39
      W niemieckiej Tv jest taki program pt. "Schluss mit Hotel Mama" w tlumaczeniu
      "koniecc z hotelem mama", audycja ta zazwyczaj pokazuje podobne przypadki jak
      Pana syn, sa to zazwyczaj faceci przed trzydziestka, ktorzy sa nadal na
      utrzymaniu rodzicow, bo nic nie robia w zyciu, nie pracua, nie ucza sie. Rodzice
      juz w koncu maja dosc maminsynka i chca sie go pozbyc z domu czytaj:nauczyc
      zycia. JEst tam stosowana terapia szokowa, rodzice wynajmuja vana kiedy syna nie
      ma w domu,pakuja tam jego wszystkie rzeczy i zostawiaja pokoj zupelnie pusty,
      jak syn wraca np z imprezy doznaje szoku, wtedy rodzice mowia mu ze juz tu nie
      mieszka i jak sa dobroduszni to wreczaja mu klucze do kawalerki w miescie obok,
      a jak nie sa, to daja mu adresy agencji nieruchomosci. "Dziecko" chcac niechcac
      musi sie wyprowadzic, a w ulozyniu sobie zycia na nowo pomaga psycholog, ktory
      np. mowi im ze zeby oplacic nowe mieszkanie musza szukac pracy albo mowi jak sie
      robi pranie itp. Po kilku tygodniach rodzice wizytuja niespodziewanie nowe
      mieszkanie syna i sprawdzaja jak sobie radzi, a po wizytacji obie strony
      decyduja czy chca zeby bylo jak dawniej czy wola nowy porzadek.
      Moze dla panskiego syna tez jest potrzebna taka terapia szokowa?!
      • allija Re: Koniec z Hotelem Mama 25.11.09, 02:53
        To nie jest "człowiek przed trzydziestka", pasożyt, tylko absolwent
        LO bez żadnego wykształcenia. Każdy odpowiedzialny rodzic wypuszcza
        dziecko z domu kiedy zapewni mu możliwość utrzymania się czyli
        zdobycie zawodu. Czyli że rodzice powinni mu pomóc finansowo, a
        nawet maja taki obowiazek, w zdobyciu zawodu tak aby potem młody
        człowiek miał możliwość usamodzielnienia się. Tutaj chłopakowi każe
        sie szukac pracy, przypominam że to nigdy nie pracujacy młodzieniec
        i nie majacy pojecia o rynku pracy. Nie dość tego to jeszcze sam
        musi sobie zarobic na wykształcenie czyli zdobycie jakiegokolwiek
        zawodu. I mlody człowiek podejmuje to wyzwanie, z marnym skutkiem
        jak należało sie spodziewać. To jest główna przyczyna przerwania
        nauki - nie miał pieniedzy na opłaty.
        Nie wiem jak rodzice mogli na to spokojnie patrzeć, przecież od tego
        zależy całe przyszłe jego życie.
        W tej chwili sytuacja jest taka ze chłopak podejmuje jakies dorywcze
        prace, mało płatne oraz całkowicie go niesatysfakcjonujace i pewnie
        stąd jego niechec do tej pracy. Nie ma żadnych szans na zdobycie
        jakiegos zawodu bo nie ma na czesne. Z powodu braku finansów chodzi
        jak łajza, w dodatku lada moment rodzice zatrzasną mu drzwi przed
        nosem. Kondycja psychiczna chłopaka na pewno jest w fatalnym stanie.
        Jedynym promykiem w tym wszystkim jest fajna dziewczyna, o ile
        jeszcze jest.
        Czy naprawdę nikt nie zauważył, że to nie jest leniwy, rozwydrzony i
        zepsuty chłopak a przeciwnie, podejmuje próby, stara sie utrzymac na
        powierzchni.
        Ja zrozumiałabym rodziców, którzy wykształcili dziecko a ono, juz
        dorosłe, notorycznie uchyla sie od pracy siedząc na garnuszku
        rodziców, w dodatku olewa wszystkie domowe obowiązki. Zrozumiałabym
        nawet rodziców o bardzo niskich dochodach, których nie stać na
        utrzymywanie i kształcenie pełnoletniego syna.
        W opisywanym przypadku nie ma dla mnie wytłumaczenia. Mam wielu
        znajomych z dziećmi w zbliżonym wieku, każdy rodzic chce zapewnic
        dziecku jak najlepsze wykształcenie żeby ono odnalazło się na
        trudnym dziś rynku pracy. Jeśli dziecko ma zacząć prace to rodzice
        takjże rozgladają się czy gdzieś komuś przydałoby sie właśnie jego
        dziecko, wielu rodziców utrzymuje dzieci odbywajace bezpłatny staż
        po studiach, co jest częstą praktyka i przedsionkiem pracy. Każdy
        stara sie pomuc w pierwszych krokach jak tylko moze.
        Tu sytuacja jest zupełnie odwrotna, chłopak został zostawiony sam
        sobie, postawiono mu tylko warunki jakie ma spełnić i już.
        To nawet w świecie zwierząt nie zostawia się młodych zanim nie
        nauczą się fruwać, polować, zdobywać jedzenie.
        Zresztą co tu gadać, prosze wyobrazić sobie samych siebie kiedy to
        rodzice wystawiliby wam po maturze walizki za drzwi i powiedzieli
        córko/synu radź sobie sam.
        • yoko0202 alija święte słowa! 25.11.09, 12:30
          Autor wątku co prawda wspomina, że syn otrzymał wiele miłości, ale zupełnie tego
          nie widać.
          W zasadzie nie napisał żadnej pozytywnej rzeczy o swoim synu, to jest
          przerażające, i świadczy o ogromnie krytycznym i bardzo nieobiektywnym podejściu
          do własnego dziecka. Przecież każdy człowiek ma jakieś pozytywne cechy.
          Wygląda to tak, jakby rodzice po osiągnięciu przez syna pełnoletności
          stwierdzili - jesteś dorosły, możesz tu mieszkać, ale radź sobie sam i najlepiej
          oddawaj większość pensji na rachunki.
          Wychowanie i wsparcie nie kończy się w dniu 18 urodzin, tutaj wsparcia nie widać
          kompletnie, i to jest straszne.
          Rodzice po prostu zarządzili, że syn nie pójdzie na studia dzienne, obrazili się
          bo dwa razy nie zdał prawa jazdy, i są niezadowoleni bo nie jest tak 'grzeczny'
          jak pozostała dwójka dzieci.
          Chłopak ewidentnie sobie nie radzi, złapał jakiegoś doła, pewnie i jego zdaniem
          obecne życie nie wygląda tak, jak sobie to kiedyś wyobrażał, a w domu czekają go
          wyłącznie pretensje.
          Sama mam dorastającą córkę - zawsze będzie mogła liczyć na talerz zupy, wyprane
          ubrania, czystą pościel i kawałek ulubionego ciasta, i to niezależnie od tego
          gdzie będzie mieszkać, ile będzie mieć lat i ile zarabiać.
          • mamaningin To jest tylko polska specyfika 25.11.09, 14:17
            ja uważam że opóźniając start w dorosłość tylko robi się krzywdę młodym ludziom.
            Za bardzo zapatrzyliśmy się na ten mit młodości. Ile to razy słyszy się - studia
            to najpiękniejszy okres w życiu - rozwoju, zabawy i picia... chyba tylko w
            Polsce. W każdym innym kraju jest tak, że 16 lat - trzeba podjąć swoją pierwszą
            dorywczą pracę, a jeśli się nie uczy, to już stałą. Nikt nigdy nie słyszał, żeby
            20-paroletnia osoba mieszkała z rodzicami - to wielki wstyd by był. I może
            młodzi ludzie zapożyczają się u swoich rodziców, czy studiują na ich koszt, ale
            na pewno żyją OSOBNO, własnym życiem... potem przynajmniej nie mają wypominane,
            że "tyle lat zmarnowane na wychowywanie takiego nicponia".
            Wiem, że może u nas są inne realia ekonomiczne, ale to nie zmienia faktu, że
            można chociaż próbować tak żyć. Mam koleżankę, która pochodzi z rodziny z
            poważnymi problemami finansowymi - jej udało się wcześnie usamodzielnić -
            pracować i studiować zaocznie, a do tego spełniać się na różnych dziedzinach
            (wolontariaty)... owszem miała wypełniony czas do max. ale ona wie jak sobie
            ułożyć życie - nauczyła się determinacji. Dodam jeszcze, że w liceum nie była to
            ani dobra ani sumienna uczennica, maturę zdała bardzo słabo. Ale gdy z pewnych
            przyczyn była zmuszona, aby się wyprowadzić w wieku 19-20 lat z domu, nauczyła
            się poważnego podejścia i planowania życia.
            • d.o.s.i.a Re: To jest tylko polska specyfika 25.11.09, 14:41
              A ja nie do konca sie zgodze. Dorastanie jest procesem - nie moze
              byc tak, ze jednego dnia jestes traktowany jak dziecko, a nastepnego
              dnia masz rozkaz wyprowadzenia sie z domu. Wszystko musi byc plynne
              i odpowiadac sytuacji.

              Podalas przyklad kolezanki, ktora wczesnie sie usamodzielnila. Nie
              zawsze jest tak, ze to finansowe usamodzielnienie jest takie wazne.
              Bardziej liczy sie tu psychiczne wsparcie rodzicow i ich szczera
              pomoc w radzeniu sobie z problemami. Kasa nie liczy sie tak bardzo.
              Bez kasy ale z psychicznym oparciem w rodzinie czlowiek poradzi
              sobie lepiej, niz ten, ktoremu tego oparcia psychicznego brakuje.

              Analiza biografii wspoleczesnych geniuszy pokazuje, ze bezwzglednie
              byli to ludzie, ktorym stworzono idealne warunki rozwoju - wsparcie
              rodziny plus srodki fianansowe na rozwijanie uzdolnien. NIkt z nich
              nie musial pracowac jako mlody czlowiek... Nie musimy jednak siegac
              do az takich ekstremalnych przykladow, zeby zrozumiec, ze zbyt
              wczesne rozpoczynanie pracy, w zawodzie kompletnie niezwiazanym z
              wyksztalceniem to zwyczajna strata czasu, w dodatku skutkujaca
              czesto zawaleniem studiow, czy brakiem czasu na rozwoj rzeczywistych
              zainteresowan.

              To nie jest tak, ze utrzymanie przez rodzicow = nicpon i len. To
              czesto inwestycja w przyszlosc. Rola rodzica jest zapewnienia jak
              najlepszych warunkow do wzrostu. Ludzie, ktorym zapewniono wikt i
              opierunek na studiach maja wieksze szanse rozwoju zawodowego. Po
              prostu.

              Wracajac do wlasnego przykladu: osiagnelam cholernie duzo dzialajac
              na przekor rodzicom, aby udowodnic im, ze sobie poradze mimo braku
              wsparcia i wrzucenia mnie na gleboka wode. Super, powie ktos - tak
              powinno byc. Nie do konca. Wiem, ze osiagnelabym ZNACZNIE wiecej
              gdybym miala zapewnione spokojne warunki do studiowania i wsparcie w
              rozwijaniu zainteresowan. A tak? Zmarnowalam lata zycia na uganianie
              sie za marnym groszem, zamiast moc sie zwyczajnie uczyc.
              • mamaningin Re: To jest tylko polska specyfika 25.11.09, 14:54
                gdzieś na górze napisałam post "100% racji. jestem jak wasz syn". Przeczytaj to.
                Ja jestem po tej drugiej stronie i ja żałuję, że nikt mi nie wytłumaczył
                (zwłaszcza jak byłam w liceum), że życie to nie sen, że trzeba dorosnąć,
                dokładnie planować przyszłość.

                Co do tych geniuszy - ja mam inne pojęcie, niemalże każdy człowiek który
                osiągnął sukces w biznesie czy w sztuce wcześnie się usamodzielnił. Choćby
                ostatnio czytałam książkę zbiór wywiadów z Alem Pacino - on mieszkał sam i
                pracował już w wieku 16 lat.
                • yoko0202 argument kiepski 30.11.09, 12:42
                  mamaningin napisała:

                  > Co do tych geniuszy - ja mam inne pojęcie, niemalże każdy człowiek który
                  osiągnął sukces w biznesie czy w sztuce wcześnie się usamodzielnił. Choćby
                  ostatnio czytałam książkę zbiór wywiadów z Alem Pacino - on mieszkał sam i
                  pracował już w wieku 16 lat.

                  super, tyle że w świetle prawa polskiego 16-latek nie może mieszkać sam... nie
                  wspominam tu już o kwestiach ekonomicznych, sama mieszkałam wiele lat za
                  granicą, i rzeczywiście sporo znajomych osób ok. 20-ki mieszkało bez rodziców, z
                  przyjaciółmi - ale warunki w takich Stanach czy Australii a Polsce dzieli
                  totalna przepaść. Tam nastolatki pracując na część etatu są w stanie się jako
                  tako utrzymać, w Polsce większość społeczeństwa nie daje rady się utrzymać z
                  dwóch pensji dorosłych osób...
                  • echtom Re: argument kiepski 30.11.09, 16:50
                    Tam nastolatki pracując na część etatu są w stanie się jako
                    > tako utrzymać, w Polsce większość społeczeństwa nie daje rady się utrzymać z dwóch pensji dorosłych osób...

                    Dokładnie - większość jeszcze do tej pensji dorabia.
      • sonic84 Re: Koniec z Hotelem Mama 25.11.09, 20:36
        Chyba cię pogięło i to porządnie.Mówimy tutaj o 21latku a nie 30letnim facecie
        na litość boską.Jeżeli jest się beznadziejnym rodzicem nie potrafiącym sobie
        poradzić z wychowaniem dziecka (czyt.nadzorowaniem jego nauki i postępów
        szkolnych,rozwijaniem pasji,dbaniem o rozwój psychiczny i emocjonalny-wraz z
        psychologiem,psychiatrią lub i pedagogiem,jeżeli zachodzi taka potrzeba) to ma
        się problem jak autorka wątku.
        • jacek226315 Re: Koniec z Hotelem Mama 26.11.09, 07:05
          na calym swiecie 21 latek jest pelnoletni tzn.odpowiedzialny za
          wlasne czyny i nie ma tu roznicy czy takowy ma 30lat czy 21 nikt za
          niego w oczach prawa odpowiedzialny nie jest
          • sonic84 Re: Koniec z Hotelem Mama 26.11.09, 12:54
            Tak 18 także.Niemniej 21 lat to NIE jest okres w którym młody mężczyzna
            zakończył już proces dojrzewania zarówno psychicznego jak i fizycznego (m in
            proces kostnienia u takowych trwa nawet do 24rż big_grin).Poza tym dyskusja tyczy się
            nie odpowiedzialności prawnej tylko opieki,jakiej niestety nieudacznica-autorka
            wątku dać swojemu synowi nie może bo i nie potrafi.Poprzez tą "opiekę" rozumiem
            zapewnienie swojemu dziecku jak najlepszych warunków do rozwoju a w tym wieku do
            postawienia nad nim kropki nad i czyli: umożliwienia kształcenia (studia zaoczne
            to nie studia tylko komunistyczna popłuczyna istniejąca tylko w naszym
            ''postępowym'' kraju)na odpowiednim poziomie-studia,nauka języków obcych,kursy
            doszkalające + emocjonalnego i PEŁNEGO (w miarę możliwości a nie zgodnie z
            kaprysem) wsparcia emocjonalnego oraz finansowego.Kto tego nie pojmuje nie
            powinien dzieci posiadać,bo wychowa tylko kolejnego człowieka z masą problemów
            natury psychicznej,z kiepskim wykształceniem,pełnego żalu i rozgoryczenia a co
            za tym idzie, niedostosowanego do życia w społeczeństwie.
            • jacek226315 Re: Koniec z Hotelem Mama 26.11.09, 16:03
              sonic84 napisała:

              > Tak 18 także.Niemniej 21 lat to NIE jest okres w którym młody
              mężczyzna
              > zakończył już proces dojrzewania zarówno psychicznego jak i
              fizycznego (m in
              > proces kostnienia u takowych trwa nawet do 24rż big_grin).Poza tym
              dyskusja tyczy się
              > nie odpowiedzialności prawnej tylko opieki,jakiej niestety
              nieudacznica-autorka
              > wątku dać swojemu synowi nie może bo i nie potrafi.Poprzez
              tą "opiekę" rozumiem
              > zapewnienie swojemu dziecku jak najlepszych warunków do rozwoju a
              w tym wieku d
              > o
              > postawienia nad nim kropki nad i czyli: umożliwienia kształcenia
              (studia zaoczn
              > e
              > to nie studia tylko komunistyczna popłuczyna istniejąca tylko w
              naszym
              > ''postępowym'' kraju)na odpowiednim poziomie-studia,nauka języków
              obcych,kursy
              > doszkalające + emocjonalnego i PEŁNEGO (w miarę możliwości a nie
              zgodnie z
              > kaprysem) wsparcia emocjonalnego oraz finansowego.Kto tego nie
              pojmuje nie
              > powinien dzieci posiadać,bo wychowa tylko kolejnego człowieka z
              masą problemów
              > natury psychicznej,z kiepskim wykształceniem,pełnego żalu i
              rozgoryczenia a co
              > za tym idzie, niedostosowanego do życia w społeczeństwie.
              A coz powiedziec o 21letnim ojcu czy taki jest przygotowany do
              zycia>Malo takich ojcow w tym wieku?
              • sonic84 Re: Koniec z Hotelem Mama 26.11.09, 16:21
                Najmłodszy ojciec,którego widziałam miał 13 lat.I taki ojciec jest przygotowany
                do życia..? Mówimy ZUPEŁNIE o czymś innym.Chyba nie rozumiesz istoty watku.
                • jacek226315 Re: Koniec z Hotelem Mama 26.11.09, 16:29
                  sonic84 napisała:

                  > Najmłodszy ojciec,którego widziałam miał 13 lat.I taki ojciec jest
                  przygotowany
                  > do życia..? Mówimy ZUPEŁNIE o czymś innym.Chyba nie rozumiesz
                  istoty watku.
                  Masz racje nie rozumiem,ale tego,ze 21 latek jest nieodpowiedzialny
                  za swoje czyny. Przyklad 13letniego ojca chybiony.Pozdrawiam
                  • sonic84 Re: Koniec z Hotelem Mama 26.11.09, 17:19
                    Ale ja się zgadzam.Oczywiście,że jest ODPOWIEDZIALNY za swoje czyny co nie
                    oznacza,że jego rodzice mogą odmawiać mu emocjonalnego i finansowego wsparcia
                    oraz skazywać na kiepską edukację.Poza tym wez pod uwagę,że jego zachowanie jest
                    konsekwencją beznadziejnego wychowania (pewne skłonności osobnicze istnieją ale
                    odpowiednie wychowanie pozwala je w odpowiedni sposób oszlifować).Tak więc
                    mamuśka i tatuś powinni teraz zmierzyć się z zaistniałą sytuacją i spróbować
                    pomóc temu człowiekowi póki jest jeszcze trochę czasu bo za chwilę będzie za
                    pozno.Problem w tym,że rodzice sami mają prawdopodobnie problemy z psychiką i
                    cała rodzina jest pod tym względem ułomna..
                    • jacek226315 Re: Koniec z Hotelem Mama 26.11.09, 19:26
                      Alez oczywiscie,w 99% rodzice sami sa winni jakie maja
                      potomstwo.Zawsze uwazalem,ze wrona sokola nie urodzi,a kruk nie
                      splodzi,ale od 21latka wiecej sie wymaga niz od 13 latka.
                      • n.i.p.69 Re: Koniec z Hotelem Mama 27.11.09, 11:02
                        ....ranny! przecież to Ty jako koronnego argumenty obowiazkowej! dojrzałości
                        emocjonalnej każdego osobnika płci męskiej w wieku 21lat użyłeś przykładu ojców
                        w tym wieku, przyklad 13 latka tylko obalał Twoją tezę.... a ty teraz zwyczajnie
                        odwracasz "kota ogonem" ..... co za człowiek!/?
                        • jacek226315 Re: Koniec z Hotelem Mama 27.11.09, 12:54
                          oczywiscie ,ze przekrecilem kota ogonem,bo ojciec 21letnni to
                          jeszcze normalka,ale 13letni to raczej wybryk i dziwadlo
                          • n.i.p.69 Re: Koniec z Hotelem Mama 28.11.09, 10:54
                            ...tyle, że emocjonalnie dojrzały facet w wieku 21lat, to taki sam ewenement
                            jak 13letni ojciec .... o ile nie większy(?)
              • allija Re: Koniec z Hotelem Mama 28.11.09, 22:44
                co mozna powiedziec o takim ojcu? powiem ci bo mój ojciec właśnie
                miał tyle lat kiedy na świecie pojawił się jego syn a mój brat.
                Matka moja była rok młodsza. Wkrótce potem na świat przyszłam ja. A
                wkrótce potem ojciec zwinął się z domu bo mu się życie rodzinne nie
                podobało. Młoda 22 letnia dziewczyna pozostała z dwójka malutkich
                dzieci i zmarnowała sobie całe życie, a przy okazji częściowo moje.
                Tak właśnie wyglada dorosłość w wykonaniu niedojrzałych jeszcze do
                tego ludzi.
                • jacek226315 Re: Koniec z Hotelem Mama 29.11.09, 06:19
                  to wyobraz sobie ojca 13letniego
    • luciad Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 10:04
      Największym błędem jest posyłanie słabo uczących się dzieci do szkół
      ogólnokształcących, zamiast do zawodówek, które dają zawód. Po takiej
      zawodówce, gdy młody człowiek ma ambicje, sam wybierze, czy chce się
      uczyć dalej, czy iść do pracy. A po LO chcąc nie chcąc i tak musi się
      dalej uczyć, by móc pracować (mieć zawód).
      • mamaningin nasze zawodówki nie mają nic do zaoferowania 25.11.09, 14:28
        idzie tam najgorszy element - jeśli chcesz by twoje dziecko wpadło w towarzystwo
        aspirujące do poprawczaka, śmiało ślij. Jeśli już to do technikum wysyłać.
    • sparxx Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 10:26
      Twój syn ma 21 lat, jest dorosły, a ciągle traktujecie go jak dziecko. Ma prawo
      być zły, dlatego się wścieka. Sposób wyrażania złości jest jaki jest, nie
      bierzcie tego do siebie, to po prostu złość.
      Opiekując się nim jak dzieckiem, nie dajecie mu możliwości i prawa żeby mógł
      dorosnąć - więc dopóki tu się nie zmieni, on także pozostanie w miejscu.
      Spróbujcie terapii Berta Hellingera, w najgorszym przypadku chociaż zobaczycie,
      gdzie leży problem. Dziecko jest dzieckiem do 18-20 roku życia, potem już nie
      można go traktować jak dziecko, bo pojawiają się problemy.
      Pozdrawiam i życzę sukcesu z synem.
      • kira-123 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 12:53

        Mając 21 lat studiowałam zaocznie (za czesne płacili rodzice), pracowałam na jakimś śmiesznym stanowisku, w równie śmiesznym wymiarze godzin, zarabiając jeszcze śmieszniejsze pieniądze, ale za to w branży na której mi zależało. To co zarobiłam, wydawałam na siebie - kino, teatr, spontaniczne wycieczki nad morze, knajpy, książki, ciuchy... W tygodniu imprezowałam ze starymi znajomymi, w weekendy z koleżankami z roku. Mieszkałam z rodzicami, którzy dbali o mnie pod każdym względem.
        Teraz - mam 25 lat - kupiłam za własne pieniądze mieszkanie (ale przy remoncie nie obeszło się bez pomocy rodziców). Z rodzicami widuję się kilka razy w tygodniu, codziennie rozmawiamy przez telefon. Wiem, że mogę na nich liczyć w każdej sytuacji a oni wiedzą, że skoczyłabym za nimi w ogień.
        Gdybym te cztery lata temu musiała sobie sama opłacać studia i „życie", nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem obecnie. Zamiast zajmować wysokie stanowisko (zaczynałam od pracy za darmo, a potem pół darmo na stażu i praktykach), pewnie byłabym teraz kelnerką z depresją (bo z pracy w gastronomii może udałoby mi się wtedy opłacić czesne za studia). Wszystko co mam, mam więc dzięki wyrozumiałości i miłości rodziców – współczuję tym, którym nie jest to dane.

        Zamiast wypisywać bzdury przypomnijcie sobie, jak wyglądał świat, gdy mieliście po 21 lat... Tyle rzeczy do wypróbowania, zobaczenia, dotknięcia, sprawdzenia... Wolność, radość, doby, które miały nie 24, a 48 godzin, brak większych problemów i ta rozpierająca, ogromna energia.

        Syn tych państwa ma jeszcze czas by wydorośleć. A póki co, niech cieszy się życiem, bo jest w jego najlepszym momencie smile Trzymam za niego kciuki (i za jego rodziców – żeby trochę się „ogarnęli").
        • jacek226315 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 13:48
          wiesz kira,pisze ze on ma jeszcze czas aby wydoroslec -tys chyba z
          jakiejs innej planety sie urwala-moja kuzynka ma doroslego syna a
          nawet herbaty nie potrafi sobie zaparzyc,bo jej mamunia ciagle
          mowila,ze jeszcze w zyciu sie narobi.Maz nie wyrobil i odszedl bo
          malo,ze nie pracvowala ,trwonila jego pieniadze-to umie,ale nic poza
          tym. 21lta to ostatni dzwonerk na doroslosc-jak ukradnie rodzic za
          niegho nie pojdzie siedziec tylko on,bo pelnoletni,a Ty karzesz
          czekac na co...?
          • verdana Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 13:56
            Ale tu nikt nie mowi, ze nie potrafi zaparzyć herbaty - mowa jest o
            tym, ze nie potrafi zarobic na studia i na kursy i na wlasne
            wydatki, nie majac wyksztalcenia i jednoczesnie studiujac.
            Tego nie potrafi bardzo wiele osób. Niezaleznie od wieku.
            • mamaningin Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 14:02
              nie, tu jest mowa, że owy 21-latek nawet z psem wyjść nie chce.
              • kiddo5 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 27.11.09, 04:56
                Skoro ma placic za wynajem, opieranie, i pozywienie to niby dlaczego ma im
                jeszcze psa wyprowadzac? To tatus zaproponowal traktowanie syna jak klienta w
                hotelu. Nie przypominam sobie zebym kiedykolwiek sprzatala pokoj hotelowy.
                • alo_ha Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 03.12.09, 15:11
                  kiddo5 napisała:

                  > Skoro ma placic za wynajem, opieranie, i pozywienie to niby
                  dlaczego ma im
                  > jeszcze psa wyprowadzac? To tatus zaproponowal traktowanie syna
                  jak klienta w
                  > hotelu. Nie przypominam sobie zebym kiedykolwiek sprzatala pokoj
                  hotelowy.

                  Hmmm a rodzice to za to nie płacą? - Płacą w rachunkach, sprzątać
                  muszą... Jakby dzieciak miał być traktowany jak klient hotelu to
                  stawka wyraznie poszłaby w górę a tu chodzi o udział w kosztach, a
                  nie o zarabianie na dzieciaku. A tym psem to nie przesadzaj bo
                  zazwyczaj pies w domu jest efektem ulegania prośbom dzieci.
                  • pia.ed Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 05.12.09, 12:14

                    Zawsze dobija mnie, kiedy komus, kto zali sie na problemy z
                    dziecmi,
                    w tym przypadku brak zdolnosci i motywacji do studiow,
                    ktos inny odpowiada:
                    "Ja tez mam syna lat 21,studiujacego dziennie za granica na
                    poziomie bachelor
                    czyli 6 semstrow a chlopak juz mysli zeby po nich zrobic mastera"


                    Odpowiedzi tego typu bylo wiecej, ta jest najbardziej
                    reprezentatywna.
                    Czy rzeczywiscie koniecznie trzeba korzystac z okazji aby pochwalic
                    sie swymi genialnymi dziecmi, i jeszcze pograzyc ludzi ktorzy maja
                    problemy?
                    Na pewno popelnili wczesniej bledy, ale sytuacja jest taka jaka
                    jest

                    i oni potrzebuja pomocy!

                    Widzialam, ze ktos napisal wczesniej bardzo konkretnie
                    co rodzice powinni zrobic w obecnej sytuacji,
                    i takich rad rodzice oczekuja.
                    Ktos inny napisal, ze powodem zachowaniem syna moze byc jakas
                    choroba, np. lzejsza odmiana autyzmu,
                    a od siebie dodam ze moze to byc ADHD, ktore wlasnie czesto jest
                    jednym z elementow autyzmu, stad te niekontrolowane wybuchy.
                    Pozdrawiam rodzicow.
                    • berdebul Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 05.12.09, 15:40
                      pia.ed a po co doszukiwać na siłę zaburzeń? Ja się nie dziwię że chłopak wybucha - ma 21 lat, zero wsparcia, studiuje zaocznie bo tak chcieli rodzice, musi pracować a o dobrą pracę pozwalającą opłacić studia, ubrać się i utrzymać jest ciężko mając tylko maturę. Ilu dorosłych nie poradziłoby sobie w takiej sytuacji? Dorzućmy do tego ciągłą krytykę że praca nie taka, że bawi się komputerem (czy co on takiego 'strasznego' robił?) itd Ile można tak żyć?

                      A co jest genialnego w 6 semestrowych studiach?
                    • kasiak37 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 07.12.09, 10:43
                      Pia.ed a dlaczego wyrwalas z kontekstu te informacje?Nie chodzi absolutnie o
                      chwalenie sie dzieckiem tylko o STWORZENIE warunkow do zdobycia wyksztalcenia a
                      co za tym idzie w przyszlosci dobrego zawodu i dobrze platnej pracy.
                      • pia.ed Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 07.12.09, 18:32
                        Powiedz mi, co pomoze STWORZENIE WARUNKOW,
                        jesli dziecko nie jest zdolne i slabo sie uczy???

                        Pisanie o zagranicznych studiach jest dla mnie tylko chwaleniem sie,
                        jakie mam zdolne dziecko, i niczym innym!



                        kasiak37 napisała:
                        > Pia.ed a dlaczego wyrwalas z kontekstu te informacje?Nie chodzi
                        absolutnie o
                        > chwalenie sie dzieckiem tylko o STWORZENIE warunkow do zdobycia
                        wyksztalcenia a
                        > co za tym idzie w przyszlosci dobrego zawodu i dobrze platnej
                        pracy.
    • d.o.s.i.a Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 14:06
      Napisze to co juz wielu forumowiczow napisalo powyzej. Z jednej
      strony traktujecie syna jak dziecko, bez prawa do decydowania w
      kwestiach jego zycia, moze nawet jak gowniarza, ktory ma robic co
      sie mu kaze, z drugiej, wymagacie dojrzalosci i radzenia sobie z
      zyciem, jakie mozna wymagac moze od czlowieka 30letniego.

      Zdecydujcie sie.

      Co to znaczy "nie zgodzilismy sie na studia". Czyli zadecydowaliscie
      za 19latka o jego calej przyszlosci, bez zapytania go o zdanie? Bez
      wsparcia w decyzji, bez przedyskutowania sprawy jak dorosly z
      doroslym? Odmowiliscie mu pomocy w dalszej edukacji,
      zadecydowaliscie jak za dziecko - "tatus nie pozwala isc na studia,
      a Ty masz robic jak tatus mowi". Jednoczesnie wymagacie, aby chlopak
      bez wyksztalcenia, pieniedzy, dobrej pracy (na ktora, co tu duzo
      mowic szans nie ma), nagle, ni z tego ni z owego utrzymywal sie jak
      dorosly czlowiek (oplacic studia, ubrania, prawo jazdy, kurs
      jezykowy, dorzuci sie do utrzymania)? Cuda, Panie, cuda, po prostu!

      I jeszcze suszycie glowe, ze praca ktora znalazl (na czarno)
      sie "tatusiowi" nie podoba? A jaka ma miec prace, do cholery?
      Prezesa banku?? W czasach, w ktorych dobrzy specjalisci nie moga
      znalezc pracy za godne pieniadze?

      No sorry, ale cos tu jest postawione na glowie. Zostawiliscie
      chlopaka BEZ OPARCIA, bez pomocy, macie pretensje, ze mu nie
      wychodzi. Strofujecie na kazdym kroku. I jeszcze sie dziwisz, ze syn
      reaguje wsciekloscia jak mu sie wytyka bledy?

      Piszesz, ze pozostale dzieci nie sprawiaja klopotow. A czy one
      zostaly postawione w sytuacji starszego syna pt. "od dzis radzisz
      sobie sam"?

      Dla dziecka, ktoremu rodzice nagle odmawiaja pomocy, to jest powazny
      szok w zyciu. Strata bezpieczenstwa, oparcia. Tak mlody czlowiek nie
      jest gotowy na cos takiego. Skad wiem? Wiem, bo zostalam postawiona
      przez rodzicow w podobnej sytuacji. No, moze nikt nie zadecydowal za
      mnie, ze na studia mi nie wolno, ale rodzice przestali na mnie lozyc
      po pierwszym roku studiow. I co? Super terapia szokowa. Nie ma co.
      Zarabialam na zycie korepetycjami, zawalilam pierwszy rok studiow i
      co? Nic, dalej chodzilam w jednych butach i jednych dzinsach i
      jadlam stary chleb z Vegeta, zeby cos na chlebie bylo. Bo wstyd mi
      byloby przyznac sie przed rodziami jaka bylam "niezaradna". A oni
      pytali czy dobrze mi idzie. Duma w kieszeni, do dzisiaj nie wiedza,
      ze prawie gryzlam sciany. Bo wiem, ze gdybym sie przyznala, to
      jeszcze by mnie wysmiali, ze sobie nie radze.

      A pewnie, ze wyszlam na ludzi. Terapia szokowa zadzialala, a jakze.
      Nawet inne studia skonczylam z wyroznieniem i nigdy, od kiedy
      skonczylam 19 lat nie wzielam grosza od rodzicow.

      Bilans? 13 lat pozniej WCIAZ mam zal do rodzicow, ze zostawili mnie
      w najtrudniejszym momencie mojego zycia. Nieprzygotowana, niemogaca
      zarobic na podstawowe przezycie (bo jak jako studentka moglam
      zarobic, w dodatku w czasach ogromnego bezrobocia???). Od tego czasu
      nigdy nie czulam, ze moge na nich liczyc. Super, nie?

      Jesli chcesz ratowac relacje z synem, jedyna rzecza ktora mozesz
      teraz zrobic jest przyznac sie do bledu, powiedziec synowi, ze
      rozumiesz w jak trudnej sytuacji go postawiliscie i ze od dzisiaj
      bedziecie go wspierac w studiach, i stworzycie mu idealne warunki do
      nauki, po to, aby spokojnie przygotowal sie do doroslego zycia.
      • mamaningin Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 14:35
        ale po takim "teście" wiesz, że wybrniesz już z każdej sytuacji życiowej, wiesz
        jaka jest twoja wartość. Nie miej żalu do rodziców, wiadomo, że najlepiej jest
        zachować złoty środek - pomagać, ale bez przesady... ale twoi rodzice też
        ludzie, wierzyli w to co robią i jak widać wyszło ci na dobre.
        • d.o.s.i.a Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 14:46
          Wiem, ze jestem zahartowana. Ale zal jest i na to nie poradze. Ja
          zwyczajnie nie ufam rodzicom, nie ide do nich gdy mam problem, nie
          chce ich rad. Wybaczylam, bo wiem, ze chcieli dobrze, ale zal
          pozostal.

          I jest jeszcze jedno, o czym napisalam powyzej. Ja bym osiagnela
          znacznie wiecej gdybym tylko miala spokoj ducha i zapewnione
          utrzymanie w tych latach. Gdybym sie mogla skupic na nauce. Nie bylo
          mi to dane. Juz nie mowiac o tym jak sie czulam zawalajac pierwsze
          studia - jak kompletny nieudacznik (w dodatku z przewlekla
          anemia big_grin). A przeciez nigdy nim tak naprawde nie bylam, prawda? Czy
          warto bylo mnie tak hartowac? Ja uwazam, ze nie. Nie warto.

          ---------

          A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
          jest patetycznie i lekko mrocznawo.
          • mamaningin Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 15:03
            Ty mówisz o 2 różnych sprawach: relacji z rodzicami i usamodzielnianiu się.
            Wcale nie musi tak być, że albo jedno albo drugie, to akurat tak się w twojej
            rodzinie ułożyło, że czujesz, że wyrządzili ci krzywdę. Ja bym była na twoim
            miejscu dumna, że nie muszę nic zawdzięczać swoim rodzicom, że sama doszłam do
            tego co osiągnęłam. Wiesz co mi mój ojciec ostatnio powiedział? Że żałuje, że
            nas nie porzucił, że czuje że zmarnował 20 lat swojego życia. Chciałabyś
            usłyszeć coś takiego?

            Tak na prawdę nie wiesz jakby potoczyło się twoje życie gdyby postąpili inaczej.
            Może miałabyś mniej determinacji w sobie i nie osiągnęłabyś tak wiele? To, że
            podjęłaś tak wcześnie pracę nauczyło cię panować nad czasem, dało doświadczenie
            życiowe, odporność na stres. Nie wiem, nie znam ciebie, może faktycznie
            popełnili błąd w twoim przypadku... ale czy to ważne? w końcu zdałaś egzamin z
            życia smile
            • d.o.s.i.a Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 15:26
              Ale moglam skonczyc zupelnie, zupelnie inaczej. W tym sek, ze wydaje
              mi sie, ze tylko jakims cudem, czy moze cechom charakteru i ogolnej
              inteligencji (chyba) zawdzieczam to, ze w ogole do czegos doszlam w
              zyciu. Bo obiektywnie rzecz ujmujac, nie mialam na to szans. Dlatego
              moj przyklad nie moze byc dowodem na to, ze tak powinno byc, ze to
              jest prawidlowy model. A jest on bardzo bliski przykladowi autora
              watku.

              Na 100 ludzi w mojej sytuacji, pewnie 1% wyladuje na czterech
              lapach. A reszta? Dlatego tak bardzo przestrzegam autora watku przed
              pojsciem w slady moich rodzicow. Jest wiele lepszych drog. Uwazam,
              ze dziecko na studiach musi miec wsparcie w rodzicach, plus
              delikatna zachete do usamodzielniania sie. A nie wiadro zimnej wody
              na glowe.

              Co do przykladu z Alem Pacino - zawod aktora nie wymaga takich
              nakladow czasowych jak nauka w przedmiocie naukowym. Chodzilo mi o
              przyklady, w ktorych trzeba realnie przysiasc do nauki i odbebnic
              swoje "dupogodziny", aby nabrac bieglosci w czyms. Aktorstwo nie
              nalezy do takich dziedzin.
              • abeille_bee Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 21:41
                Hmmm, czytam Twoje posty mamangin i nie do końca je rozumiem. Najpierw
                doradzasz, żeby ten chłopak poszedł do lekarza (z czym i ja się zgadzam, bo
                widać, że w zaistniałej sytuacji sobie nie radzi), po czym twierdzisz, że bardzo
                słusznie rodzice go traktują i że Ty nie miałaś szansy, jak rozumiem, się tak
                usamodzielnić i mimo swojego młodego wieku nie jesteś w stanie z powodu jakiegoś
                błędu się usamodzielnić.

                Po pierwsze wydaje mi się, że w takiej sytuacji, kiedy mamy ewidentnie do
                czynienia z kimś, kto sobie nie radzi, dodatkowe kopnięcie w tyłek i powiedzenie
                radź sobie sam jest najgorszym możliwym wyjściem. Po pierwsze chłopak będzie
                miał do końca życia o to żal do rodziców, że nie wyciągnęli do niego ręki, kiedy
                tego potrzebował. Poza tym, jak ktoś tu słusznie zauważył Ojciec chłopaka nie
                widzi w nim nic pozytywnego, na dodatek w moich oczach w tej rodzinie zachodzi
                jakiś skomplikowany system zależności, który bardziej upodabnia ją do instytucji
                finansowej a nie do rodziny.

                Oczywiście nie twierdzę, że rodzice powinni dookoła niego latać, podawać mu
                obiad na tacy i po nim sprzątać. Zgadzam się, że dom, to nie hotel i że powinien
                pomagać w domu, z tym absolutnie się nie sprzeczam.
                Nie mniej postawienie 21 chłopaka z maturą w sytuacji sam sobie zarób na studia,
                opłać kursy i się ubierz, a jak ci coś zostanie, to dołóż się do domu zakrawa na
                jakąś paranoję. Proponuję sobie zajrzeć na forum praca i przeczytać jakie pensje
                proponuje się dziś ABSOLWENTOM i przeliczyć sobie ile w takim razie zarobi
                student, a potem pomyśleć na ile to starczy. Warto jeszcze wziąć pod uwagę fakt,
                że o pracę dziś nie łatwo, więc to, że chłopak postanowił pracować na czarno
                wcale mnie nie dziwi.

                Myślę, że w tej sytuacji jak i w wielu innych widać tutaj brak rozmowy. Ten
                chłopak cokolwiek by nie zrobił, to jest źle (praca na czarno, praca na 1/4
                etatu [może pracodawca nie miał zamiaru dać więcej], niechęc do dalszego
                zdawania prawa jazdy - a jeden egzamin to też spoko kasy i jeszcze te
                "doradzone" studia, pewnie kierunek też został "doradzony").

                Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja uważam, że warto pracować w czasie studiów i
                że warto, jak nie od razu to stopniowo, rodziców odciążać. Ale kurcze nie można
                od kogoś oczekiwać niemożliwego, a przed tym chłopakiem postawiono naprawdę
                sporą finansową poprzeczkę.
                Oczywiście łatwo się mówi, że za granicą jest inaczej, ale tam nie trzeba mieć
                studiów żeby pracować na recepcji (nie urażając recepcjonistek wink), a w Polsce
                bardzo często tak. Studia, mimo, że czasem kończy się je tylko dla papieru, w
                jakimś stopniu pozwalają na znalezienie lepszej pracy.

                W sumie to jestem wdzięczna za tą dyskusję, bo po jej przeczytaniu jestem
                niebywale wdzięczna mojej mamie, że mimo, że wychowuje nas sama dała mi szansę
                na studiowanie dzienne, na opanowanie języków i na zdawanie prawa jazdy. I z
                chwilą otrzymania pierwszej pensji nie wystawiła mnie za drzwi smile

                Zawsze mi powtarza, że edukacja to najlepszy kapitał, jaki można mieć.
                • mamaningin Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 23:25
                  Pierwszym krokiem powinna być wizyta u psychoterapeuty, a następnym próba
                  usamodzielnienia się. Jestem pewna, że wszystkich zaskoczy jak szybko zacznie
                  dawać sobie radę. Na dodatek pewnie odetchnie z ulgą gdy już gderających i
                  mówiących co ma robić rodziców nie będzie miał nad głową. Znam wiele osób
                  (właściwie to większość mojego roku) pracujących i uczących się dziennie zarazem.
                  • abeille_bee Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 26.11.09, 00:12
                    Dziękuję bardzo za wyjaśnienie wątpliwości przeze mnie nakreślonych...

                    Tylko tak się zastanawiam, w jaki sposób jeszcze chłopak sam płacący za studia, prawko itd ma się bardzij usamodzielniać.

                    U mnie na roku też była masa ludzi którzy pracowali (z różnych powodów), ja sama z resztą też tak robiłam i robię nadal, ale nie znam nikogo, kogo rodzice tak jak tego chłopaka potraktowali.

                    Poza tym wybacz ale po jednej wizycie przełomu nie będzie...
                    • abeille_bee Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 26.11.09, 00:34
                      Przepraszam za dubel.

                      Chcę jeszcze dodać, że najbardziej przerażajace w tej sytuacji jest totalny brak wsparcia (jasne, jasne, zaraz ktoś powie, że nie wylądował przed domem, ale...). Problem jest ewidentny, ale zamiast go rozwiązać poprzez poważną rozmowę, a nie krzyki tudzież konsultację ze spacjalistą najlatwiej wyżalić się na forum, jaki to syn jest zły.

                      Może tu tkwi problem, że chłopak przekonał się, że cokolwiek by zrobił będzie źle, to uznał, że nie ma sensu robić czegokolwiek.

                      Jakbym była na jego miejscu to bym całą swoją pensję przeznaczyła na przeprowadzkę...
              • abeille_bee Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 21:42
                Hmmm, czytam Twoje posty mamangin i nie do końca je rozumiem. Najpierw
                doradzasz, żeby ten chłopak poszedł do lekarza (z czym i ja się zgadzam, bo
                widać, że w zaistniałej sytuacji sobie nie radzi), po czym twierdzisz, że bardzo
                słusznie rodzice go traktują i że Ty nie miałaś szansy, jak rozumiem, się tak
                usamodzielnić i mimo swojego młodego wieku nie jesteś w stanie z powodu jakiegoś
                błędu z przeszłości żyć na własną rękę.

                Po pierwsze wydaje mi się, że w takiej sytuacji, kiedy mamy ewidentnie do
                czynienia z kimś, kto sobie nie radzi, dodatkowe kopnięcie w tyłek i powiedzenie
                radź sobie sam jest najgorszym możliwym wyjściem. Po pierwsze chłopak będzie
                miał do końca życia o to żal do rodziców, że nie wyciągnęli do niego ręki, kiedy
                tego potrzebował. Poza tym, jak ktoś tu słusznie zauważył Ojciec chłopaka nie
                widzi w nim nic pozytywnego, na dodatek w moich oczach w tej rodzinie zachodzi
                jakiś skomplikowany system zależności, który bardziej upodabnia ją do instytucji
                finansowej a nie do rodziny.

                Oczywiście nie twierdzę, że rodzice powinni dookoła niego latać, podawać mu
                obiad na tacy i po nim sprzątać. Zgadzam się, że dom, to nie hotel i że powinien
                pomagać w domu, z tym absolutnie się nie sprzeczam.
                Nie mniej postawienie 21 chłopaka z maturą w sytuacji sam sobie zarób na studia,
                opłać kursy i się ubierz, a jak ci coś zostanie, to dołóż się do domu zakrawa na
                jakąś paranoję. Proponuję sobie zajrzeć na forum praca i przeczytać jakie pensje
                proponuje się dziś ABSOLWENTOM i przeliczyć sobie ile w takim razie zarobi
                student, a potem pomyśleć na ile to starczy. Warto jeszcze wziąć pod uwagę fakt,
                że o pracę dziś nie łatwo, więc to, że chłopak postanowił pracować na czarno
                wcale mnie nie dziwi.

                Myślę, że w tej sytuacji jak i w wielu innych widać tutaj brak rozmowy. Ten
                chłopak cokolwiek by nie zrobił, to jest źle (praca na czarno, praca na 1/4
                etatu [może pracodawca nie miał zamiaru dać więcej], niechęc do dalszego
                zdawania prawa jazdy - a jeden egzamin to też spoko kasy i jeszcze te
                "doradzone" studia, pewnie kierunek też został "doradzony").

                Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja uważam, że warto pracować w czasie studiów i
                że warto, jak nie od razu to stopniowo, rodziców odciążać. Ale kurcze nie można
                od kogoś oczekiwać niemożliwego, a przed tym chłopakiem postawiono naprawdę
                sporą finansową poprzeczkę.
                Oczywiście łatwo się mówi, że za granicą jest inaczej, ale tam nie trzeba mieć
                studiów żeby pracować na recepcji (nie urażając recepcjonistek wink), a w Polsce
                bardzo często tak. Studia, mimo, że czasem kończy się je tylko dla papieru, w
                jakimś stopniu pozwalają na znalezienie lepszej pracy.

                W sumie to jestem wdzięczna za tą dyskusję, bo po jej przeczytaniu jestem
                niebywale wdzięczna mojej mamie, że mimo, że wychowuje nas sama dała mi szansę
                na studiowanie dzienne, na opanowanie języków i na zdawanie prawa jazdy. I z
                chwilą otrzymania pierwszej pensji nie wystawiła mnie za drzwi smile

                Zawsze mi powtarza, że edukacja to najlepszy kapitał, jaki można mieć.
        • allija Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 28.11.09, 23:13
          nie wierzę w to co piszesz. Owszem, dziewczyna wie że sobie poradzi,
          że jest silna. Jednocześnie dzięki temu więzi rodzinne przestały
          istnieć. Uważasz że warto było taka cene zapłacić?
          Chyba dla ciebie samej rodzina to także zbędny balast jedynie.
          • mamaningin Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 29.11.09, 17:58
            nie takie rzeczy się wybacza...
      • n.i.p.69 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 27.11.09, 11:15
        Dokładnie Tak!!! chcesz za kogoś decydować? ....to bierz za niego
        odpowiedzialność! .. a tutaj chca mieć potulnego "dorosłego" dzidziusia, a nie
        mają ochoty ponosić kosztów. Ten chlopak jest mądrzejszy, zdecydowanie od swoich
        rodziców! i chyba rzeczywiscie byłoby najlepiej dla niego, żeby wywalili go z
        tego "domu"
      • kachax Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 01.12.09, 11:56
        Rozumiem Twój żal, na pewno jest to uraza bardzo głęboka i
        niepotrzebna. Z drugiej strony czasem tak bywa nie dlatego że celowo
        taka terapia wyszła, ale dlatego że w chacie się nie przelewa..
        mocni jak dęby potem w życiu jesteście.

        Ja bym na Twoim miejscu pogadała o tym z rodzicami i powiedziała im
        jakie uczucia tłumię w sercu od nastu lat, bo to Cię truje i dopóki
        nie wywalisz z serca truć bedzie.

        Ich to pewnie bardzo zaboli jak zrozumieją co Ci zrobili, ale za to
        potem relacje bedą zdrowe i na pewno kiedyś bedą lepszymi dziadkami,
        co moze mieć niebagatelne znaczenie gdy kiedyś Tobie zabraknie
        cierpliwości do własnych dziatek... smile
    • belisima1979 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 18:00
      Podobno jak jest trojka dzieci,to te srodkowe tak maja...
      • verdana Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 25.11.09, 18:47
        Moja nie ma, przeciwnie...
    • alabama8 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 26.11.09, 15:29
      W sumie słusznie rodzice owego 21-latka odradzili mu studia dzienne,
      znają swoje dziecko i pewnie wiedzieli, że nie podoła. Może nie jest
      głupi, ale skończyłoby się na wagarach, oblanych egzaminach.
      Rodzice doszli do wniosku że dziecko choruje na "lenia" i jest
      uzależnione od gier. Tu też mają rację - obie przypadłości są jak
      najbardziej powszechne. Starali się go zmotywować do roboty
      doradzając pracę i ewentualne studia zaoczne.
      I teraz nadchodzi pora odcinania pępowiny ... powodzenia!
      • verdana Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 26.11.09, 15:38
        Skąd wiesz? Mój syn ledwo dobrnął do konca szkolnej edukacji i
        wlasnie zdał bez problemu egzamin na studia doktoranckie...
        Bardzo często studia sa o tyle bardziej inspirujące i interesujące
        niż szkola, że nareszcie mlody człowiek chce się uczyć.
    • n.i.p.69 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 27.11.09, 09:43
      ".....Kiedyś wydawało się to takie oczywiste, że jak sobie dziecko wychowasz to
      takie masz..."...... w tym zdaniu, chyba zawarłeś również odpowiedź?

      .....jeśli dziecko wychowuje sie dla SIEBIE!!! ... to takie mogą być tego
      efekty. ( ..starsza córka i drugi syn, najwyraźniej nie potrafili zawalczyć o
      SIEBIE! i są tacy cacy!!!).... do tego dochodzi jeszcze "milość warunkowa" i nie
      ma się czemu dziwić, ze chlopak ma problemy emocjonalne, przez WASZE SOBIE
      CHOWANIE!!!! niestety(?)
      • magda.kunicka Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 27.11.09, 13:55
        Przecież nie trzeba od razu wyrzucać chłopaka za drzwi! Można postawić pewne
        warunki, zupełnie spokojnie. To nie jest 16latek, w którym szaleją hormony,
        tylko dorosła osoba. Ja, nie chwaląc się, w tym wieku studiowałam 2 kierunki
        (dziennie) oraz pracowałam na swoje utrzymanie. Proszę wybaczyć - da się.
      • aka10 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 27.11.09, 15:50
        Podobno ma sie takie dzieci, na jakie sie zasluzylo wink
        • mifredo Re: Każdy jest inny 27.11.09, 17:20


          Może tak, może nie.
          Jeszcze zacytuj slogan,
          że dobre drzewo nie może rodzic złych owoców.
          i dopowiedz "ja w jego wieku....
          Niestety, życie czasami bardzo nas zaskakuje.

          aka10 napisała:

          > Podobno ma sie takie dzieci, na jakie sie zasluzylo wink
          • aka10 Re: Każdy jest inny/mifredo 27.11.09, 21:02
            Mialam to wziac w cudzyslow, zebys nie miala watpliwosci.Cytat nie
            moj.
            Dopowiadac nic nie bede od siebie."Ja w jego wieku", to nie w moim
            stylu wink
            • mifredo Re: Każdy jest inny 28.11.09, 06:15
              Rodzice powinni rozeznać możliwości syna.
              Skoro nauka nie była jego pasją to i teraz nie bardzo być może.
              Obowiązkowa nauka jest do 16 czy 18 roku życia,
              potem nie można zmusić, delikwent musi sam chcieć.
              Praca na budowie na umowę, czy na gębę,
              często kończy się tym, ze pracodawca nie płaci w terminie
              lub wcale nie płaci.
              Mam w tym temacie doświadczenie z własnymi dziećmi.
              Mąż musiał gościa nachodzić, by dzieciom wypłacił,
              a było to 6 lat temu, a pracodawca katolik z krzyżem na ścianie.
              Dlaczego autor wątku nie bierze udziału w dyskusji?
        • n.i.p.69 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 28.11.09, 10:59
          Właśnie!!!... ale to również potwierdza motto autora "... jak sobie dziecko
          wychowasz itd...." ...tylko o co mu w takim razie chodzi???smile
          • abgf Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 30.11.09, 15:28
            Kiedyś kończyło się studia i dopiero szukało pracy, a więc w wieku
            0k.25 lat. Ci którzy szli do zawodówek lub technikum raczej po
            szkole nie mieli zbyt dużych problemów ze znalezieniem pracy. Czasy
            Prl-owskie gwarantowały pracę. Obecnie czasy są trudniejsze i
            rodzicom dorastających dzieci lub dziadkom jest trudno pomyśleć, że
            w tym wieku nie są na tyle dorośli aby być odpowiedzialnym za swoje
            życie. Kiedyś system sam kierował nasza przyszłość i był czas na to
            aby dorosnąć i zdać sobie sprawę z tego co się w życiu chce robić.
            Jak się kiedyś ukończyło zawód to i praca w tym zawodzie była teraz
            już tak nie jest. Proponuję przeanalizować swoje i syna
            oczekiwania. Może w jego wieku rodzice jeszcze się uczyli i mieli
            czas aby się wyszumieć!
    • kachax Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 01.12.09, 12:10

      Kubeczek, tu już wszelkie domysły padły i pewnie teraz leżycie z
      żoną na podłodze i próbujecie sie z niej pozbierac.

      A moze odpowiedzcie sobie sami na kilka pytań i pomyslcie nad
      odpowiedziami:
      - Czy delegowaliśmy synowi jakiekolwiek obowiązki (od dziecka)?
      - czy zwiększaliśmy zakres obowiązków i poziom odp - gdy dorastał
      - Czy nasz syn zawsze i wszędzie niechętny był jakimkolwiek
      obowiazkom?
      - Czy kiedykolwiek w czasach szkolnych robił coś dla innych lub
      podejmował kjakies prace aby mieć na swoje wydatki?
      - W jaki sposób okazywaliśmy synowi miłość?
      - Czy okazywanie miłości realizowaliśmy przez odciążanie go od
      wszystkiego / prawie zawsze?
      - Kiedy po raz pierwszy spytaliśmy syna o to czego w życiu pragnie /
      co uznaje ze szczęście?
      - Kiedy po raz pierwszy oczekiwaliśmy od niego decyzji w jakimś
      temacie i czy pozwoliliśmy wprowadzic ją w życie?
      - Czy syn w ogóle ma jakis obszar w którym jest decyzyjnie
      autonomiczny?
      - Czy wasz syn miał szansę popełniać mniejsze błedy i ponosić na
      własnej skórze ich konsekwencje?

      Dopiero po takiej własnej spowiedzi będziecie mogli przejść do
      dalszych rozważań, wizyt u specjalisy a co najważniejsze rozmów z
      synem.
      Jesli okaże sie ze wiele z tych pytań na odp. negatywną, zastanówcie
      się jak przeprosić syna, że nie udało się Wam przygotować go do
      dorosłego życia jeszcze i na razie zacznijcie powoli, realizować w/w
      punkty.
      Jeśli zaś odp. jest twierdząca na w/w pytania, to nie pozostaje nic
      innego jak poszukać choroby na usprawiedliwienie albo darmozjada
      zdrowo ograniczyć w luksusach. Ale jakos na to rozwiązanie mi sie
      nie zanosi...to tak na marginesie.
      Pozdrawiam!
    • dzonnygce Byleby nie był ślązakowcem! 06.12.09, 07:31
      Wtedy wstyd! Rodzice chrońmy swe dzieci przed ślązakowstwem! ślązakowcy mogą nam
      zdepolonizować Śląsk. Uważajmy na nich.
    • Gość: ania Re: Kłopoty z 21 letnim synem? IP: 85.222.73.* 08.12.09, 13:15
      a ja zadnych klopotow nie mam bo jestesm fantastyczna mama!!
      • labadine Syn moze byc piekarzem 08.12.09, 20:13
        Po co pchac chlopaka na studia bo prawdopodobnie ma smykalke do czegos innego-np
        piekarz,sprzedawca albo elektryk itd
        • allija Re: Syn moze byc piekarzem 09.12.09, 01:38
          no, do budowlanki i gastronomii chyba też nawyraźniej nie ma, moze
          więc niech sam sobie wybierze czy chce studiować czy robic cos
          innego. Przy czym warto uswiadomic chłopakowi ze jako absolwent
          liceum ma marne szanse na jakąś lepszą pracę, chyba nikt nie marzy
          żeby do konca życia być pomocnikiem murarza? bo nawet piekarz a tym
          bardziej elektryk musi miec jakies uprawnienia do wykonywania
          zawodu. Tak czy siak, bez nauki ani rusz.
    • dulflingren Sami katolicy się wypowiadają-jak widzę... 10.12.09, 21:25
      Wasze metody wychowawcze są z Treblinki albo z
      Oświęcimia.Myslicie ,że jak będziecie 21 lat młodego człowieka
      nienawidzić i go mustrować jednocześnie kłamiąc mu ,ze go kochacie
      to on to łyknie..Czy kiedykolwiek zrobiliście coś pozytecznego ze
      swoim dzieckiem?Coś co dąło frajdę dziecku?Nie!To jak ma was kochać
      i sensownie układać swoją rzeczywistość..?Znam ludzi ,ktorzy lepiej
      traktują swoje zwierzęta niż wy swoje dzieci-a potem pretensje do
      boga,i całego świata...ADHD,autyzm?Śmieszni jesteście.Napewno nie
      jeden z was pali papierosy jednocześnie powtarza swoim dzieciom,że
      trzeba dbać o zdrowie.Chorzy jesteście!A potem takie dyrdymały
      typu:u mnie w domu nigdy nie było alkoholu..To ,że ktoś nie ćpa i
      nie chla nie znaczy ,że jest dobrym pedagogiem!To tak jakby kupić
      samochod a potem na forach pisać-wlewałem jakieś tam płyny do niego
      raz na 5lat-doprawdy nie rozumiem dlaczego on mi sie zepsuł...?
      Katolicka mentalność jest bardzo prostacka i prymitywna-takie są
      tego skutki.
      • mamaningin a co do tego ma katolicyzm? jak zwykle żenujący 10.12.09, 23:29
        popis jakiegoś narwańca, który w każdym miejscu musi wszytko sprowadzić do
        jednego. Człowieku masz jedną wielką szufladkę zamiast mózgu?? poza swoje własne
        urojone schematy myślowe nie wykraczasz? Akurat to ty właśnie pokazałeś jak
        wygląda "prostacka i prymitywna mentalność"... albo jesteś niedojrzały albo masz
        baaardzo ograniczone spojrzenie na swiat
        • mamaningin Re: a co do tego ma katolicyzm? jak zwykle żenują 10.12.09, 23:30
          z resztą jedno nie wyklucza drugiego ;>
          • mifredo Re: Każdy człowiek jest inny 11.12.09, 08:27
            Już pisałam, że każdy człowiek jest inny.
            Katolicka mentalność? ktoś tu bzdury pisze
            Tu już lepiej pasuje przypowieść o synu marnotrawnym.

            Jest tak, że rodzice jednakowo swoje dzieci wychowują,
            a i tak każde wyrasta na kogo innego.
            Pewne cechy się dziedziczy, jak matrycę.
            Warto zrobić przegląd krewnych i przodków,
            czy nie było jakiego luzaka w rodzinie.
            Zanim zabierze sie głos,
            radzę przeczytać i zrozumieć, pierwszy post autora wątku.
      • n.i.p.69 Re: Sami katolicy się wypowiadają-jak widzę... 11.12.09, 08:21
        dulflingren napisał:

        > Katolicka mentalność jest bardzo prostacka i prymitywna-takie są
        > tego skutki.
        .... nooo tutaj to Cie poniosło!...... chciałeś chyba napisać, że właśnie
        brak!/? jak to nazwałeś "katolickiej mentalności" przynosi takie skutki.
    • alti6 Re: Kłopoty z 21 letnim synem? 05.01.10, 14:33
      Jasne każdy rodzic święty. Ja mam 24 lata i coś Panu powiem moi rodzice zawsze
      mówili ucz się pomożemy Ci teraz wyłożyli na mnie ****. Ojciec wyrzucił matke z
      domu bo uważa ,że on na to wszystko pracował teraz mnie chce wywalić. 10
      ostatnich lat pił niszczył całe moje życie sam nie wiem jakim cudem jestem tu
      gdzie jestem i ,że dalej jestem przy zdrowych zmysłach. Zawsze mieli mnie w d...
      nigdy niczego nie starali się zrozumieć nawet pogadać zawsze wszystko było na
      nie. Stary ma mi za złe ,że stoje na jego drodze ,którą można określić jako
      tendencja do destrukcji. Ja go nie darze żadnym szacunkiem za to co zrobił w
      swoim życiu. Dlatego nie wierze w te bajki o nic nie winnych rodzicach. 80% to
      środowisko i wychowanie reszta to biologia ale tak czy siak geny należą do
      rodziców... Dlatego nie wypisujcie teraz bzdur co zrobić z 21 letnim synem bo
      wątpliwe ,że ktoś wam pomoże. A ponadto tylko to świadczy ,że przespaliście
      najważniejsze lata rozwoju swojego dziecka i najpewniej z ignorancji i olewania
      obowiązków wobec dziecka stało się jak się stało. I jak gość napisał nie czuje
      żadnej winy jako Ojciec jasne mój stary też nie czuje to jedna z podstawowych
      cech odróżniających zdrowych ludzi od patologicznych ,że mają poczucie winy. To
      facet rządzi w chacie sam przecież chce do tego jesteśmy stworzeni jak może się
      nie czuć winny jak 50% minimum to jego udział w g.... jakie zrobił. Po prostu
      głupi ludzie się nie zmieniają myślą ,że wszystko się toczy wokół nich i są
      Panami a gów** znaczą ze swoją ignorancją.
      Pocieszenie dla Pana może być takie ,że bardzo dużo rodzin na całym świecie
      postępuje podobnie budzą się z ręką w d.... po 20 latach wyrzucają dzieciaka z
      chaty a po kilkunastu latach chodzą do kościoła się modlić za grzechy. Powiem
      Panu jak jest mój kolega uwielbia hazard pije przegrywa kase itp. i co bardzo
      ładnie koreluje z jego życiem jak był mały to jego rodzice którzy pracowali w
      lotto tylko gadali o kuponach, grach za kase meczach wynikach itp. to było jasne
      ,że zrobią mu lotto z mózgu. Ale co pocieszenie co następny syn to lepszy
      przynajmniej się czegoś w życiu nauczyli.
      Jest prosta zasada im więcej się w coś wysiłku wkłada tym bardziej się to kocha
      to się tyczy rzeczy i tak samo ludzi. Jak ktoś pisze na forum ,że jego dziecko
      jest do d... pije i coś to sam najwidoczniej jest do d...
      • mifredo Re:odcięcie pępowiny 06.01.10, 10:26
        Bez względu na wszystko kim byli rodzice i jacy byli dla ciebie,
        musi przyjść moment odcięcia pępowiny
        To znaczy staniecie na własnych nogach, mimo wszystko.
        Dzieci sławnych rodziców, nie maja łatwiej niż ty.
        Poczytaj te linki i zastanów się nad sobą:
        Córeczka tatusia i mamusia twierdzi,
        że śmierć rodziców jest wyzwoleniem:
        www.gala.pl/gwiazdy/wywiady/zobacz/artykul/malgorzata-szumowska/
        archiwum.polityka.pl/art/uwielbiam-zyc,355558.html
        www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=29821&sekcja=recenzja&ri=5265
        nie życzę ci śmierci rodziców,
        niech żyją jak najdłużej,
        ale ty sam traktujesz ich jakby już nie żyli,
        idź na całość, traktuj się jako wolny od nich.
        Coby nie robić to i tak dupa!
        Czy jesteś dobry czy zły rodzic i tak dupa i zawsze nie tak!
        Nie warto mieć dzieci, okazuje się.
        • bemm1 Re:odcięcie pępowiny 07.01.10, 15:06
          Żal mi calej tej rodziny, ojca , matki, syna jak i pozostalych dzieci.
          W zasadzie łatwo sie radzi klepiąc po klawiaturze, łatwo sie osądza,
          apragne przypomniec, ze aby pomoc tej rodzinie nalezałoby wysluchac
          wszystkich stron, potem wyciagać wnioski i działac. I tylko wtedy jesli
          chca tego obydwie strony - powinien pojawic sie mediator, ososba spoza,
          moze psycholog, a moze madry przyjaciel rodziny i pomoc rozwiazc
          problem. Amen.
          • mifredo Re:odcięcie pępowiny 08.01.10, 17:01
            Żaden mediator tu nic nie zdziała,
            ani przyjaciel ani nikt inny,
            ponieważ wszyscy nastawieni są roszczeniowo
            i walczą kto ma racje i kto ma siły więcej.
            Wszystkie chwyty dozwolone.
            Wygra silniejszy,
            ale nie mądrzejszy,
            bo ten zawsze potrafi zrozumieć i ustąpić.
            • bemm1 Re:odcięcie pępowiny 12.01.10, 17:56
              a skad ty wiesz jak tam jest i co maja do powiedzenia inni??? ktos
              sobie napisal ładne wypracowanie i tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka