nika1310
26.09.10, 08:28
Muszę się niestety przyznać że nie radzę sobie z wychowaniem mojego synka. Ma 4 lata. Od miesiaca chodzi do przedszkola. Zawsze był trudnym dzieckiem, wiecznie niezadowolonym, zawsze stawiającym na swoim. Jego wychowaniem zajmuję się właściwie sama, mąż jest wiecznie nieobecny- ja nie pracuje, mam jeszcze młodsze dziecko i jestem na urlopie wychowawczym, mąż o 11 rano wychodzi do pracy, wraca około 22 jak dzieci już śpią.I to się absolutnie nie zmieni. Synkowi chyba brakuje jak to się mówi silnej męskiej ręki. Ja wychowuję go na taką płaczliwą babę. Większość rzeczy które mówi jest w tonie płaczliwym- chcę piiiiić, mamooooo.który od 3 tygodni - czyli od kiedy poszedl do przedszkola ma dzień kwasów codziennie.
Przedwczoraj przyniosłam go na rękach z placu zabaw- 16kg zywej wagi i wnioslam na 4 piętro- wszyscy sąsiedzi stali na klatce schodowej i patrzyli- tak sie darł- ratunku, niech ktoś mi pomoże itp.... I tak sobie pomyslalam - wstydze się mojego dziecka, boje sie mojego dziecka, nie panuje nad sytuacją. Jeśli szopki w stylu- rzucanie sie na ziemię odbywają się w domu- pal sześć, ale jeśli na ulicy to już gorzej- starszy ryczy i lezy na ziemi, mloda- 2,5 roku nie rozumie czemu ma przerwac zabawe i wracac do domu bo brat ma focha i tez ryczy- ja jak idiotka- jedyna na placu ciągle mam jakieś kłopoty z dzieckiem.
Boje się odbierac go z przedszkola bo znow pierwsze zdanie bedzie - co mi kupilas, co masz dla mnie- i nie wystarczy lizak, musi byc autko z carsów- min za 24zl. I tak codziennie. Dziś mial do mnie pretensje ze swieci slonce i zebym cos z tym zrobila bo on nie lubi jak mu swieci, wrzeszczal na całą ulicę.
Tu u mnie nie chodzi o jakies komunikaty z mojej strony bo moje dziecko robi afery o nic, np o wspomniane slońce. Pocieszam sie ze to taki okres, zawsze byl trudnym dzieckiem ale to co jest teraz to ponad moje nerwy...
Wychodzi taki miesiecznik z modelem autka z filmu cars i wszystkie zawsze musial miec- to sie potem zamienilo w obsesję, ze jak cos dostawal to juz nie cieszyl sie tym co dostal tylko myslal o tym czego nie ma. I przestalam to kupowac.
Potem przyszedl okres przedszkola- ma 4 lata. rok temu sprobowalismy go wyslac, ale sie nie udalo, musialam odpuscic, bo do przedszkola nioslam go na rękach a on sie chwytal po drodze drzew, poręczy, latarni i wrzeszczal jak obdzierany ze skory. Na miejscu od razu do sali z pominieciem szatni byl kladziony na dywanie w sali, ja wychozilam a on tak lezal przez 6 godzin i sikal pod siebie. Przychodzilam po niego a on nadal tak lezal i odbieralam go na rękach z 5 parami spodni do prania. w niczym nie bral udzialu, nie bawil sie, nie jadl, nie pil tylko lezal i sie trząsł. w nocy zaczelo sie moczenie nocne. Odpuścilam po miesiacu, nie dalam rady.
W tym roku sprobowalismy ponownie, troche plakal, ale potem sie bawi, maluje, pani go chwali,że jest taki grzeczny, że najładnie rysuje w grupie, ze pomaga nosić zabawki, codziennie właściwie jest nagradzany. Tak nas to ucieszylo że w tym roku się udało, ze dostawal te wspomniane autka- tzn dostal ze 3 razy na te 21 dni. Ale dostawal tez malowanki, jajka z niespodzianką itp.
Po tym jednak jak to sie zamienilo w postawę roszczeniową- jak nie dostanę to się kładę na chodniku i wyję zaczelam sie bac go zabierac z przedszkola, bo psuje każdy dzień. Zrobil się strasznie samolubny- nie liczy sie z tym że siostra jest glodna ze chce wracac do domu, on nie chce już, a ja nie mogę sobie pozwolić na niesienie go codziennie na rękach do domu- mam prawie 40 lat, nie daję rady po prostu.
Wczoraj byl na spacerze od 10 rano, bylismy w IKEA, na placu zabaw, na działce, na grillu, o 18 podjechalismy pod dom a on że musi na plac zabaw pod dom, bo on sie chce bawić.
Histerię powstrzymały tylko moje słowa że mu oddam zabawki które mu w piątek za karę schowalam do szafy. Za kazdym razem oczywiscie obiecuje poprawę, że się to więcej nie powtórzy.Że to już ostatni raz.
Niepokoi mnie też to że próbuje rządzić w domu, on chce decydować co robimy i kiedy, co ma robić siostra (np ma plan zabawy do ktorego ona sie musi dostosowac bo jak nie to jest powod do histerii. Jak ona bawi się z innymi dziecmi na placu zabaw on od razu dostaje histerii, lata za nią, odciąga ją od grupy, mówi że musi się bawić z nim. Kiedy on sie bawi z kolegami ją wyrzuca- mowi nie ma tu miejsca dla dziewczyn.
On chce decydowac co zjemy, czy kupimyu paczki, ile będziemy na placu zabaw itp. Te histerie np lezenie na ziemi zaczely sie w wieku roku i trwają już 3 lata. Potrafi lezec nawet 40 min na ziemi i nie ma z nim kontaktu. W czasie rozmowy o tym co sie stalo, ja np mowię, że mi zrobił przykrość i nie chce takich sytuacji kolejny raz- on odpowiada zupelnie nie na tema, straż pożarna jest czerwona i mają fajne sikawki, kiedy wracam do tematu mowi- nie chce o tym rozmawiac.
Wiem, ze ja musze zmienic coś w moim zachowaniu, byc twardsza w ustalaniu zasad, ale najgorsze jest to że jak się wstydze tych szopek w miejscach publicznych, zaczelam unikać placu pod domem, chodze dalej, gdzie nie ma dzieci, do żadnego sklepu nie mogę z nim wejść bo zawsze chce cos kupic i domaga sie tego głośno. Gdyby ładnie poprosil to bym kupila ale skoro od wejscia drze gębę to nie kupuje... coś poradzicie??