Dodaj do ulubionych

Co zrobić?

16.04.04, 20:08
Mam kłopot. Mam 11-letnią córkę Anię. Gdy była mała, zawsze ktoś przy niej
był. Książki miała czytane bardzo często (i teraz jest w tym najlepsza w
klasie). Problem w tym, że choć ma dużo koleżanek, obrała kierunek-wymyśleni
przyjaciele. Często włącza muzykę i tańczy godzinami wyobrażając sobie różne
przygody. Właściwie nie tańczy, tylko kołuje się wokół własnej osi.
Proponowałam naukę tańca-NIE!!! Nie obchodzi ją, że nikt na studniówce nie
będzie chciał z nią tańczyć. Ale gdy przychodzi jej ciocia-jest po prostu
wniebowzięta! Z nią potrafi gadać godzinami. Chciałam żeby ze mną też tak
gadała, ale nie wyszło. Ona nie chce rozmawiać ze mną. Ja o jej sprawach, o
których gada z ciocią (gry komputerowe, itd) nic nie wiem, choć próbowałam
się dowiedzieć. Gdy nie miałam długo dyżuru (jestem lekarką) Ania była wprost
zrospaczona, bo ciocia przychodzi gdy mam dyżur i nie miała z kim pogadać,
wyłanczając oczywiści, wymyślonych kolegów. Ania jest jedynaczką. Próbowałam
wszystkiego. Jest coraz gorzej. CO ROBIĆ?!
Obserwuj wątek
    • grrrrw Re: Co zrobić? 16.04.04, 20:47
      Wymysleni przyjaciele zdarzają się jeszcze w tym wieku, aby nie za czesto.
      Ale argument o studniówce w odniesieniu do dziecka 11 letniego jest całkiem
      chybiony.
      • mama_ani1 Re: Co zrobić? 16.04.04, 21:09
        Ale zdarzają się bardzo często, praktycznie co krok!
    • roman.gawron Re: Co zrobić? 16.04.04, 21:34
      mama_ani1 napisała:

      > Mam kłopot. Mam 11-letnią córkę Anię. Gdy była mała, zawsze ktoś przy niej
      > był. Książki miała czytane bardzo często (i teraz jest w tym najlepsza w
      > klasie). Problem w tym, że choć ma dużo koleżanek, obrała kierunek-wymyśleni
      > przyjaciele. Często włącza muzykę i tańczy godzinami wyobrażając sobie różne
      > przygody.

      Ja nie widzę problemu - może dlatego, że na odległość smile
      Jak dla mnie córa ma po prostu wspaniałą wyobraźnię, czego tylko pozazdrościć.
      A ciocia - wspaniale, że jest smile
    • mama_ani1 Re: Co zrobić? 16.04.04, 21:49
      Zaomniałam powiedzieć, że Ania próbuje pisać opowiadania i nieźle jej to
      wychodzi. Przytoczę to, co napisała
      ostatnio:
      Opiekuńcze wilki

      Wszyscy wyobrażamy sobie wilki, jako krwiożercze bestie, które nie mają żadnych
      uczuć. Taką wizję stworzyły bajki, takie jak "Czerwony Kapturek" lub "Kózka
      pana Michała". Lecz wszystkie te bajki, to jedno wielkie kłamstwo, które
      doprowadziło wilki do krawędzi zagłady. One mają sumienie, a nawet matczyne
      uczucia, o których może poświadczyć pewna dziewczynka, o imieniu Kamilka. Od
      początku lubiła ona ryzyko, chodź mama, z którą mieszkała w górach, zawsze ją
      przed tym przestrzegała. Uwielbiała szczególnie wspinaczki po stromych zboczach
      skalnych. Pewnego dnia, gdy wspinała się na skałę zwaną "ścianą zagłady",
      poślizgnęła się i ze sporej wysokości spadła na ziemię. Na szczęście na
      miękkie, ale i tak straciła przytomność. Gdy ją odzyskała, zobaczyła, że leży w
      starym szałasie. Myślała, że ktoś ją znalazł i tu przyniósł. "Ktoś" to znaczy
      człowiek. Przeraziła się, gdy zobaczyła, jak przez drzwi wchodzi wilk.
      Przerażona, cofnęła się ze strachem. W tej chwili wszedł drugi, mniejszy wilk.
      Kamilka chciała już uciekać, gdy większy wilk nagle przemówił:
      -Nie bój się nas, dziewczynko!
      -Umiesz mówić?!-zapytała ze zdziwieniem Kamilka
      -Wszystkie wilki umieją mówić, tylko że ludzie nie umieją ich słuchać.
      -Bo myślą, że jesteśmy potworami bez uczuć i sumienia.-odezwał się mniejszy
      wilk-A wcale tak nie jest. Myślą tak przez mity, które tak mówią.
      -Ach, zapomnieliśmy się przedstawić!-zakrzyknął większy wilk-Ja jestem Ogieńek,
      a to mój młodszy brat, Wicherek. A ty, kim jesteś?
      -Jestem Kamilka.
      -Ładne imię. W zaprzyjaźnionej watasze też jest jedna Kamilka. Chociaż czasem,
      nazywamy ją Futerkiem, ze względu na jej wyjątkowo gęste futro.
      Przegadali tak do wieczora. Przez ten czas, przyszła cała watacha wilków.
      Ogieńek, Wicherek, Śmiałek, Walczyk, Strzała, Kometa, Księżyc, Smok, Robaczek,
      Ząbek, Sokół i Odważniak tworzyli watachę. Każdy był bardzo piękny. Ogieńek był
      przywódcą watachy. Gdy nadszedł ranek, wilki wciąż były przy Kamilce. Gdy się
      obudziła, wilki właśnie jadły śniadanie, którym był upolowany jeleń. Gdy
      zaproponowały Kamilce by spróbowała, powiedziała że dziękuje i że ma swoje
      kanapki z szynką. Dała też trochę wilkom. Wszystkie uznały, że szynka jest
      nawet smaczna. Gdy zjedli, Kamilka powiedziała, że musi już wracać do domu.
      Wilki powiedziały, że zawsze może wrócić i że zawsze ją przyjmą. Mama Kamilki
      nie była zła, że Kamilka nie wróciła na noc, gdyż zdarzało się to bardzo
      często. Lecz gdy Kamilka opowiedziała o przygodzie z wilkami, nie uwierzyła
      jej, chodź wiedziała że w lesie pod ścianą zagłady, są wilki.
      -Ja nie zmyślam, to wydarzyło się naprawdę!
      -Gdyby to się stało naprawdę, natychmiast by cię zagryzły. A pozatym ani wilki,
      ani żadne inne zwierzęta, nie umieją mówić. Chyba że papugi.
      -Wilki też umieją, tylko że ludzie nie umieją ich słuchać!
      Kłóciły się tak do południa. Potem domowa atmosfera była już dobra. Gdy
      słuchały wieczornych wiadomości, spiker nagle ogłosił, że myśliwi rozpoczęli
      polowania na wilki w lesie, pod skałą zagłady. Znaczyłoby to, że watacha
      Ogieńka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Postanowiła, że jutro z samego
      rana pójdzie ostrzec swoich wilczych przyjaciół. Gdy tylko nadszedł świt,
      Kamilka powiedziała mamie, że wychodzi.
      -Dokąd idziesz?
      -Eeee.....przejść się.
      -Aha.
      Kamilka wyszła, do szła do zakrętu skąd mama nie mogła jej już zobaczyć i
      upewniając się, że nikt jej nie śledzi, puściła się pędem w kierunku starego
      szałasu, z nadzieją że znajdzie swych wilczych przyjaciół. Nie znalazływszy ich
      w szałasie, postanowiła przeszukać cały las. Gdy przebiegła kilka mil, zaczęła
      tracić nadzieję. Usiadła pod starym dębem, by się napić, gdy nagle usłyszała
      trzask łamanych gałązek.
      -Witaj, Kamilko!
      -Ogieńku to ty! Całe szczęście! Szukałam cię chyba dwie godziny!
      -Czemu?
      -Ty, twoja watacha i wszystkie inne w tym lesie, jesteście w śmiertelnym
      niebezpieczeństwie! Musicie uciekać!
      -Co się stało?!
      -Myśliwi rozpoczęli polowania na wilki! Musicie się schować, albo uciec, żeby
      wyglądało, że pod Ścianą Zagłady nie ma wilków, wtedy się wyniosą!
      -Zaraz wszystkich powiadomię! Zaczekaj tu!
      W parę chwil, dziesiątki wilków zgromadziły się pod dębem.

      Jeszcze nie skończyła, ale zapowiada się ciekawie, nie? Ma ogromny sentyment do
      wilków, choć jak była mała, bała się ich po prostu panicznie. Chyba piosenki
      śp. Jacka Kaczmierskiego ja na to naprawadziły.
    • ula49 Re: Co zrobić? 16.04.04, 21:59
      Jeśli twoja córka napisała to sama, to wychowujesz młodą gwiazdę świata
      pisarskiego! Kto wie, może jak dorośnie, zostanie taką pisarką jak np: J.K.
      Rowling? Kto wie. Opowiadanie jest śliczne. Jak córka dokończy, to koniecznie
      prześlij.
      • 1jagienka Re: Co zrobić? 17.04.04, 13:22
        Wiesz, fajnie, że mała ma talent, ale brak kontaktu z małą trzeba "naprawić".
        Mam nadzieję, że nie narażę się na ataki, ale myślę, że jeśli sama nie jesteś
        psychologiem, to powinnaś zasięgnąć jego porady. To żaden wstyd. Ja też raz
        byłam, mimo że mam trzylatka. Chciałm po prostu wiedzieć jak reagować na pewne
        zachowania (typu ośli upur itp), żebyśmy to przeszli łagodnie i bez błędów
        wychowawczych (znacznych, bo i tak są nie do uniknięcia). Pani psycholog była
        b. miła. Raz byliśmy w 3 (ja, mąż i mały), drugi raz sami bez malucha.
        Nic nie stracisz, a może zyskasz. Bo teraz w obecnej sytuacji domyślam się, jak
        bardzo boli Cię serce (w przenośnismile)
        pozdrawiam
    • mama_ani1 Re: Co zrobić? 17.04.04, 13:26
      Byliśmy już u trzech. Każdy mówił to samo. "To dobrze, może książki będzie
      pisać." I to tyle.
    • mmmd Re: Co zrobić? 17.04.04, 19:45
      mama_ani1 napisała:


      >Ja o jej sprawach, o których gada z ciocią (gry komputerowe, itd) nic nie
      >wiem, choć próbowałam

      Czy to czasami nie jest sedno sprawy? Jak probowalas 'doksztalcic sie' w
      kwestiach zainteresowan corki?
      Sama mam 10-latka w domu (choc nie jedynak) i widze jak wazne jest zyc swiatem
      dziecka. Ten swiat jest wyborem dziecka, a my w tym uczestniczymy. Dlatego
      takie to wazne, bo przeciez dlugie lata to MY okreslamy co, jak i kiedy. Badzmy
      wiec z dziecmi, gdy sami zaczynaja formowac sobie ten swoj swiat. I nie tylko
      pasywnie! Mysle, ze dzieci brak uczestniczenia w ich swiecie, moga odbierac
      jako brak zainteresowania w ogole ich osoba (o co oczywiscie Cie zupelnie nie
      posadzam). Z czego to wnioskuje? Antek rozpoczal treningi koszykowki. Jest Mu
      zawsze bardzo przykro, jezeli wychodzimy z tych treningow. Po prostu chce, aby
      ktos z nas w tym uczestniczyl, a po treningu mogl jeszcze 'omowic' z nami
      zaistniale sytuacje sportowe. To taki przyklad co rozumiem przez 'uczestnictwo
      w swiecie dziecka'.
      Pozdrawiam
    • asia.su Re: Co zrobić? 17.04.04, 22:40

      czy aby pewno to pisze mama Ani?? LEKARKA ??!!
      a może Ania??
      bo trochę dziwny jest ten post
      • mama_pyzuni Re: Co zrobić? 19.04.04, 15:05
        Czy według Ciebie, Asiu, lekarzom nie zdarzają sie błędy ortograficzne czy
        składniowe??? Czy zawód lekarza wyklucza używanie zwrotów potocznych???
        Trochę Twój post jest nie na temat i bez sensu. Literówki zdarzają sie każdemu,
        a tym wielkimi literami podkreślasz słowo ZROSPACZONA. Medycyna (o ile sie
        orientuję) nie jest kierunkiem humanistycznym i nie wykładają tam zasad
        pisowni, nie rozumiem na jakiej podstawie podważasz wiarygodość autorki postu?
        Co to znaczy, że ktoś pisze "trochę bardziej dorośle" (swoją drogą też dziwne
        sformuowanie).
        ok, wracam do tematu.
        Myślę, że sytuacji nie da zmienić sie w ciągu kilku tygodni. Powinnaś raczej
        starać sie zbliżyć do córki małymi kroczkami. Porozmawiać o jej
        zainteresowaniach, o pisaniu opowiadań (bardzo orginalnych zresztą), możecie
        wybrać sie na spacer, na zakupy. Czasem cmoknij ją lub przytuj (nawet tak
        bardziej żartobliwie), niech czuję, że ją kochasz. Po prostu jak najwięcej
        rzeczy róbcie razem. Niech to będzie choćby gotowanie obiadu lub pieczenie
        ciasta. Tak aby mała przeznaczała więcej czasu na bardziej kreatywne zajęcia
        niż kręcenie sie przy muzyce (chociaż jak pamiętam w pewnym okresie swojego
        dzieciństwa sama miałam jakieś dziwne zabawy, typu siedzenie przed lusterkiem i
        mówienie do siebie (opowiadałam sobie na głos jakieś wyobrażone historyjki).
        Całe szczęście, że kiedyś nie prowadzało sie tak często dzieci do psychologów,
        bo niechybnie stwierdzono by u mnie jakieś odchylenia. Również byłam dzieckiem
        dosyć skrytym i akurat czasem zdarzało sie tak, że odwiedzającej nas cioci
        mówiłam więcej niż mamie, ale może dlatego, że mamę interesowało głównie to czy
        mam odrobione lekcje lub czy posprzątałam pokój.
        Brak bliskiego (bardziej czułego) kontaktu z rodzicami rekompensowałam sobie
        czytaniem książek (czytałam godzinami, po kilka książek tygodniowo).
        Nie jestem psychologiem, może moje rady są trochę naiwne, ale mi tego kiedyś
        brakowało w dzieciństwie, czułości, przytulania, a nie oceniania mnie przez
        pryzmat osiągnięć dzieci znajomych. Może zbyt wiele czasem wymagasz od córeczki
        i ona boi Ci sie zwierzać ze swoich obaw.
        Pozdrawiam.
        Monika.
    • praktycznyprzewodnik Re: Co zrobić? 18.04.04, 12:10
      Dziwna jakaś historia. Wyglada na konfabulację.Tekst napisany nieudolnie. Ale
      moze to pisze ktoś z zachodu ?
      Tanczy godzinami ?
      Kila razy u psychologa ? I nic ? Zadnych refleksji, diagnoz, wniosków, zaleceń ?
      • granna Re: Co zrobić? 20.04.04, 08:37
        No własnie jak sie dobrze przyjrzec to list od mamy i opowiadanie Ani napisane
        w podobnym stylu. O ile sie nie mylę była juz kiedys na forum historia
        dziewczynki, która siedzac w domu i sie nudzac (zwolnienie lekarskie) napisała
        na forum list o biciu dziecka w przedszkolu przez nauczycielkę. Jakos styl
        wydaje mi sie dziwnie podobny. Cos mi sie wydaje, ze Ania ma bujna wyobraźnię i
        rzeczywiscie talent pisarski, ale byc moze rzeczywiscie jest w domu
        nieco "zaniedbywana" emocjonalnie, bo całkiem możliwe ze mama Ani to sama
        Ania smile
        Jesli sie mylę gorąco przepraszam mamę Ani i dołączam sie do poprzedniczek,
        które radza małymi kroczkami zblizyc sie do dziecka, zainteresowac jej
        sprawami, powoli zdobyc zaufanie, przytulic kilka razy wiecej niz dotąd i
        cieszyc sie ze sie ma takie utalentowane dziecko smile
        Pozdrawiam granna
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka