Dodaj do ulubionych

Długofalowa refleksja

31.03.11, 08:38
Tak mnie naszła przy porannej kawie pewna refleksja na temat moich dwóch synów.
W tej chwili mają co prawda dopiero 8 i 3 lata. Ale....

Patrząc po rodzinie i najbliższym otoczeniu, w ciągu ostatnich 20 lat urodziło 4 dziewczyny na 14 chłopaków. W wieku dorosłym są obecnie 3 dziewuchy i 6 facetów. I o ile wszystkie z tych dziewczyn wyrosły na osoby zaradne i poważnie myślące o życiu - dwie z nich się już uniezależniły finansowo od rodziców, jedna jeszcze studiuje, a w krótkiej przerwie w tych studiach również pracowała, o tyle z tych wszystkich 6 facetów tak naprawdę tylko dwóch osiągnęło podobny poziom życia. Jeden rzucił studia, bo nauka nie była jego mocną stroną, ale za to zajął się pracą i myśli o życiu poważnie. Drugi skończył studia dzienne i nie mogąc przez długi czas znaleźć pracy, wyjechał w końcu za granicę. Tam bardzo dobrze znając język znalazł ją od razu i to całkiem niezłą. Nie wiadomo kiedy wróci - oprócz może rodziców nie ma do czego wink
Reszta stanowi przekrój następujący:
1/ 27 lat - pracuje u rodziców, nigdy innej pracy nie próbował, bo pewnie nie potrzebował, ale pracą tą przynajmniej nie gardzi i to jest dla mnie ok,
2/ 23 lata (brat nr 1) - pomaga rodzicom, innej pracy nie próbował, co jakiś czas rozpoczyna studia ale co chwilę je porzuca, oczywiście siedzi na garnuszku rodziców;
3/ 23 lata - studia na wymarzonym kierunku rozpoczynał 2 razy - oba razy je porzucił, bo trzeba się było uczyć, a on widocznie widział siebie od razu jako prawnika, nie zdając sobie sprawy z tego ile pracy to wcześniej będzie kosztowało. Obecnie nie robi nic, siedzi na garnuszku matki, która nie bardzo wie jak poradzić sobie z wyrzuceniem trutnia z domu (nie zrozumie widać serca matki ten kto nie był w jej sytuacji). Chłopak matce nie daje z siebie nic oprócz wymagań finansowych na zaspokojenie swoich potrzeb;
4/ 21 lat (brat nr 3), podobnie jak brat, rozpoczął studia ale też je rzucił. Od brata jest lepszy o tyle, że przynajmniej próbuje się uniezależnić finansowo i pracuje póki co w agencji pracy tymczasowej, ale uważam, że jak na początek to ma całkiem mądre podejście.

I tak myślę o tych swoich synach i zastanawiam się jakie błędy popełnili rodzice mając w rezultacie na karku dorosłe dzieci zupełnie niezaradne i nieprzystosowane do samodzielnego życia w społeczeństwie? Sporo z tego to pewnie kwestia zdolności dziecka - nie wszyscy oczywiście muszą kończyć studia i być Bóg wie jak ambitni.

Mnie się tylko marzy, żeby moje dzieci nie wyrosły na nastawionych roszczeniowo do całego świata egoistów. Chciałabym np. nie zniechęcić ich do nauki i umiejętnie wyłapać ich talenty, żeby pomóc im rozpocząć realizację ich zainteresowań i pasji. Chciałabym nauczyć ich odpowiedzialności, uczciwości, wrażliwości, ale też rozsądnej asertywności, żeby nie dali sobie wejść na głowę przez innych cwaniaków.

Patrząc na powyższe przykłady refleksja moja jest taka, że trzeba się za to brać już od dziś, bo potem może być za późno...
Macie jakieś wskazówki jak zbliżyć się w tej kwestii do ideału?
Obserwuj wątek
    • broceliande Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 12:20
      Z całego towarzystwa tylko jeden jest pasożytem, to i tak niezła statystyka.
      Pozwól, że powiem, że ta "reszta" to całkiem młodzi ludzie. Nie ma nic złego w pracy dla rodziców - mam nadzieję, że mój też tak będzie chciał - jeśli mają firmę, normalne - ma pracować na kogoś innego?
      Ten, który rodzicom "pomaga" też może wyjść na ludzi, znajdzie studia, które mu przypasują i ich nie rzuci.

      Ja mam jednego syna i od razu mówię, że chcę mu dać czas na studia i rzucanie rozczarowujących kierunków. Może też nie studiować. Wydaje mi się, że na rodzicach można wisieć tak do 25 r.ż., gorzej, jeśli młody człowiek zacznie wisieć na reszcie społeczeństwa.

      U syna (lat 7) chciałabym wykształcić szacunek dla ludzkiej pracy (także niedającej dochodu) i potrzebę znalezienia czegoś dla siebie. Przedstawiam mu świat jako przyjazne miejsce, które odpowie dobrem na dobro, nie jakiś strasny kierat, gdzie trzeba przetrwać, bo inaczej zostanie pożarty.

      Jesli Twój "ideał" to samodzielni 18-tolatkowie, którzy nie będą Cię potrzebowali, to nie wiem, czy pomogę. Wolałabym bliskość niż samodzielność, która oddala.
      Ale może zmienię zdanie, młody jest.
      • sebalda Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 14:02
        broceliande napisała:
        >Wolałabym bliskość niż samodzielność, która oddala

        Podoba mi się to, co piszesz, zaniepokoił mnie jedynie ten fragment. Bo ja też tak w sumie myślę, ale po cichutku, z takim lekkim wstydem, bo wszędzie się mówi, że dzieci wychowujemy dla świata, a nie dla siebie, a to zdanie się z tym nieco kłóci. My mamy dzieci jednak nauczyć tej samodzielności, ale może cała sztuka polega na tym, żeby ta samodzielność jednak ich za bardzo nie oddalała. Tylko gdzie jest ta granica oddalenia?
        • broceliande Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 14:15
          To nie jest taka geograficzna granica... raczej uczuciowa. Mieszkamy w Polsce, syn może kiedyś pracować za granicą, tysiące kilometrów stąd. Ale chciałabym, żeby przysyłał mi stamtąd maile, zdjęcia, cokolwiek (połączenia mogą być drogie), żeby chciał się kontaktować.
          Czyli, żeby mnie potrzebował, jak napisałamsmile
          To już nie jest tylko praca nad nim, ale też nad nami jako rodzicami.
          • joa66 Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 14:43
            Czyli, żeby mnie potrzebował, jak napisałam


            Ja mam bardziej ambitne marzenia..chciałabym, żeby się kontaktował dla przyjemności (kontaktu ze mną) wink

            Czy się uda? Nie wiem smile
            • broceliande Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 14:52
              Toż o tym dokładnie piszę.
            • sebalda Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 15:00
              No właśnie ja też wolałabym, żeby dzieci chciały kontaktu ze mną z potrzeby serca, a nie dlatego, że mnie potrzebują, bo takie podejście oznacza jakieś uzależnienie, a przecież nie o to chodzi. Myślę, że samodzielność dzieci powinna iść w parze z ich więzią emocjonalną z nami, rodzicami, nie musi jej wykluczać. Obie rzeczy są ważne, bowiem stosunek dzieci do rodziców (mam na myśli normalnych, nietoksycznych rodziców) świadczy o ich człowieczeństwie, a samodzielność pozwala im normalnie funkcjonować. Niepotrzebnie to sobie przeciwstawiamy, mówiąc, co byśmy wolały.
              • broceliande Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 20:25
                Z wpisu powyżej konstatuję, że inaczej rozumiem "potrzebować".
                Bo pisałam, o tym, żeby syn chciał się kontaktować i uważałam to za synonim potrzeby, czyli potrzebowania mnie (rodziców).

                Może tak:
                Chciałabym, żeby mój syn potrzebował, a zatem chciał kontaktu ze mną. Żeby mi powiedzieć, że dzisiaj robił to i to, chciałby zrobić to i to i co ja na to.
                I żeby był autentycznie ciekaw, co ja na to.

                Jednakże w razie, gdyby mnie zabrakło (rodziców), to okazałby się całkowicie niezależną jednostką, która ze wszystkim sobie poradzi, czyli, de facto, nie potrzebuje mnie.

                Bo ja na ten przykład nie mam już rodziców. Mieszkali dość daleko, ale lubiłam dzwonić i opowiadać, że kupiłam nową sofę albo mały chory i rozmowa o chorobach.

                Jednakże, kiedy umarli jedno po drugim, po prostu organizowałam z bratem pogrzeby (świeckie zresztą, więc wymagały udziału, pomysłu) i żyję dalej. Ale wkurza mnie, ze nie mogę zapytać , ile właściwie cukru należy dodać do borówek, kim jest facet na zdjęciu w albumie albo jak postępowali, kiedy miałam problem w szkole.

                Więc nie potrzebuję rodziców, ale potrzebuję.
                No, teraz juz chyba kumacie.
                • sebalda Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 20:57
                  Ja po prawdzie od razu rozumialam, bo to z całości pierwszej wypowiedzi wynikalo, ale chciałam uściślić, no i rzeczywiście to było nie do końca czytelne, bo potrzebować kogoś jednak kojarzy się z pewnym uzależnieniem, potrzebowałam też tego do swojej tezysmile
                  Jeśli tak rozumiemy potrzebę, jak to rozwinęłaś, to zgadzam się w pełni. Ja też ciągle ubolewam nad tym, że mama nie powiedziała mi, jak robiła najlepsze ciasto drożdżowe na świecie. Też mi jej często okropnie brakuje, a od jej śmierci minęło już 18 lat.
                  Pozdrawiamsmile
                  • broceliande Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 21:18
                    Myslę, że to wspaniałe, że robisz super ciasto drożdżowe i zawiadamiasz konsumentów, że to i tak nie to, bo to Twoja mama robiła to najlepsze na świeciesmile
                    Na tym polega moc Twojej mamy.
                    Chciałabym tak samo...
            • srebrnarybka Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 16:10
              100/100
    • mama-ola Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 15:45
      Z moich obserwacji wynika, że wina tkwi w rodzicach, którzy - w sposób świadomy lub nie - robią z dzieci niezaradne guły po to, by nie wyprowadzały się z domu.
      Znam taki przypadek dorosłego trutnia. Mama na niego narzeka, a jakże (może byś się wziął do pracy, może byś poszedł na studia), ale jednocześnie robi wszystko, żeby synek nie był samodzielny. A co robi - długo by wymieniać.
      - szuka mu pracy po znajomych i namawia go, by podjął
      - jak praca się nie spodoba, mama się gęsto tłumaczy pod naporem wymówek syna
      - szuka mu kierunków studiów, dzwoni tam i pyta o warunki rekrutacji
      - daje mu kieszonkowe i dodatkowe pieniądze, gdy tamte za szybko wyda
      - wszystko mu sponsoruje (kieszonkowe są całkiem do dyspozycji syna)
      itd. itp.

      > Macie jakieś wskazówki jak zbliżyć się w tej kwestii do ideału?

      W mojej ocenie... ja byłam ideałem. Stałego zajęcia poszukałam sobie pod koniec 3 klasy liceum. Pracowałam tam w soboty, wakacje i czasem popołudnia - do końca studiów. Od czasu do czasu w czasie studiów chodziłam też na promocje (praca polegająca na zachęcaniu w supermarketach do spróbowania czegoś). Na wyjazd zagraniczny w czasie studiów odkładałam z własnych pieniędzy, pracowałam po 10 godzin w soboty od 6 do 16. Stałą pracę podjęłam zaraz po studiach i szanowałam ją.

      Co zrobili moi rodzice?... Jakoś tak zrobili, że jak miałam ich prosić o pieniądze, to mnie to wkurzało, czułam się upupiona i upokorzona. Coś jakby robili łaskę. Nienawidziłam to i chciałam jak najszybciej mieć własne pieniądze. Moja mama np. chciała mieć wpływ na to, jakie sobie kupię sandały (ona płaci - ona decyduje). Zarobiłam sama (4 klasa liceum) i kupiłam, jakie chciałam. Rodzice nie zgadzali się na mój wyjazd za granicę (I rok studiów), a ja uważałam, że jestem dorosła, mam już 20 lat i nie zniosę zakazu, czyli potraktowania jak jakieś dziecko, więc zarobiłam nań sama. (Syn koleżanki ma ponad 20 lat i na moją uwagę, że jest dorosły, koleżanka popukała się w czoło. I miała rację - jej syn nie jest dorosły, ja w jego wieku byłam).
      To ta wskazówka jest taka, co by dziecko było ambitne i nie lubiło się prosić. Żeby lubiło mieć własne pieniądze.
      • broceliande Re: Długofalowa refleksja 31.03.11, 20:32
        Gratulacje bycia ideałem.
        Pochwalasz tę ideę wzbudzania poczucia winy praktykowane przez Twoich rodziców?
        To było fajne, że ich za to nienawidziłaś?
        A teraz ich lubisz?
        Co robisz w tym kierunku z własnym dzieckiem/dziećmi?
        • bi_scotti Re: Długofalowa refleksja 01.04.11, 02:14
          Ja mam dorosle dzieci, ktore sa samodzielne i kontaktuja sie z nami raz dziennie lub raz na dwa dni (corka jest w EU, najmlodszy po drugiej stronie kontynentu, sredni w tym samym miescie, co my). Jak sie tak zastanawiam nad tym jak to bylo to mi wychodzi, ze wlasciwie nasze dzieci "od zawsze" wiedzialy, ze maja podjac pierwsza prace jako wczesne nastolatki, maja wyjechac na studia z rodzinnego miasta, maja na czesc studiow zarobic same, my Ich bedziemy ZAWSZE wspierac dobra rada, ramieniem do wyplakania sie, uchem do wysluchania narzekan na swiat, "kopniakiem" gdy sie polenia i high five gdy bedzie sie czym pochwalic. Te wszystkie oczekiwania nie byly przeciez wykladane jako lista do wykonania wink tylko powoli "przemycane" w codziennych rozmowach, w naszym wlasnym przykladzie, w przykladzie znajomych i dzieci znajomych ... Naiwnie jakos nigdy nie bralismy pod uwage, my - rodzice, ze np. ktores z dzieci skonczy w domu jako 20-kilku-letni nieduczony nierob czy ze np. kolejne proby studiuwania "wymarzonych" (???) kierunkow beda podejmowane na nasz koszt. Mimo tej naiwnosci nigdy sie nie "sparzylismy" na naszych oczekiwaniach i wymaganiach wobec naszych dzieci. Najmlodszy wciaz studiuje wiec teoretycznie jeszcze zawsze moze "wywinac jakis numer" ale narazie sie na to nie zanosi smile
          Moje dzieci nie mialy z nami latwo - wymagalismy duzo, chwalilismy rzadko, oczekiwania rosly wraz z Nimi ale tez zawsze staralismy sie jak najuczciwiej "swiecic przykladem", poza tym zawsze spedzalismy ile sie tylko dalo czasu razem jako rodzina i to procentuje w niezachwianym poczuciu bliskosci. Generalnie to podejscie mielismy zawsze takie, ze nasze dzieci maja byc madrzejsze i osiagnac wiecej od nas - chcemy widziec pokoleniowy progres wink A tego sie bez pracy nie da miec ... Mnie sie czasem zdaje, ze wielu rodzicow wymaga za malo i nie daje mlodym szansy na pelny rozwoj; zeby czlowiek mogl doswiadczac jakiegos rozwoju potrzebne jest stawianie coraz wyzszych wymagan i od tego sa rodzice - zawsze o pol stopnia wiecej niz mlode moze akurat osiagnac bez wysilku.
        • mama-ola Re: Długofalowa refleksja 01.04.11, 09:06
          > Gratulacje bycia ideałem.
          Dziękuję.

          > Pochwalasz tę ideę wzbudzania poczucia winy praktykowane przez Twoich rodziców?
          Oni to zapewne robili nieświadomie.

          > To było fajne, że ich za to nienawidziłaś?
          Napisałam, że to nienawidziłam, nie - że ich. Wróć i przeczytaj jeszcze raz.

          > A teraz ich lubisz?
          Bardzo smile Uwielbiam moją mamę.

          > Co robisz w tym kierunku z własnym dzieckiem/dziećmi?
          Patrz sygnaturkl - małe są, nietrudno się domyślić, że wszystko dostają.
        • mama-ola Re: Długofalowa refleksja 01.04.11, 09:09
          > Pochwalasz tę ideę wzbudzania poczucia winy praktykowane przez Twoich rodziców?
          Zaraz, zaraz, coś za szybko wyżej odpisałam. Wytłumacz proszę, kto miał poczucie winy i z jakiego powodu, bo nie rozumiem.
      • black_halo Re: Długofalowa refleksja 16.04.11, 10:12
        Too sie tez dopisze. Idealem nie bylam ale o wiele rzeczy musialam z rodzicami walczyc. Jak np. glany, ktore bardzo chcialam miec a ktore moja matka uwazala za nieodpowiednie dla pietnastoletniej panienki. Nie chcialam innych butow, matka nie chciala mi kupic glanow wiec ... wywiesilam na pobliskim warzywniaku ogoloszenie, ze przed swietami umyje okna. Telefon sie rozdzwonil i w miesiac zarobilam ponad 1000 zlotych co starczylo nie tylko na glany ale rowniez na skorzane spodnie, skorzana mini i skorzany plaszcz, ktore jako fanka heavy metalu bardzo chcialam miec. Rodzice niestety tego nie aprobowali ale poniewaz cale zycie mowili "jak sobie zarobisz to kupisz" to juz nic nie mogli zrobic. I na tym gruncie zrobilam sie zyciowo zaradna. Pracowalam i dorabialam cale studia, nie dlatego, ze musialam ale dlatego, ze wyjazdow na festiwale zagraniczne rodzice nie chcieli finsowac (nie mieli takiego obowiazku wlasciwie). Wiec robilam rozne rzeczy, staralam sie kombinowac tak zeby miec stypendium naukowe. I sama finansowalam swoje imprezy. Jako dorosla osoba bylam juz samodzielna, mialam oszczednosci i bez zbednych cergieli wyjechalam za granice gdzie radze sobie dobrze.

        I mam wrazenie, ze w tej kwestii o wiele mniej wyamaga sie od facetow. Facetom wiecej rzeczy wypada, na wiecej sobie moga pozwolic. Wiekszosc rozdzicow nie bedzie miala wielkich obiekcji przed kupieniem synowi glanow. Ale corce juz tak.
        • verdana Re: Długofalowa refleksja 16.04.11, 15:03
          Mojej córce kupilam glany, nie uwazałam, ze jak placę, to mogę decydować, w co moje dzieci się uierają (odmówiłam zakupu raz w życiu - sznurowadeł z wzorek z liścii marihuany), mowilam "wakacje są od odpoczywania, a nie do pracy".
          I moje dzieci także zaczęły praować na studiach, same finansują swoje wyjazdy (czasem coś dorzucam, ale nigdy nie proszą), i są zyciowo zaradne.
          Mysle, że więcej zalezy od samych dzieci niż od nas. Ja bym sobie spcejalnie zasług nie przypisywała - nie uwazam, ze to, kim jestem jest zasługą czy winą moich rodziców w większym stopniu niz mnie samej. I to samo myślę o swoich dzieciach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka