Dodaj do ulubionych

dwulatek. no prawie. ratunku

16.05.11, 17:56
przyszłam tu bo w sumie co ja będe pisac o problemach z Frankiem na forum DKP.

tak w skrócie - pomocy bo mi nerwy trzaskaja jak postronki.

Franio na poczatku lipca skończy 2 lata.
jest dzieckiem bardzo żywym, wesołym, uczuciowym, wybuchowym i chyba (?) nerwowym.
oczywiście - bunt dwulatka plus wychodzace trójki nie ułatwija nam życia.

Fran na wszystko mówi nie, dawanie mu wyboru - taki klasyczny przykład, wychodzimy, nie chce założyć czegos tam, ryk i nie nieneinienie. więc biorę dajmy na to 2 pary spodni i tłumacze Franiu idziemy na dwór, na plac zabaw, trzeba złożyc spodenki, które chcesz - nie zawsze daje efekt - czasem tak, ale zwykle kończy się jeszcze większym rykiem.
nienawidzi zmieniac pieluch - rych straszny, to samo przy ubieraniu po kąpieli szczególnie (lub rozbieraniu przed).
spokojne opowiadanie co i dlaczego będziemy robic - nic nei daje.

czasem mam wrażenie, że on się nakręca w takim mówieniu nie nienienie mimo, że czegoś chce.
i mam wrażenie, ze jednak powinnam pewne rzeczy po prostu robić, bez dawania wyboru, bo to go za mocno obciąża to tak jakbym przerzucała na niego odpowiedzialność.

niestety sa tez chwile, w ktorych ledwo nad sobą panuje (wczoraj mi np. uciekła w kierunku ulicy, złapałam go oczywiście, ale strasznie się zdenerwowalam, na tyle, że się popłakałam z bezsilności).

ja sama jestem osobą dość nerwowa i wiem, że to nie pomaga w moich relacjach z synkiem.
strasznie nie chcę się na niego złościc, ale niestety bywa inaczej.

mieliśmy ostatnio taka przeprawę, że bił mnie samochodem. za kazdym razem przytrzymywałam mu ręce, tłumaczyłam, że mnie to boli.
za 3 razem powiedziałam, że jesli raz mnie uderzy pójdzie do kąta.
uderzył.
zaniosłam go do innego pokoju i powiedziałam co i dlaczego i po co i ze przyjdę niedługo.
stał spokojnie.
przyszłam za chwilkę, zapytałam się czy juz dobrze, czy jest spokojny i czy moze chce się przytulić i porozmawiac.
powiedział nie.
zapytałam się czy chce zostac jeszcze chwile sam.
powiedział tak.
powiedziałam mu więc, że czekam na niego tuż obok za drzwiam, żeby przyszedł jak będzie gotowy.
powiedział tak.
przyszedł po jakiś 30 sekundach się przytulać. i do końca dnia było dobrze.

w tym szaleństwie jest metoda? może mu potrzebna taka chwila wyhamowania?
sama nie wiem.

plus - wszyscy zrzucaja winę na to, że "on ciągle przy cycku" jakby to całe zło wszechświata było....
Obserwuj wątek
    • mycha79 Re: dwulatek. no prawie. ratunku 16.05.11, 18:37
      Oj jakbym o Stasiu czytała, tylko u nas Staś po przytuleniu i "zrozumieniu" przychodzi po chwili i znowu wali samochodem. Ja to ja, ale szkoda mi starszej córki.
      No i zmiana pieluch - porażka. Poranne ubieranie - tragedia, bo on nie chce nic założyć i wrescie ubieram w 8 przypadkach na 10 na siłę bo muszę odprowadzić starszą do przedszkola, a on nie chce żadnej bluzki, żadnych spodni, żadnych butów.Tylko "te nie, te nie, te nie". No ale kiedyś mu przejdzie. Chyba... wink
      • mama.rozy Re: dwulatek. no prawie. ratunku 16.05.11, 19:41
        u mnie pomogło takie działanie-bo syna miałam podobnego(żeby Was nie denerwowac nie napiszę,że tak jest nadal,a ma 5 lat)-dwie rzeczy do wyboru.i jak widzę,że to potrwa,a wychodzimy/jest zimno,a on stoi goły na zimnej podłodze/pociąg ucieka-liczę.przeważnie wystarcza do dwóch,ale chyba zaczynaliśmy od 5.i działa.a że syn nauczył się dzięki temu liczyc,to tylko sukces.
        pewnie,że nie od razu zadziałało.że czasem nie ma się siły.
        ale tak jest coraz rzadziej.
        a za to odpuszczam,jak się nie musimy spieszyc.niech robi w swoim tempie,kiedy tylko może.czasem dziecko potrzebuje wyraźnego rozgraniczenia-teraz wolno,teraz nie wolno.
        jakoś dzieci trzeba w ten świat wprowadzac...
        a pieluchy-jak mozecie sobie pozwolic,niech pobiega trochę na golasa po domu.dzieci to lubiąsmile
        • momago Re: dwulatek. no prawie. ratunku 09.08.11, 22:22
          Liczenie bardzo sprawdziło się u naszej starszej córki, ale ona z natury jest zdyscyplinowana. Młodsza (2lata) moje liczenie ma w nosie - zwykle kiedy mówię liczę do 3. to zaczyna liczyć pierwsza i na tym się kończy smile
          • keszurka Re: dwulatek. no prawie. ratunku 02.09.11, 23:39
            big_grinbig_grinbig_grin dobra jest.
    • a.nancy Re: dwulatek. no prawie. ratunku 17.05.11, 22:47
      taki wiek smile
      moj Ignas skonczy 2 lata w tym miesiacu
      "nie" to ulubione slowo smile

      > czasem mam wrażenie, że on się nakręca w takim mówieniu nie nienienie mimo, że
      > czegoś chce.

      nooo...
      u nas wczoraj bylo tak:
      - chcesz mleka?
      - nie.
      - na pewno?
      - nie! nie! nie!!! NIEEEE!!!! DAJ MLEKO!!!!!

      > i mam wrażenie, ze jednak powinnam pewne rzeczy po prostu robić, bez dawania wy
      > boru, bo to go za mocno obciąża to tak jakbym przerzucała na niego odpowiedzial
      > ność.

      tym bardziej, ze wybor jest jeden - NIE wink

      ja bardzo nie lubie zwrotu "bunt dwulatka". bo sugeruje, ze dwulatek SWIADOMIE sprzeciwia sie CZEMUS - a on automatycznie (w sensie, bez premedytacji) sprzeciwia sie wszystkiemu wink
      mysle, ze strasznie ciezko jest byc dwulatkiem - to jest etap odkrywania, ze swiat wcale nie zawsze wyglada tak, jak bysmy chcieli. i odkrywania wlasnych ograniczen - chcielibysmy byc dorosli, a jestesmy jeszcze baaardzo malutcy.
    • bellagnos Re: dwulatek. no prawie. ratunku 18.05.11, 12:25
      A co z nadwrażliwością dotykową?? Może coś w tym jest ,że ubrania przeszkadzają, moja koleżanka nauczycielka dopiero po obserwacji psychologa dowiedziała się, że dziecko ma nadwrażliwość niewielką ale ma , szczególnie to było widać przy szczepieniach i ubieraniu, dlatego kupuje żel przeciwbólowy i jest teraz bardziej wyrozumiała. Taka myśl mi przyszła może warto poobserwować też pod tym kątem.
    • dagis.1 Re: dwulatek. no prawie. ratunku 19.05.11, 15:39
      nie wiem
      moje dzieci nie mialy buntu dwulatka i prawde mowiac nie wierze w jego istnienie
      moze mnie trzecie dziecko nawroci na wiare w to zjawisko tongue_out

      ale ja nie o tym

      cierpliwosci chcialam zyczyc
      i ciekawych pomyslow na rozwiazanie konfliktow

      smile

      o!
      • nini6 Re: dwulatek. no prawie. ratunku 20.05.11, 11:53
        Piszesz o moim synku?
        Ja nie wiem jak sobie poradzić z tym, ze
        - płacze
        - wyciąga rękę po kubek z wodą
        - cofa rękę powtarzając nie nie nie
        - płacze znowu i wyciąga rękę
        - cofa ręke powtarzając nienienie
        i tak w kółko, sam nie wie, czego chce.
        Zabranie kubka powoduję, że płacze, płacze również jak kubek zostaje. Płacze o wszystko i błyskawicznie się denerwuje jak tylko coś jest nie po jego myśli. Jak mam mu pomóc? Czasem jak już mam ciemno przed oczami zostawiam go w pokoju, żeby sobie popłakał, po jakimś czasie się uspokaja.
        • dzikiedzieci Re: dwulatek. no prawie. ratunku 20.05.11, 22:15
          och, na wiele takich kłopotów Montessori chyba pomaga
          stawiasz kubek z wodą na stole i mówisz: jak będziesz chciał to możesz sobie wziąć

          przyszło mi też do głowy, że rozwój to ciężka praca, której nie da się wykonać za dziecko
          można tylko przy nim być
          • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 23.05.11, 13:24
            o. Montessori - muszę poczytać, bo intuicyjnie robiłam właśnie tak. łącznie z ryzykiem wylanie tej wody na podłogę.
            i rzeczywiście przynosi nieżłe efekty.

            jak na razie jest ciut lepiej.

            czasem myślę, że ja po prostu często nie rozumiem Frania, nie potrafię odczytać sygnałów, które mi wysyła i prawdopodobnie niepotrzebnie się denerwuje.

            o tej nadwrażliwości też poczytam (dziś znów afera o pieluchę)
    • asbu Re: dwulatek. no prawie. ratunku 28.05.11, 00:47
      Witamy w klubie nerwusów. wink Ja też jestem choleryczka i ciągle boję się, że kiedyś nie wytrzymam i zrobię coś czego nie powinnam (no cóż czasem robię - krzyczę sad ).
      Zastanawiam się jak zaklasyfikować to pójście do kąta - jak karę czy konsekwencję (bo było ostrzeżenie).
      I moja sytuacja z dzisiaj: w autobusie Młody zamiast siedzieć, staje mi na kolanach. Mówię raz żeby usiadł, drugi, trzeci. W końcu stwierdzam, że albo usiądzie mi na kolanach, albo musi usiąść do wózka, bo w autobusie nie wolno stać itd. Oczywiście znowu wstaje, wędruje do wózka=płacz. Mąż tłumaczy, że miał wybór, mógł siedzieć u mamy ale nie chciał, płacz ustaje. Czyli chyba zrozumiał konsekwencje???
      • dzikiedzieci Re: dwulatek. no prawie. ratunku 28.05.11, 09:27
        młody z pewnością nie ma na tyle samokontroli i rozumienia sytuacji, żeby samo ostrzeżenie było dla niego wystarczające
        można sadzać wiele razy
        tłumaczyć: rozumiem, że bardzo chciałbyś stać, ale to jest niebezpieczne

        ale żeby "ostrzeżenie" było skuteczne trzeba zadziałać strachem - czyli kara w dalszym ciągu

        to jest wybór dla dorosłego a nie dla dziecka
        bo dziecko nie spostrzega swojej rzeczywistości w kategoriach wyborów tylko w kategoriach popędów
        coś przyciąga jego uwagę i ... dzieje się

        (co nie zmienia faktu, że czasem bezpieczeństwo jest ważne i trzeba włożyć do wózka, ale nie po to, żeby dziecko się czegoś nauczyło tylko po to żeby nie zrobiło sobie krzywdy)
        • mama.rozy Re: dwulatek. no prawie. ratunku 28.05.11, 12:30
          tak sobie pomyślałam,co ja bym zrobiła w tym autobusie
          jakbym nie padał na pysk,to bym po prostu wstała i stała,i wytłumaczyła,że dziecko nie może byc na rękach u stojącej osoby
          i jednocześnie pokazała,jakie w autobusie sa jeszcze zakazy-na drzwiach,na oknie,że jest taki młotek od szybysmilemoim to się bardzo podobało...
          a jeślibym nie ustała,co się zdarza-to trudno.dziecko chciało byc na kolanach bo z siedzenia dorosłego...lepiej widac.a co dopiero jak się stoi!
          moja najstarsza córka,która dośc szybko nauczyła się mówic,powiedziała kiedyś,że ona nie chce siedziec wózku,bo wtedy wącha pupy innych ludzi.bo faktycznie,często ludzie dosłownie włazili na jej wózek,jak był tłum.dlatego doąs wcześnie przerzuciliśmy się na nosidło dla niej,a u syna to już można było zacząc z chustą.
          to szybko minie,zobaczysz
          • misior_biorn Re: dwulatek. no prawie. ratunku 01.06.11, 10:25
            mama.rozy napisała:

            > moja najstarsza córka,która dośc szybko nauczyła się mówic,powiedziała kiedyś,ż
            > e ona nie chce siedziec wózku,bo wtedy wącha pupy innych ludzi.bo faktycznie,cz
            > ęsto ludzie dosłownie włazili na jej wózek,jak był tłum.

            big_grin big_grin big_grin
            Przypomnialo mi sie, jak znajomy opowiadal jak nienawidzil gdy w dziecinstwie (czasy PRL) mama kazala mu stac w jednej kolejce, sama ustawiajac sie do innej. Wlasnie ze wzgledu na to, ze majac lat 5 ma sie wzrost, gdzie glowa przypada na wysokosci pupy pani z kolejki. A z higiena w narodzie bywa roznie...

            Czasem warto spojrzec na swiat oczami dziecka. Niestety jak widac czasem sie okazuje, ze te oczy musza spogladac z tych wozkow na niezbyt estetyczne widoki... Jak widac nie kazda reakcja to "bunt dwulatka w czystej postaci" a czesto calkiem uzasadnione obiekcje, tylko biedak jeszcze nie umie do konca powiedziec co i jak. Moj synek tez jeszcze nie umie do konca wyartykuowac swoich obaw i ostatnio np. urzadzil scene w szatni na basenie, ze "nie, do wozka, do domu!". Przypuszczam, ze skojarzyl wystroj z przychodnia i bal sie zastrzyku. W koncu sie dal przekonac ze "tylko zerkniemy co jest za drzwiami, a jak ci sie nie spodoba, to wyjdziemy". Jak zobaczyl basen, przestal mowic o powrocie do wozka smile

            • mama.rozy misior:) 01.06.11, 10:41
              na widok basenu sama przestałabym mówic o domuwink
            • jul-kaa Re: dwulatek. no prawie. ratunku 01.06.11, 10:45
              Mieszkałam jakiś czas we Lwowie, który słynie niestety z jeszcze gorszej higieny obywateli niż inne miasta. Komunikacja miejska jest tam strasznie zatłoczona, wiele razy jechałam wciśnięta twarzą w cudze pośladki, biust, pamiętam też faceta wciskającego się kroczem w moje ramię (siedziałam, on stał). Swojemu dziecku staram się oszczędzić podobnych przyjemnosci stając tak, że jeśli już ktoś się w nie wciska, to jestem to ja smile
    • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 01.06.11, 16:05
      APDEJT WLASNEGO WĄTKU.

      smile)

      Franciszek aktualnie ma fazę - nie mama, nie idziemy do łózka, tulimy sie na kanapie póki nie padnę.
      nie chce mu na to pozwolic - zasypianie trwa godzinami wtedy, a on naprawdę po 20 jest wykończony.
      prowadzimy szeroko zakrojone pertraktacje, mamy 2 łózka do wyboru - ale warunkiem po 20 jest łózko.
      Franciszek strasznie się buntuje. widzę, że chciałby posiedzieć ze mną, potulić się, myslę, że wie, ze łózko oznacza szybkie zaśnięcie.
      a z powodu niedoboru mnie chce ten moment odłożyć jak najdalej w czasie.
      pertraktacje sa coraz krótsze. usypianie i wieczorne tulenie sobie mija spokojnie (w międzyczasie domaga się tez męża, picia i jedzenia smile )

      nadal strasznie źle znosi próbę zmiany aktualnie robionej czynności.
      ogląda dobranockę. domaga się jeszcze raz i jeszcze raz. mógłby tak milion razy, ale wiadomo smile
      afera jest o to straszna.

      my staramy się spokojem, pokazujemy alternatywy.
      afera dłuższa/krótsza, aż znajdziemy alternatywę.

      cięzko jest naprawdę. mi w tej chwili strasznie puszczają nerwy. strasznie.
      • barb.d Re: dwulatek. no prawie. ratunku 03.06.11, 09:01
        Wiesz co, mnie się jakoś rzuciło w oczy, że o 20.00 to już musi być tylko łóżko. Zastanawiam się czy to nie jest za wcześnie. Zwłaszcza teraz, gdy o 20.00 jeszcze jest widno. Zimą moja Marysia chodziła spać nawet przed 20.00, ale było wtedy już od kilku godzin ciemno, no i nie spała wtedy w ciągu dnia.
        Gdy jakiś czas temu próbowałam ją kłaść ok. 20.00 to mi zwróciła uwagę, zresztą słusznie, że jeszcze jest dzień i to nie jest pora na sen.
        Wczoraj np. wróciła ze spaceru ok 21.00. Ale miała drzemkę w ciągu dnia - była wyspana i chciała się długo bawić. Jak tylko przyłożyła głowę do poduszki, padła.
        Natomiast, ostatnio wydawało mi się, że jest zmęczona i próbowałam ją położyć wcześniej spać - namęczyliśmy się my i ona (mąż opowiedział, bez przesady 8 razy tę samą bajkę - ja już miałam dosyć słuchania, a jak bym miała jeszcze opowiadać....) a i tak usnęła o tej co zwykle - po 21.00.
        • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 03.06.11, 11:44
          > Wiesz co, mnie się jakoś rzuciło w oczy, że o 20.00 to już musi być tylko łóżko
          > . Zastanawiam się czy to nie jest za wcześnie. Zwłaszcza teraz, gdy o 20.00 jes
          > zcze jest widno. Zimą moja Marysia chodziła spać nawet przed 20.00, ale było wt
          > edy już od kilku godzin ciemno, no i nie spała wtedy w ciągu dnia.
          > Gdy jakiś czas temu próbowałam ją kłaść ok. 20.00 to mi zwróciła uwagę, zresztą
          > słusznie, że jeszcze jest dzień i to nie jest pora na sen.
          > Wczoraj np. wróciła ze spaceru ok 21.00. Ale miała drzemkę w ciągu dnia - była
          > wyspana i chciała się długo bawić. Jak tylko przyłożyła głowę do poduszki, padł
          > a.
          > Natomiast, ostatnio wydawało mi się, że jest zmęczona i próbowałam ją położyć w
          > cześniej spać - namęczyliśmy się my i ona (mąż opowiedział, bez przesady 8 razy
          > tę samą bajkę - ja już miałam dosyć słuchania, a jak bym miała jeszcze opowiad
          > ać....) a i tak usnęła o tej co zwykle - po 21.00.

          on juz o 18 się slania na nogach ze zmęczenia, o 19 je kolacje, się kapie, trochę się bawimy i czytamy - i _naprawdę jest_ śpiący.
          ostatnio nawet kładzie się na podłodze i udaje że śpi.

          jak ma dobry dzień to ok 19.30 -20 sam idzie do sypialni i mówi spac spac.

          także nie sądzę, żeby było za wcześnie (plus sypielnię mamy zaciemnioną smile))

          wstaje ok 6 - 6:30 codziennie, śpi w dzień raz - 1.5 do 3 godzin nawet
    • desse_o Re: dwulatek. no prawie. ratunku 03.06.11, 10:55
      U mnie bunty zredukowały 2 rzeczy:
      1. Przemeblowanie mieszkania zgodnie z zasadami Montessori tj.
      - jem z synem posiłki przy małym stoliku i na małych krzesłach tak, ze on może w każdej chwili wstać, usiąść i nie czuje się skrępowany
      - udostępnienie własnej półki w łazience z grzebie jem, ściereczką, gąbką i ręcznikami (ma też haczyk na ręcznik nisko zawieszony i sam sobie zmienia ręczniki) oraz w kuchni z jego talerzami, kubkami, sztućcami (metalowymi tylko mniejszymi niż nasze dorosłe) i różnymi przysmakami typu orzechy czasem ciasteczko, granola lub coś innego co akurat robiłam, które on sam może sobie wziąć kiedy chce
      - w dolnej szufladzie komody ma 1 pare majtek (jest odpieluchowany wiec ten temat mam z głowy), skarpety, 2 bluzki i 2 pary spodni. Sam może sobie wyjąć co akurat chce założyć.
      - w przedpokoju ma własną półkę na buty
      Syn bardzo podkreśla, że w/w to JEGO rzeczy i nikt ich nie może mu ruszaćwink co oczywiście szanujemy

      2. Komunikacja NVC czyli porozumienie bez przemocy oparte na 4 zasadach:
      - obserwacja
      - uczucie
      - potrzeba
      - prośba
      Opisuje to co widzę, staram się nie używać przymiotników oceniających (grzeczny, niegrzeczny, ładnie, brzydko). Mówię co czuję czyli jakie uczucia wzbudza we mnie to co czuję. Co bym chciała. Przykład gdy syn wybiega na ulicę ale to akurat mówię jak jesteśmy w dobrych humorach a nie w trakcie zdarzenia: Jak widzę, że biegniesz sam na ulicę to serce mi wali ze strachu. Boję się, że uderzy Cię samochód. Chciałabym na spacerze czuć się bezpiecznie. Czy możesz dawać mi rękę zanim przejdziesz przez ulicę?
      Generalnie zachęcam do lektur opidujących język żyrafy

      Oczywiście nie zawsze to działa ale jak zaczynam się denerwować to próba powiedzenia co czuję wg tych zasad pozwala ochłonąć.
      • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 03.06.11, 12:55
        desse_o Bardzo Ci dziękuję za to, co napisałaś.
        dokształće się i będziemy dzialać big_grin
        • mama.rozy Re: dwulatek. no prawie. ratunku 03.06.11, 18:42
          a mam jeszcze takie pytanie o tym zasypianiu-zasypia "na sucho"?tzn.ma włączone jaskieś kołysanki?bajki?
          u nas do dzisiaj królują Bajki-Grajki,każdy ma jakąś ulubioną(a raczej zestaw) i każdy lubi zasypiac przy swojejsmile
          • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 06.06.11, 16:39
            usypia na sucho.
            kołysanki powoduja, ze tańczy smile)
        • desse_o Re: dwulatek. no prawie. ratunku 03.06.11, 20:14
          To też nie zawsze działa bo on nadal najchętniej chodzi po domu na golasa i dla mnie to jest ok. Często jak chwilę tak pobiega, to potem chętnie i szybko ubiera się na spacer lub jak przychodzą goście.
          A dzisiaj niestety ćwiczył mnie w sprintach podbiegajac do ulicy. Jutro na spokojnie będę powtarzać mantrę o mojej potrzebie przyjemnego i bezpiecznego spacerusmile
          Siku od dawna robi na stojąco do wiaderka (plastikowe do piasku) i często sam sobie podstawia. Obsiusia się często ale ma satysfakcję, że to on SAMwink

          Jak mówi, że czegoś nie chce to mu odpowiadam, że nie musi, że ja myślałam, że on chce. Np. wyjść na spacer. Jak mówi, żenie, to nie idziemy ale najczęściej chętniej wychodziwink

      • adamczykowa Re: dwulatek. no prawie. ratunku 03.07.11, 13:40
        Dziękuję za te post. Mój synek ma 4 miesiące a ja dopiero czytam nt. RB. Wiele rzeczy robiłam instynktownie do tej pory, a widzę, ze blisko mi do trendu RB.
        Niestety trochę mam problem z nerwowością i cierpliwością u samej siebie. Staram się czytać i pracować nad sobą.
        A synka mam cudnego- pogodnego, grzecznego i chcę być dla niego najlepszym rodzicem smile
    • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 09.08.11, 14:20
      kONTYNUUJĘ.

      strasznie mi źle i smutno i szaro.
      nie wiem co robić, nie napiszę u siebie na forum bo mnie zjedzą, ze Fran je ciągle na noc i w nocy mleko z piersi, pomijam to, że czasem złe coś mi mówi w głowie, że to wszystko przez cycka.

      co się dzieje.
      Mamy bardzo poważne problemy wieczorem.

      Normalnie rytuały wieczorno/popołudniowe wygladają tak.
      Odbieramy Frania od szwagierki,
      spacer, czasem idziemy np na lody i na plac zabaw
      w domu
      Fran najpierw ma czas na przytulanie do mnie, na mleko na siedzenie we dwójkę.
      potem coś tam sobie razem robimy, ostatnio budujemy mega wieże z klocków.
      potem kąpiel, po kąpieli kolacja i ukochana dobranocka Franka.
      idziemy myć zęby
      mąż włącza kołysanki i Franio maszeruje do siebie do łóżka z hasłem mama pać.
      no to pać.
      dostaje jeszcze pierś, odwraca sie na drugi bok i zasypia.
      od położenia się w łóżeczku do spania mija maks 30 minut, jest godzina 20 mamy w z mężem cały wieczor dla siebie *pranie, prasowanie gotowanie hyhy*

      ale ostatnio w momencie hasła Frankowego "mama pać"
      coś się rozjeżdża.
      Franek wydziwia przy piersi, robi akcje, która mozna opisać tak:
      mamaprzytul,nie przytulaj mnie,NIE DOTYKAJ, idzź sobie, MAMAAAAA nie idź, przytul, nieprzytulaj, zostaw mnie idź sobie, NIE IDŹ, MAMAAAA. i tak w kółko.
      z histerią
      płaczem
      biciem (próbami) mnie

      strasznie ejst.

      próbowałam holdingu. dziś mam zakwasy, w trakcie całej akcj Franio wył jak szalony, za chiny ludowe nei chcial nawiązac kontaktu wzrokowego ze mną.
      kosztowało mnie to nie przespaną noc.
      w końcu gdy się uspokoił, o 22.. zapytałam się, czy może chce się położyć w dużym łóżku, z nami, powiedział, że tak, po trasie zażyczył sobie jeść, zjadł wypił, popatrzyl na męża i zasnął w zasadzie bez problemu.

      mam dwie teorie:
      a. chciałby zasypiac sam, ale nie chce.
      b. chciałby zasypiać w duzym łóżku. (ale to mnie dziwi, bo miesiac już ponad zasypiał u siebie, w nocy przychodził do nas (w całym domu jest dodatkowe nocne oświetlenie) bez łez, jadł zasypiał i spał do rana)

      co się dzieje?
      ja nie wytrzymam jeszcze jednego takiego wieczoru.
      • aphoper1 Re: dwulatek. no prawie. ratunku 09.08.11, 16:05
        Przytulam.
        U nas zdarzają się podobne koszmary raz na jakiś czas i wstedy wydaje mi się, że już więcej nie dam rady, że na pewno coś po drodze schrzaniłam i teraz będzie już tylko gorzej. Ale już nigdy nie jest. Kryzys trwa dzień, może 2-3, a potem jest lepiej. A u Was długo to trwa? Na pewno nie warto się nastawiać, że tak będzie długo. Nie musi. Może będzie dziś spokojniejszy wieczór, a jak nie dziś to jutro, i wtedy się na spokojnie zastanowisz, co można zmienić.
        Tyle tylko umiem napisać.
      • mrs.t Re: dwulatek. no prawie. ratunku 09.08.11, 19:41
        e tam,wszystko przez cycka.
        wlasnie bez cycka moglobybyc jeszcze gorzej


        ile to trwa?a jak ostatnie mce generalnie minely?

        swoja droga moj franek np w czerwcu byl supoer, w nocy np budzil sie sporadycznie, przesypial po 7h!!
        a teraz? juz to ze sie budzi co 2h to przeciez jestem przyzwyczajona
        ale budzi sie i sie drzeuncertain i wyje i miauczy i marudziuncertain
        • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 09.08.11, 21:33
          też myślę, że bez byłoby gorzej.

          ostatnie miesiące były w miarę. o przespane nocy nie marzę, ale budził mnie raz i było ok.
          od ponad miesiaca chyba zayspiał u siebie, w nocy tuptał to nas - wydawało mi się to dobrą opcją, tym bardziej, że przychodził raczej z zawodzeniem i jękiem o boziu musze tyle iść niż z płaczem.

          byliśmy razem na wyjeździe *cortuniowo.blogspot.com tu relacja*

          ataków złości i histerii nie było jakoś dramatycznie wieli.


          obecna sytuacja trwa dosłownie chwilę, ale męczy mnie mocno, głównie psychicznie.


          dziś wieczorem poszliśmy spać do sypialni mojej i męża.
          Franek 4 razy się na mnie obraził, raz mnie ciut zirytował, bo mnie kilka razy uderzył, odsunęłam go wtedy od siebie, powiedzalam ze mnie bolało, ze tak nie robimy, nie mama nigdy nikogo nie bije.
          zasmucił się, posiedział obok chwilę, ptem się przytulił.

          ostani foszek skończył się tak, że zasnął w moich nogach i spi tam do tej pory.

          troche spokojniej niż wczoraj.
          te ataki histerycznego płaczu, ataki złości postanowiłam ignorować, mówiąc mu dlaczego nie będe zwracac na niego uwagi i kiedy z nim porozmawiam.

          może tu jest metoda.

          nie wiem co zrobić z jego łożeczkiem i spaniem "tam"
    • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 11.08.11, 14:52
      apdejt kolejny.

      wczorajszy wieczór i noc.

      wieczorem zjedliśmy razem, wykąpaliśmy się razem, na pytanie gdzie chce iść spać powiedział, że w duzym łózku. i dodał, że mama też. i tata też.

      poszliśmy razem, poczytaliśmy, jak zaczął zdradzać objawy zmęczenia - poszedl spać.

      ale była 22.

      i to mi się nie podoba.

      noc minęl;a z 2 pobudkami (standard) na mleko. ok 3 i ok 5.
      popił i zasnąl, bez jęknięcia.

      ale wieczorem dostał Nurofen, bo mu tak dziąsła spuchły, że płakal przy myciu zębów.
      • mrs.t Re: dwulatek. no prawie. ratunku 11.08.11, 19:48
        jess,
        no ja wiem ze liczy sie to co jest teraz, tu, ale trzzymaj sie zawsze tego co jest dobre, pozytywne..
        jak bylo ok przez jakis czas, na tym sie skup, tym sie pocieszaj.
        na pewno tak robisz, ale warto sobie o tym kazdorazowo przypominac.
        dobre mija. ale zle tez.
        mowei ci, franek dobrze sypial w czerwcu, a ja wciaz tego sie trzymam jak tonacy brzytwysmile

        >
        > ale wieczorem dostał Nurofen, bo mu tak dziąsła spuchły, że płakal przy myciu z
        > ębów.

        dodatkowo piszesz o tym, no cos jest nie tak, cos boli..

        u nas franek ma siostrzyczke nowa, wiec to pewnie dla niego zmiana, ktora musi odreagowac uncertain wiec tez musze byc silna, cierpliwa.


        swoja droga chwile przed drugimi urodzinami (10/06) frankowi tez, z glupia frant, zaproponowalismy jego wlasne lozceczko w jego pokoiku. WYBRAL JE Z usmiechem na twarzy i od tej pory tylko tam chce spac - ale jednak chyba nie do konca sam poki co.
        no ale jesli 2 lata spal z nami, pewnie musi sie przyzwyczaic do nowej sytuacji i pewnie zajmie to chwilke..
        • mrs.t Re: dwulatek. no prawie. ratunku 12.08.11, 13:34
          lol, jess, dobrze ze sobie taki wyklad wczoraj zrobilam, bo oczywiscie franek forum chyba podczytuje, sie dzisiaj 100razy budzilwink
          no ale zgodnie z tym co pisalam, przeciez wiem ze to przejsciowe i wkrotce bedzie lepiej.
          a przynamniej przez ostatnich pare dni bylo lepiejwink

          nie?smile
          • aniczka.r Re: dwulatek. no prawie. ratunku 12.08.11, 20:24
            mrs.t,zgadzam sie z toba,ze trzeba myslec o tyhc dobrych chwilach i czekac na dobre,kiedy przechodzi sie przez ciezkie chwile.
            u nas odstawienie i przeniesienie do osobnego pokoju odbylo sie bez problemow,ale za to mamy inne,ktore nieraz mnie o lzy przyprawiaja.mysle se wtedy o tych lepszych chwilach.niezawsze pomaga,ale przynajmniej wszystko wraca do normy szybciej w sensie moje cierpliwosci,zrozumienia i reagowania na rozne sytuacje.
            jak to moja mama mowi,wszystko jest tylko tymczasowe i niestety szybko mija.
            • jul-kaa Re: dwulatek. no prawie. ratunku 14.08.11, 00:32
              Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija wink
          • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 16.08.11, 12:25
            lepiej gorzej, sinusoida, żeby tylko przestał mnie tłuc, co ostatnio próbuje uskuteczniać.

            pediatra narzekala na jego zgryz, słowem nie pisnęłam, że Fran ostatnio sypia z piersią w buzi, bo by byla mega afera (i tak jest o pieluchy i oraz siusiaka)

            przesuneliśmy godziyny spania, - ok 20 zasypia, aktualnie bez większych problemów.
            budzi sie 1 - 2 razy, po drugim budzeniu już piersi z buzi nie wypuszcza :[
            no ale nic, to tez minie (chyba)

            te Franki to jednak sa niezłe zbóje, nie ma co big_grin
            • asbu Re: dwulatek. no prawie. ratunku 16.08.11, 13:08
              Minie na pewno. No przecież jak będzie miał 30-kę to z Twoją piersią w buzi spać nie będzie. wink
              A mój Młody też miał taki etap - ssał pierś godzinę lub więcej. Jak noworodek normalnie, bo jak się próbowałam wymknąć to był wrzask na całego. Poważnie myślałam o odstawieniu, bo leżenie bez ruchu np. od 4 do 6 rano było trochę ponad moje siły. Przeszło tak jak przyszło - samo i nagle. smile
              Zastanawiam się tylko z biciem - złości się w ten sposób czy tylko rozładowuje emocje? Mój Synek też bił, ale nie było to skierowane do mnie. Potrafił tłuc też ścianę czy siebie. Tłumaczyliśmy, że jak chce może walić w kanapę, bo mamę/tatę boli. Pomogło.
              Cierpliwości życzę. smile
              • mama.rozy Re: dwulatek. no prawie. ratunku 17.08.11, 15:53
                tak mi przyszło do głowy kilka rzeczy(po nieprzespanej nocy z trójką dzieci na jednak wąskiej kanapie)wink
                małemu idą zęby-każdy by się wściekł
                smaruj mu dziąsła dentinoxem(silniejszy niż bobodent),na noc,możesz miec pod poduszką w nocy-tylko go uprzedź,że wkładasz rękę do jego buzismilejak zaczyna marudzic,a nie wiesz,czy pierś,spróbuj najpierw maznąc żelem.
                sama pij meliskę jak go kładziesz,albo jak macie te chwile wolne,tak,żeby do nocy przeszło do mleka
                dziec musi się wyżyc,niezależnie od naszego poglądu na te sprawy.jest kilka metod-dajesz pokrywki i pozwalasz walic jak najgłośniej.kupujesz klocki i młotek(jest taki zestaw) i dajesz walic ile się da.trampolina jest też dobra na ekspresjęwink
                generalnie-dziecko potrzebuje zabaw wyciszających,ale PRAWIE NA RÓWNI-potrzebuje takich,przy których może byc głośno...moim dzieciom pozwalam tłuc kotlety,wbijac gwoździe.ale to już starsze.a małe też musi się wykrzyczec.potem będzie się łatwiej wyciszac.
                co do tego spania-nie pocieszę.u nas nadal w łóżku gości 5 latek i 3 latka.przychodzą w nocy,czasem nad ranem.ale rzadkie są noce,kiedy śpimy sami.ale mają swoje łóżka,swoje misie czy żołnierzy.swój świat.
                mogę się jeszcze zatrzymac nad wspólnym kąpaniem?dlaczego?tzn.owszem,jak jest mniejszy.ale potem wydaje mi się,że juz czas na odcięcie pępowiny,zaznaczenie-mama jest osobno.to tylko moje zdanie,możesz je obejśc spokojniewinktak tylko myślę,czy małemu się jednak trochę nie miesza.bo ma byc powoli jednostką,kochaną i najlepszą,ale samodzielną.odrębną od mamy/taty,którzy są razem.jets taka fajna książka o Kamyczku,który chce się ożenic z mamą.dopóki miałam dziewczynkę,wydawała mi się przesadzona.ale jednak jak mój syn podrósł,tak między 2-4 rż,zrozumiałam,ze chłopcy jednak inaczej patrzą.
                ale to takie moje myśli...
                • mrs.t Re: dwulatek. no prawie. ratunku 17.08.11, 22:41
                  aa kurcze, mialam sie dopisac
                  w tonie mamy rozy

                  mamy bic nie wolno. na mame krzyczec nie wolno/
                  ale mozna sie wyzyc na spacerze (najlepiej z dala od budynkowwink
                  moze jakims miekkim mlotkiem, takim dmuchanym; albo takie dlugie balony - kielbaski podmuchac, i tym sie 'ponawalac' wyzyc.
                  robic sobie - z dzieckiem, wspolnie! sesje wyrzykiwania sie;
                  • mama.rozy Re: dwulatek. no prawie. ratunku 17.08.11, 22:50
                    ja pamiętam,jak już będąc nastolatką,bardzo zamkniętą i przytłumioną,zaczęłam śpiewac.takie odkrycie,że można byc głośnowink
                    i moje dzieci mają czas na krzyczenie i tupanie nogami-fakt,mieszkamy w domu i mogę sobie pozwolic na taki luz.ale jak pisze mrs.t-zwykłe dmuchanie balonu i już trochę energii uchodzismilew dobrą stronęwink
                    tak samo działa trąbka,flet-jeśli można sobie pozwolic na hałas
                • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 22.08.11, 09:20
                  o tu dorzucę apdejt.

                  z tym wyżywaniem jest problem, nie ograniczamy Frankowi zabaw hałaśliwych, ma trąbkę, może bigać i skakać do woli.
                  wczoraj na przykład szalal z nami na łózku.,
                  skończyło się tak, że w rozbawieniu zaczął mnie bic, mnie trafił szlag, wyszłam z pokoju, FRanek się popłakał (mąz z nim został, tłumaczył mu dlaczego wyszłam) i tyle z tego było.

                  ja czasem mam wrazenie, że g...o chłopu nie zegarek, nie mi dzieci wychowywać, bo sobie nie radzę.
                  Fran gdy płacze - nie słucha, odpycha i bije.
                  Ostatnio powiedziałam mu, ze poczekam, niech się uspokoi, siedział mi na kolanach i buczał (bo na pewno nie był to płacz). ja hnie nawiązywałam z nim kontaktu (każda próba konczyła się płaczem i wołaniem AMAA amma (znaczy się, że pierś) ) po 5 minutach przestał, przytulil się i zajął się czyms innym, a co chwilę przychodził sie przytulać.

                  niby może w tym szaleństwie jest metoda?
                  ja naprawdę nie chcę z nim walczyć (mimo, ze mam dość jego spania z piersią w buzi, tak od 4 do 6 mnie trzyma i nie chce za chiny ludowe puścić, mimo, ze poranki są ciężkie (chociaż dziś odpukać nie było źle) nie chcę się z nim siłować, chcę żeby był szczęśliwy i uśmiechnięty.

                  Wczoraj na ten przykład był długo z mężem na placu zabaw.
                  Wrócił zmęczony i głodny - to wiadomo, ze pierś pierwszą potrzebą.
                  w międzyczasie zobaczył, że gotuję kukurydzę.
                  była cała histeria o kukurydzę, nie dał sobie nic wytłumaczyć, ryczał na przemian wołając KOKO (kukurydza) i AMA (pierś).
                  powiedziałam mu, że ama już było, że będzie obiad, że kukurydza też będzie.
                  ponieważ na każde moje słowo płakał bardziej, posadziłam go sobie na kolanach, powiedziałam, że my z tata jemy obiad i jeśli chce to niech je z nami.
                  pobuczał, przytulil się i zabrał sie za obiad (powtarzając, że koko potem, i potem mama też i tata też)
                  pochłonął obiad, zażądał piciu i koko, dostał i jedno i drugie i już było cudnie.

                  melisę piję litrami smile (bo naprawdę bardzo łatwo mi puszczają nerwy, dobrze, że w tym tygodniu wracam na siłownię to trochę mi puszczą nerwy)


                  (ps pomijam to, że moja przyjaciółka uważa, że rozpieszczamy Franka, ze nie powinniśmy mu wielu rzeczy mówić, że nie powinniśmy sie go pytac o zdanie... eh.. o karmieniu piersią nei wspomnę)
                  • katrina070809 Re: dwulatek. no prawie. ratunku 22.08.11, 22:11
                    miałam się już dawno dopisać bo mój synek (2 lata i 2 tygodnie) przejawia czasami bardzo podobne zachowania do Twojego Franka. W grupie siła więc im więcej mam dwulatków tym lepiejsmile

                    Wiesz, ja cały czas sobie powtarzam że taki dwulatek jest pełen emocji (trochę jak kobieta po porodziewink Wiele chce, nie wszystko umie wyrazić, jak coś idzie nie tak (nawet bardzo blacha sprawa) to jest wielka rozpacz - łącznie z wielkimi jak groch łzami i rykiem a za chwile przechodzi w śmiech. Raz mój syn wielce rozpaczał że musi iść do domu a chwile póżniej (ściągając buty) śmiał się tak, że prawie się przewracał.

                    Próbuje jakoś zrozumieć tą huśtawkę ale czasami to mnie nosi...

                    Mój też jak ryczy to nic do niego nie dociera, czekam az troche przejdzie i wtedy probuje znależć jakies rozwiazanie. Ogolnie jak pierwsze to zastanawiam sie czy mogę odpuścic (czyli zrobic to co bardzo chce). Nie odpuszczam w rzeczach dot. bezpieczenstwa (np. zapiecie w foteliku) lub w sytuacji gdy cos z nim ustalilam i konsekwentnie wypelniam umowę (np. tylko jedna bajka, lub np. że mleko dostaje po kąpieli jak ma ubraną piżamkę). Jesli mogę i widzę że to dla niego znaczące odpuszczam (np. jeszcze chwile jestesmy na dworze). Zauwazylam że jak jest zmęczony lub głodny to częściej wybucha więc karmię i kładę spać nie czekając na przemęczenie lub przegłodzeniesmile

                    Ja ostatnio od mojej mamy i teściowej usłyszałam że jest rozpieszczony i cały czas zastanawiam sie czy tak i co jest oznaką rozpuszczenia. Fakt, poswiecamy mu dużo uwagi, spędzamy z nim czas ale widzę że on (zresztą ja też) się z tego cieszy. Rownocześnie obie mamy często powtarzają że fajny z niego chłopczyk, spokojny i grzeczny więc chyba ta droga ma senssmile

                    Aha, synek mnie nie biję, Stanowczo od początku powtarzaliśmy że nikogo się nie bije, jak uderzy przez przypadek mówie ała, boli (przesadnie reaguję) a jak próbował bić świadomie chwytałam ręce i mówiłam, że nikogo się nie bije. Na razie działa.

    • jessenia Re: dwulatek. no prawie. ratunku 07.09.11, 12:19
      to jedziemy dalej z wątkiem Frankowym smile

      Nagle i niespodziewanie w poprzedni poniedziałek okazało się, że zwolniło się miejsce w żłobku i Franek od czwartku stał się dzieckiem żłobkowym.

      jest ciążko, to jednak kolosalna zmiana dla niego.
      do tej pory owszem był beze mnie - ale był z dziedkiem i kuzynkami.
      w tej chwili od 8 do 12 (na razie, DOCELOWO ma go teść odbierać ok 15)

      strasznie mi zależało na żłobku, w końcu od przyszłego roku ma iść do przedszkola, chciałam, zeby się troszkę oswoił z tą idęą.

      ale sama nie wiem.



      w efekcie - w nocy śpi mocno niespokojnie, budzi się milion razy, najchetniej by spał z moją piersią buzi.
      jest strasznie nerwowy, jeszcze gorzej znosi odmowę czy próbę zachęcenie do dajmy na to kąpieli.

      jezu jak mi ciężko.

      uczę się o NVC, języku żyrafy...
      ale wierzecie mi - mam ochotę walić głowa w ścianę.


      HALP
      • afro.ninja Re: dwulatek. no prawie. ratunku 13.09.11, 12:51
        Zlobek to nie bajka. Jesli mozna dziecku oszczedzic stresu zwiazanego ze zlobkiem, to bym oszczedzila. Dziecko w koncu sie przyzwyczai, ale okupi to tona stresa, lajf is brutal...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka