doras2
14.07.11, 18:28
Witajcie,głupio mi się przyznać ale chyba coś przeoczyłam,albo robię źle, na pewno robię źle.
Nieraz miałam okazję wypowiadać się na temat relacji mojej córki z rówieśnikami,w pierwszych dwóch latach szkoły była prześladowana przez koleżankę z osiedla i jednocześnie z klasy.Trafiliśmy do psychologa,zmieniliśmy szkołę,zmieniliśmy mieszkanie,co prawda tylko blok obok,ale na trochę wystarczyło.Na trochę,bo jakkolwiek w szkole ma dobre relacje z koleżankami i kolegami.Tak na osiedlu niestety nie.Bywa ofiara żartów koleżanek,znów zaczyna reagować płaczem,ucieka w zabawę z młodszymi dziećmi. Ma 12 ,a nie potrafi dogadać się z rówieśnikami,pozwala ,żeby się z niej śmiano,wredne nastolatki ( 12 - latki!!) wyzywają ją od pasztetów,naśmiewają się z byle powodów.Serce mnie boli,że nie potrafię jej pomóc,ale przecież nie pójdę do dzieci i nie powiem,bawcie się z moim dzieckiem.
Ale najgorsze jest to,ze mam wrażenie,iż to,ze córka ma problemy to moja wina,nie potrafię jej chwalić,ciągle mam wrażenie,ze co by nie zrobiła ,nie robi tego dobrze.Wiem ,ze powinnam ją częściej chwalić,bo przecież jak chce to się zajmie młodszym bratem,przygotuje czasem śniadanie albo kolację,ale...niestety źle się uczy,nie chce się jej sprzątać.Może to jakie ona ma relację z koleżankami ,to wynik moich relacji z nią.Chociaż z drugiej strony rozmawia ze mną praktycznie o wszystkim,o tym,ze jakiś chłopiec się jej podoba,o tym że ktoś jej dokucza,czasem muszę to od niej wyciągać,ale mówi.proszę może jesteście mądrzejsze,macie jakieś doświadczenie,może jest tu jakiś psycholog.Chcę córce pomóc,a nie potrafię.