agatka_s
01.06.04, 10:41
Tak mi się nasunęło to pytanie po refleksji ostatnich kilkunastu dni z życia
mojego syna. Akurat tak się poukładało,że brał on udział w: konkursie
ortograficznym (póki co nie znamy wyników), konkursie matematycznym (był z
kolegą najlepszy w klasie, za 2 dni następny etap), zawodach pływackich (tu
zdażyło się drobne oszukaństwo i mój syn choć ewidentnie wygrał wyścig w
swojej grupie (byłam i widziałam, i ja i nauczyciele i koledzy z klasy)
oficjalnie przegrał z kolegą) , próbach do 2-ch koncertów chóru (jeden w
Akademii Muzycznej za tydzień z prawdziwą orkiestrą, drugi wyjazdowy w
niedzielę w Kościele w Sokołowie), przedstawieniu teatralnym na dzień matki
(który powtarzają jutro w ogrodach wilanowskich u pani prezydentowej),
komunii świętej (też ciągłe występy, wierszyki itp), a dzisiaj ma dzień
sportu z licznymi konkurencjami, do których wczoraj się wieczorem
przygotowywał robiąc różne pompki i brzuszki. Do tego jest wzorowym uczniem
(ale musi się starać bo Pani zapowiedziała ze jak coś pójdzie nie tak to
jeszcze może zmienić zdanie) i jest w samorzadzie klasowym (podobnie, nie
może sobie pozwolić na wpadki, bo z samorządu mozna wylecieć). No jak na 9-
latka to całkiem sporo chyba.
Na jego udział w powyższych "imprezach" nie miałam najmniejszego wpływu, bo
wszędzie jest wybierany, czy zwycięża w eliminacjach itp. bez mojego
najmniejszego udziału (czasem np o konkursie ortograficznym dowiaduję się już
po fakcie). Dzieciak jest ambitny i do wszystkich tych rzeczy podchodzi z
dużym zaangażowaniem i bardzo chce wygrywać, być najlepszy. Mnie jako matce
też ta atmosfera się udziela i chyba trochę nieświadomie te oczekiwania wobec
niego wzbudzam (bo pytam się czy już są wyniki, bo cieszę się jak wygrywa itp
itd). Na zawodach pływackich zdarzyło się ewidentne oszustwo, i go
skrzywdzono, i to było świństwo (sprawa delikatna bo nie można było też
zrobić przykrości temu drugiemu, Bogu Ducha winnemu chłopcu). Ale ja tak po
cichu nawet cieszyłam się, że przegrał i doświadczył że nie zawsze musi być
najlepszy i świat się nie zawali.
No właśnie i tu mam problem, czy odpowiedzialny rodzic powinien dziecko
mobilizować do stawania w tych wszystkich konkursach, popisach czy wręcz
odwrotnie dbając o jego równowagę psychiczną i spokojne dzieciństwo starać
się to jakoś ograniczać. Ja jestem potwornie dumna i zadowolona jak dziecko
zwycięża, występuje, pokonuje te wszystkie etapy, ale czy jest długoterminowo
naprawdę takie dobre ? Wszystko co robi mój syn robi bo sam tego chce, jak
nie chce to nie, wie że nie musi. Ale czy to wystarczy ? Czy nie powinnam
czasem tego jednak bardziej kontrolować ?