A przynajmniej tak to wygląda w naszym przypadku. RB odkryłam niestety trochę późno, bo córka miała już 2 lata i tzw. "bunt dwulatka" był już w toku. Nie wiem, mnie nic nie wychodzi, jestem chyba za mało kreatywna (jest na to jakiś sposób?). Bardzo się starałam, od urodzenia nigdy nie podnosić na nią ręki. Zgodnie z "instrukcją" starałam się tłumaczyć, że nie podoba mi się co robi, że nie lubię takiego zachowania itd, itp., na pewno rozumiecie o co chodzi. Jednak co innego, jak dziecko jest jedno... Kiedy urodził się drugi maluch wszystko się zmieniło. Pierwszy raz dałam klapsa córce. Nic na nią nie działa. Mogę mówić, że mi się nie podoba, że nie lubię, a ona będzie dalej tak robić i nie przerwie nawet, kiedy do niej mówię, jeszcze śmiejąc mi się w nos! Wygląda to tak, że dziecko jest rozpuszczone, bo nic jej nie mogę zrobić. Wg RB żadnej kary, klapsa, nic. Moja mama uważa, że kiedy rodzic jest zbyt tolerancyjny, to nic dobrego z tego nie będzie (mama jest nauczycielką i się naoglądała takich rodziców). Nie do końca się z nią zgadzam, ale widzę, że słowa, tłumaczenia, bez reagowania na zachowanie dziecka nic nie dają. Proszę Was wyjaśnijcie mi na czym w praktyce polega wychowanie wg RB, bo ja chyba nie rozumiem. Spróbuję przykładu: Córka skacze po naszym łóżku. Mówię, żeby przestała, bo rozwali nam łóżko. Nic, tylko się śmieje i udaje, że mnie nie słyszy. Ja w tym czasie karmię noworodka i mogę tylko słownie tłumaczyć, córka wie, że nic jej nie zrobię. Skacze więc dalej, w końcu jedna deska pęka, zaczynam podnosić głos, bo już nie wytrzymuję, ale to też nic nie daje... Kończy się tak, że siłą ją z łóżka zdejmuję, jak już mam wolne ręce, ale zanim to nastąpiło siedziałam i karmiąc małego płakałam z bezsilności. Takich sytuacji było mnóstwo. Podobnie z wyjściem z domu, bo ona się nie ubierze, tego nie założy i takie tam, a mały wyje, bo już chce wyjść. Teraz, choć się hamuję, od urodzenia małego dostała klapsa ode mnie może 10-kilkanaście razy, za to od męża często bez wyraźnego powodu, bo jak mówi "denerwuje mnie". I to mnie najbardziej boli

Najczęściej dostawała wtedy kiedy nawet mimo tłumaczenia, spokojnej rozmowy, nawet w trakcie rozmowy robiła krzywdę małemu i praktycznie nie było innych powodów. Ja nie chcę bić dziecka, ale nie mam w mężu żadnego oparcia

Tyle razy go prosiłam, żeby coś poczytał o wychowaniu i na obietnicach się skończyło. Nie to, że mam złego męża, jest naprawdę wspaniałym ojcem, tylko jest nerwowy i krzyczy na dzieci z błahych powodów, a i na mnie też, bo go denerwuję... Przepraszam, że tak chaotycznie, ale jestem już zmęczona wychowywaniem moich dzieci samotnie, wściekła, bo mąż popsuł właśnie wypracowane niedawno samodzielne zasypianie naszej 3-latki, wrzeszcząc na nią przed pójściem spać

Myślę, że się w tym wszystkim pogubiłam i potrzebuję Waszej rady i wsparcia, więc proszę nie linczujcie mnie za te klapsy