Córka ma 8 lat i nadal jest niejadkiem. Jest wulkanem energii, wszędzie jej pełno, uwielbia zabawy na powietrzu (mieszkamy na wsi), chodzi regularnie na basen no i oczywiście rośnie, rozwija się, uczy a więc potrzebuje konkretnego jedzenia. I tu jest problem; cokolwiek uszykuję na śniadanie-wszystko jest niejadalne!!! Jak się uwzięła na pastę jajeczną, to jadła tylko to. Jak twarożek z rzodkiewką to codziennie na śniadanie i kolację.
Dla wyjaśnienia dodam, że nutelli nie kupuję, słodkich płatków staram się też nie dawać (najwyżej raz w tygodniu w sobotę/niedzielę). Kupiłam zwykłe kukurydziane i okazało się że jest zainteresowanie, owszem ale tylko dlatego, że dosypała cukru!!!
Śniadania do szkoły nie bierze, bo nie ma kiedy zjeść/ nie jest głodna itp. poza tym jak wcisnę w nią coś o 7.30 rano trudno oczekiwać, że zje coś o 9 na przerwie śniadaniowej. Próbowałam zapisać ja na obiady w szkole, ale jak się okazało, jadła często tylko "ziemniaczki i sosik", a panie w kuchni nie nakładały reszty jak dziecko nie chce. Inna sprawa, że te obiady są niejadalne

Ręce mi opadają... Z młodszym synem nie ma problemu, wcina wszystko co przed nim stoi. Słodycze daję tylko po obiedzie na deser, ale i tak problemem jest to, że ona nic nie lubi, choćby stół się uginał. Jak przekonać dziecko do jedzenia, próbowania nowych rzeczy, nowych potraw? Pomóżcie proszę!