milka444 29.09.04, 10:14 Czy tez macie kłopoty z dorastajaca mlodzieza? Jak sobie radzicie? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
milka444 klopoty wychowawcze 29.09.04, 10:17 Przedstawie pokrotce moj problem: mam corke, prawie 16 lat, tez sie denerwuje, gdy jej nie ma w domu (a zdarza sie to coraz czesciej - rozumiem, taka kolej rzeczy). Ufam jej, chociaz ona kilka razy zawiodla moje zaufanie. Ale powiedzialam sobie - to moja corka, jesli nie ja, kto jej w pelni, bezinteresownie zaufa? Mimo to zauwazylam, ze znika mi z barku wino, alkohol. Pali papierosy. Opuscila sie w nauce. Coraz mniej ze mna rozmawia. Wiem, ze ma klopoty (nie od niej) rowiesnicze, wiec rzuca sie w towarzystwo bardzo zabawowe, pijace, palace, tam gdzie jej nie odrzucaja. Nie wiem juz jak z nia rozmawiac, tlumaczyc, prosic, grozic? (nie robie tego). Ostatnio na moje proby porozmawiania uslyszalam: ty i tak mnie nigdy nie rozumialas. Wiem, ze czesciowo jest w tym duzo mojej winy. Od poltora roku pracuje od 7 do 19, 20. Zdarzaly sie dni, ze po powrocie z pracy nie mielam juz na nic sily, zasypialam na siedzaco, a ona wlasnie wtedy chciala porozmawiac... Poza tym od pol roku mam partnera (z jej ojcem jestem rozwiedziona 15 lat, ma z nim sporadyczne kontakty, nie bardzo go akceptuje), z ktorym corka ma zadziwiwajaco dobry kontakt (zdaje sobie sprawe, ze potrzebuje meskiego oparcia). Ale to tez moze byc chyba jedna z przyczyn jej zachowania. W skrocie opisalam moj problem. Poradzcie prosze co zrobilybyscie na moim miejscu Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: klopoty wychowawcze 29.09.04, 16:58 Nasi młodzi są w wieku, w którym najbardziej liczy się akceptacja grupy. Czasem trudno nam to zrozumieć, ale tak jest. Dla grupy mogą zrobić o wiele więcej niż dla nas. Podobne pytanie zadawałam koleżankom, które mają starsze dzieci. Radziły jedno: przeczekaj, uzbrój się w cierpliwość. Widzę, że to trochę działa, mój starszy syn(18 w listopadzie) ciągle jeszcze ma takie nieodpowiedzialne zachowania, ale to już nie ta skala co dwa lata temu. Już mogę z nim rozmawiać, negocjować. Fakt, wiem, że podpala, że piwo wypije, że czasem późno wraca, ale teraz już na tyle mnie przyzwyczaił, że nie skręcam się aż tak z nerwów.(Co nie znaczy, że jest mi to zupełnie obojętne i swoje zawsze powiem.) Z młodszym już jest gorzej, jest bardziej zamknięty, z ojcem nie chce mieć nic wspólnego, z resztą mąż też umywa powoli ręce od wszystkiego.A tak na prawdę to nie wiem, czy my teraz zbieramy owoce, czy może jesteśmy w strefie dopasowywań naszych młodych do brutalnej rzeczywistości. Wierzę, że wypłynie to, co było kiedyś dobre i zwycięży. U mnie jest to gorsze, że synowie muszą odciąć(i ja tez ze swojej strony)pępowinę od matki, a z ojcem się nie bardzo chcą zgadzać, czy identyfikować. Wszystko musi przebiegać delikatnie. Co do Twojej dziewczyny, to mogę poradzić tylko na swoim przykładzie. Z młodości pamietam, że mama zbyt mnie dołowała, mało wspierała. Wydaje mi się(tak pamiętam), że na każdy mój pomysł odpowiadała : po co, nie uda ci się... A to co złe bardziej się wpisuje w pamięć. Więcej luzu w rozmowach, mniej moralizowania,(łatwo powiedzieć, wiem jakie to trudne), ale widzę, że im wiecej rozmawiam-nawet przelotem-ciągle się mijam ze swoimi dziećmi-o mniej istotnych sprawach, tym łatwiej poruszyć trudne tematy. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: klopoty wychowawcze 29.09.04, 23:23 Trudno mi teraz powiedzieć, bo ja takich kłopotów nie miałam. Syn wprawdzie się nie uczył, ale poza tym nie pił, nie palił, był bardzo sympatyczny. Na pociechę mogę tylko powiedzieć, ze z "nieuczenia się" wyrósł jakos przypadkowo dokładnie wtedy, gdy wyprowadził się do sasiedniego domu, do własnego mieszkania i przestałam mu truć nad głową i awantury urzadzać. Może to własnie pomogło? Ja akceptowałam (i akceptuję) picie umiarkowane w towarzystwie co pewien czas, awantury z nauczycielami (o ile racja jest po stronie mojego dziecka), dowolne ubranie, kolczyki w uszach, bluzkę z wizerunkiem ziela (tu z oporami), bardzo późne powroty, o ile zostanie podana ich godzina. Staram się nigdy nie kłócić i nie zabraniać w zadnych sprawach mniejszej wagi. "Nie" rezerwuję tylko dla sytuacji ekstremalnych - i powiem szczerze jeszcze się takie nie zdarzyły. Co nie znaczy, ze jestem liberalna i na wszystko pozwalam. Nastolatki mają obowiązki, maja się uczyć, pomagac w domu, nie spóźniać się ani o sekundę (taki mój bzik) i zwalniać komputer jak JA chcę pograć. Uważam, że w tym wieku nalezy odpuscić sobie zakazywania rzeczy, które ostatecznie są wybaczalne. A przede wszystkim bardzo dużo z nimi rozmawiam, ale prawdę mówiąc nie dlatego, ze to jakaś forma wychowania, tylko po prostu bardzo lubię z nimi poplotkować, a nawet pokłócić się (wczoraj np. przy dyskusji o wychowaniu kobiet o mało żeśmy się nie pobili!) Zapytana przeze mnie córka dlaczego się nie buntuje zapytała "Chętnie, ale przeciw czemu?". Moze to jakiś sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
allija Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 09:32 Verdana, no...setnie mnie ubawiło stwierdzenie twojej córy. Niby ma dziewczyna rację. A co ty w takim wojowniczym nastroju? Tylko tak wczoraj czy zawsze? A z tym kompem to jak to zrobiłaś? Ja to siadam tylko jak cała rodzina poza domem /jak teraz/, albo w środku nocy. Inaczej mnie nie dopuszczą, mowy nie ma. Niestety, co do problemu zasadniczego niewiele mogę powiedzieć. Kiedyś to chłopcy sprawiali większe problemy wychowawcze, pamiętam brata. Teraz jakoś widzę, że dziewczyny. Czy to znak czasów? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 09:55 Z kompem to łatwo - jest mój! A do szału doprowadziło mnie stwierdzenie, ze teraz dziewczynek nie uczy się już (przy czym przez naukę rozumiem nie tylko swiadome działania wychowawcze, ale cała atmosferę), ze faceci są wazniejsi, ich zainteresowania też. Moim zdaniem trochę sie tu zmieniło, ale nie do końca. Moja dusza umiarkowanej feministki zawrzała i zmieniłam sie w feministkę wojujacą. Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 14:01 megxx napisała: > Nasi młodzi są w wieku, w którym najbardziej liczy się akceptacja grupy. Czasem > trudno nam to zrozumieć, ale tak jest. Dla grupy mogą zrobić o wiele więcej niż > dla nas. To wiem. W tym wieku autorytet rodzica juz sie oslabia, natomiast wzrasta autorytet kolezanki, chlopaka... Podobne pytanie zadawałam koleżankom, które mają starsze dzieci. > Radziły jedno: przeczekaj, uzbrój się w cierpliwość. Widzę, że to trochę działa > , > mój starszy syn(18 w listopadzie) ciągle jeszcze ma takie nieodpowiedzialne > zachowania, ale to już nie ta skala co dwa lata temu. Już mogę z nim rozmawiać, > negocjować. Fakt, wiem, że podpala, że piwo wypije, że czasem późno wraca, ale > teraz już na tyle mnie przyzwyczaił, że nie skręcam się aż tak z nerwów.(Co nie > znaczy, że jest mi to zupełnie obojętne i swoje zawsze powiem.) > Z młodszym już jest gorzej, jest bardziej zamknięty, z ojcem nie chce mieć nic > wspólnego, z resztą mąż też umywa powoli ręce od wszystkiego.A tak na prawdę to > nie wiem, czy my teraz zbieramy owoce, czy może jesteśmy w strefie dopasowywań > naszych młodych do brutalnej rzeczywistości. Wierzę, że wypłynie to, co było > kiedyś dobre i zwycięży. U mnie jest to gorsze, że synowie muszą odciąć(i ja te > z > ze swojej strony)pępowinę od matki, a z ojcem się nie bardzo chcą zgadzać, czy > identyfikować. Wszystko musi przebiegać delikatnie. > > Co do Twojej dziewczyny, to mogę poradzić tylko na swoim przykładzie. Z młodośc > i > pamietam, że mama zbyt mnie dołowała, mało wspierała. Wiesz, nie potrafie powiedziec, jak ona mnie odbiera, ale staram sie ja wspierac a nie dolowac. Nawet jak mowi, ze bedzie kiedys gwiazda estrady (a nie ma ku temu zadnych predyspozyji), nie mowie jej, cos ty... nie zartuj. nie uda ci sie. Zawsze powtarzam, ze zycze jej zeby jej pragnienia i marzenia sie spelnily, chociaz w czesci. I ze jesli ona bedzie szczesliwa - to ja tez. Wydaje mi się(tak > pamiętam), że na każdy mój pomysł odpowiadała : po co, nie uda ci się... A to c > o > złe bardziej się wpisuje w pamięć. Więcej luzu w rozmowach, mniej > moralizowania,(łatwo powiedzieć, wiem jakie to trudne), ale widzę, że im wiecej > rozmawiam-nawet przelotem-ciągle się mijam ze swoimi dziećmi-o mniej istotnych > sprawach, tym łatwiej poruszyć trudne tematy. Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 10:01 moja corka jest osoba, bardzo zamknieta w sobie, rzadko dzieli sie swoimi problemami. nawet gdy widze, ze chodzi smutna, zniechecona (ma depreche - jak to sama okresla) i probuje zagadac, zeby wyrzucila z siebie, co ja boli, zbywa mnie byle czym, albo mowi, ze nie ma zadnego problemu. boli mnie to bo nie potrafie jej pomoc, mimo moich usilnych staran (nie musze chyba dodawac, ze jeszcze 1,5 roku temu bylysmy w doskonalej komitywie. Wszystko zaczelo sie w II semestrze I klasy gimnazjum (teraz jest w III klasie), kiedy to wpadla w towarzystwo, o ktorym pisalam w poprzednim poscie. Ludzie ci do tego stopnia "przewrocili jej w glowie", ze przewartościowala sobie wszystko, co jej wpajalam przez 14 lat. Wysmiewali na przyklad ze jest kujonem (jest zdolna, szybko chlonie wiedze, ma zdolnosci jezykowe; byla wiec najlepsza uczennica w klasie, przynosila swiadectwa z paskiem) - w takim razie przestala sie uczyc. Efekt: swiadectwo po II klasie - 3 trojki, tylko 3 piatki, reszta 4 (bez zadnej szostki, a wczesniej miala je np. z informatyki, angielskiego lub innych przedmiotow). przymknelam oczy, chociaz probowalam pobudzic jej ambicje (ktoa chyba zasnela moznym snem) Nie uzywam brzydkich slow, bo mnie to drazni - rowiesnicy klna jak szewc - wiec ona tez. Co prawda wyekzekwowalam, zeby przy mnie nie przeklinala, na razie dostosowala sie. Slucha metalu (okresla sie mianem "metalowy"), wiec sposob zycia i ubierania (tylko czern) zmienil sie diamentralnie. zaakceptowalam, coz - jej wybor. Nie dyskutuje sie o gustach. Sama wynajduje jej te "czarnosci" To tylko niektore przyklady. Nie wydaje mi sie zebym byla zla matka, na pewno popelniam bledy (jak kazdy), chociaz staram sie jak moge wystrzegac ich. Bardzo boli mnie (wrecz fizycznie) czesty brak nici porozumienia z corka. Rozmawiamy, ale na bardzo blache tematy, a te wazne gnebi w sobie. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, ze nie ma przyjaciolki, ktorej moglaby sie zwierzyc. Po za tym wiem, ze nie ma chlopaka, i to tez jest dla niej problem. Postaram sie zastosowac w zyciu kazdy poddany przez Was pomysl! Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 10:51 Tym razem bedzie to czyste mądrzenie się - nie znam Twojej córki, ani Twoich z nia relacji. Z góry przepraszam - piszę jak myslę, ale moze to być całkowicie krzywdzace i nieprawdziwe. Widzę tu kilka problemów. Przede wszystkim wydaje mi się, że tolerujesz (to i tak doskonale!)zachowanie córki, ale go nie akceptujesz. W gruncie rzeczy nie podoba ci się ani jej towarzystwo , ani brak towarzystwa (przyjaciółka i chłopak), słownictwo, muzyka jakiej słucha, ubranie, stopnie (choć je kupujesz) Nie watpię, ze córka o tym doskonale wie. Wydaje mi się (z naciskiem na wydaje), że za dużo winy zrzucasz na "towarzystwo" a za mało na normalny, fizjologiczny etap w zyciu nastolatki. W tym wieku następuje, o czym doskonale wiedza nauczyciele, załamanie stopni. Zwiazane jest to z niemoznością skupienia uwagi, zaabsorbowaniem dojrzewaniem itd. Nie ma nic wspólnego z ambicją. "nieuczenie się" jest spowodowane bardzo czesto rozwojem organizmu. Nie ma co pobudzać ambicji, bo część dziewcząt w tym wieku po prostu nie jest w stanie się uczyć i tyle. Poza tym masz chyba zbyt duże wymagania. Szóstki i czerowny pasek po prostu sa znacznie rzadsze w wyższych klasach. Dla mnie (a byłam wiele lat nauczycielką i mam trochę starszą córkę od Twojej) stopnie Twojej córki są badzo przyzwoite, żeby nie powiedzieć dobre. Nie dziwię się, że zareagowała agresywnie na krytyke takiego świadectwa. W tym wieku zresztą nie musi już być dobra ze wszystkiego. W tym wieku wiekszość nastolatek jest zamknięta w sobie i nie mówi rodzicom o problemach. To nie tylko Twój problem, ale niemal wszystkich. Radzę nie pytać, dlaczego ma zły humor, czy jest smutna, a zadawać bardziej konkretne pytania "Nie poszłabyś ze mną na kawę, do kina itd". To predzej poprawi humor, niż próba wydobycia przyczyny smutku. Tym bardziej, ze takiej przyczyny konkretnej pewnie nie ma - to hormony. Myślę, ze mówi prawdę, kiedy nie wie, dlaczego "ma deprechę". Ma, bo ma. Wyobraź sobie, że masz przez kilka lat syndrom napięciaprzedmiesiączkowego pomnozony przez 10. Tak czuje się Twoja córka. Nie wiem, jak na córkę wpłyneła zmiana sytuacji rodzinnej. O ile pamietam, masz partnera? Nawet jeśli córka go lubi, jest to dla niej na pewno trudna sytuacja. Moze być zazdrosna nie tylko o Ciebie, ale i o niego. Jedyna konkretna rada, jakiej mogę Ci udzielić, to całkowicie zlikwidować w domu barek z alkoholem. Co innego picie sporadyczne w towarzystwie ( naganne, ale powszechne), a co innego w domu. Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 13:54 verdana napisała: > Tym razem bedzie to czyste mądrzenie się - nie znam Twojej córki, ani Twoich z > nia relacji. Z góry przepraszam - piszę jak myslę, ale moze to być całkowicie > krzywdzace i nieprawdziwe. Jestem wdzzieczna za kazdy glos. nie naleze do osob, ktore trzeba tylko glaskac po glowie, zeby mialy dobry nastroj. Zalezy mi po prostu na mojej corce i dobrych kontaktach z nia. > Widzę tu kilka problemów. Przede wszystkim wydaje mi się, że tolerujesz (to i > tak doskonale!)zachowanie córki, ale go nie akceptujesz. To nie jest tak, ze nie akceptuje niczego. Niektore sytuacje toleruje, inne akceptuje. Na przyklad styl ubierania, muzyke, ktorej slucha, literature, ktora czyta itp. > podoba ci się ani jej towarzystwo , ani brak towarzystwa (przyjaciółka i > chłopak), słownictwo, muzyka jakiej słucha, ubranie, stopnie (choć je kupujesz) Jej towarzystwo jest mieszane, niektore osoby nawet lubie (z tych ktore znam). Natomiast zal mi corki, ze nie ma z kim poszeptac, pozwierzac sie. Rozumiem, ze nie ze wszystkimi problemami biegnie sie do mamy. Ale przyjaciolka nadaje sie do tego doskonale. A odrebna sprawa jest chlopak. W jej srodowisku miec kogos to nobilitacja. Nie masz chlopaka - jestes gorsza. > > Nie watpię, ze córka o tym doskonale wie. Wydaje mi się (z naciskiem na > wydaje), że za dużo winy zrzucasz na "towarzystwo" a za mało na normalny, > fizjologiczny etap w zyciu nastolatki. W tym wieku następuje, o czym doskonale > wiedza nauczyciele, załamanie stopni. Zwiazane jest to z niemoznością skupienia > > uwagi, zaabsorbowaniem dojrzewaniem itd. Nie ma nic wspólnego z > ambicją. "nieuczenie się" jest spowodowane bardzo czesto rozwojem organizmu. > Nie ma co pobudzać ambicji, bo część dziewcząt w tym wieku po prostu nie jest w > > stanie się uczyć i tyle. Poza tym masz chyba zbyt duże wymagania. Szóstki i > czerowny pasek po prostu sa znacznie rzadsze w wyższych klasach. Dla mnie (a > byłam wiele lat nauczycielką i mam trochę starszą córkę od Twojej) stopnie > Twojej córki są badzo przyzwoite, żeby nie powiedzieć dobre. Nie dziwię się, że > > zareagowała agresywnie na krytyke takiego świadectwa. W tym wieku zresztą nie > musi już być dobra ze wszystkiego. Cora jest zdolna, ale w ciagu ostatniego 1,5 roku zrobil sie z niej leniuszek. Nie uczy sie w ogole, nawet nie zawsze odrabia lekcje... czasami nadrabia potem hurtem w sobote albo niedziele odpisujac od kolezanek czy kolegow. Nie chce po prostu zeby zakopala swoje talenty. Juz i tak odpuscilam, doszlam do wniosku, ze jest na tyle duza, ze powinna ponosic konsekwencje swojego postepowania. Tyle tylko, ze nastepuje moment opamietania i wtedy jest: mamo, dlaczego tak wyszlo?, dlaczego nie wyrobilam sie z tym czy tamtym? a bo ta pani (ten pan) sie czepia. > W tym wieku wiekszość nastolatek jest zamknięta w sobie i nie mówi rodzicom o > problemach. To nie tylko Twój problem, ale niemal wszystkich. Radzę nie pytać, > dlaczego ma zły humor, czy jest smutna, a zadawać bardziej konkretne > pytania "Nie poszłabyś ze mną na kawę, do kina itd". To predzej poprawi humor, > niż próba wydobycia przyczyny smutku. Tym bardziej, ze takiej przyczyny > konkretnej pewnie nie ma - to hormony. Myślę, ze mówi prawdę, kiedy nie wie, > dlaczego "ma deprechę". Ma, bo ma. Wyobraź sobie, że masz przez kilka lat > syndrom napięciaprzedmiesiączkowego pomnozony przez 10. Tak czuje się Twoja > córka. > Nie wiem, jak na córkę wpłyneła zmiana sytuacji rodzinnej. O ile pamietam, masz > > partnera? Nawet jeśli córka go lubi, jest to dla niej na pewno trudna sytuacja. > > Moze być zazdrosna nie tylko o Ciebie, ale i o niego. Zgadzama sie, ze to moze byc dla niej trudna sytuacja, bo juz nie jestem dla niej taka "dyspozycyjna", czas spedzamy na ogol we trojke (jesli ona przyjdzie do naszego pokoju; zawsze, gdy z M. sie gdzies wybieramy pytamy czy chce z nami "wybyc" - czesto korzysta z tego), a nie we dwie. Ale z nowu jest tez druga strona medalu. Cora ma wiele wspolnych tematow z moim M., do ktorych czasami nawet nie jestem dopuszczana. Szanuje to, przeciez nie musze znac sie na wszystkim. > Jedyna konkretna rada, jakiej mogę Ci udzielić, to całkowicie zlikwidować w > domu barek z alkoholem. Co innego picie sporadyczne w towarzystwie (naganne, > ale powszechne), a co innego w domu. Dziekuje Ci bardzo za wszystkie uwagi, czekam na ewentualne nastepne wskazowki. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 18:56 Twoje dziecko prawdopodobnie nie jest "leniuszkiem" (a jeśli juz to leniem, dzieci w tym wieku nienawidzą zdrobnień!). Jej niechęć do nauki i odrabiania lekcji wynika prawdopodobnie własnie z fizjologii( w XIX w. całkiem niegłupio radzono pannom w tym wieku na rok przerwać naukę i wyjechać na wieś dla "nabrania zdrowia"). Po drugie z idiotycznego, karygodnego i(nie, nie lubisz wulgarnych słów..) przeciążenia nastolatków w wieku dojrzewania lekcjami. Jako wieloletni(były) nauczyciel, rodzic(obecny) oraz (były) uczeń jestem tu całym sercem po stronie Twojej córki. W gimnazjum, jak słusznie zauwazyła Twoja córka, wyrobić się często nie sposób, chyba że kosztem zycia osobistego. A nauczyciele maja to do siebie, że się czepiają i nie zawsze wina leży po stronie uczniów (takiego przekonania nabrałam, niestety, w pokoju nauczycielskim). Czas na idiotyczne odrabianie lekcji wielu młodych ludzi woli przeznaczyć na rzeczy pożyteczne - typu - czytanie, słuchanie muzyki, dobry film. Ja sama nie splamiłam się powyzej 7 klasy odrobieniem zadań z fizyki, chemii, biologii i jeszcze paru innych przedmiotów (ustnych lekcji trzeba się niestety uczyć z powodu (.....) egzaminów ze wszystkiego do liceum). Naprawdę, jestem pewna, ze wyszło mi to na dobre. W sprawie lekcji radzę umówić się z córką tak (ja się tak umówiłam i moja córka jest najlepsza w klasie, a nigdy dotąd nie była), ze odrabia to, co ją interesują, co moze się jej w zyciu przydać, a resztę bezczelnie odpisuje. Np. moja córka odrabia polski, języki, historię, WOS, geografię, a "olewa" pozostałe lekcje pisemne. Ma dzięki temu czas na rozwijanie zainteresowań, no i trochę czasu dla siebie. Wiem, że odpisuje i godze się z tym. A córka jest wdzięczna i przekonana, że rozumiem jej problem (no, bo chyba rozumiem) Ja sama rodzicom nie mówiłam, że nie robię lekcji, co strasznie mnie stresowało - teraz wolę już wiedzieć. Ale koszt oczywiscie jest - córka ma np. dwóję z matematyki. I nie przejmuj sie ani przyjaciółką, ani chłopakiem. Tak naprawdę w tym wieku mało która dziewczyna ma chłopaka (choć wszystkie mówią, ze mają i dlatego Twojej córce wydaje się, że jest osamotniona). Ja po wielu, wielu latach zorientowałam się, jak perfidnie na ten temat łgały moje kolezanki z liceum. Przyjaciółki (takie od serca) to też bardziej w Ani z Zielonego Wzgórza, niż w gimnazjum. Pozdrowienia dla córki. Tak naprawdę, z Tego co piszesz, to jest ona jak na swój wiek bardzo "w porzadku". Wywnioskowałam, że czyta (a to wcale nie takie czeste), ma ochotę być w porzadku wobec szkoły (nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie to rzadkie), martwi się gorszymi stopniami i uwagami nauczycieli ( to niemal biały kruk)! Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 01.10.04, 10:55 verdana napisała: > Twoje dziecko prawdopodobnie nie jest "leniuszkiem" (a jeśli juz to leniem, > dzieci w tym wieku nienawidzą zdrobnień!). Jej niechęć do nauki i odrabiania > lekcji wynika prawdopodobnie własnie z fizjologii( w XIX w. całkiem niegłupio > radzono pannom w tym wieku na rok przerwać naukę i wyjechać na wieś > dla "nabrania zdrowia"). Po drugie z idiotycznego, karygodnego i(nie, nie > lubisz wulgarnych słów..) przeciążenia nastolatków w wieku dojrzewania > lekcjami. Jako wieloletni(były) nauczyciel, rodzic(obecny) oraz (były) uczeń > jestem tu całym sercem po stronie Twojej córki. W gimnazjum, jak słusznie > zauwazyła Twoja córka, wyrobić się często nie sposób, chyba że kosztem zycia > osobistego. A nauczyciele maja to do siebie, że się czepiają i nie zawsze wina > leży po stronie uczniów (takiego przekonania nabrałam, niestety, w pokoju > nauczycielskim). Czas na idiotyczne odrabianie lekcji wielu młodych ludzi woli > przeznaczyć na rzeczy pożyteczne - typu - czytanie, słuchanie muzyki, dobry > film. Ja sama nie splamiłam się powyzej 7 klasy odrobieniem zadań z fizyki, > chemii, biologii i jeszcze paru innych przedmiotów (ustnych lekcji trzeba się > niestety uczyć z powodu (.....) egzaminów ze wszystkiego do liceum). Zgadzam sie w wiekszosci z toba, co prawda moja corka na przyklad mowi, ze nie lubi fizyki i chemi, ale przekonalam sie, ze nie lubi bo nie umie (nie zna podstaw). Pare razy przychodzila do mnie po pomoc w rozwiazywaniu jakichs problemow, gdy wrocilysmy do podstaw, poznala je (zapamietala) - nagle okazywalo sie ze nie w ogole problemu. Nie zrozum mnie zle, ja nie jestem przyslowiowym nietoperzem co to nie dowidzi, nie doslyszy ale sie czepia; nie czepiam sie jej. Wrecz przeciwnie znajac jej mozliwosci umyslowe, chcialabym, zeby to procentowalo, zeby bylo jej po prostu latwiej w (moze dopiero przyszlym) zyciu. Naprawdę, > jestem pewna, ze wyszło mi to na dobre. > W sprawie lekcji radzę umówić się z córką tak (ja się tak umówiłam i moja córka > > jest najlepsza w klasie, a nigdy dotąd nie była), ze odrabia to, co ją > interesują, co moze się jej w zyciu przydać, a resztę bezczelnie odpisuje. Np. > moja córka odrabia polski, języki, historię, WOS, geografię, a "olewa" > pozostałe lekcje pisemne. Ma dzięki temu czas na rozwijanie zainteresowań, no i > > trochę czasu dla siebie. Wiem, że odpisuje i godze się z tym. A córka jest > wdzięczna i przekonana, że rozumiem jej problem (no, bo chyba rozumiem) Ja sama > > rodzicom nie mówiłam, że nie robię lekcji, co strasznie mnie stresowało - teraz > > wolę już wiedzieć. Ale koszt oczywiscie jest - córka ma np. dwóję z matematyki. > Moja corka odrabia lekcje zgodnie z nastrojem. Jest humanistka (ale nie znosi historii), wiec nie ma najmniejszych problemow z jezykami. Ale tez nie zawsze odrabia zadania z tych przedmiotow. bo jej sie nie chce! Nie mowie tego wszystkiego dlatego ze wiecznie sa awantury na tym tle. Zrozumialam juz, ze nie tedy droga. Tez przymykam oko na te nieodrabiane zadania. (na ostatniej wywiadowce wychowawczyni corki <polonistka> "poskarzyla sie", ze cora nie odrobila pierwszego pisemnego zadania - jedno w semestrze mozna bez konsekwencji - to co to bedzie pozniej?! cora zreszta jako jedyna w klasie ma u tej pani 5, pisuje <raczej pisywala> teksty do gazetki szkolnej, wiec nie jest to bunt przeciwko nielubianemu przedmiotowi) Martwi mnie tylko ta niechec do nauki jako takiej. Byc moze jest to , jak mowisz, przeladowanie programu w gimnazjum. Ale jesli nie? Jesli to jest chroniczna "deprecha" - to na jakim tle i jak jej pomoc? I nie przejmuj sie ani przyjaciółką, ani chłopakiem. Tak naprawdę w tym wieku > mało która dziewczyna ma chłopaka (choć wszystkie mówią, ze mają i dlatego > Twojej córce wydaje się, że jest osamotniona). Ja po wielu, wielu latach > zorientowałam się, jak perfidnie na ten temat łgały moje kolezanki z liceum. > Przyjaciółki (takie od serca) to też bardziej w Ani z Zielonego Wzgórza, niż w > gimnazjum. > Pozdrowienia dla córki. Tak naprawdę, z Tego co piszesz, to jest ona jak na > swój wiek bardzo "w porzadku". Wywnioskowałam, że czyta (a to wcale nie takie > czeste) pochlania mase ksiazek. ostatnio zamiast za Zemste (ktora jest lektura) siegnela po "Dymy nad Birkenau" Szmaglewskiej i "Króla Szczurów" Jamesa Clavella z kometarzem, ze "nie ma ochoty na <nudy lekturowe>, a na cos ciezszego" , ma ochotę być w porzadku wobec szkoły (nawet nie zdajesz sobie sprawy, > > jakie to rzadkie), martwi się gorszymi stopniami i uwagami nauczycieli ( to > niemal biały kruk)! Tak ogolnie nie narzekam na nia. Kocham ja bardzo. Znam jej wartosc jako mlodego czlowieka, moze nie zawsze potrafie jej to okazac (chociaz sie staram). Martwi mnie tylko czasami jej brak obowiazkowosci, zmiennosc nastrojow (wiem ze to burza hormonalna - ale gdy z ekstazy popada w "depreche" nie wiem co zrobic, zeby jej pomoc). Nie mowie juz o nieporzadku w jej pokoju - nie widze juz tego. Chociaz akuratnie w tym, ostatnim przypadku zachodza w niej zmiany - ostatnio nawet w jej pokoju da sie przyjac kolezanki, ktore ja od czasu do czasu wizytuja. Watek ten zaczelam dlatego, ze martwi mnie moja bezsilnosc wobec wlasnego dziecka. Martwi mnie ciagle zrywana nic poruzmienia miedzy nami. Chcialabym umiec naprawic to co robie zle w naszych stosunkach. Dlatego prosze o pomoc.!!! I dziekuje za kazda rade! Odpowiedz Link Zgłoś
judytak Re: klopoty wychowawcze 01.10.04, 12:01 za przeproszeniem... ja swojej 10-letniej córki nie pytam, czy lekcji odrobiła... moich rodziców też nie interesowało, czy ja lekcje odrabiam czy odpisuję, i czy w domu, w tramwaju, czy na co nudniejszych lekcjach pod ławką... i nie dlatego, że się mną nie interesowali, wręcz przeciwnie :o) mój ojciec czasami cytował swojego profesora z Politechniki, że "nie trzeba się uczyć, trzeba umieć" w końcu każdy sam wie, co mu potrzebne do tego, żeby umiał... pozdrawiam Judyta Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 01.10.04, 13:24 czyli uwazasz, ze rzucone "jak bylo w szkole" moze byc przyslowiowa czerwona plachta na byka? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: klopoty wychowawcze 01.10.04, 16:18 Znajoma pani psycholog uwaza, ze jeśli chcemy narazić sie dziecku nalezy zaczać rozmowę "Od jak było w szkole". Ja nie jestem przekonana, bo moje dzieci np. były zadowolone, gdy pytałam. Ale napewno nie "Jak było w szkole" pod kątem - czy dostałas jakis stopień, czy była klasówka, czy pytali, dlaczego tylko trójka itd. Ja jestem zawsze bardziej ciekawa plotek, opinii dyskusji itd. O stopniach mówią, albo i nie mówią. Przy najstarszym byłam wściekła, teraz juz nie nalegam. Chyab głównie chodzi o to, zeby to "co w szkole" było wyrazem raczej autentycznego zainteresowania (typu pytań do partnera :Jak tam w pracy? szef znowu narzekał? A co u Tereski?") niz policyjnego przesłuchania. Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 05.10.04, 13:55 verdana napisała: > Znajoma pani psycholog uwaza, ze jeśli chcemy narazić sie dziecku nalezy zaczać > > rozmowę "Od jak było w szkole". Ja nie jestem przekonana, bo moje dzieci np. > były zadowolone, gdy pytałam. Ale napewno nie "Jak było w szkole" pod kątem - > czy dostałas jakis stopień, czy była klasówka, czy pytali, czyli ja narażam się moje córce notorycznie (nieswiadomie), bo pytam "jak bylo w szkole" dlaczego tylko > trójka itd. Ja jestem zawsze bardziej ciekawa plotek, opinii dyskusji itd. Też jestem ciekawa tak ogolnie co sie dzieje z rowiesnikami cory (przeciez znam te osoby), jakie maja hobby, jak spedzaja czas wolny. O > stopniach mówią, albo i nie mówią. Przy najstarszym byłam wściekła, teraz juz > nie nalegam. > Chyab głównie chodzi o to, zeby to "co w szkole" było wyrazem raczej > autentycznego zainteresowania (typu pytań do partnera :Jak tam w pracy? szef > znowu narzekał? A co u Tereski?") niz policyjnego przesłuchania. Nie chodzi mi jednak o "przesluchanie". Chcialabym, zeby to bylo wlasnie na zasadzie poplotkowania sobie na rozne tematy. Ale obawiam się czy jestem dobrze rozumiana. Odpowiedz Link Zgłoś
judytak Re: klopoty wychowawcze 04.10.04, 12:42 milka444 napisała: > czyli uwazasz, ze rzucone "jak bylo w szkole" moze byc przyslowiowa czerwona > plachta na byka? uważam, że na pytanie "jak tam w szkole" otrzymuje się odpowiedź "normalnie", albo coś w tym stylu, i nie jest to rozmowa, tylko wymiana pozdrowień (coś w stylu "jak się masz?" "dzięki, jakoś leci") i owszem pytanie stosuję, ale w tej właśnie konwencji :o) natomiast pamiętam dokładnie, jaką furię wywoływały u mnie sporadycznie pojawiające się "a lekcje odrobione?" w wykonaniu mojej mamy :o) na szczęście ojciec w takich przypadkach zazwyczaj orzekł, że "jak zacznie przynosić dwóje, to będziemy się interesować tym, czy lekcje odrobiła" ;o) pozdrawiam Judyta Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 05.10.04, 14:16 judytak napisała: > milka444 napisała: > > > czyli uwazasz, ze rzucone "jak bylo w szkole" moze byc przyslowiowa czerw > ona > > plachta na byka? > > uważam, że na pytanie "jak tam w szkole" otrzymuje się odpowiedź "normalnie", > albo coś w tym stylu, i nie jest to rozmowa, tylko wymiana pozdrowień (coś w > stylu "jak się masz?" "dzięki, jakoś leci") > i taka tez odpowiedz na ogol otrzymuje: "normalnie", albo "nudno", albo "dobrze" > i owszem pytanie stosuję, ale w tej właśnie konwencji :o) > > natomiast pamiętam dokładnie, jaką furię wywoływały u mnie sporadycznie > pojawiające się "a lekcje odrobione?" w wykonaniu mojej mamy :o) niestety przyznaje sie bez bicia, ze tez czasami popelniam takie okropienstwa, jak pytanie zadawane przez Twoja mame. Byc moze w mojej corce tez wywoluje ono takie same uczucia jak u Ciebie. Zadaje jednak takie pytanie tylko wtedy, gdy widze moja corke snujaca sie cale popoludnie (albo nawet dzien) po domu i narzekajaca jak to ona sie smiertelnie nudzi. Nie interesuje jej wtedy ani ksiazka (mimo, ze lubi czytac), ani film (jest "telemaniaczka"), ani komputer ("nikogo ciekawego nie ma na gg"), nic nie jest jej w stanie wyrwac z marazmu nudy. > > na szczęście ojciec w takich przypadkach zazwyczaj orzekł, że "jak zacznie > przynosić dwóje, to będziemy się interesować tym, czy lekcje odrobiła" ;o) > wiesz mojej corce zdazalo sie przynosic jedynki w zeszlym roku szkolnym. W tym jeszcze nie (a moze ja po prostu jeszcze o tym nie zostalam powiadomiona ) Dlatego (czasami nawet wbrew sobie) "gonie" ja do nauki. Spedzalysmy i spedzamy duzo czasu na rozmowach o jej przyszlosci. Plany ma wspaniale, gorzwej jak przychodzi zaczac je realizowac... Wtedy troche mina jej rzednie - i tu wlasnie dochodzi do glosu moje "czepianie sie". Cora nie do konca chyba zdaje sobie sprawe z tego, ze aby zebrac - trzeba posiac... Ona chcialaby zbierac bez wczesniejszego "wkladu wlasnego". Ale moze ja rzeczywiscie sie czepiam > pozdrawiam > Judyta Odpowiedz Link Zgłoś
judytak Re: klopoty wychowawcze 06.10.04, 11:59 milka444 napisała: > Zadaje jednak takie pytanie tylko wtedy, gdy > widze moja corke snujaca sie cale popoludnie (albo nawet dzien) po domu i > narzekajaca jak to ona sie smiertelnie nudzi. Nie interesuje jej wtedy ani > ksiazka (mimo, ze lubi czytac), ani film (jest "telemaniaczka"), ani komputer > ("nikogo ciekawego nie ma na gg"), nic nie jest jej w stanie wyrwac z marazmu > nudy. no właśnie, ja taka byłam wtedy, jak wiedziałam, że muszę coś zrobić (napisać, nauczyć...), ale strasznie mi się nie chciało, za coś innego się brać "nie wypadało" (samemu przed sobą, oczywiscie), a jeszcze nie była tak strasznie "ostatnia chwila", żeby się zmusić do pracy... najlepiej mi szło wtedy zmywanie obieranie ziemniaków i temu podobne rzeczy ;o) > wiesz mojej corce zdazalo sie przynosic jedynki w zeszlym roku szkolnym. W tym > jeszcze nie (a moze ja po prostu jeszcze o tym nie zostalam powiadomiona ) ja nie mówię, że nie powinna się uczyć ;o) co prawda, pojedyncze jedynki nic nie przesądzają, liczy się wynik ostateczny ;o) mówię tylko, że kiedy ktoś mi przypomina, że powinnam coś robić, kiedy ja dokładnie wiem, że powinnam, ale nie jestem w stanie się zmusić - to zamiast mnie mobilizować, zdemotywuje mnie to totalnie... > Spedzalysmy i spedzamy > duzo czasu na rozmowach o jej przyszlosci. Plany ma wspaniale, gorzwej jak > przychodzi zaczac je realizowac... Wtedy troche mina jej rzednie - i tu wlasnie > dochodzi do glosu moje "czepianie sie". Cora nie do konca chyba zdaje sobie > sprawe z tego, ze aby zebrac - trzeba posiac... Ona chcialaby zbierac bez > wczesniejszego "wkladu wlasnego". nie mam cudowniej recepty :o) w zasadzie, to żadnej recepty nie mam... może niech się chociaż tych rzeczy uczy poważniej, które wiążą się z planami na przyszłość... pozdrawiam Judyta Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: klopoty wychowawcze 02.10.04, 17:34 Chwilami mam wrażenie, że czytam o swoich reakcjach sprzed dwóch lat. Młodszy nie lubi sie uczyć, moim błędem było, że nie przeniosłam go do innej klasy, gdy był w 2klasie podstawówki, ale to inna sprawa. Wiem jedno, dziecka za bardzo juz nie zmienię, liczę, że przejdzie ten czas przemian, gdy to, o czym mówią rodzice, takie idealne, dobre, w zderzeniu z rzeczywistością jest inne. Przeciez mówimy im, by byli uczciwi, pracowici itp. a oni wystawiają głowy na otoczenie i widzą:ten kombinuje, ten lawiruje...i ajk wypadamy? No i zaczynaja zauważać nasze błędy, nieprawości. Świat jawi się dziwnym. A my w tym świecie chcemy mieć idealne dziecko, nie już nie chcę, wyrosłam z wszelkich objawów takiej chęci, chcę mieć dziecko szczęśliwe. I wychodzi na to, że najprostsza droga do tego to: Szczęśliwa mama-to szczęśliwe dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 05.10.04, 14:31 megxx napisała: > Chwilami mam wrażenie, że czytam o swoich reakcjach sprzed dwóch lat. Młodszy > nie lubi sie uczyć, moim błędem było, że nie przeniosłam go do innej klasy, gdy > był w 2klasie podstawówki, ale to inna sprawa. > Wiem jedno, dziecka za bardzo juz nie zmienię, liczę, że przejdzie ten czas > przemian, gdy to, o czym mówią rodzice, takie idealne, dobre, w zderzeniu z > rzeczywistością jest inne. Przeciez mówimy im, by byli uczciwi, pracowici itp. > a > oni wystawiają głowy na otoczenie i widzą:ten kombinuje, ten lawiruje...i ajk > wypadamy? No i zaczynaja zauważać nasze błędy, nieprawości. Świat jawi się > dziwnym. A my w tym świecie chcemy mieć idealne dziecko, moze kiedys tez chcialam, zeby moja corka byla idealna, ale gdy uslyszalam, gdy miala 14 lat, ze jej zycie bylo nudne, przyszla refleksja: to co dla mnie bylo czyms naturalnym (obowiazkowosc, punktualnosc, szczerosc, uczciwosc i jeszce kilka zasad, czy prawd wpojonych mi przez moich Rodzicow) dla niej jest nudne. Dlaczego? co zrobilam zle, gdzie popelnilam blad, ze ona nie identyfikuje sie z moimi (i moich przodkow) prawdami? nie już nie chcę, > wyrosłam z wszelkich objawów takiej chęci, chcę mieć dziecko szczęśliwe. I > wychodzi na to, że najprostsza droga do tego to: Szczęśliwa mama-to szczęśliwe > dziecko. Ja tez marze o tym zeby moje dziecko bylo szczesliwe. Ale widze to w odwrotnej kolejnosci niz ty. Moje dziecko jest szczesliwe - ja jestem szczesliwa. A poniewaz moje dziecko trapia rozne "dolki" (byc moze czasami nawet ja , ale zupelnie nieswaidomie jestem ich przyczyna) ja tez sie martwie. Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: klopoty wychowawcze 05.10.04, 22:41 Gdybym tak myślała, to obie strony byłyby w pętli. Dziecko nie byłoby szczęśliwe widząc nieszczęśliwą mamę, a tak to zobaczą, że można inaczej, że można pokonać dołki, a to nie znaczy, że mnie problemy dziecka nie interesują. Moje dzieci chcę, czy nie mają swoje życie do samodzielnego przeżycia, ja za nich tego nie zrobię. Ale ta moja obecna postawa, to pewna nowość w moim zyciu, odwrotną już przerabiałam i nie było w niej nic dobrego. Odpowiedz Link Zgłoś
judytak Re: klopoty wychowawcze 06.10.04, 12:14 milka444 napisała: > Dlaczego? co zrobilam zle, gdzie popelnilam blad, ze ona nie identyfikuje sie z > moimi (i moich przodkow) prawdami? to nie tak dziecko, póki jest dzieckiem, bez wątpliwości przyjmuje zasady rodziców jako właściwe dla siebie dorosły człowiek też w większości identyfikuje się z zasadami swoich rodziców, chociaż są one często inne, jednak mają współne korzenie a między jednym a drugim "okresem porozumienia między pokoleniami" jest czas nieporozumień... to znaczy, dojrzewający młody człowiek kwestionuje wszystko, krytykuje wszystko, i rozpacza nad niedoskonałym światem, popada w skrajności, pracuje nad "opracowaniem własnych zasad moralnych", i jest tak niepewny tych swoich zasad czy myśli, że "najeża się" na każdą próbę dotknięcia tej sfery... jeśli dziecko wychowywaliśmy dobrze, póki było dzieckiem, możemy w tych trudnych czasach z optymizmem patrzeć w przyszłość - burza minie, skończy się "przepoczwarzanie się", powstaje motyl - który oczywiście odleci z domu ;o) > Ja tez marze o tym zeby moje dziecko bylo szczesliwe. Ale widze to w odwrotnej > kolejnosci niz ty. Moje dziecko jest szczesliwe - ja jestem szczesliwa. A > poniewaz moje dziecko trapia rozne "dolki" (byc moze czasami nawet ja , ale > zupelnie nieswaidomie jestem ich przyczyna) ja tez sie martwie. to za duża odpowiedzialność, nakładana na nastolatkę mówię poważnie poza tym: jak ona ma dołki, najważniejsze, co potrzebuje, to poczucie, że "niezależnie od moich dołków świat jest, jaki był, kiedy byłam mała" - słońce świeci, mama gotuje obiad i pośpiewuje dawne szlagiery, pomarudzi sobie, że bałagan, ale w gruncie rzeczy jest zadowolona z życia, lubi mnie nawet kiedy dostałam jedynkę, i wierzy we mnie, że sobie poradzę w życiu..." pozdrawiam Judyta P.S. co to za poetyckie nastroje dzisiaj mam ;o) J. Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 Re: klopoty wychowawcze 06.10.04, 12:44 judyto! i wszystkie Rozmowczynie, nawet nie wiecie jaka jestem Wam wdzieczna za ten czas, ktory poswiecacie mnie i mojemu problemowi. Moze jestem przewrazliwiona, ale naprawde nie potrafie sobie z tym poradzic Przez ostatnie dni znowu cos zlego wisi w powietrzu, corka chodzi, a wlasciwie lezy rozdrazniona, smutna, zaplakana, nie je, odcina sie od ludzi i swiata. o 20 juz spi (czy napewno?). juz boje sie zapytac ja o cokolowiek, chociiaz usiwadomilam jej, ze bardzo sie o nia martwie, ze cokolwiek sie dzieje i tak zawsze ja kochalam, kocham i bede kochac, zawsze we mnie moze znalezc sluchacza, itp. Na co uslyszalam, ze wlasciwie nic jej nie jest, ma po prostu zly dzien. Moze i ma, jak kazdy, ale po pierwsze to nie zly dzien, tylko... juz nie wiem jak dlugi czas; po drugie nie moge patrzec na nia jak cierpi (serce mi sie kroi) - bo to widac; po trzecie chce jej pomoc (moze na sile, moze ona wcale nie chce mojej pomocy?) a nie wiem jak. Wszystkie moje proby pala na panewce... Czyzbym miala zostawic ja sama sobie, nie wiedziec jej zlych nastrojow, nie robic nic zeby poprawic jej humor, zostawic ja sama sobie? Czy to jest lekarstwo na jej cierpienia? A jesli pomysli, mimo moich zapewnien, ze juz jej nie kocham, juz mi na niej nie zalezy. Kochane, ciesze sie ze jestescie, przynajmniej czytajac Wasze posty jest mi troche lzej, chociaz nie wszystko sprawdza sie u mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
judytak Re: klopoty wychowawcze 07.10.04, 12:24 może nie współczuj, nie martw się (wiem, że nie umiesz się nie martwić, ale przynajmniej nie mów, ze się martwisz), tylko próbuj sonie i dziecku uprzyjemnić życie w stylu "ja też mam zły dzień, nic mi się nie chce, chodź, pójdziemy na lody / do kina / kupimy sobie jakiś ciuch / pobiegamy w lesie itp." albo chociaż "usmażymy dzisiaj naleśniki na poprawienie humoru, chodź, pomóź mi" jak się przyzwyczaicie do takiego "niezobowiązującego" bycia razem, kiedy nikt nie wyciąga przykrych spraw typu szkoła itp., łatwiej będzie o powrót do porozumienia... pozdrawiam Judyta Odpowiedz Link Zgłoś
milka444 pierwsza jaskolka 07.10.04, 16:14 Hej dziewczyny! musze Wam powiedziec o pierwszym (od dluzszego czasu moim sukcesie) i jaskoleczce w stosunkach z moja cora. Wczoraj wieczorem rozmawialysmy!!! jak za dawnych dobrych lat, chyba z pol godziny! Zaczelo sie od banalnego tematu: czytanej przez nia ksiazki. Rozczytuje sie w ksiazkach Stephena Kinga i wlasnie pozyczyla sobie w bibliotece "Bezsennosc". Od tego sie zaczelo. Najpierw opowiedziala o czym juz zdazyla przeczytac, potem zaczelysmy dyskutowac na temat bezsennosci jako takiej i ile ktora z nas moglaby nie spac... A potem samo sie potoczylo... Wiecie jaka jestem szczesliwa)!!! Wiem, ze juz niejedna rozmowe przeprowadzilysmy, a potem byly "zwroty akcji" znowu w te zla strone. Wiem, ze byc moze to jest ta przyslowiowa wiosenna jaskolka, a moze... wreszcie impas zostal przerwany. Z drezniem serca czekam na nastepne chwile spedzone w takim nastroju jak wczoraj! Dziekuje Wam za wszystko! bede na biezaco zanudzac Was postepami, ewentualnie regresem w moich stosunkach z corcia. Podzrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
megxx Re: pierwsza jaskolka 07.10.04, 20:50 Czujesz się jakbyś odzyskała skrzydła! Pamiętaj, że to są jaskółki, przylecą polecą, potem znowu wrócą. W tym wieku nastroje zmieniają się w mgnieniu oka. Bądź na to przygotowana i nie rób sobie wyrzutów, gdy będą gorsze dni. To minie. Pozdrawiam cię, wiem, co czujesz, tak boli odcinanie emocjonalnej pępowiny, ja odcinam, odcinam, a jeszcze coś trzyma, jeszcze coś pobolewa. Odpowiedz Link Zgłoś