Dodaj do ulubionych

klopoty wychowawcze

29.09.04, 10:14
Czy tez macie kłopoty z dorastajaca mlodzieza? Jak sobie radzicie?
Obserwuj wątek
    • milka444 klopoty wychowawcze 29.09.04, 10:17
      Przedstawie pokrotce moj problem:

      mam corke, prawie 16 lat, tez sie denerwuje, gdy jej nie ma w domu (a zdarza
      sie to coraz czesciej - rozumiem, taka kolej rzeczy).
      Ufam jej, chociaz ona kilka razy zawiodla moje zaufanie. Ale powiedzialam
      sobie - to moja corka, jesli nie ja, kto jej w pelni, bezinteresownie zaufa?
      Mimo to zauwazylam, ze znika mi z barku wino, alkohol. Pali papierosy. Opuscila
      sie w nauce. Coraz mniej ze mna rozmawia.
      Wiem, ze ma klopoty (nie od niej) rowiesnicze, wiec rzuca sie w towarzystwo
      bardzo zabawowe, pijace, palace, tam gdzie jej nie odrzucaja. Nie wiem juz jak
      z nia rozmawiac, tlumaczyc, prosic, grozic? (nie robie tego).
      Ostatnio na moje proby porozmawiania uslyszalam: ty i tak mnie nigdy nie
      rozumialas.
      Wiem, ze czesciowo jest w tym duzo mojej winy. Od poltora roku pracuje od 7 do
      19, 20. Zdarzaly sie dni, ze po powrocie z pracy nie mielam juz na nic sily,
      zasypialam na siedzaco, a ona wlasnie wtedy chciala porozmawiac...
      Poza tym od pol roku mam partnera (z jej ojcem jestem rozwiedziona 15 lat, ma z
      nim sporadyczne kontakty, nie bardzo go akceptuje), z ktorym corka ma
      zadziwiwajaco dobry kontakt (zdaje sobie sprawe, ze potrzebuje meskiego
      oparcia). Ale to tez moze byc chyba jedna z przyczyn jej zachowania.
      W skrocie opisalam moj problem.
      Poradzcie prosze co zrobilybyscie na moim miejscu
      • megxx Re: klopoty wychowawcze 29.09.04, 16:58
        Nasi młodzi są w wieku, w którym najbardziej liczy się akceptacja grupy. Czasem
        trudno nam to zrozumieć, ale tak jest. Dla grupy mogą zrobić o wiele więcej niż
        dla nas. Podobne pytanie zadawałam koleżankom, które mają starsze dzieci.
        Radziły jedno: przeczekaj, uzbrój się w cierpliwość. Widzę, że to trochę działa,
        mój starszy syn(18 w listopadzie) ciągle jeszcze ma takie nieodpowiedzialne
        zachowania, ale to już nie ta skala co dwa lata temu. Już mogę z nim rozmawiać,
        negocjować. Fakt, wiem, że podpala, że piwo wypije, że czasem późno wraca, ale
        teraz już na tyle mnie przyzwyczaił, że nie skręcam się aż tak z nerwów.(Co nie
        znaczy, że jest mi to zupełnie obojętne i swoje zawsze powiem.)
        Z młodszym już jest gorzej, jest bardziej zamknięty, z ojcem nie chce mieć nic
        wspólnego, z resztą mąż też umywa powoli ręce od wszystkiego.A tak na prawdę to
        nie wiem, czy my teraz zbieramy owoce, czy może jesteśmy w strefie dopasowywań
        naszych młodych do brutalnej rzeczywistości. Wierzę, że wypłynie to, co było
        kiedyś dobre i zwycięży. U mnie jest to gorsze, że synowie muszą odciąć(i ja tez
        ze swojej strony)pępowinę od matki, a z ojcem się nie bardzo chcą zgadzać, czy
        identyfikować. Wszystko musi przebiegać delikatnie.

        Co do Twojej dziewczyny, to mogę poradzić tylko na swoim przykładzie. Z młodości
        pamietam, że mama zbyt mnie dołowała, mało wspierała. Wydaje mi się(tak
        pamiętam), że na każdy mój pomysł odpowiadała : po co, nie uda ci się... A to co
        złe bardziej się wpisuje w pamięć. Więcej luzu w rozmowach, mniej
        moralizowania,(łatwo powiedzieć, wiem jakie to trudne), ale widzę, że im wiecej
        rozmawiam-nawet przelotem-ciągle się mijam ze swoimi dziećmi-o mniej istotnych
        sprawach, tym łatwiej poruszyć trudne tematy.
        • verdana Re: klopoty wychowawcze 29.09.04, 23:23
          Trudno mi teraz powiedzieć, bo ja takich kłopotów nie miałam. Syn wprawdzie się
          nie uczył, ale poza tym nie pił, nie palił, był bardzo sympatyczny. Na pociechę
          mogę tylko powiedzieć, ze z "nieuczenia się" wyrósł jakos przypadkowo dokładnie
          wtedy, gdy wyprowadził się do sasiedniego domu, do własnego mieszkania i
          przestałam mu truć nad głową i awantury urzadzać. Może to własnie pomogło?
          Ja akceptowałam (i akceptuję) picie umiarkowane w towarzystwie co pewien czas,
          awantury z nauczycielami (o ile racja jest po stronie mojego dziecka), dowolne
          ubranie, kolczyki w uszach, bluzkę z wizerunkiem ziela (tu z oporami), bardzo
          późne powroty, o ile zostanie podana ich godzina. Staram się nigdy nie kłócić i
          nie zabraniać w zadnych sprawach mniejszej wagi. "Nie" rezerwuję tylko dla
          sytuacji ekstremalnych - i powiem szczerze jeszcze się takie nie zdarzyły. Co
          nie znaczy, ze jestem liberalna i na wszystko pozwalam. Nastolatki mają
          obowiązki, maja się uczyć, pomagac w domu, nie spóźniać się ani o sekundę (taki
          mój bzik) i zwalniać komputer jak JA chcę pograć. Uważam, że w tym wieku nalezy
          odpuscić sobie zakazywania rzeczy, które ostatecznie są wybaczalne.
          A przede wszystkim bardzo dużo z nimi rozmawiam, ale prawdę mówiąc nie dlatego,
          ze to jakaś forma wychowania, tylko po prostu bardzo lubię z nimi poplotkować,
          a nawet pokłócić się (wczoraj np. przy dyskusji o wychowaniu kobiet o mało
          żeśmy się nie pobili!)
          Zapytana przeze mnie córka dlaczego się nie buntuje zapytała "Chętnie, ale
          przeciw czemu?". Moze to jakiś sposób.
          • allija Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 09:32
            Verdana, no...setnie mnie ubawiło stwierdzenie twojej córy. Niby ma dziewczyna
            rację. A co ty w takim wojowniczym nastroju? Tylko tak wczoraj czy zawsze?
            A z tym kompem to jak to zrobiłaś? Ja to siadam tylko jak cała rodzina poza
            domem /jak teraz/, albo w środku nocy. Inaczej mnie nie dopuszczą, mowy nie ma.
            Niestety, co do problemu zasadniczego niewiele mogę powiedzieć. Kiedyś to
            chłopcy sprawiali większe problemy wychowawcze, pamiętam brata. Teraz jakoś
            widzę, że dziewczyny. Czy to znak czasów?

            • verdana Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 09:55
              Z kompem to łatwo - jest mój!
              A do szału doprowadziło mnie stwierdzenie, ze teraz dziewczynek nie uczy się
              już (przy czym przez naukę rozumiem nie tylko swiadome działania wychowawcze,
              ale cała atmosferę), ze faceci są wazniejsi, ich zainteresowania też. Moim
              zdaniem trochę sie tu zmieniło, ale nie do końca. Moja dusza umiarkowanej
              feministki zawrzała i zmieniłam sie w feministkę wojujacą.
        • milka444 Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 14:01
          megxx napisała:

          > Nasi młodzi są w wieku, w którym najbardziej liczy się akceptacja grupy.
          Czasem
          > trudno nam to zrozumieć, ale tak jest. Dla grupy mogą zrobić o wiele więcej
          niż
          > dla nas.

          To wiem. W tym wieku autorytet rodzica juz sie oslabia, natomiast wzrasta
          autorytet kolezanki, chlopaka...

          Podobne pytanie zadawałam koleżankom, które mają starsze dzieci.
          > Radziły jedno: przeczekaj, uzbrój się w cierpliwość. Widzę, że to trochę
          działa
          > ,
          > mój starszy syn(18 w listopadzie) ciągle jeszcze ma takie nieodpowiedzialne
          > zachowania, ale to już nie ta skala co dwa lata temu. Już mogę z nim
          rozmawiać,
          > negocjować. Fakt, wiem, że podpala, że piwo wypije, że czasem późno wraca, ale
          > teraz już na tyle mnie przyzwyczaił, że nie skręcam się aż tak z nerwów.(Co
          nie
          > znaczy, że jest mi to zupełnie obojętne i swoje zawsze powiem.)
          > Z młodszym już jest gorzej, jest bardziej zamknięty, z ojcem nie chce mieć nic
          > wspólnego, z resztą mąż też umywa powoli ręce od wszystkiego.A tak na prawdę
          to
          > nie wiem, czy my teraz zbieramy owoce, czy może jesteśmy w strefie dopasowywań
          > naszych młodych do brutalnej rzeczywistości. Wierzę, że wypłynie to, co było
          > kiedyś dobre i zwycięży. U mnie jest to gorsze, że synowie muszą odciąć(i ja
          te
          > z
          > ze swojej strony)pępowinę od matki, a z ojcem się nie bardzo chcą zgadzać, czy
          > identyfikować. Wszystko musi przebiegać delikatnie.
          >
          > Co do Twojej dziewczyny, to mogę poradzić tylko na swoim przykładzie. Z
          młodośc
          > i
          > pamietam, że mama zbyt mnie dołowała, mało wspierała.

          Wiesz, nie potrafie powiedziec, jak ona mnie odbiera, ale staram sie ja
          wspierac a nie dolowac. Nawet jak mowi, ze bedzie kiedys gwiazda estrady (a nie
          ma ku temu zadnych predyspozyji), nie mowie jej, cos ty... nie zartuj. nie uda
          ci sie. Zawsze powtarzam, ze zycze jej zeby jej pragnienia i marzenia sie
          spelnily, chociaz w czesci. I ze jesli ona bedzie szczesliwa - to ja tez.

          Wydaje mi się(tak
          > pamiętam), że na każdy mój pomysł odpowiadała : po co, nie uda ci się... A to
          c
          > o
          > złe bardziej się wpisuje w pamięć. Więcej luzu w rozmowach, mniej
          > moralizowania,(łatwo powiedzieć, wiem jakie to trudne), ale widzę, że im
          wiecej
          > rozmawiam-nawet przelotem-ciągle się mijam ze swoimi dziećmi-o mniej istotnych
          > sprawach, tym łatwiej poruszyć trudne tematy.
      • milka444 Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 10:01
        moja corka jest osoba, bardzo zamknieta w sobie, rzadko dzieli sie swoimi
        problemami. nawet gdy widze, ze chodzi smutna, zniechecona (ma depreche - jak
        to sama okresla) i probuje zagadac, zeby wyrzucila z siebie, co ja boli, zbywa
        mnie byle czym, albo mowi, ze nie ma zadnego problemu.
        boli mnie to bo nie potrafie jej pomoc, mimo moich usilnych staran (nie musze
        chyba dodawac, ze jeszcze 1,5 roku temu bylysmy w doskonalej komitywie.
        Wszystko zaczelo sie w II semestrze I klasy gimnazjum (teraz jest w III
        klasie), kiedy to wpadla w towarzystwo, o ktorym pisalam w poprzednim poscie.
        Ludzie ci do tego stopnia "przewrocili jej w glowie", ze przewartościowala
        sobie wszystko, co jej wpajalam przez 14 lat. Wysmiewali na przyklad ze jest
        kujonem (jest zdolna, szybko chlonie wiedze, ma zdolnosci jezykowe; byla wiec
        najlepsza uczennica w klasie, przynosila swiadectwa z paskiem) - w takim razie
        przestala sie uczyc. Efekt: swiadectwo po II klasie - 3 trojki, tylko 3 piatki,
        reszta 4 (bez zadnej szostki, a wczesniej miala je np. z informatyki,
        angielskiego lub innych przedmiotow). przymknelam oczy, chociaz probowalam
        pobudzic jej ambicje (ktoa chyba zasnela moznym snem)
        Nie uzywam brzydkich slow, bo mnie to drazni - rowiesnicy klna jak szewc - wiec
        ona tez. Co prawda wyekzekwowalam, zeby przy mnie nie przeklinala, na razie
        dostosowala sie.
        Slucha metalu (okresla sie mianem "metalowy"), wiec sposob zycia i ubierania
        (tylko czern) zmienil sie diamentralnie. zaakceptowalam, coz - jej wybor. Nie
        dyskutuje sie o gustach. Sama wynajduje jej te "czarnosci"
        To tylko niektore przyklady.
        Nie wydaje mi sie zebym byla zla matka, na pewno popelniam bledy (jak kazdy),
        chociaz staram sie jak moge wystrzegac ich. Bardzo boli mnie (wrecz fizycznie)
        czesty brak nici porozumienia z corka. Rozmawiamy, ale na bardzo blache tematy,
        a te wazne gnebi w sobie. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, ze nie ma
        przyjaciolki, ktorej moglaby sie zwierzyc.
        Po za tym wiem, ze nie ma chlopaka, i to tez jest dla niej problem.
        Postaram sie zastosowac w zyciu kazdy poddany przez Was pomysl!
        • verdana Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 10:51
          Tym razem bedzie to czyste mądrzenie się - nie znam Twojej córki, ani Twoich z
          nia relacji. Z góry przepraszam - piszę jak myslę, ale moze to być całkowicie
          krzywdzace i nieprawdziwe.
          Widzę tu kilka problemów. Przede wszystkim wydaje mi się, że tolerujesz (to i
          tak doskonale!)zachowanie córki, ale go nie akceptujesz. W gruncie rzeczy nie
          podoba ci się ani jej towarzystwo , ani brak towarzystwa (przyjaciółka i
          chłopak), słownictwo, muzyka jakiej słucha, ubranie, stopnie (choć je kupujesz)
          Nie watpię, ze córka o tym doskonale wie. Wydaje mi się (z naciskiem na
          wydaje), że za dużo winy zrzucasz na "towarzystwo" a za mało na normalny,
          fizjologiczny etap w zyciu nastolatki. W tym wieku następuje, o czym doskonale
          wiedza nauczyciele, załamanie stopni. Zwiazane jest to z niemoznością skupienia
          uwagi, zaabsorbowaniem dojrzewaniem itd. Nie ma nic wspólnego z
          ambicją. "nieuczenie się" jest spowodowane bardzo czesto rozwojem organizmu.
          Nie ma co pobudzać ambicji, bo część dziewcząt w tym wieku po prostu nie jest w
          stanie się uczyć i tyle. Poza tym masz chyba zbyt duże wymagania. Szóstki i
          czerowny pasek po prostu sa znacznie rzadsze w wyższych klasach. Dla mnie (a
          byłam wiele lat nauczycielką i mam trochę starszą córkę od Twojej) stopnie
          Twojej córki są badzo przyzwoite, żeby nie powiedzieć dobre. Nie dziwię się, że
          zareagowała agresywnie na krytyke takiego świadectwa. W tym wieku zresztą nie
          musi już być dobra ze wszystkiego.
          W tym wieku wiekszość nastolatek jest zamknięta w sobie i nie mówi rodzicom o
          problemach. To nie tylko Twój problem, ale niemal wszystkich. Radzę nie pytać,
          dlaczego ma zły humor, czy jest smutna, a zadawać bardziej konkretne
          pytania "Nie poszłabyś ze mną na kawę, do kina itd". To predzej poprawi humor,
          niż próba wydobycia przyczyny smutku. Tym bardziej, ze takiej przyczyny
          konkretnej pewnie nie ma - to hormony. Myślę, ze mówi prawdę, kiedy nie wie,
          dlaczego "ma deprechę". Ma, bo ma. Wyobraź sobie, że masz przez kilka lat
          syndrom napięciaprzedmiesiączkowego pomnozony przez 10. Tak czuje się Twoja
          córka.
          Nie wiem, jak na córkę wpłyneła zmiana sytuacji rodzinnej. O ile pamietam, masz
          partnera? Nawet jeśli córka go lubi, jest to dla niej na pewno trudna sytuacja.
          Moze być zazdrosna nie tylko o Ciebie, ale i o niego.
          Jedyna konkretna rada, jakiej mogę Ci udzielić, to całkowicie zlikwidować w
          domu barek z alkoholem. Co innego picie sporadyczne w towarzystwie ( naganne,
          ale powszechne), a co innego w domu.
          • milka444 Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 13:54
            verdana napisała:

            > Tym razem bedzie to czyste mądrzenie się - nie znam Twojej córki, ani Twoich
            z
            > nia relacji. Z góry przepraszam - piszę jak myslę, ale moze to być całkowicie
            > krzywdzace i nieprawdziwe.

            Jestem wdzzieczna za kazdy glos. nie naleze do osob, ktore trzeba tylko glaskac
            po glowie, zeby mialy dobry nastroj. Zalezy mi po prostu na mojej corce i
            dobrych kontaktach z nia.

            > Widzę tu kilka problemów. Przede wszystkim wydaje mi się, że tolerujesz (to i
            > tak doskonale!)zachowanie córki, ale go nie akceptujesz.

            To nie jest tak, ze nie akceptuje niczego. Niektore sytuacje toleruje, inne
            akceptuje. Na przyklad styl ubierania, muzyke, ktorej slucha, literature, ktora
            czyta itp.

            > podoba ci się ani jej towarzystwo , ani brak towarzystwa (przyjaciółka i
            > chłopak), słownictwo, muzyka jakiej słucha, ubranie, stopnie (choć je
            kupujesz)

            Jej towarzystwo jest mieszane, niektore osoby nawet lubie (z tych ktore znam).
            Natomiast zal mi corki, ze nie ma z kim poszeptac, pozwierzac sie. Rozumiem, ze
            nie ze wszystkimi problemami biegnie sie do mamy. Ale przyjaciolka nadaje sie
            do tego doskonale.
            A odrebna sprawa jest chlopak. W jej srodowisku miec kogos to nobilitacja. Nie
            masz chlopaka - jestes gorsza.

            >
            > Nie watpię, ze córka o tym doskonale wie. Wydaje mi się (z naciskiem na
            > wydaje), że za dużo winy zrzucasz na "towarzystwo" a za mało na normalny,
            > fizjologiczny etap w zyciu nastolatki. W tym wieku następuje, o czym
            doskonale
            > wiedza nauczyciele, załamanie stopni. Zwiazane jest to z niemoznością
            skupienia
            >
            > uwagi, zaabsorbowaniem dojrzewaniem itd. Nie ma nic wspólnego z
            > ambicją. "nieuczenie się" jest spowodowane bardzo czesto rozwojem organizmu.
            > Nie ma co pobudzać ambicji, bo część dziewcząt w tym wieku po prostu nie jest
            w
            >
            > stanie się uczyć i tyle. Poza tym masz chyba zbyt duże wymagania. Szóstki i
            > czerowny pasek po prostu sa znacznie rzadsze w wyższych klasach. Dla mnie (a
            > byłam wiele lat nauczycielką i mam trochę starszą córkę od Twojej) stopnie
            > Twojej córki są badzo przyzwoite, żeby nie powiedzieć dobre. Nie dziwię się,
            że
            >
            > zareagowała agresywnie na krytyke takiego świadectwa. W tym wieku zresztą nie
            > musi już być dobra ze wszystkiego.

            Cora jest zdolna, ale w ciagu ostatniego 1,5 roku zrobil sie z niej leniuszek.
            Nie uczy sie w ogole, nawet nie zawsze odrabia lekcje... czasami nadrabia potem
            hurtem w sobote albo niedziele odpisujac od kolezanek czy kolegow.
            Nie chce po prostu zeby zakopala swoje talenty.
            Juz i tak odpuscilam, doszlam do wniosku, ze jest na tyle duza, ze powinna
            ponosic konsekwencje swojego postepowania. Tyle tylko, ze nastepuje moment
            opamietania i wtedy jest: mamo, dlaczego tak wyszlo?, dlaczego nie wyrobilam
            sie z tym czy tamtym? a bo ta pani (ten pan) sie czepia.

            > W tym wieku wiekszość nastolatek jest zamknięta w sobie i nie mówi rodzicom o
            > problemach. To nie tylko Twój problem, ale niemal wszystkich. Radzę nie
            pytać,
            > dlaczego ma zły humor, czy jest smutna, a zadawać bardziej konkretne
            > pytania "Nie poszłabyś ze mną na kawę, do kina itd". To predzej poprawi
            humor,
            > niż próba wydobycia przyczyny smutku. Tym bardziej, ze takiej przyczyny
            > konkretnej pewnie nie ma - to hormony. Myślę, ze mówi prawdę, kiedy nie wie,
            > dlaczego "ma deprechę". Ma, bo ma. Wyobraź sobie, że masz przez kilka lat
            > syndrom napięciaprzedmiesiączkowego pomnozony przez 10. Tak czuje się Twoja
            > córka.
            > Nie wiem, jak na córkę wpłyneła zmiana sytuacji rodzinnej. O ile pamietam,
            masz
            >
            > partnera? Nawet jeśli córka go lubi, jest to dla niej na pewno trudna
            sytuacja.
            >
            > Moze być zazdrosna nie tylko o Ciebie, ale i o niego.

            Zgadzama sie, ze to moze byc dla niej trudna sytuacja, bo juz nie jestem dla
            niej taka "dyspozycyjna", czas spedzamy na ogol we trojke (jesli ona przyjdzie
            do naszego pokoju; zawsze, gdy z M. sie gdzies wybieramy pytamy czy chce z
            nami "wybyc" - czesto korzysta z tego), a nie we dwie.
            Ale z nowu jest tez druga strona medalu. Cora ma wiele wspolnych tematow z moim
            M., do ktorych czasami nawet nie jestem dopuszczana. Szanuje to, przeciez nie
            musze znac sie na wszystkim.

            > Jedyna konkretna rada, jakiej mogę Ci udzielić, to całkowicie zlikwidować w
            > domu barek z alkoholem. Co innego picie sporadyczne w towarzystwie (naganne,
            > ale powszechne), a co innego w domu.

            Dziekuje Ci bardzo za wszystkie uwagi, czekam na ewentualne nastepne wskazowki.
            • verdana Re: klopoty wychowawcze 30.09.04, 18:56
              Twoje dziecko prawdopodobnie nie jest "leniuszkiem" (a jeśli juz to leniem,
              dzieci w tym wieku nienawidzą zdrobnień!). Jej niechęć do nauki i odrabiania
              lekcji wynika prawdopodobnie własnie z fizjologii( w XIX w. całkiem niegłupio
              radzono pannom w tym wieku na rok przerwać naukę i wyjechać na wieś
              dla "nabrania zdrowia"). Po drugie z idiotycznego, karygodnego i(nie, nie
              lubisz wulgarnych słów..) przeciążenia nastolatków w wieku dojrzewania
              lekcjami. Jako wieloletni(były) nauczyciel, rodzic(obecny) oraz (były) uczeń
              jestem tu całym sercem po stronie Twojej córki. W gimnazjum, jak słusznie
              zauwazyła Twoja córka, wyrobić się często nie sposób, chyba że kosztem zycia
              osobistego. A nauczyciele maja to do siebie, że się czepiają i nie zawsze wina
              leży po stronie uczniów (takiego przekonania nabrałam, niestety, w pokoju
              nauczycielskim). Czas na idiotyczne odrabianie lekcji wielu młodych ludzi woli
              przeznaczyć na rzeczy pożyteczne - typu - czytanie, słuchanie muzyki, dobry
              film. Ja sama nie splamiłam się powyzej 7 klasy odrobieniem zadań z fizyki,
              chemii, biologii i jeszcze paru innych przedmiotów (ustnych lekcji trzeba się
              niestety uczyć z powodu (.....) egzaminów ze wszystkiego do liceum). Naprawdę,
              jestem pewna, ze wyszło mi to na dobre.
              W sprawie lekcji radzę umówić się z córką tak (ja się tak umówiłam i moja córka
              jest najlepsza w klasie, a nigdy dotąd nie była), ze odrabia to, co ją
              interesują, co moze się jej w zyciu przydać, a resztę bezczelnie odpisuje. Np.
              moja córka odrabia polski, języki, historię, WOS, geografię, a "olewa"
              pozostałe lekcje pisemne. Ma dzięki temu czas na rozwijanie zainteresowań, no i
              trochę czasu dla siebie. Wiem, że odpisuje i godze się z tym. A córka jest
              wdzięczna i przekonana, że rozumiem jej problem (no, bo chyba rozumiem) Ja sama
              rodzicom nie mówiłam, że nie robię lekcji, co strasznie mnie stresowało - teraz
              wolę już wiedzieć. Ale koszt oczywiscie jest - córka ma np. dwóję z matematyki.
              I nie przejmuj sie ani przyjaciółką, ani chłopakiem. Tak naprawdę w tym wieku
              mało która dziewczyna ma chłopaka (choć wszystkie mówią, ze mają i dlatego
              Twojej córce wydaje się, że jest osamotniona). Ja po wielu, wielu latach
              zorientowałam się, jak perfidnie na ten temat łgały moje kolezanki z liceum.
              Przyjaciółki (takie od serca) to też bardziej w Ani z Zielonego Wzgórza, niż w
              gimnazjum.
              Pozdrowienia dla córki. Tak naprawdę, z Tego co piszesz, to jest ona jak na
              swój wiek bardzo "w porzadku". Wywnioskowałam, że czyta (a to wcale nie takie
              czeste), ma ochotę być w porzadku wobec szkoły (nawet nie zdajesz sobie sprawy,
              jakie to rzadkie), martwi się gorszymi stopniami i uwagami nauczycieli ( to
              niemal biały kruk)!
              • milka444 Re: klopoty wychowawcze 01.10.04, 10:55
                verdana napisała:

                > Twoje dziecko prawdopodobnie nie jest "leniuszkiem" (a jeśli juz to leniem,
                > dzieci w tym wieku nienawidzą zdrobnień!). Jej niechęć do nauki i odrabiania
                > lekcji wynika prawdopodobnie własnie z fizjologii( w XIX w. całkiem niegłupio
                > radzono pannom w tym wieku na rok przerwać naukę i wyjechać na wieś
                > dla "nabrania zdrowia"). Po drugie z idiotycznego, karygodnego i(nie, nie
                > lubisz wulgarnych słów..) przeciążenia nastolatków w wieku dojrzewania
                > lekcjami. Jako wieloletni(były) nauczyciel, rodzic(obecny) oraz (były) uczeń
                > jestem tu całym sercem po stronie Twojej córki. W gimnazjum, jak słusznie
                > zauwazyła Twoja córka, wyrobić się często nie sposób, chyba że kosztem zycia
                > osobistego. A nauczyciele maja to do siebie, że się czepiają i nie zawsze
                wina
                > leży po stronie uczniów (takiego przekonania nabrałam, niestety, w pokoju
                > nauczycielskim). Czas na idiotyczne odrabianie lekcji wielu młodych ludzi
                woli
                > przeznaczyć na rzeczy pożyteczne - typu - czytanie, słuchanie muzyki, dobry
                > film. Ja sama nie splamiłam się powyzej 7 klasy odrobieniem zadań z fizyki,
                > chemii, biologii i jeszcze paru innych przedmiotów (ustnych lekcji trzeba się
                > niestety uczyć z powodu (.....) egzaminów ze wszystkiego do liceum).

                Zgadzam sie w wiekszosci z toba, co prawda moja corka na przyklad mowi, ze nie
                lubi fizyki i chemi, ale przekonalam sie, ze nie lubi bo nie umie (nie zna
                podstaw). Pare razy przychodzila do mnie po pomoc w rozwiazywaniu jakichs
                problemow, gdy wrocilysmy do podstaw, poznala je (zapamietala) - nagle
                okazywalo sie ze nie w ogole problemu.
                Nie zrozum mnie zle, ja nie jestem przyslowiowym nietoperzem co to nie dowidzi,
                nie doslyszy ale sie czepia; nie czepiam sie jej. Wrecz przeciwnie znajac jej
                mozliwosci umyslowe, chcialabym, zeby to procentowalo, zeby bylo jej po prostu
                latwiej w (moze dopiero przyszlym) zyciu.

                Naprawdę,
                > jestem pewna, ze wyszło mi to na dobre.
                > W sprawie lekcji radzę umówić się z córką tak (ja się tak umówiłam i moja
                córka
                >
                > jest najlepsza w klasie, a nigdy dotąd nie była), ze odrabia to, co ją
                > interesują, co moze się jej w zyciu przydać, a resztę bezczelnie odpisuje.
                Np.
                > moja córka odrabia polski, języki, historię, WOS, geografię, a "olewa"
                > pozostałe lekcje pisemne. Ma dzięki temu czas na rozwijanie zainteresowań, no
                i
                >
                > trochę czasu dla siebie. Wiem, że odpisuje i godze się z tym. A córka jest
                > wdzięczna i przekonana, że rozumiem jej problem (no, bo chyba rozumiem) Ja
                sama
                >
                > rodzicom nie mówiłam, że nie robię lekcji, co strasznie mnie stresowało -
                teraz
                >
                > wolę już wiedzieć. Ale koszt oczywiscie jest - córka ma np. dwóję z
                matematyki.
                > Moja corka odrabia lekcje zgodnie z nastrojem. Jest humanistka (ale nie znosi
                historii), wiec nie ma najmniejszych problemow z jezykami. Ale tez nie zawsze
                odrabia zadania z tych przedmiotow. bo jej sie nie chce!
                Nie mowie tego wszystkiego dlatego ze wiecznie sa awantury na tym tle.
                Zrozumialam juz, ze nie tedy droga. Tez przymykam oko na te nieodrabiane
                zadania. (na ostatniej wywiadowce wychowawczyni corki <polonistka> "poskarzyla
                sie", ze cora nie odrobila pierwszego pisemnego zadania - jedno w semestrze
                mozna bez konsekwencji - to co to bedzie pozniej?! cora zreszta jako jedyna w
                klasie ma u tej pani 5, pisuje <raczej pisywala> teksty do gazetki szkolnej,
                wiec nie jest to bunt przeciwko nielubianemu przedmiotowi) Martwi mnie tylko ta
                niechec do nauki jako takiej. Byc moze jest to , jak mowisz, przeladowanie
                programu w gimnazjum. Ale jesli nie? Jesli to jest chroniczna "deprecha" - to
                na jakim tle i jak jej pomoc?

                I nie przejmuj sie ani przyjaciółką, ani chłopakiem. Tak naprawdę w tym wieku
                > mało która dziewczyna ma chłopaka (choć wszystkie mówią, ze mają i dlatego
                > Twojej córce wydaje się, że jest osamotniona). Ja po wielu, wielu latach
                > zorientowałam się, jak perfidnie na ten temat łgały moje kolezanki z liceum.
                > Przyjaciółki (takie od serca) to też bardziej w Ani z Zielonego Wzgórza, niż
                w
                > gimnazjum.
                > Pozdrowienia dla córki. Tak naprawdę, z Tego co piszesz, to jest ona jak na
                > swój wiek bardzo "w porzadku". Wywnioskowałam, że czyta (a to wcale nie takie
                > czeste)

                pochlania mase ksiazek. ostatnio zamiast za Zemste (ktora jest lektura)
                siegnela po "Dymy nad Birkenau" Szmaglewskiej i "Króla Szczurów" Jamesa
                Clavella z kometarzem, ze "nie ma ochoty na <nudy lekturowe>, a na cos
                ciezszego"

                , ma ochotę być w porzadku wobec szkoły (nawet nie zdajesz sobie sprawy,
                >
                > jakie to rzadkie), martwi się gorszymi stopniami i uwagami nauczycieli ( to
                > niemal biały kruk)!

                Tak ogolnie nie narzekam na nia. Kocham ja bardzo. Znam jej wartosc jako
                mlodego czlowieka, moze nie zawsze potrafie jej to okazac (chociaz sie staram).
                Martwi mnie tylko czasami jej brak obowiazkowosci, zmiennosc nastrojow (wiem ze
                to burza hormonalna - ale gdy z ekstazy popada w "depreche" nie wiem co zrobic,
                zeby jej pomoc). Nie mowie juz o nieporzadku w jej pokoju - nie widze juz tego.
                Chociaz akuratnie w tym, ostatnim przypadku zachodza w niej zmiany - ostatnio
                nawet w jej pokoju da sie przyjac kolezanki, ktore ja od czasu do czasu
                wizytuja.
                Watek ten zaczelam dlatego, ze martwi mnie moja bezsilnosc wobec wlasnego
                dziecka. Martwi mnie ciagle zrywana nic poruzmienia miedzy nami. Chcialabym
                umiec naprawic to co robie zle w naszych stosunkach.
                Dlatego prosze o pomoc.!!!
                I dziekuje za kazda rade!

              • judytak Re: klopoty wychowawcze 01.10.04, 12:01
                za przeproszeniem...
                ja swojej 10-letniej córki nie pytam, czy lekcji odrobiła...
                moich rodziców też nie interesowało, czy ja lekcje odrabiam czy odpisuję, i czy
                w domu, w tramwaju, czy na co nudniejszych lekcjach pod ławką...
                i nie dlatego, że się mną nie interesowali, wręcz przeciwnie :o)

                mój ojciec czasami cytował swojego profesora z Politechniki, że
                "nie trzeba się uczyć, trzeba umieć"
                w końcu każdy sam wie, co mu potrzebne do tego, żeby umiał...

                pozdrawiam
                Judyta
                • milka444 Re: klopoty wychowawcze 01.10.04, 13:24
                  czyli uwazasz, ze rzucone "jak bylo w szkole" moze byc przyslowiowa czerwona
                  plachta na byka?
                  • verdana Re: klopoty wychowawcze 01.10.04, 16:18
                    Znajoma pani psycholog uwaza, ze jeśli chcemy narazić sie dziecku nalezy zaczać
                    rozmowę "Od jak było w szkole". Ja nie jestem przekonana, bo moje dzieci np.
                    były zadowolone, gdy pytałam. Ale napewno nie "Jak było w szkole" pod kątem -
                    czy dostałas jakis stopień, czy była klasówka, czy pytali, dlaczego tylko
                    trójka itd. Ja jestem zawsze bardziej ciekawa plotek, opinii dyskusji itd. O
                    stopniach mówią, albo i nie mówią. Przy najstarszym byłam wściekła, teraz juz
                    nie nalegam.
                    Chyab głównie chodzi o to, zeby to "co w szkole" było wyrazem raczej
                    autentycznego zainteresowania (typu pytań do partnera :Jak tam w pracy? szef
                    znowu narzekał? A co u Tereski?") niz policyjnego przesłuchania.
                    • milka444 Re: klopoty wychowawcze 05.10.04, 13:55
                      verdana napisała:

                      > Znajoma pani psycholog uwaza, ze jeśli chcemy narazić sie dziecku nalezy
                      zaczać
                      >
                      > rozmowę "Od jak było w szkole". Ja nie jestem przekonana, bo moje dzieci np.
                      > były zadowolone, gdy pytałam. Ale napewno nie "Jak było w szkole" pod kątem -
                      > czy dostałas jakis stopień, czy była klasówka, czy pytali,

                      czyli ja narażam się moje córce notorycznie (nieswiadomie), bo pytam "jak bylo
                      w szkole"

                      dlaczego tylko
                      > trójka itd. Ja jestem zawsze bardziej ciekawa plotek, opinii dyskusji itd.

                      Też jestem ciekawa tak ogolnie co sie dzieje z rowiesnikami cory (przeciez znam
                      te osoby), jakie maja hobby, jak spedzaja czas wolny.
                      O
                      > stopniach mówią, albo i nie mówią. Przy najstarszym byłam wściekła, teraz juz
                      > nie nalegam.
                      > Chyab głównie chodzi o to, zeby to "co w szkole" było wyrazem raczej
                      > autentycznego zainteresowania (typu pytań do partnera :Jak tam w pracy? szef
                      > znowu narzekał? A co u Tereski?") niz policyjnego przesłuchania.

                      Nie chodzi mi jednak o "przesluchanie". Chcialabym, zeby to bylo wlasnie na
                      zasadzie poplotkowania sobie na rozne tematy. Ale obawiam się czy jestem dobrze
                      rozumiana.
                  • judytak Re: klopoty wychowawcze 04.10.04, 12:42
                    milka444 napisała:

                    > czyli uwazasz, ze rzucone "jak bylo w szkole" moze byc przyslowiowa czerwona
                    > plachta na byka?

                    uważam, że na pytanie "jak tam w szkole" otrzymuje się odpowiedź "normalnie",
                    albo coś w tym stylu, i nie jest to rozmowa, tylko wymiana pozdrowień (coś w
                    stylu "jak się masz?" "dzięki, jakoś leci")

                    i owszem pytanie stosuję, ale w tej właśnie konwencji :o)

                    natomiast pamiętam dokładnie, jaką furię wywoływały u mnie sporadycznie
                    pojawiające się "a lekcje odrobione?" w wykonaniu mojej mamy :o)

                    na szczęście ojciec w takich przypadkach zazwyczaj orzekł, że "jak zacznie
                    przynosić dwóje, to będziemy się interesować tym, czy lekcje odrobiła" ;o)

                    pozdrawiam
                    Judyta
                    • milka444 Re: klopoty wychowawcze 05.10.04, 14:16
                      judytak napisała:

                      > milka444 napisała:
                      >
                      > > czyli uwazasz, ze rzucone "jak bylo w szkole" moze byc przyslowiowa czerw
                      > ona
                      > > plachta na byka?
                      >
                      > uważam, że na pytanie "jak tam w szkole" otrzymuje się odpowiedź "normalnie",
                      > albo coś w tym stylu, i nie jest to rozmowa, tylko wymiana pozdrowień (coś w
                      > stylu "jak się masz?" "dzięki, jakoś leci")
                      >

                      i taka tez odpowiedz na ogol otrzymuje: "normalnie", albo "nudno", albo "dobrze"

                      > i owszem pytanie stosuję, ale w tej właśnie konwencji :o)
                      >
                      > natomiast pamiętam dokładnie, jaką furię wywoływały u mnie sporadycznie
                      > pojawiające się "a lekcje odrobione?" w wykonaniu mojej mamy :o)

                      niestety przyznaje sie bez bicia, ze tez czasami popelniam takie okropienstwa,
                      jak pytanie zadawane przez Twoja mame. Byc moze w mojej corce tez wywoluje ono
                      takie same uczucia jak u Ciebie. Zadaje jednak takie pytanie tylko wtedy, gdy
                      widze moja corke snujaca sie cale popoludnie (albo nawet dzien) po domu i
                      narzekajaca jak to ona sie smiertelnie nudzi. Nie interesuje jej wtedy ani
                      ksiazka (mimo, ze lubi czytac), ani film (jest "telemaniaczka"), ani komputer
                      ("nikogo ciekawego nie ma na gg"), nic nie jest jej w stanie wyrwac z marazmu
                      nudy.

                      >
                      > na szczęście ojciec w takich przypadkach zazwyczaj orzekł, że "jak zacznie
                      > przynosić dwóje, to będziemy się interesować tym, czy lekcje odrobiła" ;o)
                      >
                      wiesz mojej corce zdazalo sie przynosic jedynki w zeszlym roku szkolnym. W tym
                      jeszcze nie (a moze ja po prostu jeszcze o tym nie zostalam powiadomionawink )
                      Dlatego (czasami nawet wbrew sobie) "gonie" ja do nauki. Spedzalysmy i spedzamy
                      duzo czasu na rozmowach o jej przyszlosci. Plany ma wspaniale, gorzwej jak
                      przychodzi zaczac je realizowac... Wtedy troche mina jej rzednie - i tu wlasnie
                      dochodzi do glosu moje "czepianie sie". Cora nie do konca chyba zdaje sobie
                      sprawe z tego, ze aby zebrac - trzeba posiac... Ona chcialaby zbierac bez
                      wczesniejszego "wkladu wlasnego".
                      Ale moze ja rzeczywiscie sie czepiamsad
                      > pozdrawiam
                      > Judyta
                      • judytak Re: klopoty wychowawcze 06.10.04, 11:59
                        milka444 napisała:

                        > Zadaje jednak takie pytanie tylko wtedy, gdy
                        > widze moja corke snujaca sie cale popoludnie (albo nawet dzien) po domu i
                        > narzekajaca jak to ona sie smiertelnie nudzi. Nie interesuje jej wtedy ani
                        > ksiazka (mimo, ze lubi czytac), ani film (jest "telemaniaczka"), ani komputer
                        > ("nikogo ciekawego nie ma na gg"), nic nie jest jej w stanie wyrwac z marazmu
                        > nudy.

                        no właśnie, ja taka byłam wtedy, jak wiedziałam, że muszę coś zrobić (napisać,
                        nauczyć...), ale strasznie mi się nie chciało, za coś innego się brać "nie
                        wypadało" (samemu przed sobą, oczywiscie), a jeszcze nie była tak
                        strasznie "ostatnia chwila", żeby się zmusić do pracy...

                        najlepiej mi szło wtedy zmywanie obieranie ziemniaków i temu podobne rzeczy ;o)

                        > wiesz mojej corce zdazalo sie przynosic jedynki w zeszlym roku szkolnym. W
                        tym
                        > jeszcze nie (a moze ja po prostu jeszcze o tym nie zostalam powiadomionawink )

                        ja nie mówię, że nie powinna się uczyć ;o)
                        co prawda, pojedyncze jedynki nic nie przesądzają, liczy się wynik
                        ostateczny ;o)
                        mówię tylko, że kiedy ktoś mi przypomina, że powinnam coś robić, kiedy ja
                        dokładnie wiem, że powinnam, ale nie jestem w stanie się zmusić - to zamiast
                        mnie mobilizować, zdemotywuje mnie to totalnie...

                        > Spedzalysmy i spedzamy
                        > duzo czasu na rozmowach o jej przyszlosci. Plany ma wspaniale, gorzwej jak
                        > przychodzi zaczac je realizowac... Wtedy troche mina jej rzednie - i tu
                        wlasnie
                        > dochodzi do glosu moje "czepianie sie". Cora nie do konca chyba zdaje sobie
                        > sprawe z tego, ze aby zebrac - trzeba posiac... Ona chcialaby zbierac bez
                        > wczesniejszego "wkladu wlasnego".

                        nie mam cudowniej recepty :o)
                        w zasadzie, to żadnej recepty nie mam...
                        może niech się chociaż tych rzeczy uczy poważniej, które wiążą się z planami na
                        przyszłość...

                        pozdrawiam
                        Judyta
    • megxx Re: klopoty wychowawcze 02.10.04, 17:34
      Chwilami mam wrażenie, że czytam o swoich reakcjach sprzed dwóch lat. Młodszy
      nie lubi sie uczyć, moim błędem było, że nie przeniosłam go do innej klasy, gdy
      był w 2klasie podstawówki, ale to inna sprawa.
      Wiem jedno, dziecka za bardzo juz nie zmienię, liczę, że przejdzie ten czas
      przemian, gdy to, o czym mówią rodzice, takie idealne, dobre, w zderzeniu z
      rzeczywistością jest inne. Przeciez mówimy im, by byli uczciwi, pracowici itp. a
      oni wystawiają głowy na otoczenie i widzą:ten kombinuje, ten lawiruje...i ajk
      wypadamy? No i zaczynaja zauważać nasze błędy, nieprawości. Świat jawi się
      dziwnym. A my w tym świecie chcemy mieć idealne dziecko, nie już nie chcę,
      wyrosłam z wszelkich objawów takiej chęci, chcę mieć dziecko szczęśliwe. I
      wychodzi na to, że najprostsza droga do tego to: Szczęśliwa mama-to szczęśliwe
      dziecko.
      • milka444 Re: klopoty wychowawcze 05.10.04, 14:31
        megxx napisała:

        > Chwilami mam wrażenie, że czytam o swoich reakcjach sprzed dwóch lat. Młodszy
        > nie lubi sie uczyć, moim błędem było, że nie przeniosłam go do innej klasy,
        gdy
        > był w 2klasie podstawówki, ale to inna sprawa.
        > Wiem jedno, dziecka za bardzo juz nie zmienię, liczę, że przejdzie ten czas
        > przemian, gdy to, o czym mówią rodzice, takie idealne, dobre, w zderzeniu z
        > rzeczywistością jest inne. Przeciez mówimy im, by byli uczciwi, pracowici
        itp.
        > a
        > oni wystawiają głowy na otoczenie i widzą:ten kombinuje, ten lawiruje...i ajk
        > wypadamy? No i zaczynaja zauważać nasze błędy, nieprawości. Świat jawi się
        > dziwnym. A my w tym świecie chcemy mieć idealne dziecko,

        moze kiedys tez chcialam, zeby moja corka byla idealna, ale gdy uslyszalam, gdy
        miala 14 lat, ze jej zycie bylo nudne, przyszla refleksja: to co dla mnie bylo
        czyms naturalnym (obowiazkowosc, punktualnosc, szczerosc, uczciwosc i jeszce
        kilka zasad, czy prawd wpojonych mi przez moich Rodzicow) dla niej jest nudne.
        Dlaczego? co zrobilam zle, gdzie popelnilam blad, ze ona nie identyfikuje sie z
        moimi (i moich przodkow) prawdami?

        nie już nie chcę,
        > wyrosłam z wszelkich objawów takiej chęci, chcę mieć dziecko szczęśliwe. I
        > wychodzi na to, że najprostsza droga do tego to: Szczęśliwa mama-to szczęśliwe
        > dziecko.

        Ja tez marze o tym zeby moje dziecko bylo szczesliwe. Ale widze to w odwrotnej
        kolejnosci niz ty. Moje dziecko jest szczesliwe - ja jestem szczesliwa. A
        poniewaz moje dziecko trapia rozne "dolki" (byc moze czasami nawet ja , ale
        zupelnie nieswaidomie jestem ich przyczyna) ja tez sie martwie.
        • megxx Re: klopoty wychowawcze 05.10.04, 22:41
          Gdybym tak myślała, to obie strony byłyby w pętli. Dziecko nie byłoby szczęśliwe
          widząc nieszczęśliwą mamę, a tak to zobaczą, że można inaczej, że można pokonać
          dołki, a to nie znaczy, że mnie problemy dziecka nie interesują. Moje dzieci
          chcę, czy nie mają swoje życie do samodzielnego przeżycia, ja za nich tego nie
          zrobię.
          Ale ta moja obecna postawa, to pewna nowość w moim zyciu, odwrotną już
          przerabiałam i nie było w niej nic dobrego.
        • judytak Re: klopoty wychowawcze 06.10.04, 12:14
          milka444 napisała:

          > Dlaczego? co zrobilam zle, gdzie popelnilam blad, ze ona nie identyfikuje sie
          z
          > moimi (i moich przodkow) prawdami?

          to nie tak
          dziecko, póki jest dzieckiem, bez wątpliwości przyjmuje zasady rodziców jako
          właściwe dla siebie

          dorosły człowiek też w większości identyfikuje się z zasadami swoich rodziców,
          chociaż są one często inne, jednak mają współne korzenie

          a między jednym a drugim "okresem porozumienia między pokoleniami" jest czas
          nieporozumień...
          to znaczy, dojrzewający młody człowiek kwestionuje wszystko, krytykuje
          wszystko, i rozpacza nad niedoskonałym światem, popada w skrajności, pracuje
          nad "opracowaniem własnych zasad moralnych", i jest tak niepewny tych swoich
          zasad czy myśli, że "najeża się" na każdą próbę dotknięcia tej sfery...

          jeśli dziecko wychowywaliśmy dobrze, póki było dzieckiem, możemy w tych
          trudnych czasach z optymizmem patrzeć w przyszłość - burza minie, skończy
          się "przepoczwarzanie się", powstaje motyl - który oczywiście odleci z domu ;o)

          > Ja tez marze o tym zeby moje dziecko bylo szczesliwe. Ale widze to w
          odwrotnej
          > kolejnosci niz ty. Moje dziecko jest szczesliwe - ja jestem szczesliwa. A
          > poniewaz moje dziecko trapia rozne "dolki" (byc moze czasami nawet ja , ale
          > zupelnie nieswaidomie jestem ich przyczyna) ja tez sie martwie.

          to za duża odpowiedzialność, nakładana na nastolatkę
          mówię poważnie

          poza tym: jak ona ma dołki, najważniejsze, co potrzebuje, to poczucie,
          że "niezależnie od moich dołków świat jest, jaki był, kiedy byłam mała" -
          słońce świeci, mama gotuje obiad i pośpiewuje dawne szlagiery, pomarudzi sobie,
          że bałagan, ale w gruncie rzeczy jest zadowolona z życia, lubi mnie nawet kiedy
          dostałam jedynkę, i wierzy we mnie, że sobie poradzę w życiu..."

          pozdrawiam
          Judyta

          P.S.
          co to za poetyckie nastroje dzisiaj mam ;o)
          J.
          • milka444 Re: klopoty wychowawcze 06.10.04, 12:44
            judyto! i wszystkie Rozmowczynie, nawet nie wiecie jaka jestem Wam wdzieczna za
            ten czas, ktory poswiecacie mnie i mojemu problemowi.
            Moze jestem przewrazliwiona, ale naprawde nie potrafie sobie z tym poradzicsad
            Przez ostatnie dni znowu cos zlego wisi w powietrzu, corka chodzi, a wlasciwie
            lezy rozdrazniona, smutna, zaplakana, nie je, odcina sie od ludzi i swiata. o
            20 juz spi (czy napewno?). juz boje sie zapytac ja o cokolowiek, chociiaz
            usiwadomilam jej, ze bardzo sie o nia martwie, ze cokolwiek sie dzieje i tak
            zawsze ja kochalam, kocham i bede kochac, zawsze we mnie moze znalezc
            sluchacza, itp. Na co uslyszalam, ze wlasciwie nic jej nie jest, ma po prostu
            zly dzien.
            Moze i ma, jak kazdy, ale po pierwsze to nie zly dzien, tylko... juz nie wiem
            jak dlugi czas; po drugie nie moge patrzec na nia jak cierpi (serce mi sie
            kroi) - bo to widac; po trzecie chce jej pomoc (moze na sile, moze ona wcale
            nie chce mojej pomocy?) a nie wiem jak. Wszystkie moje proby pala na panewce...

            Czyzbym miala zostawic ja sama sobie, nie wiedziec jej zlych nastrojow, nie
            robic nic zeby poprawic jej humor, zostawic ja sama sobie?

            Czy to jest lekarstwo na jej cierpienia?

            A jesli pomysli, mimo moich zapewnien, ze juz jej nie kocham, juz mi na niej
            nie zalezy.

            Kochane, ciesze sie ze jestescie, przynajmniej czytajac Wasze posty jest mi
            troche lzej, chociaz nie wszystko sprawdza sie u mnie.


            • judytak Re: klopoty wychowawcze 07.10.04, 12:24
              może nie współczuj, nie martw się (wiem, że nie umiesz się nie martwić, ale
              przynajmniej nie mów, ze się martwisz), tylko próbuj sonie i dziecku
              uprzyjemnić życie

              w stylu "ja też mam zły dzień, nic mi się nie chce, chodź, pójdziemy na lody /
              do kina / kupimy sobie jakiś ciuch / pobiegamy w lesie itp."
              albo chociaż "usmażymy dzisiaj naleśniki na poprawienie humoru, chodź, pomóź mi"

              jak się przyzwyczaicie do takiego "niezobowiązującego" bycia razem, kiedy nikt
              nie wyciąga przykrych spraw typu szkoła itp., łatwiej będzie o powrót do
              porozumienia...

              pozdrawiam
              Judyta
    • milka444 pierwsza jaskolka 07.10.04, 16:14
      Hej dziewczyny!
      musze Wam powiedziec o pierwszym (od dluzszego czasu moim sukcesie) i
      jaskoleczce w stosunkach z moja cora.
      Wczoraj wieczorem rozmawialysmy!!! jak za dawnych dobrych lat, chyba z pol
      godziny! Zaczelo sie od banalnego tematu: czytanej przez nia ksiazki.
      Rozczytuje sie w ksiazkach Stephena Kinga i wlasnie pozyczyla sobie w
      bibliotece "Bezsennosc". Od tego sie zaczelo. Najpierw opowiedziala o czym juz
      zdazyla przeczytac, potem zaczelysmy dyskutowac na temat bezsennosci jako
      takiej i ile ktora z nas moglaby nie spac...
      A potem samo sie potoczylo...
      Wiecie jaka jestem szczesliwasmile)!!!
      Wiem, ze juz niejedna rozmowe przeprowadzilysmy, a potem byly "zwroty akcji"
      znowu w te zla strone. Wiem, ze byc moze to jest ta przyslowiowa wiosenna
      jaskolka, a moze... wreszcie impas zostal przerwany.
      Z drezniem serca czekam na nastepne chwile spedzone w takim nastroju jak
      wczoraj!
      Dziekuje Wam za wszystko! bede na biezaco zanudzac Was postepami, ewentualnie
      regresem w moich stosunkach z corcia.

      Podzrawiam
      • megxx Re: pierwsza jaskolka 07.10.04, 20:50
        Czujesz się jakbyś odzyskała skrzydła! Pamiętaj, że to są jaskółki, przylecą
        polecą, potem znowu wrócą. W tym wieku nastroje zmieniają się w mgnieniu oka.
        Bądź na to przygotowana i nie rób sobie wyrzutów, gdy będą gorsze dni. To minie.
        Pozdrawiam cię, wiem, co czujesz, tak boli odcinanie emocjonalnej pępowiny, ja
        odcinam, odcinam, a jeszcze coś trzyma, jeszcze coś pobolewa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka