Chciałabym zacząć dawać synowi kieszonkowe "z okazji" pójścia do zerówki
czyli od września. Myślałam o 5 zł tygodniowo.
Tylko że mój synek jest taki "oderwany od świata", nigdy jeszcze sam nie
kupował nawet loda, nie za dobrze liczy (nie policzy np. jeszcze że jak wyda
2 zł to zostanie mu 3) i kompletnie nie rozumie wartości pieniądza. To pewnie
moja wina bo zawsze po prostu ja mu kupowałam jeśli prosił o coś, nigdy też
nie chodził sam nic kupować, oczywiście słyszał wiele razy że coś tam
jest 'za drogie" ale to tyle jeśli chodzi o rozumienie pieniędzy.
Zastanawiam się jak go mądrze przyuczyć do wykorzystania kieszonkowego - czy
na początku po prostu np. wybrać mu w sklepie loda/lizaka/pisemko i
dopilnować żeby płacił ze swoich? Rozliczać, kontrolować? To jest typ
roztargnionego naukowca

gubiący rzeczy, nie pamiętający o rzeczach,
zaabsorbowany swoimi zainteresowaniami, głowa w chmurach. Boję się trochę że
będzie te pieniądze gubił, nie będzie miał pojęcia ile ma uzbierane itp. Jak
Wy to rozwiązałyście?