fobia15
16.08.05, 12:29
Może trochę niegramatycznie to określiłam, ale tak to czuję.
Jest nastolatkiem, dojrzewa. Z dziecka pogodnego, miłego, dość posłusznego
stał się cyniczny, arogancki, niechlujny, opryskliwy, nieposłuszny,
przemądrzały. Przestałam go lubić. Przestałam się do niego odzywac,
interesować tym, co robi. Odwrócił sie w strone ojca, do tej pory był
bardziej ze mną związany. Ojciec jest bardziej uległy, spolegliwy,
pozwalający na więcej, daje mu pieniądze, robi drogie prezenty. Chce mu dać
to, czego nie miał sam w dziecinstwie, a o czym marzył. Ja to rozumiem, ale
cos w zamian! W nauce sie opuscil, a tu ostatnia klasa gimnazjum i trzeba
bedzie wybrac szkołe. Postanowiłam, ze już nie będę w nic ingerowała. Niech
obowiązki (wszystkie!) przejmie wreszcie ojciec (żyjemy normalnie, pod jednym
dachem). Mam wrażenie, jakby 15 lat trudu wychowania poszło na marne. Żałuję
tylko, ze nie mam jeszcze jednego dziecka. Może byłoby inaczej.