Dziewczyny, a czy macie jakiś fajny patent na mycie włosków?
Bo u mnie to wygląda tak, że "na sucho" moje 2,5 letnie maluchy świetnie
rozumieją mechanizm, myją łebki lalkom, misiom i innym stworom, ale jak
przychodzi co do czego... Ja myję, polewam główkę wodą, żaden prysznic, nie
ma mowy, potem szampon, tu zaczyna się płacz, zmywam odchylony lekko do tyłu
łebek wodą, cały czas mówiąc spokojnie i powoli, że nic a nic się nie naleje,
że oczka się nie zamoczą itd. Nikt mnie nie słucha, bo dzieci wyją już
histerycznie, gdybyśmy mieszkali w bloku, to Straż Miejska byłaby u nas co
tydzień z interwencją.
Ostatnio wymyśliłam, że dam im do rączek mały ręczniczek, żeby sobie oczka
zasłaniały w trakcie mycia, zasłaniały, owszem, ale wrzeszczały nadal.
Dodam jeszcze, że od razu po spłukaniu płacz mija, dzieci się bawią jeszcze
chwilę w wodzie, opowiadają o tym myciu, więc o co chodzi?
Chyba pozostaje mi czekać, aż wyrosną z tego

Jeśli macie jakieś doświadczenia i pomysły, to please, piszcie.
Pozdrawiam J