szkolenia

21.10.05, 17:46
Witam
Zastanawiam się nad pewną sprawą. Czytając wiele postów, słysząc co się
dzieje wokół, zastanawiam się ile czasu w ciągu dnia dzieci spędzają z
rodzicami. Odnoszę wrażenie, że dzieci są na tylu różnych zajęciach
rozwojowych, że brak czasu na najważniejsze, czyli na zabawę i bycie z
rodzicami. Na bliskość. Na budowanie silnej więzi z rodziną. Na budowanie
podstaw dziecku przez rodziców. One wynoszą to wszystko z przedszkola, z
tysiąca dodatkowych zajęć.Ja też mam czasem wyrzuty sumienia, że może
powinnam więcej czasu poświęcać swojemu dziecku i staram się.
Nie wiem kto ma rację? Może to dobrze, żeby dzieci szkolić, mam cichą
nadzieję, że moje dziecko będzie mnie kochać i szanować za to, że ja Je
szanuję. I nie wypomni mi tego, że nie posyłałam Go na te wszystkie szkolenia.

Dla wielu rodziców ważniejsze jest, żeby dziecko dobrze się rozwijało kosztem
zdrowia, kosztem tego, że ciągle ma gorączkę, ciągle jest przeziębione,
ciągle bierze antybiotyki. Nie rozumiem tego!! Chyba jestem z innego świata.

Odnoszę wrażenie, że dla tych maleńkich dzieci rozpoczął się już "wyścig
szczurów". Bez urazy za porównanie.

Jak dla mnie świat idzię w złą stronę.

pozdrawiam serdecznie wszystkich rodziców
    • mama.mimi Re: szkolenia 22.10.05, 13:07
      Co tu taka cisza? Czyżbym tylko ja tak myślała?

      smutne to
    • acorns Re: szkolenia 22.10.05, 13:37
      Nie tylko Ty. Ja nieraz komuś to wypominam zwłaszcza w wątkach typu "Angielski
      dla dwulatka". Ludzie nawet zapisują roczne dzieci. Myślałem, że wyścig
      szczurów zaczyna się od przedszkola, ale po przeczytaniu kilku tematów na tym
      forum okazało się że jestem w błędzie - zaczyna się od żłobka. Czekam tylko aż
      ktoś wymyśli zajęcia rozwojowe dla noworodków. Wówczas wyścig szczurów zacznie
      się od dnia porodu, a może nawet i wcześniej jak coś wymyślą dla dzieci jeszcze
      nie narodzonych.

      Dzieci zatracają kontakt z rodzicami, za to rodzice zyskują. Wzrasta im bowiem
      prestiż wśród znajomych jeśli ich dwulatek potrafi policzyć po angielsku do
      ośmiu, a synek znajomych tylko do sześciu. Pożałowania godne. Niestety, takie
      zachowania i system wartości udziela się również dzieciom. Szkoda.

      Biedne te dzieci wracające ze szkoły, jedzące w biegu obiad żeby zdążyć na
      lekcje hiszpańskiego, potem pędzące na drugi koniec miasta na lekcje gry na
      pianinie a po powrocie do domu odrabiające pracę domową na jutro. One nie
      wiedzą co to czas wolny bo nie mogą tego wiedzieć. Nie byłyby wówczas w pełni
      wartościowe dla wielkich korporacji w których mają pracować. Dobrze, że ja
      córce nie zgotowałem takiego losu.
      • marmusia Re: szkolenia 22.10.05, 18:31
        Dlaczego sądzisz, ze zajęcia języka angielskiego dla małego dziecka oznaczają
        mniej czasu spędzanego z rodzicami? Przeciez na tych lekcjach jestem cały czas
        z dzieckiem, nie wiem, czy wszędzie tak to wygląda, ale u nas rodzice są
        włączani do zabawy z maluchami. Myślę, ze takie zajęcia pozwalają na
        urozmaicenie dnia (w domu jednak bawimy sie inaczej), a poza tym umożliwiają
        zabawę z innymi dziećmi (zwykle moja coreczka nie bawi sie z rówieśnikami, bo
        nie ma takich w okolicy, w której mieszkamy). Pozdrawiam.
        • acorns Re: szkolenia 22.10.05, 19:03
          Problem zaczyna się później, gdy dziecko staje się bardziej samodzielne. Te
          wszystkie przedszkola językowe, muzyczne, dodatkowe zajęcia dla przedszkolaków.
          Po co tak obciążać małe dziecko zamiast się z nim bawić? Zajęcia w systemie
          Helen Doron to owszem dla dziecka forma zabawy. Pytanie tylko jaki cel
          przyświeca rodzicom, że zamiast tradycyjnych zabaw wybierają zabawy w uczenie
          się angielskich słówek? Nie twierdzę, że angielski nie jest potrzebny, ale po
          co on tak małemu dziecku?
          • mama_kotula Re: szkolenia 22.10.05, 22:57
            acorns napisał:

            > Pytanie tylko jaki cel
            > przyświeca rodzicom, że zamiast tradycyjnych zabaw wybierają zabawy w uczenie
            > się angielskich słówek? Nie twierdzę, że angielski nie jest potrzebny, ale po
            > co on tak małemu dziecku?

            Poszłam z Szymonem (28m) na angielski gdy miał 13 miesięcy. Było mu obojętne
            czy bawi się "w uczenie się angielskich słówek" czy w kraksy samochodowe z
            użyciem resoraków, czyli - jak to nazywasz - zabawy tradycyjne. Do angielskiego
            i innych zabaw podchodzi z takim samym entuzjazmem. Z tym, że jedne zabawy
            pozwalają na zbudowanie kapitału na przyszłość.
            Dlaczego takie małe dziecko? Ponieważ ma wtedy najbardziej chłonny umysł,
            kształtują się jego możliwości werbalne. Przyswajanie nowych słówek w tym wieku
            sprawia mu najmniejsze trudności niż kiedykolwiek później.
            • acorns Re: szkolenia 22.10.05, 23:38
              Ale jesteś z nim na tych zajęciach. Na pewno lekcje w systemie Helen Doron nie
              zaszkodzą dziecku. Ja jednak bym nie zapisywał na angielski roczniaka, który
              jeszcze w swoim ojczystym języku nie potrafi mówić.

              Większy problem pojawia się już od przedszkola, gdzie dziecko zamiast się
              bawić, spędza czas na różnych zajęciach już bez rodziców. Niedawno słyszałem w
              Arkadii rozmowę dwóch kobiet na temat jakiegoś kursu savoir-vivre na który to
              będzie uczęszczał 5-cio letni (na oko) syn jednej z nich. To jest dopiero lekka
              przesada. W moich oczach pięciolatkowi ujdzie nawet jak się upaprze jedzeniem
              albo nim zapluje. Moja jedenastolatka do dziś posiłki spożywa jak rasowy
              robotnik i podczas dyskusji nieraz przekrzykuje i pięścią w stół potrafi
              przywalić (ukłony w stronę dziadka, od którego takie zachowanie przejęła), a tu
              pięciolatkowi już będą do głowy wbijać jak ma jeść elegancko, kiedy wolno się
              odezwać a kiedy nie, a wszystko to po to, żeby mamusia mogła być z niego dumna
              na spotkaniach ze znajomymi. I takich dzieci mi szkoda. Już od najmłodszych lat
              uczone zasad panujących w wielkim świecie, podczas gdy wielki świat dziecka to
              powinien być plac zabaw i dużo kontaktu z rodzicami.
              • mama_kotula Re: szkolenia 23.10.05, 12:58
                acorns napisał:
                > Moja jedenastolatka do dziś posiłki spożywa jak rasowy
                > robotnik i podczas dyskusji nieraz przekrzykuje i pięścią w stół potrafi
                > przywalić (ukłony w stronę dziadka, od którego takie zachowanie przejęła)

                Ja bym akurat nie była z tego dumna, wręcz przeciwnie, bo to nie o niej źle świadczy, ale o rodzicach. A dorosły człowiek bez znajomości pewnych podstawowych zasad kultury nie jest niestety traktowany poważnie.
                Mnie się akurat pomysł z zajęciami savoir vivre dla pięciolatka podoba. Podejrzewam, że jak wszystkie inne zajęcia dla dzieci w tym wieku jest to zorganizowane w formie zabawy i na pewno dziecku nie zaszkodzi. Osobiście krew mnie zalewa, gdy widzę choćby i w niezbyt ekskluzywnym McDonaldzie sześciolatki bawiące się jedzeniem, plujące napojami i generalnie przeszkadzające innym. Moze uznasz to za sadyzm i ograniczanie dziecku dzieciństwa, ale pewne zasady muszą być niestety wpajane od małego. Jeżeli trzylatkowi wypada napaprać na stole przy jedzeniu, to czterolatek powinien już po sobie powycierać, że pięciolatku nie wspomnę. I nie jest to zabieranie dziecku dzieciństwa, wierz mi. Mój synek zawsze wyciera po sobie stolik czy podłogę, i mając z tego niezłą radochę, przyswaja pewne zasady, które będą procentować w przyszłości.
                Jedni zapisują dziecko na angielski, inni na judo, jeszcze inni na savoir-vivre. Ich sprawa. Byle z umiarem - jedne, góra dwa zajęcia dodatkowe w tygodniu dla przedszkolaka wystarczą. A wszystkie są budowaniem kapitału na przyszłość.
                • mama.mimi Re: szkolenia 23.10.05, 13:52
                  Zasady savoir-vivru? Przecież od tego mają być rodzice a nie kursy!!!!!!
                  Ludzie!!! A może rodzicom się nie chce pracować nad dzieckiem.
                  Myślę, że te prawie wszystkie szkolenia wynikają z kompleksów rodziców!!!
                • acorns Re: szkolenia 23.10.05, 14:20
                  I tu już podążasz moim zdaniem niewłaściwą drogą "co powinien trzylatek, a co
                  pięciolatek i co wypada czterolatkowi" Przyjdzie czas to się nauczy. Nie
                  uważam za wskazane ani potrzebne wpajanie takich zasad małemu dziecku. Taki
                  dzieciak jest szczęśliwy jak się wymaże kanapką z dżemem, rozleje kakao na
                  stół, pojeździ po tym samochodzikiem, nakruszy koło siebie po czym to
                  rozdepcze. Przyjdzie czas to przestanie tak robić. A jak się komuś nie podoba
                  to ta osoba ma problem a nie dziecko. Bo dziecko jest szczęśliwe i w ogóle się
                  nie przejmuje. A jak się komuś coś nie widzi to niech z takim dzieckiem przy
                  jednym stole nie siada. I takie jest moje zdanie.

                  Jak ja mam tę córkę uczyć, skoro inni tak samo jedzą i tak samo rozmawiają?
                  Pooglądaj sobie debaty telewizyjne. Dzieje się to samo - wszyscy sobie
                  przerywają, przekrzykują się wzajemnie, atakują się, kłócą. Może nie walą
                  pięścią w stół, ale takie zachowanie to jest ogólnie przyjęta w tym kraju
                  norma, a przykład idzie z góry. Czemu mam zwracać córce uwagę, skoro na lekcji
                  podczas jakiejś dyskusji jest turecki bazar po prostu? Jak nie musi to nie
                  przekrzykuje. Przekrzykuje tylko jak ktoś chce przekrzyczeć ją.

                  > Byle z umiarem - jedne, góra dwa zajecia dodatkowe w tygodniu dla
                  > przedszkolaka wystarcza. A wszystkie sa budowaniem kapitalu na przyszlosc.

                  Ja bym jedenastolatki tak nie obciążał (chyba, że sama by chciała), a co
                  dopiero przedszkolaka. Zrozum - taki dzieciak ma w dupie przyszłość. On żyje
                  sobie beztrosko z dnia na dzień, z godziny na godzinę i niech tak sobie żyje.
                  Potem dopiero można uczyć choćby gospodarowania pieniędzmi. Przedszkolak niech
                  jeszcze korzysta z dzieciństwa ile wlezie, bo potem mu się szkoła zacznie.
                  • lidqa Re: szkolenia 23.10.05, 14:38
                    Wam sie uczenie sie zle kojarzy! Dziecko sie non stop czegos uczy i nie
                    traktuje tego jak droge przez mękę. Dla dzieci to nie jest dziobanie tylko
                    zaspokajanie ciekawosci i po prostu ciagle cos nowego. Jesli mają sie
                    rzeczywiscie usiąśc i uczyc - jestem przeciwna, ale tak jak moj syn uczy sie
                    polskiego tak samo moze sie uczyc angielskiego i nie ma w tym nic strasznego
                    dla neigo. Ja go nie zapisuje na takie zajęcia ale puszczam mu teletubisie po
                    angielsku np. Skoro i tak chce to ogladac niech to bedzie po angielsku. On tego
                    nei traktuje jakbym go do czegos zmuszala, to jest naturalne. Dzieci sie tak
                    uczą przez wiekszosc czasu to dorosli starają sie z nauki zrobic mękę i potem
                    dziecko zaczyna to tak kojarzyc. jesli chodzi o takie dzieci do lat 7 gdybym
                    zobaczyla ze zajęcia je nudzą albo im sie nie podobają to bym zabrala, ale
                    jesli nie to tylko lepiej. I tu nie chodzi o wyscig szczurow. Wiecie jak mi
                    jest teraz trudno nauczyc sie angielskiego? Latwiej bylo jak mialam lat 15, a
                    jeszcze latwiej by bylo gdyby rodzice byli dwujęzyczni. W imie sztucznego
                    przedluzania dziecinstwa izolowac go wiec od angielskiego niech sie potem w
                    szkole męczy? po co jesli nie musi? Te same argumenty są uzywane w stosunku do
                    rodzicow uczących czytac 4-latki. Ale co w tym zlego jesli dziecko to bawi i
                    jest dumne ze swoich osiagniec. ze niby co bedzie w szkole robilo? A wiecie jak
                    straszne jest dla dziecka ktore nic nie umie wywolanie do tablicy czy pytanie?
                    po co mu ten stres jak moze sie bezstresowo nauczyc teraz. A na stres przyjdzie
                    czas jak bedzie ciut starsze.

                    Ja swoje dziecko na pewno zapisze na jakąs rytmike i tance zeby mial duzo ruchu
                    i rozwijal sie bo ma predyspozycje i widac to juz teraz. Czy to jest wyscig
                    szczurow? nie, ja nie chce zeby on byl tancerzem ani zeby byl muzykiem ani
                    wogole nie mam dla niego ulozonego zycia. Ale chce zeby rozwinąl to co otrzymal
                    i nie zmarnowal tego i zeby mial jak najwiecej mozliwosci kiedy bedzie chcial
                    podjąc decyzje co robic w zyciu
                  • mama_kotula Re: szkolenia 23.10.05, 14:42
                    Wiesz jak się nazywa to, o czym piszesz? Wychowanie bezstresowe. A o tym zdaje
                    się było już głośno. Ja nie piszę, że trzy- czy czterolatek coś koniecznie
                    powinien umieć, czy robić, ale byłoby miło, gdyby stopniowo poznawał zasady
                    społecznego współżycia, a do takich należy właśnie zachowanie przy stole.
                    Wiadomo, że pozwalam dziecku wylać kakao czy nakruszyć, i jeszcze to rozdeptać,
                    ale powinno po sobie posprzątać, tak, jak sprząta zabawki, nie czekając, aż
                    mamusia czy tatuś je wyręczy.
                    Piszesz: a jak się komuś nie widzi, to niech z takim dzieckiem nie siada.
                    Gorzej, jak takie dziecko wisi ci nad głową, pluje w twoją stronę i wylewa
                    napój na twoje kolana, a jego mama twierdzi, że ma do tego pełne prawo. I nie
                    piszę tu o 2- czy 3-latku, któremu przypadkiem się to zdarzy, ale o pięcio- czy
                    sześciolatkach, które w ogóle nie zwracają uwagi na to, że obok nich siedzi
                    ktoś, kto chciałby spokojnie zjeść. I ich rodzice również nie zwracają na to
                    uwagi.
                    Tak na marginesie: twórca koncepcji bezstresowego zachowania niedawno
                    publicznie za nią przepraszał.
                    • lidqa Re: szkolenia 23.10.05, 15:27
                      mam nadzieje ze o tym bezstresowym to nei do mnei tylko do arconsa bo ja jestem
                      bardzo przeciwna!
                      • mama_kotula Re: szkolenia 23.10.05, 16:34
                        Rzecz jasna, że do Acornsa, Lidqa, jak zaczynałam pisać, twojego postu jeszcze nie było smile
    • antonina_74 Re: szkolenia 23.10.05, 20:03
      Chyba trzeba jak we wszystkim zachować umiar. Godzina angielskiego czy jazdy
      konnej tygodniowo jeszcze żadnemu dziecku nie zaszkodziła. Z drugiej strony -
      jałowe siedzenie w domu z rodzicami może być rozwijające jeśli rodzice mają
      czas i chęci, a może być nudne i sprowadzać się do oglądania TV kiedy mama
      sprząta.
Pełna wersja