przemoc w szkole

02.01.06, 12:19
Mój dwunastoletni syn (przyznaje, że o o dość trudnym charakterze), wyznał mi
ostatnio, że nie może już wytrzymać w swojej klasie i prosi, żeby go
przenieść do innej szkoły(jest w szóstej klasie). Wiedziałam, że nie jest
zbyt lubiany, ale opowiedział mi jak jego koledzy prześladują go w szkole.
Kradną plecak, zawartość piórnika wyrzucaja do kosza, a ostatnio, gdy czytał
na korytarzu siedząc na parapecie okna, otoczyli go i tak by nikt nie
widział, bili otwartą dłonią po twarzy. Dodam, że nie on jeden jest tak
traktowany w klasie, a grupa agresorów to dzieci rodziców z tak zwanych
dobrych i bogatych domów. Na moją reakcję, że muszę o tym porozmawiać z
wychowawcą wpadł niemal w histerię i prosił, żębym tego nie robiła, bo to
tylko pogorszy jego życie w klasie. Wlaściwie jestem zdecydowana, żeby go
przenieść nawet na te ostatnie cztery miesiace nauki, ale powiedzcie, czy
spotkaliście się ztakim problemem i co o tym sądzicie.
    • rita75 Re: przemoc w szkole 02.01.06, 12:42
      Porozmawiałabym z wychowawcą, oczywiscie zachowując dyskrecję, wybadałabym
      grunt- czy zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje w jego klasie?

      Przedstawilabym wersję syna, (wersji moze byc kilka, jak i stron konfliktu,
      moze syn koloryzuje, moze sam nie jest bez winy) i poprosilabym wychowawcę o
      odniesienie sie do sytuacji.

      Ostatecznie przeniosłabym dziecko, byc moze wychowawca sobie nie radzi z
      utrzymaniem dyscypliny w klasie.
      • lidqa Re: przemoc w szkole 02.01.06, 12:52
        Trudno winic wychowawce jesli nic nie wie. Wychowawca w 6-tej klasie ma z
        dziecmi jedną lekcje dziennie - góra, czasem mniej i w tym czasie uczy ich
        konkretnego przedmiotu a ze jeszcze do tego jest czlowiekiem nie koniecznie
        jasnowidzącym ...

        Ja bym sie starala rozmawiac z wychowawcą ale pod warunkiem ze wiesz ze to
        jakas konkretna osoba. Bo moze rzeczywiscie byc kretynski wychowawca ktory
        tylko spowoduje pogorszenie ale moze byc duzo lepiej. Jesli nie mialas
        wywiadowki przed swietami to moze teraz bedzie. Tylko odradzam mowienie w
        gronie rodzicow wszystkich. Raczej staralabym sie dowiedziec jakie jeszcze
        dzieci mają ten problem co twoj syn i moze tez sie boją powiedziec wychowawcy.
        W grupie razniej naprawde.

        I jeszcze jedno. Generalnie dobrze by bylo gdybys jednak nie zabierala go tylko
        rozwiazala pozytywnie te sytuacje. Twoje dziecko idzie wlasnie do gimnazjum,
        rozne rzeczy się tam mogą dziac, naprawde. I dobrze by bylo gdybys o nich sie
        dowiadywala od wlasnego dziecka. A przeciez za kazdym razem jak sie pojawi
        problem nie bedzie zmieniac szkoly niestety sad
      • rita75 Re: przemoc w szkole 02.01.06, 12:52
        Jeszcze chcialam dodac, ze wychowawca powinien byc tu mediatorem, odpowiednio
        kierować i kreować uklad stosunkow w klasie.
      • sol_bianca Re: przemoc w szkole 03.01.06, 13:31
        > moze syn koloryzuje, moze sam nie jest bez winy)

        Bicie po twarzy - niezależnie od tego, czy "zawinił" czy nie - jest niedopuszczalne.
        • rita75 Re: przemoc w szkole 03.01.06, 14:59
          > > moze syn koloryzuje, moze sam nie jest bez winy)
          >
          > Bicie po twarzy - niezależnie od tego, czy "zawinił" czy nie - jest
          niedopuszcz
          > alne.

          Pisalam ogolnie, a nie, ze bicie po twarzy jest dopuszczalne. To co zacytowalas
          jest zupelnie wyrwane z kontekstu.

          Moze syn koloryzuje, ze byl bity, moze sam bil, moze prowokowal, moze zaczynal,
          napisala autorka przeca, ze syn ma trudny charakter- chyba dopuszczalne sa
          watpliwosci? To grzaski grunt.Warto sprawdzic, warto skontaktowac sie z
          wychowawca, porozmawiac.
    • konkubinka Re: przemoc w szkole 02.01.06, 12:49
      ja pewnie Ci nie pomoge ale sama jestem w podobnej sytuacji i obawiam sie , ze
      bedzie gorzej.
      Moj syn jest takim typem dziecka, ktore nie pasuje do reszty.I wiem , ze ani
      zmiana szkoly ani klasy nie pomoze, bo w nim tkwi problem-choc ja wcale nie
      uwazam tego za problem obligujący do zmieniania go.Oczywiście staram sie
      walczyc z jego egocentryzmem , nauczyc , żeby słuchał innych , interesował sie
      czyms więcej niz jego własne hobby.
      Moje dziecko jest poprostu inne.Interesuja go inne rzeczy , jest ciagle w
      chmurach.Co prawda jest dopiero w 2 klasie ale juz walczylam z grupa 8 letnich
      cwaniaczkow co wsadzali mu banany do kapcia albo kapcie chowali pod
      sufitem.Zabieranie stroju czy ubrania na WF to tez normalka.Łatwiej mi było ,
      bo skarga na 8 letnich chłopcow jest łatwiejsza niz na starszych.
      Jedno co zauwazyłam.Dzieci z rodzin "normalnych" - bez rozwodów itp sa mniej
      czułe i bardziej okrutne.Najbardziej boje sie przyszłości mojego dziecka.Jeżeli
      nie bedzie akceptowany to jego dobroc i naiwnosc może go zgubic .Tak naprawde
      jest w stanie zrobic o wiele więcej niz inne dzieci , żeby spodobac sie kolegom.
      Jednoczesnie jestem przerazona tym na co stac teraz dzieci .Jak sie odzywaja do
      siebie, nawet dziewczynki juz nie sa tak niewinne jak za moich szkolnych
      czasów.Teraz trzeba byc cyborgiem , żeby prztrwac juz w podstawówce.Pokus tez
      jest o wiele wiecej , że nie wspomne o niebezpieczenstwach.
      Nie wiem czy zdołam go uchronić.Mysle , że tylko jego rozum jest w stanie to
      zrobic.
      • aka10 Re: przemoc w szkole 02.01.06, 18:39
        Wg. mnie,to czysty "mobbing".Pojsc do wychowawcy i wcale nie "po cichu"
        probowac problem rozwiazac.Syn ma przedstawic wlasne zdanie na temat sytuacji w
        klasie,nastepnie zebrac tych wszystkich "bohaterow",porozmawiac z nimi i Twoim
        synem.Zagrozic,ze jesli sytuacja nadal bedzie taka sama,to szkola podejmie inne
        srodki,z interwencja u dyrektora szkoly,czy nawet policji wlacznie.Jaki by Twoj
        syn nie byl,to jest to znecanie sie kilku osob nad nim,a to jest
        niedopuszczalne.'
        Cos takiego nalezy "dusic w zarodku".A przenosic do innych szkol,to raczej
        nalezy sprawcow,niz syna.Pozdrawiam.
      • krzys111 Re: przemoc w szkole 02.01.06, 18:47
        jezeli romowa z wychowaca nie pomoze to moze warto pomyslec o szkole spolecznej
        z malymi klasami (zwykle nie wiecej niz 15 osob), a takich szkolach kontrola nad
        tym cos sie dzieje w klasie jest duzo wieksza, wieksza tez kontrola nad tym co
        sie dzieje na przerwach.
        To co moze niepokojc to to ze sytuacja trwa od dluzszego czasu, a on nic nie
        mowil. Dobrze by bylo jakos go przekonac ze musi mowic o swojch problemach, jak
        dziecko mowi to masz czas na zareagowanie i opanowac sytuacje
        • renita1 Re: przemoc w szkole 02.01.06, 21:27
          Uczę w szkole podstawowej i faktycznie obserwuję z roku na rok pogorszenie w
          zachowaniu uczniów. Czyja to wina - długo możnaby o tym mówić. Jedno jest
          pewne - Ministerstwo edukacji wciąż zwiększa zamiast zmniejszać ilość uczniów w
          klasach, przez co nauczyciele nie są w stanie często nad nią
          zapanować,ogranicza się prawa nauczyciela, zwiększa się prawa ucznia itp... Ja
          na pani miejscu faktycznie zgłosiłabym problem wychowawczyni,po to, aby złapać
          tych łobuzów na gorącym uczynku - wtedy dziecko w oczach tych uczniów niebyłoby
          donosicielem, bo nic by o tym nie wiedzieli. Nauczyciele nie zawsze widzą
          niestety, że coś niedobrego dzieje się w klasie - tego nie widać na lekcjach a
          dzieci wstydzą się przyznawać. ale jeśli już jest problem wszyscy zwrócą na to
          uwagę. Skarga do dyrektora? Znam przypadki uczniów, dla których bycie na
          dywaniku to "czysta przyjemność" i powód do dumy przed innymi. Dlatego uważam,
          że najlepiej przyłapać ich kiedy będą chcieli dokuczyć pani synowi, bo wtedy
          najlepiej będzie można wyciągnąć konsekwencje.
      • pade zwariowałaś? 03.01.06, 11:39
        Dzieci z rodzin "normalnych" - bez rozwodów itp sa mniej
        czułe i bardziej okrutne.
        Wypraszam sobie.
        Dzieci są różne, wrażliwe, mniej wrażliwe, uległe, baaardzo wpływowe i takie,
        które zrobią wszystko by zdobyć sympatię otoczenia.
        Wiem coś o tym, mam 7 letniego synka.
        Nie generalizuj kobieto, bo jak takie poglądy wpajasz swojemu synowi, to będzie
        musiał zmieniać szkołę co najmniej dwa razy w roku.
        • pade to było do konkubinki 03.01.06, 11:40

        • konkubinka Re: zwariowałaś? 03.01.06, 13:28
          nie generalizuje to ty wycielas moje zdanie s kontekstu.Chodzi mi o to , ze
          rodzice dzieci z rodzin "bez problemow" czesto (niezawsze ) za malo uwagi
          poswiecaja na uczenie tolerancji.Takie cos obserwuje co nie znaczy ze mowie ze
          takie czy inne dziecko jest gorsze a dzieci z rodzin rozbitych sa lepsze.Nie
          przeinaczaj a poprostu przeczytaj o co mi chodzi.
          Zrozum , ze dziecko majace takie czy inne problemy w domu czesto nie radzi
          sobie w trudniejszych sytuacjach w szkole a tymczasem w szkole musi jeszcze
          odpierac ataki takich dzieci , dla ktorych np to , ze dziecko jest troche inne
          jest czyms z czego mozna drwic.
          Niektorym rodzicom wydaje sie , ze to , ze sa idealna rodzina a ich dzieci maja
          wszystko co im wg niich do szczescia trzeba zwalnia ih od obowiazku uczulenia
          na krzywde innych.Czesto nie znaja swoich dzieci, ne wiedza na co je stac w
          rzeczywistosci.
          • pade Re: zwariowałaś? 03.01.06, 14:40
            Niczego nie wyjęłam z kontekstu, po prostu masz problemy, gnębią Cię i patrzysz
            na innych przez ich pryzmat.
            Co powiesz na to, że jesteśmy normalną, pełną rodziną, bez nałogów, czasami
            sobie pokrzyczymy, ale to wszystko, a nauczycielka mojego syna wzywa mnie do
            szkoły z zapytaniem jak wygląda nasza sytuacja rodzinna?
            Owszem, to co dzieje się w domu, ma wpływ na dziecko, ale czasami nic nie można
            poradzić na to, ze dziecko jest cynikiem lub nadwrażliwcem od urodzenia.
            • konkubinka Re: zwariowałaś? 03.01.06, 15:37
              nie mam teraz problemowsmilePoza tym kazdy je ma czy taie czy inne , nie patrze
              przez ich pryzmat.Obserwuje dzieci w klasie mego syna i na tej podstawie sie
              wypowiadam..Kiedys wydawalo mi sie ze dzieci z rodzin z problemami maja wieksze
              zadatki na łobuza.Teraz widze , ze dzieci z "normalnych" rodzin do nich
              dolaczaja z winy slepych rodzicow.
              Obracam sie w kregach naprawde fajnych rodzin pełnych gdzie dzieci maja dobry
              kontakt z rodzicami a rodzice z dziecmi.Pewnie i u Ciebie tak jest.Nie rozumiem
              czemu na mnie naskakujesz.Poprostu podzielilam sie swoimi obserwacjami.U nas w
              klasie jest dwoch-trzech tyranow, ktorych rodzice poprostu nie widza i nie chca
              sie zainteresowac tym co te dzieci robia naprawde w szkole i jak bardzo sa
              nietolerancyjne.Nie mowia tu akurat o Tobie czy moich najblizszych
              znajomych.WIdze jednak czesto , ze to rodzice tych poszkodowanych dzieci wiecej
              wiedza o swoich dzieciach niz Ci z pelnych rodzin gdzie np oboje pracuja a
              dziecko do szkoly i ze szkoly wozi opiekunka a na wywiadowki chodzi dziadek dla
              samej tylko frekwencji.
              Naprawde chyba na sile doszukujesz sie w mojej wypowiedzi jakiegos ukrytego
              podtekstu.
              • pade Re: zwariowałaś? 03.01.06, 17:05
                Przepraszam, nie chciałam Cię obrazić, ale pierwszy raz w życiu przeczytałam
                cos takiego.
                Po prostu zabrzmiało to dla mnie absurdalnie.
                Tam, gdzie rodzice nie wiedzą co robi ich dziecko, jak się zachowuje, nie ma
                dobrego domu. Nie ma ciepła i miłości, to się po prostu wyklucza: miłość i brak
                zainteresowania.
                Ludzie są niekiedy tak zaplątani w tej pogoni za pieniądzem, że najmniej ich
                interesuje co robi ich własne dziecko. Ale oni nie są w stanie stworzyć dobrego
                domu, choćby z braku czasusad
                • konkubinka Re: zwariowałaś? 04.01.06, 14:44
                  dokładnie.Tylko , ze niektórym sie wydaje , że jak mają pełna rodzine plus psa
                  i królika to juz wszystko.A rodzice wychowujący dziecko samotnie czesto chca mu
                  to wynagrodzic i siła rzeczy poswiecają mu wiecej uwagi.To miałam na mysli.

                  I nie kłócmy sie więcejsmilesmile
      • matkatrojgadzieci Re: przemoc w szkole 05.01.06, 08:13
        Uważam, że mocnoooooooo przesadziłaś twierdząc, że dzieci z normalnych,
        pełnych, szczęśliwych rodzin mają mniej empatii i nie są uczone tolerancji.
        Bardzo często bywa odwrotnie - dzieci z niepełnych rodzin, borykające się z
        trudnościami ( np. rozwód rodziców, alkoholizm, bardzo poważne problemy
        finansowe, zdrowotne, śmierć kogoś bliskiego) odreagowują frustracje na
        szczęśliwszych kolegach.
        Nie musi tak być, ale bywa.
        Nie lansujmy stereotyków np. że wśród jedynaków są sami egioiści, że rodziny
        wielodzietne to zawsze patologie, że przemocy dokonują dzieci z normalnych
        domów, że są środowiska, w których nie może urodzić się normalne dziecko.
        • konkubinka Re: przemoc w szkole 05.01.06, 13:17
          mam wrazenie , ze nie przeczytalas co napisalam poprzedniczce.Dluzej udowadniac
          ze nie jestem wielbladem chyba nie ma sensusmile
    • roseanne Re: przemoc w szkole 02.01.06, 21:16
      rozmowa konieczna
      jesli nie z wychowawca to z dyrekcja szkoly najpierw, dla wybadania gruntu jaka
      jest polityka szkoly przeciwko przemocy

      mozna tez "przypadkiem"zaprosic kogos z komendy policji na lekcje wychowawcza by
      opowiedzial czym takie zachowanie grozi zarowno od strony medycznej jak i prawnej



      walka z przemoca szkolne jest jednym z podstawowych tematow omawianych w
      szkolach kanadyjskich i USA ( w kazdej do ktorej chodzily/chodza moje dzieci

      przynajlmniej raz na miesiac jest wyklad, zajecia z policja, psychologami,
      zajecia plastyczne, kazde dziecko moze pojsc z tym problemem do "doroslych
      szkolnych"
      • lidqa Re: przemoc w szkole 02.01.06, 21:57
        Ja tez pracuje w szkole i szczerze mowiac nie chcialabym zeby rodzic zamiast
        przyjsc do mnie z problemem szedl do dyrektora. Dopiero jak wychowawca nie
        reaguje albo sobie nie radzi udeża sie do wyższej instancji. To tak jakby ktos
        chcial wody od pielegniarki i poszedl sie poskarzyc do lekarza ze mu nie dala
        zamiast o to poprosic.

        Nie porownuj nas do USA bo niestety nie ten budżet nie te realia. Inny swiat. U
        nas w zwiazku z mniejszą iloscią dzieci w szkolach zamiast zmniejszac klasy to
        sie je likwiduje i robi sie wielkie 30 -osobowe zamiast 2 - 15-to.
        • roseanne przykro mi 03.01.06, 01:50
          z powodu sytuacji finansowej szkol i tego co sie w zwiazku z tym dzieje
          porownuje troszke, bo tu mieszkam to raz, a dwa to widze ze rodzice duzo
          potrafia zmienic


          nie chodzilo o ominiecie wychowawcy i pojscie na skarge do dyrektora
          moze zle to ujelam - chodzilo i raczej o spojrzenie z boku troche, bez
          wskazywania konkretnych nazwisk wspoluczniow, na poczatek
          • ponton Re: przykro mi 03.01.06, 02:59
            Bardzo przepraszam ale czegos nie rozumiem - chlopaka ktos bije po twarzy, niszczy i zabiera Mu
            rzeczy a mama sie zastanawia czy isc do wychowawcy albo do dyrektora i ktos tu radzi zeby sprawe
            zalatwic "delikatnie"? Co to znaczy DELIKATNIE wobec jawnej, bezkarnej przemocy? I co to znaczy, ze
            "wychowawca ma prawo nie wiedziec", ze jeden z uczniow jest szykanowany przez grupe bullies? Gdyby
            to byl moj syn, dyrektor bylby powiadomiony NATYCHMIAST, wychowawca odpytany na okolicznosc
            opieki nad mlodzieza, nad policja moznaby pomyslec. To sa BARDZO NIEBEZPIECZNE ZABAWY - jesli
            rodzice i reszta doroslych nie reaguje, mlodzi chuligani tylko nabieraja wiecej smialosci i staja sie
            bardziej bezczelni. Wszystko to nalezy zrobic jednoczesnie zalatwiajac przeniesienie syna do innej
            szkoly - nie ma powodu zeby sie dalej meczyl i byl nieszczeliswy - w imie czego? Natomiast nalezy
            skrupulatnie dopilnowac zeby wszyscy krzywdziciele zostali za swoje postepki ukarani a wychowawca
            poczul sie odpowiedzialny za brak dozoru! Roseanne, nie zgadzam sie z Twoim ostatnim paragrafem -
            uwazam, ze nazwiska i indywidualne pietnowanie SA KONIECZNE - im wczesniej tym lepiej, im dluzej
            dzieciak jest bully, tym trudniej go wychowac.
            • lidqa Re: przykro mi 03.01.06, 08:47
              Normalnie wychowawca ma prawo tego nei wiedziec. A skad ma wiedziec jesli nei
              widzial a nikt mu tego nie powiedzial?

              A delikatnie to chodzilo mi o to ze jesli jej zalezy zeby dzieci sie nei
              dowiedzialy kto powiedzial, a potem to absolutnie nie delikatnie.

              A ty sobie wyobrazasz ze wychowawca jest z klasą ile czasu dziennie? Ja nawet
              dyzury mam gdzies indizej niz moja klasa, wiec moge liczyc tylko na to ze ktos
              mi powie bo widze jedynie jak sie na matematyce zachowują. Przestancie robic z
              nauczycieli ducha swietego.
              • oneway9 Re: przykro mi 03.01.06, 11:04
                nauczyciel/wychowawca nie wie bo nie chce wiedziec!! nawet spotykajac sie raz w
                tygodniu z klasa na wychowaczej mozna wiele zdzialac tylko trzeba chciec, a
                tego nauczycielom berakuje, i skora mi cierpnie ze zlosci nie powiem gdzie jak
                stale slysze o biedzie polskiej szkoly, w Stanch wcale nauczyciele nie
                zarabiaja duzo, ale generalnie nie zostaja nimi z przypadku co u nas jest
                regola. Polscy nauczyciele po prostu przewaznie nie lubia dzieci!! i to jest
                problem, denerwuja ich, bo nie siedza cicho itd. w tym przypadku zgadzam sie z
                porzedniczkami musisz zareagowac natychmiast i po pierwsze pokazac synowi i
                wszystkim ze bedziesz go bronic, masz prawo opieprzyc i pokazac tym cwanym
                malolatom, ze zachowuja sie beznadziejnie, i jednoczedsnie postawic pod sciana
                wychowace bo niestety jesli pokazesz swoja slabosc to bedzie jezdzic po nim on
                i dzieciaki z klasy; i nie oczekuje ze nauczyciel bedzie duchem swietym, ale
                oczekuje, ze bedzie nauczycielem a to cos znaczy; uczysz matematyki, krolowej
                nauk! i ciekawe ilu twoich uczniow tak uwaza..
              • nangaparbat3 Re: przykro mi 04.01.06, 21:26
                Lidka, przecież te dzieci jak nie z wychowawcą, to z KIMŚ mają lekcje. Na
                przykład z sześć godzin z polonistą, który w dodatku moze wymyślać dzieciom
                takie tematy wypracowań, że od razu sie zorientuje, że coś złego dzieje się
                miedzy nimi.
                I chyba o to chodzi - ze tym, jak się uczniowie zachowują, co przeżywają, jakie
                mają problemy powinien sie zajmować KAŻDY nauczyciel - a nie zwalać wszystko
                na wychowawcę, to jakaś brednia.
            • joanna9920 Re: przykro mi 03.01.06, 08:54
              ja nie muszę szukać wychowawcy,mogę dzwonić do dyrektorki z prośbą o
              interwencje.mój syn też jest szykanowany i działac trzeba natychmiast,muszą być
              sporządzone notatki z prośbą o interwencje u pedagoga.ale szkoła musi chciec
              współpracować i nie udawać,że nic się nie dzieje.w razie nieszczęścia kto da
              wiarę,że znęcanie trwa długo.zgłasza się wszędzie ,jak nie skutkuje to do
              poradni,prosić o odwiedziny w szkole,potem zostaje kuratorium,jest jeszcze
              dzielnicowy.policja reaguje jeżeli nie reagują rodzice agresorów.jest sporo
              możliwości
              • nikamow Re: przykro mi 03.01.06, 11:55
                Bardzo Wam dziekuję za odzew. Wasze wypowiedzi podsunely mi kilka
                pomyslów.Jesli chodzi o sytuacje w tej klasie, rozmawiałam wczoraj z mamą
                jednego z chłopców (spoza "bandy") i potwierdziła, że w klasie dzieje sie
                niedobrze. Nie pisałam o tym wcześniej, ale sytuacje komplikuje fakt, że jednym
                z przywódców jest syn nauczycielki z tej szkoły. Wychowawcą jest dość życzliwa
                osoba, ale najwyraźniej niepanująca nad chłopakami, bo po zielonej szkole
                wróciła bardzo przybita z postanowieniem, że więcej z nimi nie pojedzie.
                Dlatego obawiam się, że syn może mieć rację, że taka rozmowa tylko pogorszy
                jego sytuację, a nie poprawi.Spróbuję za to porozmawiać z wychowawcą z klasy I-
                III, która umiała sobie z nimi radzić i utrzymać sytuację w ryzach.Zgłosiłam
                też problem w poradni pedagogicznej, jutro idę na rozmowę, ale zastanawiam się
                nad jednym, czy w szkole "niepublicznej na prawach szkoły publicznej"(szkoła
                katolicka-bo o takiej szkole tu mowa) nie ma obowiazku zatrudniania pedagoga-
                psychologa? Tu zatrudniony jest tylko reedukator, który mając pod opieką 300
                uczniów nie zajmuje się niczym poza douczaniem , bo fizycznie nie ma na to
                czasu.I jak to jest z wizytami z Kuratorium w tego typu szkołach?
                Dzięki za rady i podpowiedzi.
                • nangaparbat3 Re: przykro mi 04.01.06, 21:30
                  Nika, czy nie powinnaś jednak zacząć od wychowawczyni? Pomijając ją okazujesz
                  jej brak zaufania, bardzo osłabiasz jej pozycję w szkole - to jej tylko ytrudni
                  sytuację, jeśli będzie próbowała coś zaradzić. Ja bym poszła do niej,
                  ewentualnie prosiła o rozmowę z nia i dyrektorem jednocześnie.
                • matkatrojgadzieci Re: przykro mi 05.01.06, 08:36
                  Nie doczytałam całego wątku. Obawiam się, że wiem, o którą szkołe chodzi. Jeśli
                  się nie mylę to będzie ciężko dogadać Ci się także z dyrektorem. . . . .
        • to_ja_a Re: przemoc w szkole 06.01.06, 11:56
          lidqa napisała:

          > Ja tez pracuje w szkole i szczerze mowiac nie chcialabym zeby rodzic zamiast
          > przyjsc do mnie z problemem szedl do dyrektora. Dopiero jak wychowawca nie
          > reaguje albo sobie nie radzi udeża sie do wyższej instancji.

          Rany boskie, Lidqo, naprawdę pracujesz w szkole?!!! No to mnie przeraziłaś. Jeśli jeszcze uczysz
          polskiego... ;-(((
    • matkatrojgadzieci Re: przemoc w szkole 05.01.06, 08:28
      To może posłuchaj głosu pedagoga.
      Przyszła do mnie kiedyś matka z chłopcem w podobnej sprawie. Był tzw. kozłem
      ofiarnym, znęcało się nad nim, prawie w jawny sposób, dwóch kolegów z pozornie
      dobrych domów. Chłopiec za żadne skarby nie chciał rozmowy z wychowawcą i tak
      jak w Twoim przypadku bał się, że to tylko pogorszy sytuację.
      Poprosiłam o rozmowę wychowacę , który winy doszukiwał się w maltretowanym
      chłopcu ( nieprzystosowany, rozhisteryzowany, nadwrażliwa matka itp).
      Postanowiłam sama przyjrzeć się sytuacji i osobiście złapałam na gorącym
      uczynku dwóch terrorystów. Usiłowali, w bardzo zresztą sprytny sposób, zwalić
      winę na ofiarę. Gdyby nie to, że sama widziałam całą scenę byłabym gotowa
      uwierzyć sprawcom.
      Jak widzisz nie jest to takie proste. Syn ma podstawy, żeby bać się, że Twoja
      wizyta u wychowawcy pogorszy sytuację. Z drugiej strony zmiana szkoły na
      ostatnie miesiące to chybiony pomysł.
      Za chwilę wywiadówka semestralna. Zadzwoń do szkoły i poproś, żeby wychowawca
      znalazł dla Ciebie pół godziny - najlepiej przed zebraniem. Wypisz na kartce
      wszystkie skargi syna i, możliwie bez emocji, przedstaw je, poproś o pomoc,o
      rozmowę z psychologiem lub pedagogiem szkolnym. Domagaj się pełnej dyskrecji .
      Gdyby to nie przyniosło efektu możesz porozmawiać z dyrektorem, a jako kolejną
      instancję masz jeszcze kuratorium - to ostatnie traktuj naprawdę jako
      ostateczność.
      Podtrzymaj syna na duchu, niech wie, że ma w Tobie oparcie, że jesteś jego
      sojusznikiem.
      Ktoś tu napisał, że dobrze by było zastanowić się nad mała szkołą niepubliczną,
      ja poszukałabym raczej szkoły, która jest przyjazna- mam na myśli gimnazjum.
      • nikamow Re: przemoc w szkole 06.01.06, 10:38
        Jednak poszłam porozmawiać z wychowawcą. Wychowawca wie(tak, jak myślałam).
        Poprosiłam o poobserwowanie sytuacji i właśnie ewentualne przyłapanie na
        gorącym uczynku delikwentów.
        Po rozmowie z innymi rodzicami zaczynam wierzyć, że podłoże dyskryminacji jest
        finansowe. Słyszałam już w tej szkole taką teorię-podział na dzieci "z bloków"
        i "z domów" i wierzcie mi nie mogłam w to uwierzyć. Ale wczoraj po rozmowie z
        wychowawcą, który to potwierdził, jestem po prostu w szoku.
        A co do rozmowy z psychologie, to takowego w tej szkole nie ma , bo dyrekcja
        uważa, że w tak kameralnej szkole nie ma potrzeby. Akurat.
        W poradni psychologicznej radzą jednak przenieść dziecko i tak chyba zrobimy.
        Cóż, nauczka na przyszłość, nie zawsze małe kameralne szkoły się sprawdzają.
        • matkatrojgadzieci Re: przemoc w szkole 06.01.06, 15:06
          Jeżeli jest to chrrześcijańska szkoła ( podstawówka+gimnazjum) w centrum
          Warszawy. Jeżeli dyrektorem jest mężczyzna to odezwij się na priva!
Pełna wersja