To zdanie słyszy pewnie połowa wychowujacych dzieci

. Ja dzis też usłyszalam

. Posprzeczałam się z moim Ślubnym, bo:
syn (2lata) ma dziś "krzywy dzień" (miewa takie sporadycznie, ale jak już
nadejdą...) - wszystko źle. Tego nie, tamtego nie, a to woda za zimna, a to za
ciepła, a to klocki mu się zwaliły a to bajka nie ta, a to flamastry teraz
chce, a to coś innego, przy czym jak damy - natychmiast i to źle

. Do tego
nie spał w dzień. Marudził i marudził, więc kładziemy wcześniej spać. Wścieka
się. Ja ulegam, bo ja z tych, niestety

. Synek wpada do pokoju rozrzuca
składane właśnie przez ojca klocki, przy czym ryczy i się złości. Ja nadal
spokój, zmieniam temat. Tata stanowczo oznajmia, że koniec takiej zabawy.
Widać, ze dziecko padnięte, ale walczy

)). Więc Ślubny stanwczo oznajmia, ze
pora odpocząć. Syn wynajduje kolejną zabawę, robi do mnie maślane oczy, ja
ulegam. No i Małżon się wkurzył, że mi dziecko na głowę wejdzie. Oczywiście
najpierw zarzuciłam mu brak cierpliwości i to, ze mi tu w domu koszary
wprowadza

, ale teraz myślę, że te "koszary" to po prostu konieczna
dyscyplina. Dodam, że mężem i ojcem jest bardzo dobrym. Obowiazki domowe mamy
równo rozdzielone, dziećmi zajmujemy się wspólnie, mąż poświęca im wiele
czasu, czyta, bawi się, wygłupia, przebiera, nakarmi - od niczego się nie
wywija

. Dla niego czarne to czarne, białe to białe. Stanowczy jest i tyle
(nie jest despotyczny, proszę nie mylić). Jesli chodzi o mnie to rozmawiamy i
wspólnie rozwiązujemy problemy. W relacjach rodzic-dziecko to on jest tym
bardziej wymagajacym (w sensie: trudniej go przekabacić).
Już sama nie wiem, ale mnie po prostu serce mięknie na widok łzy syna, alebo
jego smętnego "mamuuuusia". Mam wrażenie, ze czasem powinnam dziełać bardziej
zdecydowanie. Co najdziwniejsze, nie mam kłopotu z tym działaniem w stosunku
do młodszej córki

. A syn mi tak czasem zagra na emocjach, ze od razu mi go
szkoda, no i już po mnie.
Macie tak. I w ogóle, może to ja mam rację

?
Bo obiektywnie patrząc to jestem skłonna przyznać mężowi rację - dzieci muszą
mieć swobodę i być kochane (nasze mają i sa o miłości zapewniane również
słownie), ale rodzic ma prawo zadecydowac, a dziecko (oczywiście przy
normalnych układach), obowiązek posluchać. Tylko w praktyce to mi czasem
całkiem nie wychodzi.
pzdr