Dodaj do ulubionych

"zobaczysz, wejdzie Ci na głowę"

18.01.06, 18:54
To zdanie słyszy pewnie połowa wychowujacych dzieci wink. Ja dzis też usłyszalam
wink. Posprzeczałam się z moim Ślubnym, bo:
syn (2lata) ma dziś "krzywy dzień" (miewa takie sporadycznie, ale jak już
nadejdą...) - wszystko źle. Tego nie, tamtego nie, a to woda za zimna, a to za
ciepła, a to klocki mu się zwaliły a to bajka nie ta, a to flamastry teraz
chce, a to coś innego, przy czym jak damy - natychmiast i to źle wink. Do tego
nie spał w dzień. Marudził i marudził, więc kładziemy wcześniej spać. Wścieka
się. Ja ulegam, bo ja z tych, niestety wink. Synek wpada do pokoju rozrzuca
składane właśnie przez ojca klocki, przy czym ryczy i się złości. Ja nadal
spokój, zmieniam temat. Tata stanowczo oznajmia, że koniec takiej zabawy.
Widać, ze dziecko padnięte, ale walczy wink)). Więc Ślubny stanwczo oznajmia, ze
pora odpocząć. Syn wynajduje kolejną zabawę, robi do mnie maślane oczy, ja
ulegam. No i Małżon się wkurzył, że mi dziecko na głowę wejdzie. Oczywiście
najpierw zarzuciłam mu brak cierpliwości i to, ze mi tu w domu koszary
wprowadza wink, ale teraz myślę, że te "koszary" to po prostu konieczna
dyscyplina. Dodam, że mężem i ojcem jest bardzo dobrym. Obowiazki domowe mamy
równo rozdzielone, dziećmi zajmujemy się wspólnie, mąż poświęca im wiele
czasu, czyta, bawi się, wygłupia, przebiera, nakarmi - od niczego się nie
wywija wink. Dla niego czarne to czarne, białe to białe. Stanowczy jest i tyle
(nie jest despotyczny, proszę nie mylić). Jesli chodzi o mnie to rozmawiamy i
wspólnie rozwiązujemy problemy. W relacjach rodzic-dziecko to on jest tym
bardziej wymagajacym (w sensie: trudniej go przekabacić).
Już sama nie wiem, ale mnie po prostu serce mięknie na widok łzy syna, alebo
jego smętnego "mamuuuusia". Mam wrażenie, ze czasem powinnam dziełać bardziej
zdecydowanie. Co najdziwniejsze, nie mam kłopotu z tym działaniem w stosunku
do młodszej córki crying. A syn mi tak czasem zagra na emocjach, ze od razu mi go
szkoda, no i już po mnie.
Macie tak. I w ogóle, może to ja mam rację wink?
Bo obiektywnie patrząc to jestem skłonna przyznać mężowi rację - dzieci muszą
mieć swobodę i być kochane (nasze mają i sa o miłości zapewniane również
słownie), ale rodzic ma prawo zadecydowac, a dziecko (oczywiście przy
normalnych układach), obowiązek posluchać. Tylko w praktyce to mi czasem
całkiem nie wychodzi.

pzdr
Obserwuj wątek
    • 18_lipcowa Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 18:57
      Mąż ma rację, wychowasz maminsynka.
      • antkamama Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 19:09
        Hmmm, no masz rację, qrczę. Tylko jak tu pokonac siebie? Synek jest bardzo
        samodzielny, nie przeżywa rozstań ze mną, ani młodszego rodzeństwa też nie.
        Czasem się właśnie boję, że tą swoją "nadwrażliwoscią" na jego "ataki
        terrorystyczne" wink)) wypracuję w nim takie zachowania na własne życzenie.
        • 18_lipcowa Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 19:21

          > Czasem się właśnie boję, że tą swoją "nadwrażliwoscią" na jego "ataki
          > terrorystyczne" wink)) wypracuję w nim takie zachowania na własne życzenie.


          No bo tak robisz wlasnie.
        • betty_julcia Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 19:24
          Wcale źle nie robisz. Widzisz, tak to już jest. Mama to ta, której troszkę
          mozna wejść na głowę, a tato to ten, który czasami hukniesmile a innym razem na
          odwrót.
          Ważne jest to zeby jednak zachować rozsądek, i nie dać sobie zupełnie wejść na
          głowę. U nas jest dyzsyplina ale często są odstępstwa od niej i to jest piękne.
          Dziecko ma określone granice, czuje się bezpieczne, wie na co może sobie
          pozolić na co nie, jest wszystko ok. NAtomista jak zdaży się ze dyscyplina
          pójdzie na chwilę na bok a robimy sobie luzik, to wtedy bardziej się to docenia
          i jest frajda.
          Generalnie ani w jedną stronę nie należy przesadzać ani w drugąsmile Wszystko w
          granicach rozsądku. Ale ktoś musi potrafić małego ustawic do pionu tym bardziej
          ze krzywdy mu nikt nie robismile

          ------------------------------------------------------
          Betty to mama a to jestem ja:
          GWIAZDECZKA
      • anik801 Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 20:48
        U mnie jest dokładnie tak samo.Ja ulegam 2letniej córeczce,a mój mąż jest
        stanowczy.Ja nie potrafię,a może raczej nie chcę jej"dyscyplinować".Efekty są
        takie jakie są.Córcia wszystko wymusza i czuje respekt tylko w stsosunku do
        swego taty.Nie wiem dlaczego prawie na wszystko jej pozwalam,może dlatego że
        pierwsze dziecko straciłam,że tak długo na nią czekałam,że ciąża była ciągle
        zagrożona,że urodziła się za wcześnie(była taka maleńka).Gdy na nią patrzę
        widzę w niej cały swiat i sens życia!I chyba właśnie dlatego na wszystko jej
        pozwalam!Chociaż z drugiej strony ja byłam wychowywana tak samo.Mama na
        wszystko mi pozwalała i nigdy nie dała mi klapsa.No i jakoś wyrosłam na
        porządnego człowieka i mama przeżyłasmile
      • milka_milka Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 22:39
        Rozumiem, że Twoje zdanie wynika z ogromnego doświadczenia w wychowywaniu
        dzieci?
    • aleksandrynka Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 20:32
      Dobrze lipiec prawi, możesz sobie takim postępowaniem trochę nagrabić smile Krzywy
      dzień krzywym dniem, ale to nie znaczy, że z tego powodu można wszystkim wejść
      na głowę. Przykład ze spaniem - wspaniały, właśnie to samo przerabiałam (synek
      skończył w grudniu 2 lata). Młody zmęczony, ale jeszcze światełko trzeba
      zapalić, a później zgasić, jeszcze pić, ok, wytrzymam. Ale kiedy po tym dalej
      wyłaził mi z łóżka, sięgał po samochody, znowu chciał pić, to się już lekko
      wkurzyłam smile Zauważyłam, że jak dziecko zmęczone, to wbrew temu przeciąga,
      wymyśla, dziwuje, chyba go to zmęczenie przerasta. Doszłam do wniosku, że muszę
      mu uzmysłowić, jak bardzo chce spać smile Wzięłam młodego na siłę do łóżka, był
      płacz, wyrywanie się, mówię: "jak tak, to zabiram smoka (niestety jeszcze
      używa, już niedługo)/idę sobie" i w miarę działa. To taka doraźna, chwilowa
      metoda, która u mnie skutkuje, ale ja w sumie nie o tym. Dwuletnie pacholę jest
      w ciężkiej sytuacji, bo z jednej strony wie, że ma swoją wolę, próbuje ją
      wyrazić, ale... nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, czego na prawdę chce. To
      jak w "Kamyczku" (czytacie?) "Bo kamyczek czasami mówi nie nawet wtedy, kiedy
      chce powiedziec tak". Jakoś tak to leci. Moim zdaniem trafnie ujęte - takiemu
      maluchowi trzeba "podpowiedzieć" czego chce, czyli zakreślić mu granice. To,
      że - jak to Twój "małżon" powiedział: dziecko Ci na głowę wejdzie, to jedno,
      drugie, to że będzie miało chaos w głowie: no jak to, mówią - idź spać, a potem
      się ze mną bawią? To jak to powinno być? Trzeba mu pokazać, że powinno być tak
      i tak. Maślane oczka są słodkie, ujmujące, ale czasami trzeba nieźle
      pogłówkować, czy warto im ulegać. Ty sama dobrze wiesz, jak masz postępować,
      widać to po Twoim poście (tak mi się wydaje). Dla mnie problemem tu jest: Już
      sama nie wiem, ale mnie po prostu serce mięknie na widok łzy syna, alebo
      > jego smętnego "mamuuuusia".
      Wiem, tez tak mam smile Ale pomyśl - jemu jest potrzebna mamusia pewna siebie, bo
      z tego młody czerpie oparcie smile I tego się trzymajmy.
      Pozdrawiam!
    • czajkax2 Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 20:44
      Ja tu widzę poważniejszy problem. To że przy córce potrafisz być stanowcza, a
      synek owinął sobie ciebie wokól paluszka. Wydaje mi sie ze jestes z tych mamuś
      zakochanych we własnych synkach. Postaraj się to jakoś opanować bo inaczej moze
      byc wieeeeeeelki problem: dla ciebie, dla synka,a kiedys z pewnościa dla
      synowej. Nie mówiąc ze córka w koncu zauwazy kto jest dzieckiem mamusi i też
      nie będzie czuła się komfortowo.
    • edka05 Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 21:55
      antkamama napisała:
      > Już sama nie wiem, ale mnie po prostu serce mięknie na widok łzy syna, alebo
      > jego smętnego "mamuuuusia". Mam wrażenie, ze czasem powinnam dziełać bardziej
      > zdecydowanie. Co najdziwniejsze, nie mam kłopotu z tym działaniem w stosunku
      > do młodszej córki crying. A syn mi tak czasem zagra na emocjach, ze od razu mi go
      > szkoda, no i już po mnie.

      Ja tak mam, syn rozbraja mnie dokumentnie - ma dwa lata, ale żeby była
      równowaga córka ma większe fory u ojca. Z tym że staram się nie ulegać np.
      wrzaskom i wymuszeniom, jak się np. wydziera to wychodzę do drugiego pokoju i
      czekam aż przestanie, ale maślane oczy rozumiem jak najbardziej wink
    • andzela1974 Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 18.01.06, 23:09
      ja tez tak mamsmileuwielbiam swojego syneczka i tylesmilei tak ma byc mama jest od
      kochania,a tata rownoez od kochania;tyle,ze moze"madrzejszego".Nie szukaj
      peoblemu tam gdzie go nie ma.Pozdrawiam
      • ponton Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 01:28
        andzela1974 napisała:

        > ja tez tak mamsmileuwielbiam swojego syneczka i tylesmilei tak ma byc mama jest od
        > kochania,a tata rownoez od kochania;tyle,ze moze"madrzejszego".Nie szukaj
        > peoblemu tam gdzie go nie ma.Pozdrawiam

        Jak to nie ma problemu? Problem jest a wlasciwie kilka - po pierwsze chlopiec
        wie, ze polecenia matki nie maja znaczenia - on i tak wymusi na niej, co chce.
        Po drugie, matka nie traktuje swoich dzieci po rowno i nawet sie o to nie
        stara, nawet nie jest jej glupio z tego powodu, ze syna traktuje ulgowo. Po
        trzecie - matka jest nielojalna wobec swojego partnera - ojca dzieci i syn to
        bardzo sprytnie wygrywa. Te kwestie nie znikna - beda sie tylko z wiekiem
        dziecka poglebiac powodujac konflikty na linii matka-ojciec, syn-ojciec, matka-
        corka, siostra-brat. A wszystko dlatego, ze matka nie rozumie tego, ze milosc
        to przede wszystkim umiejetnosc stawiania wymagan i umiejetnosc wspierania
        kochanej osoby w stawaniu sie coraz lepsza i dojrzalsza. Coz to za milosc,
        ktora doprowadzic moze do klopotow w porozumieniu sie calej rodziny? To krzywda
        dla tego chlopca, bo dostaje wiecej niz jest w stanie uniesc!
        • 18_lipcowa Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 10:29

          > > ja tez tak mamsmileuwielbiam swojego syneczka i tylesmilei tak ma byc mama jest
          > od
          > > kochania,a tata rownoez od kochania;tyle,ze moze"madrzejszego".


          O Chryste panie!!!!!!!
          To jest wlasnie matka ktora jest potem teściową z tych opowieści forumowych
          • polly6 Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 16:51
            dokładnie Lipiec masz rację, aż mnie ciarki przechodzą, nie ma to jak
            wypielęgnowany syneczek mamuni, który potem nawet butem w palcem nie kiwnie,
            jak go żona poprosi. Za to żona będzie musiała spełniać zachcianki męża. Bierz
            przykład ze swojej teciowej, która Ci mądrze męża wychowała. Nie chcesz chyba,
            żeby Ci potem synowa złożyła reklamację, co?
            18_lipcowa napisała:

            >
            > > > ja tez tak mamsmileuwielbiam swojego syneczka i tylesmilei tak ma byc mam
            > a jest
            > > od
            > > > kochania,a tata rownoez od kochania;tyle,ze moze"madrzejszego".
            >
            >
            > O Chryste panie!!!!!!!
            > To jest wlasnie matka ktora jest potem teściową z tych opowieści forumowych
    • niepytana Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 00:07
      Takie mamy co sie biora na "maslane oczy" sa czesto potem poniewierane przez
      wlasne dzieci. Nie rob z meza tyrana. Pomoz mu wychowywac to dziecko. Kochac
      jest latwo, o wiele trudniej wychowac. Mnie tez boli serce jak musze byc
      konsekwentna i ukarac. Ale kocham te moje dzieci wystarczajaco zeby zdobyc sie
      na to zeby czasem dla wiekszego dobra mnie nie lubily. Dla ich dobra. Glupie te
      rady ze mama to od kochania a tata od karcenia. Raz ze kompletny stereotyp, a
      dwa ze jezeli kobieta czy matka jest madra to by uniknac gorszych stresow z
      nastolatkiem ktory czesto juz nie uzywa taktyki "maslanych oczu", wyrabia sobie
      szacunek chocby i nawet u dwulatka przez bycie konsekwentna co wcale nie znaczy
      ze niedobra. Pozdrawiam.
    • kokolores Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 00:28
      Powiem tyle ,ze bardzo czesto obserwuje to wlasnie zjawisko u mam ,ktore maja
      synow.Mam nadzieje ,ze twoj maz postawi na swoim i wychowa syna!!!A jak nie , to
      wspolczuje twojej przyszlej synowej.
      Mam kolezanke (jej syn ma 10 lat).Ona odkurza w domu ,wtedy kiedy jego w domu
      nie ma.( "bo on tego nie lubi")
      Koko
      • wesolek11 Re: Zgadzam się z Czajax! 19.01.06, 08:12
        • betty_julcia Ponton 19.01.06, 09:25
          To nie są glupie rady ani stereotypy. TAk po prostu jest i koniec. Tylko trzeba
          we wszystkim zachować umiar. Czytaj proszę ze zrozumieniem. TAk zawsze jest i
          będzie że mam jest bardziej miękka ale musi wyważyć kiedy mozna sobie na tą
          miękkość pozwolić. Nie mozna w domu wprowadzić tylko i wyłącznie zakazów,
          nakazów, totalnej dyscypliny
          ------------------------------------------------------
          Betty to mama a to jestem ja:
          GWIAZDECZKA
          • babsee Re: Ponton 19.01.06, 09:51
            Niestety.spora część Mam, mysli,ze jak bedzie czegoś od dziecka wymagac, lub
            też wprowadzi jasne zasady i granice to dzeciatko przestanie kochać.I potem
            dzieci, nie znające granic swojego postepowania, gubia się w życiu.Ni wiedza co
            dobre a czego stanowczo nie wolno.Albo co gorsza-jak Mama synkowi ieczego ne
            odmówi i wszytsko co najlepsze jest dla niego, to pózniej taki dorosły już
            facet przezywa szok gdy parnterka czegoś wymaga albo nie daj Boże chce go
            zostawic-jak to?Jego?Przecież całe swe zycie, przezył w przekonaniu ,ze dla
            niego to co najlepsze, i ze wszystko można mu wybaczyc jak tylko zrobi maślane
            oczeta.Uważam ze wychowanie syna jest trudniejsze.I dlatego taka potrzeba
            rozwagi przy wychowaniu przyszłych mężów i Ojców.
        • betty_julcia Ponton 19.01.06, 10:09
          To nie są glupie rady ani stereotypy. TAk po prostu jest i koniec. Tylko trzeba
          we wszystkim zachować umiar. Czytaj proszę ze zrozumieniem. TAk zawsze jest i
          będzie że mama jest bardziej miękka ale musi wyważyć kiedy mozna sobie na tą
          miękkość pozwolić. Nie moze sobie pozwolić wejść na głowę ale też nie mozna w
          domu wprowadzić tylko i wyłącznie zakazów, nakazów, totalnej dyscypliny. Bo
          wtedy są to koszary nie dom.
          Mówię to ze swojego doswiadczenia. Mój tato był zawodowym wojskowym więc
          potrafił wprowadzić dyscyplinę w domu, chodziłam pod jego wpływem jak zegarek i
          widomo że jak coś powiedział to tak miało być.
          Mama byłą tą osobą bardzo ciepłą, miękką ale też taką ze nie można było wejść
          na głowę, z tym że często ona była tą stroną łagodną, wyrozumiałą, rozumiejącą
          i często potrafiącą pójść na kompromis, nie tylko ządać, wymagać,
          dyscyplinować.
          Jaki był tego wynik? Ja miałam i mam z moja mamą taki kontakt, ze moja mama
          wszystko o mnie wiedziała. Nie bałam się jej o niczym powiedzieć, potrafiła ze
          mnie w bardzo przebiegły sposób wyciągnąć wszytkie informacjesmile Wszystko w
          bardzo przyjacielskiej, pełnej zrozumienia atmosferze. To procentowało na
          przyszłość bo jak zaczęły sie wyjścia pozwalano mi na wiele bo po prostu moja
          mama wiedziała o mnie bardzo dużo i miała do mnie pełne zaufanie.
          Z drugiej strony mam w rodzine przykład dzieci wychownych w totalnej
          dyscyplinie, tzn. wszystko zawsze robione z zegarkiem w ręku, żadnych odstępst
          zeby dzieci się za bardzo nie rozpuściły, żadnego kieszonkowego zeby nie
          poszalały. Nic tym dzieciom nie było wolno. JAk byli goście dzieci nie
          siedziały przy stole ze wszystkimi bo przeszkadzały. Wiele wynikało z tego ze
          była ich trójka więc na pewno było łatwiej w domu jak dzieci były na maksa
          zdyscyplinowane i rozstwione po kątach. Dziś to są dorośli ludzie. Dyscyplina
          na pewno zaprocentowała, pokończyli/kończa najlepsze uczelnie. Ale od rodziców
          trzymają sie jak najdalej, nie łącza ich z nimi żadne więci emocjonalne, mają
          do rodziców wręcz żal, ze nigdy nie było za wiele ciepła, wychowywanie ich
          skupione było przede wszystkim na układaniu ich. Rodzice też ubolewają i dziwią
          się gdzie popełnili błąd, przecież chcieli jak najlepiej, byli dobrzy wiec
          dlaczego ich dzieci rozjechały się po całym świecie i uciekły ja najdalej....

          JA wiem, ze żeby stworzyć ciepły rodzinny dom nie wystarczy tylko i wyłączne
          dyscyplinować. Cała mądrość polega na tym jak wychować zeby w dziecku mieć
          jeszcze przyjaciela, powiernika, wsparcie do końca zycia.



          No dobrasmilesmilesmile
          JA się tak wymądrzam a sama gonię swoją 2,5 latkę do łożka ogodzinie 20.00 i
          nie dzialają na mnie żadne maślane oczka. Ma spać i koniec. Nie pozwalam
          wychodzić, woła mnie co 5 minut, a to rączka boli, a to brzuszek boli, herbatka
          się skończyła, plecki trzeba pomasować, znów herbatka się skończyła, noga
          wystaje więc trzeba przykryć, ręka wystaje, misiu się odkrył, kocha mnie więc
          musi się przytulić, zrobić moja-moja i dać buzi, znów herbatka się skończyła,
          pampersa trzeba zmienić bo przeciekł i tak po ponad godzinie jak w końcu huknę
          że dosyć tego mojego chodzenia to zasypia. I tak codziennie..... Moze wiecie
          jak zrobić zeby od razu zasypiała?????smile
          ------------------------------------------------------
          Betty to mama a to jestem ja:
          GWIAZDECZKA
    • e_r_i_n Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 10:19
      No miętka jestes, miętka. Za miętka wink
      Maz ma racje z tym egzekwowaniem polecen - bo to potrzebne. Dziecko musi
      wiedziec, ze jak rodzic cos stanowczo mowi, to to ma znaczenie.
      Ja uwazam, ze sa sprawy, w ktorych dzieciom wrecz nalezy ustapic - no bo jak
      one sie maja nauczyc ustepowania, jesli rodzice zawsze twardo stoja przy swoim
      zdaniu? Wiec ja na przyklad zgadzam sie na jeszcze 5 minut zabawy - ale jest
      ustalenie z synem, ze np. jak zadzwoni budzik (ustawiamy razem), to koniec
      zabawy, zbieramy zabawki i idziemy spac. Tak samo w sprawie ilosci zjazdow na
      sankach itd. Ale sa tez sprawy nie podlegajace negocjacjom.
      Umiar jak zwykle jest najlepszy.
    • weronikarb Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 10:23
      u nas jest na odwrót, synek urabia tatę, a z mamą wie że nie pójdzie mu już tak
      łatwo.
      Nie jestem tyranem, ale mały musi wiedzieć gdzie jest granica i co mu wolno a
      co nie.
      Jedno pewne co ustaliliśmy w kwestii wychowania. Jak jedno z nas powie ze tak a
      nie inaczej ma być, to decyzji podjetych przez jedno z nas nie negujemy przy
      dziecku. Możemy przedyskutować czy faktycznie np. kary nie da sie załagodzić.
      Jednak dziecko musi wiedzieć że rodzice to jeden front, a nie że jedno za
      plecami drugiego ustala inne zasady.
      Druga strona córka, nie powinna odczuwać tego że jest "gorzej" traktowana,
      staraj sie równo je traktować bo w późniejszym wieku może mieć jakieś
      kompleksy, zachamowania
      • wesolek11 Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 11:00
        Zgadzam się z weroniką, u nas też przy dziecku nie podważa się decyzji jednego
        z rodziców. Później możemy kłócić się nawet, ale jak jedno powie nie, to drugie
        nie protestuje. I działa!
    • vialle Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 11:01
      nie odpowiada mi stawianie problemu w sposob "wejdzie Ci na glowe" bo to mi sie
      kojarzy z taka przepychanka "ja tu rzadze a nie dziecko". A to nie o to chodzi.
      Nie o rzadzenie i udowadnianie sobie i swiatu ze mam wytresowane dziecko i ze
      panuje nad sytuacja. Jak ktos tak podchodzi to dla mnie myli wychowanie z
      tresura.
      Z tego co napisalas najbardziej mnie niepokoi, ze nie zachowujesz sie
      konsekwentnie i maly nie ma jasnych zasad jakie zachowania sa w porzadku a
      jakie nie i dlaczego. Dwulatkowi juz mozna zaczynac takie rzeczy tlumaczyc. No
      i niefajne jest wg mnie, ze nie trzymasz z mezem jednego frontu - to robi
      dziecku metlik w glowie i sklania do manipulacji. I rozumiem irytacje twojego
      meza kiedy on probuje wprowadzic zasady (sama sie z nimi zgadzasz), a Ty
      negujesz jego decyzje. Potencjalnie to wywola zupelnie niepotrzebne napiecia
      miedzy Wami.
    • polly6 Re: "zobaczysz, wejdzie Ci na głowę" 19.01.06, 16:47
      zastanów się, czy chciałabyś mieć takiego rozpieszczonego męża jak Twój syn smile
    • your_and Szkodliwa nadopiekuńczość. 20.01.06, 07:52
      Poczytaj jakie szkody wywołuje nadopiekuńczość, zbytnie pobłażanie,
      nieumiejętność wyznaczania granic i ich egzekwowania w życiu dziecka.
      www.ogniskowiec.znp.edu.pl/publikacje/inne/nadopiekuniczosczestronyrodzicow.htm
      To po prostu taka forma kobiecego egoizmu i zaspokajania własnych potrzeb
      opiekuńczości, szczególnie mocne i nebezpieczne w odniesieniu do synów...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka