mal.go.sia
07.02.06, 22:31
Osoby: ja - mama, tesciowa - pedagog z wieloletnim stazem, Mlody - 22-
miesieczniak.
Sytuacja: tesciowa wyciaga z szafki sloik z kawa rozpuszczalna, Mlody
przebiera nogami i wyciaga rece z żądnym "yyyyy !!!!",
ja: kochanie, nie mozna sie bawic kawa, bo sloik jest szklany i latwo moze
sie stluc, a poza tym kawa jest do picia dla Dziadziusia,
tesciowa: babcia pokaze na chwilke, dobrze ?
Efekt: Mlody bedacy obecnie w fazie "otorzyc, przesypac" odkreca zakretke w
pol sekundy, po czym nastepuje silowanie sie z przerazona babcia, ktora
wola "babcia juz pokazala, ale teraz nie mozna sie bawic" i ocieramy sie o
histerie Mlodego. Wkraczam jako zbawca zmieniajac temat (dalam ryz do
przesypywania w warunkach kontrolowalnych - na krzeselku. Wielkie mi
odkrycie - nie brudzi, tez odkrecane tylko w puszce)
Dobrze, ze w sobote dziadki jada do domu... mniej bedzie walki o "racje"...
Dodam dla porzadku, ze tesciowa co prawda babcia jest "z doskoku", ale
Mlodego dobrze zna i z naszych opowiesci i przez to, ze spedzila z nim
ostatnie cztery dni. I ma doswiadczenie pedagogiczne. Ja rozumiem szacunek do
dziecka jako do czlowieka, ale sa granice.. Nie daje sie ciasta przed kolacja
niejadkowi_zupy-lasuchowi_na_slodycze "bo on chcial, a ja juz dalam"... I nie
pozwala sie mu wchodzic na stol, argumentujac "ale to ja, to moja wina"... to
chyba troche niewychowawcze ??? Czy sie myle ?