Mój 7- latek ma dwa nałogi. Są nimi: gry komputerowe i bajki w tv.
Sytuacja, jaka jest w domu od dłuższego juz czasu, zrobiła się zwyczajnie
patologiczna

(((( Mam ochotę wyrzucić telewizor i komputer przez okno!!!
Niestety, z komputera korzystam ja sama i mąż, i to w nadmiarze. W każdym
razie jest włączony non stop. Młody miał wstępnie ustalone, że może grać
tylko w soboty, potem rozciągnęło się to na inne dni, potem znów stanęło
tylko na sobotach, bo nagabywanie po kilkanaście razy dziennie: "kiedy będę
mógł zagrać" stało się KOSZMAREM. Potem znów pozwoliliśmy na codzienne pół
godziny, ale znów zrobiło się nie do wytrzymania. Dodatkowo jęczy o bajki...
Widzę, że syn jest po prostu...uzależniony! Rano wstaje i zamiast "dzień
dobry", rzuca tekstem: "muszę zdobyc poziom x w grze y". Sama już nie wiem,
co robić. Sytuacja jest taka, że dla syna najciekawsze jest to, co na
ekranie. Zajmują go też oczywiście i inne rzeczy: czytanie, zabawa z siostrą,
sport itp, ale pociąg do monitora przebija wszystko. W rezultacie jesteśmy
wszyscy sfrustrowani. My się nie możemy opędzić, a syn płacze, że ciągle
zakazy i zakazy. I ma rację- wciąż słyszy słowo : NIE.
Zastanawiam się, co mogę w ogóle mu zaproponować wzamian?? Chciałabym
wyłaczyć już w pierony ten cały komputer i sama zerwać z nałogiem, niestety
małżonek nie jest skłonny do takich poświęceń
Co mam zrobić, żeby siedmiolatek zaczął żyć życiem, a nie grami i bajkami?
Czym go zainteresować? Co mogę z nim robić, jak go zająć? Czy istnieje coś
bardziej atrakcyjnego, niż świat gier?
Chciałabym, żeby syn miał możliwość korzystania z dobrodziejstw cywilizacji,
ale w sposób kontrolowany. Nie chcę mu wciąż zakazywać i zakazywać,
limitować, ograniczać, odmawiać...
Mówi się, że to bardzo niedobre dla zdrowia i psychiki dziecka przesiadywanie
przed telewizorem i komputerem. Tymczasem czasem wydaje mi się, że koledzy
syna, którym rodzice nie ograniczają dostępu do bajek i gier, są
niesfrustrowani, zadowoleni i szczęśliwi.
Poradźcie coś.