malec we własnym pokoju

29.06.06, 16:27
Jestem ciekaw waszych opinii na następującą sprawę - przykład. Do małego
(1,5-roczniak) przychodzi od rana opiekunka i chciałbym, żeby na początku
przez chwilę bawili się w pokoju małego, bo chcę się spokojnie wybrać do
pracy. Ale mały namawiany nie chce tam iść. Są więc takie rozwiązania:
a) ustąpić dziecku - bawi się tam gdzie chce
b) przenieść go do pokoju siłą i zamknąć z opiekunką
c) przenieść go tam siłą, ale potem postarać się zainteresować go zabawkami i
zainicjować zabawę, którą może kontynuować z opiekunką
d) jakieś inne, jakie?
Jak byście postąpili? Ja jestem za c), żona za a) ("jak można uniknąć
wierzgającego małego, to uniknijmy").
Pytam również dlatego, że pewno możne to być przykładem bardziej ogólnych
różnic w postawach wychowawczych...
    • papaprotka Re: malec we własnym pokoju 29.06.06, 16:58
      bardzo podoba mi się argumentacja żony - jak już mały będzie wierzgał to
      przecież będzie wierzgał opiekunce więc to jej problem wink
    • scher Re: malec we własnym pokoju 29.06.06, 17:26
      Jestem za rozwiązaniem d. Zadziałać fortelem, lepszą organizacją rano itp.
      Niech opiekunka postara się sposobem "zwabić" dziecko do pokoju, zainteresuje
      piosenką, książeczką, zabawą, wtedy też łatwiej będzie wytłumaczyć dziecku, ze
      teraz rodzicom nie wolno przeszkadzać. Niech się ubiorą w spokoju, a _potem_ na
      pewno przyjdą dać mu buzi na pożegnanie.

      Na moje dziecko (3 lata) zawsze działa zaproszenie do karaoke. Bierzemy
      śpiewnik, albo puszczamy podkład z komputera i śpiewamy. Wcześniej zamykamy
      okna wink

      W wielu sprawach mam konserwatywne poglądy na wychowanie, ale zamykanie
      protestującego maluszka w pokoju z opiekunką to jakiś horror.

      Sz.
      • zart.z.nazwiska Re: malec we własnym pokoju 30.06.06, 23:34
        Zainteresowanie dziecka czyms fajnym to jest tak naprawdę jedyna metoda na
        dłuższa metę - tez o tym pisałem, tu zgoda.
        Problem w tym, że czasami jak mały wpadnie na nastój "na nie", to zadne zachety
        i obietnice składane werbalnie do niego nie docierają. Wtedy - moim zdaniem -
        trzeba go przenieść w inne środowisko, np. do jego pokoju, tak, żeby mógł
        zobaczyć zabawki i się bawić.

        Ja w wielu kwestiach mam liberalne poglądy na wychowanie, ale negocjowanie
        wszystkiego z półtoraroczniakiem uważam za ślepy zaułek smile

        Papa na pożegnanie, wspólne rozpoczęcie zabawy - jak najbardziej.

        Kiedyś widziałem film, w którym zagrożony główny bohater decyzję o nagłej
        emigracji z III Rzeszy negocjował ze swoim kilkuletnim synkiem - to
        był "horror" smile
    • stypkaa Re: malec we własnym pokoju 30.06.06, 17:32
      SZczerze powiedziawszy to nie za bardzo rozumiem dlaczego w "szykowaniu się do
      pracy" przeszkadza Ci bawiące się poza swoim pokojem dziecko?
      Ja też rano wychodzę do pracy. Moje dziecko ma rok i 4 m-ce. ZAWSZE jeśli
      wstanie podczas mojego szykowania sie do pracy znajduję dla niego chociaż 5 min
      na przywitanie się, przytulenie, czasem siedzi (choć trudno to nazwać
      siedzeniem wink) ze mną przy stole kiedy jem śniadanie i też coś tam sobie je.
      Oprócz tego, w międzyczasie, "niania", a tak naprawdę ciocia małego, a moja
      szwagierka, która mieszka z nami ubiera go, robi mu śniadanie, karmie etc.
      Wystarczy wstać 20 minut wcześniej, aby bez pośpiechu zorganizować sobie czas i
      dla siebie i dla dziecka.
      Takie jest moje zdanie smile, co zresztą z powodzeniem sprawdza mi się w praktyce.
      Aha, i przed wyjściem obowiązkowo jest rytuał pożegnania: mówię do małego, że
      mama idzie do pracy, daję buziaka, przytulam, robię cześć i dodaję, żeby
      pomachał mi z okna jak już wyjdę. I wychodzę. Nigdy nie było scen płaczu. smile
      Nie wyobrażam sobie, żebym miała go na siłę zamknąć w jego pokoju!
      • zart.z.nazwiska Re: malec we własnym pokoju 30.06.06, 23:44
        W szykowaniu się do pracy przeszkadza bardziej niż dziecko - opiekunka. Mamy
        mieszkanie, nie lubię, jak podczas porannych zaspanych przygotowań po nim kręci
        się w tą i z powrotem obca kobieta. Stąd koncepcja pokoju
        dziecinnego, "bawialni" smile

        5 min na przywitanie, przytulenie ZAWSZE znajduję, tuśmy sie nie zrozumieli.
        Płaczu przy pożegnaniu nie ma, jest papa.
        • judytak Re: malec we własnym pokoju 01.07.06, 07:12
          mi też zawsze przeszkadzała opiekunka, toteż kiedy to ja wychodziłam ostatnia,
          miała przyjść w ostatniej chwili, a "mnie już nie ma"

          ale np. mężowi nie przeszkadzała opiekunka, on własnie chciał spokojnie się
          zbierać, i "zamawiał" opiekunkę na półgodzinę przed wyjściem, kiedy to on był
          ostatni w domu

          opiekunka sobie była, gdzie miała być (nie w sypialni, nie w łazience), dziecko
          sobie latało tu i tam, po jakimś czasie zrozumiało, że bardziej się opłaca
          przebywać z opiekunką (pobawi się, bajkę opowie, śniadanie da), niż z tatą
          (który goli się czy sie ubiera i nawet rozmawiać nie bardzo chce)

          także generalnie moja opcja brzmi: bez wierzgania, bez forteli, pokładając
          ufność w rozum dziecka i jasno rozdzielić, co można (np. wchodzić do pokoju,
          kiedy tata się ubiera) i czego nie (pobawić się z tatą rano, kiedy opiekunka
          już jest)
          (to samo również w sensie ogólniejszym)

          pozdrawiam
          Judyta
        • stypkaa Re: malec we własnym pokoju 03.07.06, 09:06
          Przeczytałam jeszcze raz Twojego pierwszego posta i nie ma tam ani jednego
          zdania o tym, że to opiekunka Ci przeszkadza. Dlatego też pewnie
          wywnioskowałam, że to dziecko smile
          Skoro tak, to może po prostu przesunąć porę przychodzenia opiekunki i niech
          przychodzi np. 15 minut przed Waszym wyjściem, żebyście mogli zrobić ew. to
          czego przy dziecku zrobić się nie da.
          Albo ustalić jasno, że np. w czasie Waszych przygotowań opiekunka nie wchodzi
          za dzieckiem do Waszej sypialni i łazienki (chociaż jeśli ma choć odrobinę
          taktu to i tak nie wejdzie wink)
          Jednego jestem pewna, NIGDY nie zamknęłabym dziecka (ani opiekunki wink) na siłę
          w pokoju.
    • cyborgus Re: malec we własnym pokoju 03.07.06, 07:38
      nie wiem czy to jest dobry start i dla was i dla dziecka, zaczynac dzien od
      wierzgania i krzykow? nie dosc ze starzy wychodza i zostawiaja go samego (w
      jego rozumowaniu), to jeszcze nawet nie dadza sie pokrecic w poblizu, zanim
      wyjda. Nie pomyslales, ze on po prostu przedluza czas jaki ma z Wami? Mysle ze
      trzeba dac mu spokoj, niech sie bawi gdzie chce, opiekunka niech delikatnie co
      jakis czas probuje go nakierowac na bawialnie, i moze stopniowo to sie samo
      jakos ulozy.
    • aniko16 Re: malec we własnym pokoju 03.07.06, 16:31
      Oboje pracujemy i czas spędzany z dzieckiem jest dla nas na wagę złota. Zawsze
      staraliśmy się maksymalnie przedłużyć przebywanie z synkiem, m.in. przez
      przychodzenie opiekunki najpóźniej jak się da. W głowie nie mieściłoby nam się
      odseparowywanie dziecka czy to fortelami, czy tym bardziej na siłę. Mąż przed
      wyjściem dużo czasu spędza w łazience ale w niej się po prostu zamyka. Wtedy
      dziecko jest, a raczej było, (bo to już starszy przedszkolak) z opiekunką ale
      to najzupełniej naturalne. Myślę, że takie odseparowywanie dziecka jest
      niszczące dla jego psychiki, przecież ono czuje, że zdaniem taty "przeszkadza"
      i że chcą się go chwilowo pozbyć.
    • anek.anek d 04.07.06, 20:59
      prosiłam opiekunkę żeby zabrała młodego do jego pokoju i jej się udawałozając
      dziecko tak, żebym miała trochę spokoju. Żadnego na siłę, żadnego ustępowania.
      Po prostu super niania, kóra doskonale wiedziała jak odwrócić uwagę dziecka ode
      mnie.
    • izabela_741 Re: malec we własnym pokoju 05.07.06, 10:16
      Wydaje mi sie, ze to kwestia Waszej organizacji a nie problemu z niania czy z
      dzieckiem.
      Ja wole, zeby niania przyszla chwile wczesniej, zeby ustalic co i jak i
      zwyczajnie po ludzku pogadac z Nia, co u Niej slychac.
      A zbierajac sie rano do pracy robie swoje. Wczesniej wstaje, wiec niania w
      majtkach mnie nie zlapie, toalete mam za soba...
      Dziecko "oddaje" niani ubrane, wymyte i najedzone (lub przychodzi w trakcie
      sniadania).
      Czasem, owszem, jest trudniejszy dzien, bo sie trudno rozstac, ale tym bardziej
      bym dziecka nie wynosila do innego pokoju. Wydaje mi sie, ze mozna spokojnie
      ustapic dziecku i pozwolic na zabawe tam, gdzie chce.
      Nie chcialabym izolowac swojego dziecka przed praca: nawet jak nie mozemy sie
      juz pobawic, to chociaz mamy kontakt wzrokowy. Dziecko widzac biegajacych
      rodzicow i tak pojdzie na bok pobawic sie zabawkami lub poslucha co mu opowiada
      niania.
    • lolinka2 Re: malec we własnym pokoju 05.07.06, 15:33
      ja jestem z postawy bardziej ojcem niz matka chyba... dzieci maja sie sluchac, a
      jesli da sie humanitarnie to tym lepiej. C.
Pełna wersja