agawamala
03.07.06, 09:45
Wiem, wiem, NIE POWINNAM - temat drażliwy, ja mam zdanie daleko odbiegające
od obowiązujących i poprawnych stereotypów, ale........
Znajomi urządzili sobotniego grilla, zaprosili kilka zaprzyjaźnionych par, w
tym jedno małżeństwo ( nie znałam ich dotąd) mające dziecko z ADHD.
Przyszli z dzieckiem - 7 latkiem. W ciągu 10 minut prysnęła swobodna, luźna
atmosfera. Panie trzymały się za torebki, panowie pilnowali grilla ( nikt nie
chciał być poparzony, pobrudzony - a ta chwila zbliżała się wielkimi krokami.
Państwo M z dzieckiem, gdy tylko usłyszeli, że mój mąż jest lekarzem otoczyli
go i opowiedzieli historię Bartka. Ja zaś usiłowałam chociaż przez chwilę
zainteresować CZYMKOLWIEK dziecko. Bezskutecznie.
Grill skończył się po 2 godzinach, wszyscy mieli dość. Gospodarze
przepraszali pośpiesznie ulatniających się gości za popsute letnie popołudnie
i obiecywali, że nigdy nie zaproszą eM-ów.
eM-om było głupio, przykro, ale nie o tym chciałam pisać. Oto , krótka
historia Bartka.( według jego rodziców)
Ma 7 lat i zdiagnozowane ADHD, chyba ciężką postać. Zaczęło się od tzw.
niegrzecznego zachowania na placu zabaw ( prał łopatką kolegów, którzy
stanęli mu na drodze). W związku z tym , gdy tylko na horyzoncie pokazała się
mama z Bartkiem placyk pustoszał.
Ponieważ rodzice chłopca należą do tych świadomych i dbających o dziecko,
odwiedzili psychologa, psychatrę taki i inny ośrodek. Efektem wizyt była
diagnoza i zalecona terapia. Stosowana systematycznie nie dała efektu.
Przyszedł czas przedszkola. Chłopiec zaliczył 8 placówek ( prywatnych,
publicznych, integracyjnych) , w każdej zabawił nie dłużej niż 2 dni. Nigdzie
się nie kwalifikował.
Po drodze poznał 3 krotnie oddział chirurgii dziecięcej ( szyta głowa, gips
na przedramieniu) oraz kolejnych specjalistów psychologów i psychiatrów.
Usłyszał także wiele nieprzyjemnych uwag ( był autorem licznych zniszczeń i
pobić kolegów).
Chłopiec osiągnął wiek szkolny. Intelektualnie w sposób wybiórczy(!) znacznie
przewyższa większość 7 a nawet 8 latków. Ale jest to bardzo wybiórcza wiedza
polegająca raczej na odtworzeniu niż wykorzystaniu owej wiedzy w praktyce,
zastosowaniu w życiu. Społecznie i emocjonalnie jest na poziomie trudnym do
określenia. Dominuje agresja, chęć zwrócenia na siebie uwagi.
O jakiejkolwiek szkole nie ma mowy. Dziecko jest nauczane indywidualnie.
Kontaktów z kolegami nie ma, bo gdy tylko się pojawia sieje strach = matki
obawiają się o fizyczne bezpieczeństwo swoich dzieci.
Nie dziwię im się, bowiem w ciągu 2 godzin nieudanego grillowania ludzie
dorośli także obawiali się o swoje bezpieczeństwo i mienie.
Niewątpliwie jest to problem. Problem dziecka, problem jego rodziców, a także
wielki problem społeczny .
Mając normalne, zdrowe dzieci trudno mi się wczuć w skórkę rodziców Bartka.
Usiłuję zrozumieć ich racje, ich zachowanie i chęć zapewnienia dziecku choćby
minimalny kontakt z ludźmi ( choć i ten zakończył się w zasadzie fiaskiem).
Rozumiem także dzieci normalne i zdrowe oraz ich rodziców . Nikt w imię
najlepiej pojętej rehabilitacji nie będzie narażał zdrowia i bezpieczeństwa
swojego potomstwa.
Rozumiem także nauczycieli , że nie chcą takich uczniów. Prowadzenie lekcji (
zresztą potwierdza to mama Bartka) jest niemożliwe. Załatwi wszystkie zajęcia.
Szkoły specjalne wolą dzieci głęboko upośledzone niż te z ADHD.
Typowy pat.