cruk
18.07.06, 11:15
Postawiono na poczatku artykulu teze, ze Babcia to osoba ktora rozpieszcza,
tuli, jest nadopiekuncza. Pewnie slusznie, bo przeciez Babcia ktora nie
interesuje sie wnukiem, nie bedzie proponowac wspolnych wakacji.. a jednak.
Babcia naszego synka zaproponowala nam wspolne wakacje. Mimo niewielkiej (nie
jest to koniec swiata)stosunkowo odleglosci dzielacej nasze miasta - ok.300km,
nie widujemy sie zbyt czesto. Tj. jesli my nie przyjedziemy do Dziadkow.
Babcia u nas byla tylko trzy razy - na naszym slubie, na chrzcie Wnuka i raz
podczas ferii na nasze zaproszenie. Jest nauczycielka na wczesniejszej
emeryturze, wiec teoretycznie ma duzo wolnego czasu, jest tez mobilna - ma
prawo jazdy, ale dosc trudno ja wyciagnac z domu. Mimo, ze dziadkowie buduja
dom w okolicach naszego miasta i zdecydowali sie przeniesc, nie stanowilo to
pretekstu by nas odwiedzic. Powodem nie sa jakies animozje rodzinne,
absolutnie nie.
W kazdym razie zostalismy zaproszeni na wspolny wyjazd do zagranicznego
kurortu. Dziadkowie, mama (ja) i wnuczek. Wyjazd byl dla mnie ciezkim
przezyciem, Babcia traktowala troszke synka jak ot dziecko na doczepke a nie
wnuka, zajmowala sie nim wtedy tylko gdy bylo to konieczne np. dziadek nie
mogl sie nim zajac, a ja musialam na chwile sie oddalic. Wiecznie zmeczona,
niespontaniczna najchetniej lezala na lezaku czytajac ksiazki czy czasopisma a
tryb wypoczynku regulowaly tylko pory posilkow i celebrowane atrakcje hotelowe
np. masaz. Owszem Babcia byla steskniona za wnukiem, ale na dluzsza mete
meczylo ja ruchliwe dziecko, co wiecej dziecko ktore potrafi marudzic, nie
usiedzi przy stole i z ktorym trudno sie dogadac - o co mu chodzi - bo nie
umie mowic (synek mial 11 miesiecy).
Wczesniej nie spedzalam z Tesciami dluzszego czasu niz kilka dni - weekendy
czy przy okazji swiat. Tym wieksze moje - nie wiem czy rozczarowanie - czy
jakis zal, ze wnuczek traktowany jest wlasnie przez Babcie (Dziadzia zakochany
we wnuku po uszy) bezemocjonalnie, sucho i "nauczycielsko". Gesiej skorki
dostawalam slyszac wypowiadane nieznoszacym sprzeciwu tonem - czego znowu
piszczysz? chodzze tu wreszcie. Czy w koncu przelewajace szale goryczy
wyrzucone do Dziadka przez Babcie podczas prowadzenia "krnabrnego" wozka - ja
sie nie prosilam by byc Babcia. Udalam ze nie slysze, tlumaczylam sobie ze to
ze zlosci na Dziadka ktory skrytykowal jej niesprawne prowadzenie wozka. Na
lotniskach zostawalam z bambetlami, dzieckiem na reku przed schodami, Babcia z
e swa torebka szla przed siebie, a Dziadek taszczacy ich bagaze podreczne
wolal za nia - moze bys pomogla Gosi.
Niestety ostatnio utwierdzilam sie we wczesniejszych doswiadczeniach, znow
spedzilismy razem wiecej czasu - prawie dwa tygodnie. Gdy minal poczatkowy
okres stesknienia, gdy emocje opadly wciaz slyszalam nie rusz, zostawze to,
odejdz, wyjdz, be, nie. A nie daj boze jesli dziecko zaczelo plakac czy
marudzic. Po chwili czulam sie nie dosc jak wyrodna matka, to jeszcze jak
matka terrorysty, rozwydrzonego bachora i jak intruz ktory naruszyl sfere
prywatna babci, wnoszac w nia balagan, zamieszanie.
Poznalam tez "metody wychowawcze" np. jak wyprowadzic dziecko z korytarza,
zgasic mu swiatlo i nastraszyc ze uciekamy bo ciemno. Uslyszalam ze jestem
zbyt spolegliwa bo nie karce dziecka tylko szukam mu ciekawej alternatywy by
go czyms innym zainteresowac, ze powinnam dziecko zotawiac w kojcu same by sie
bawilo, bo jest niesamodzielne i nawet niech sobie tam poplacze, ze powinno
(14 miesiecy) juz mowic, bo wymusza na mnie machaniem reka i mowieniem eee?!?,
ze powinno juz dawno sikac na nocnik..
Jestem z moim synkiem na urlopie wychowawczym, staram sie byc dla niego i z
nim, jest ogromnie pogodnym dzieckiem, praktycznie nie placze, bardzo bystrym,
z ogromnym poczuciem humoru. Kieruje sie w zyciu optymizmem i intuicja w
postepowaniu z nim. Roznimy sie z Babcia temperamentami, jest zupelnie rozna
od drugiej Babci, roznimy sie podejsciem do zycia, nie musimy sie przyjaznic
jako kobiety, ale fajnie byloby gdyby byla taka opiekuncza i rozpieszczajaca
Babcia na wyjazdy, weekendy, wakacje u Babci. Raczej na to juz teraz nie
licze. Nic na sile. Smutno mi tylko, bo wydawaloby sie ze Piotrek byl i
wychcianym dzieckiem i wnukiem na ktorego Dziadko czekaly. Praktyka jednak nie
zaskoczyla.