Gość edziecko: dyziak
IP: *.*
15.11.02, 13:59
Witajcie!Poniżej kopiuję swój post, który zamieściłam na emamie w niedzięlę, czy też w poniedziałek. Cudowna Jumbo poradziła mi, żebym tym problemem podzieliła się również na tym forum, co też czynię. Bardoz gorą co was proszę o Wasze uwagi, spostrzeżenia, podzieleniesię swoimi doświadczeniami. sam sobie z tym już nie dam rady, a nie chcę wkrótce skrzywdzić mojego maluszka, tylko dlatego, że cały czas duszę w sobie to wszyskto i nie wiem, jak postępować dalej. Będę wdzięczna, ogromnie wdzięczna za Wasze opinie.Oto post z emamy"Od wczoraj staram się ochłonąć i podejść do sprawy jakoś spokojniej. Nie udaje mi się. Piszę, ponieważ a) muszę to z siebie wyrzucić b) chcę poznać Wasze zdanie c) nie wiem, jak postępować dalej.Przepraszam za chaos, który się prawdopodobnie wedrze w mój post, ale naprawdę ciężko mi zebrać myśli i uczucia.Ale od początku. Odkąd pamiętam ze strony Mamy słyszałam zawsze krytykę, nie przypominam sobie, żebym według niej zrobiła coś dobrze. W szkole byłam podobno głupia i leniwa (oceny miałam dobre, fakt - nie byłam nigdy orłem); w domu zawsze coś robiłam za wolno, za szybko, niedokładnie, po łebkach, albo zbyt dokładnie, ślamazarnie (jestem osobą dynamiczną i działam dość sprawnie). Szkołe po liceum wybrałam beznadziejną i w Warszawie (pochodzę z Częstochowy); na studia nie poszłam, bo byłam zbyt leniwa (pod uwagę brałam już dość trudną sytuację finansową moich rodziców i uznałam, że wybiorę jakąś dwuletnią pomaturalną i szybciej stanę się samodzielna, studia zrobię ewentualnei później). Zaraz po szkole znalazłam dobrze płatną i przede wszystkim ciekawą pracę w banku austriackim. Byłam zadowolona, miałam pieniądze - ale wg mojej Mamy zbytnio się angazowałam w pracę, a pieniądze (cytuję) "rozpieprzałam" na bzdury. każda jej wizyta u mnie to był przegląd szafy i komentarz na temat ilości moich ubrań. Krytyka. Rodzice mieli wówczas trudną sytuację finansową, mam jeszcze młodszą siostrę. Ponieważ mogłam - kilka razy przesłałam im jakąś kwotę pieniedzy (zapewniali, że jak tylko będzie im lepiej - oddadzą, ale nie o to chodzi - nie oddali, tzn. wg Mamy oddali częściowo). Wyszłam za mąż, mojego męża zaakceptowali, ale najważniejsze co było to fakt, że ma pieniądze, często jeździ za granicę - służbowo, ma wykształcenie. Lubili go, czy raczej jego pieniądze, samochody.... Nasze małżeństwo rozpadło się, wzięliśmy ponad trzy lata temu rozwód, który w rodzinie był ukrywany. Jeśli pojawiałam się sama z okazji jakichś tam spotkań, na pytanie o Tomka moja Mama natychmiast odpowiadała, że "nie mógł", "wyjechał", "być może dojedzie", etc. Ja nie byłam dopuszczona do głosu, a później już nie chciałam jej kompromitować. Kiedy kupiłam mieszkanie po rodzinie poszła fama, że kupiłam kolejne....Zmiana pracy była zła, moje spotkania ze znajomymi (których nie maiła okazji poznać) - podejrzane, głupie. Każda wizyta to krytyka ubrań, fryzury, zachowania. Muszę jedank przyznać, że zyskałam uznanie w jej oczach, gdy kupiłam mieszkanie - bardzo jej się podobało. Od początku roku moja sytuacja finansowa uległą pogorszeniu - po długiej chorobie straciłąm pracę. Mieszkanie jest oczywiście na kredyt, są długi, zobowiązania, opłaty. Od półtora roku jestem z facetem, którego akceptują, ale generalnie Mama się wstydzi - bo bez wykształcenia, pieniędzy, podobno siedzi u mnie na garnuszku. Fakt- długo nie mógł znaleźć pracy w W-wie, teraz ma bardzo nisko płatną. Ja jestem w ciąży - tutaj też nie było krytyki z jej strony. Ale już moje wcześniejsze posunięcia dotyczące zakupu dużych psów (myślimy o hodowli) były durne, głupie, itd.Ponieważ teraz naprawdę nasza sytuacja nie jest prosta, boję się stracić mieszkanie (kredyt!), nie mam pracy (i póki co nie dostanę - siódmy miesiac ciąży, o którą starałam się bardzo długo - podobno nie mogłam mieć nigdy dzieci) pomyślałam, że o radę, radę a nie pomoc materialną poroszę Tatę, z którym zawsze miałam dość dobry kontakt. Jest mądrzejszy, starszy, a poza tym jest moim ojcem. Do kogo mam się zwrócić w trudnej sytuacji?Pech chciał, że wczoraj któryś telefon do rodziców i trafiłam na Mamę, która już znała opis sytuacji. I co? Usłyszałam, cytuję "Ty, jak Ci się woda do dupy wlewa, to znasz tylko jeden numer telefonu - do nas. I ja nie chcę być złosliwa, ale całe Twoje dorosłe życie mówiłam Ci, że podejmujesz zupełnie durne decyzje. Ale Ty oczywiście nie słuchałaś moich rad, bo jesteś najmądrzejsza. Teraz powinnaś radzić sobei sama. My oczywiście chcemy Ci pomóc." Zamurowało mnie przy telefonie. Nie wiem, mam wrażenie, że czuję tylko i wyłącznie nienawiść. Od wczoraj to "trawię". Proszę, pozwólcie mi poznać Wasze opinie, bo może faktycznie ze mną jest coś nie tak, może jestem niewdzięczną córką. Tak, w zasadzie miałam w dzieicństwie wszyskto i według mojej Mamy to powinno mi wystarczyć. Tylko mie się wydaje, że miałam wszystko materialnie, a gdzieś brakło uczuć. Moja Mama nie potrafi ich wyrażać, nie potrafi się nimi dzielić. Od jakiegoś czasu krytykuje wszystkich wokół, ich zachowania, działania, sposób ubierania się, życia. Tak bardzo się boję, że w pewnym momencie okaże się, ze jestem do niej podobna. I nie wiem, co mam teraz zrobić; ojciec zaoferował swoją pomoc, chce tu przyjechac, byśmy mogli przemyśleć dalsze działania. Ale nie chcę do końca życia wysłuchiwać od Mamy ile to oni dobrego dla mnie robią. Podkreślam - o pomocy materialnej nie ma mowy. Nawet wszystkie akcesoria, ubranka dla Maleństwa zdobywamy sami. Ani razu nie padło pytanie, czy damy sobie radę. Co ja mam zrobić?!Przepraszam za długość tego postu, chaos. mam nadzieję, ze wytrwałyście do ostatnich linijek.dyziak"Marlena