Pomóżcie, proszę!

IP: *.* 15.11.02, 13:59
Witajcie!Poniżej kopiuję swój post, który zamieściłam na emamie w niedzięlę, czy też w poniedziałek. Cudowna Jumbo poradziła mi, żebym tym problemem podzieliła się również na tym forum, co też czynię. Bardoz gorą co was proszę o Wasze uwagi, spostrzeżenia, podzieleniesię swoimi doświadczeniami. sam sobie z tym już nie dam rady, a nie chcę wkrótce skrzywdzić mojego maluszka, tylko dlatego, że cały czas duszę w sobie to wszyskto i nie wiem, jak postępować dalej. Będę wdzięczna, ogromnie wdzięczna za Wasze opinie.Oto post z emamy"Od wczoraj staram się ochłonąć i podejść do sprawy jakoś spokojniej. Nie udaje mi się. Piszę, ponieważ a) muszę to z siebie wyrzucić b) chcę poznać Wasze zdanie c) nie wiem, jak postępować dalej.Przepraszam za chaos, który się prawdopodobnie wedrze w mój post, ale naprawdę ciężko mi zebrać myśli i uczucia.Ale od początku. Odkąd pamiętam ze strony Mamy słyszałam zawsze krytykę, nie przypominam sobie, żebym według niej zrobiła coś dobrze. W szkole byłam podobno głupia i leniwa (oceny miałam dobre, fakt - nie byłam nigdy orłem); w domu zawsze coś robiłam za wolno, za szybko, niedokładnie, po łebkach, albo zbyt dokładnie, ślamazarnie (jestem osobą dynamiczną i działam dość sprawnie). Szkołe po liceum wybrałam beznadziejną i w Warszawie (pochodzę z Częstochowy); na studia nie poszłam, bo byłam zbyt leniwa (pod uwagę brałam już dość trudną sytuację finansową moich rodziców i uznałam, że wybiorę jakąś dwuletnią pomaturalną i szybciej stanę się samodzielna, studia zrobię ewentualnei później). Zaraz po szkole znalazłam dobrze płatną i przede wszystkim ciekawą pracę w banku austriackim. Byłam zadowolona, miałam pieniądze - ale wg mojej Mamy zbytnio się angazowałam w pracę, a pieniądze (cytuję) "rozpieprzałam" na bzdury. każda jej wizyta u mnie to był przegląd szafy i komentarz na temat ilości moich ubrań. Krytyka. Rodzice mieli wówczas trudną sytuację finansową, mam jeszcze młodszą siostrę. Ponieważ mogłam - kilka razy przesłałam im jakąś kwotę pieniedzy (zapewniali, że jak tylko będzie im lepiej - oddadzą, ale nie o to chodzi - nie oddali, tzn. wg Mamy oddali częściowo). Wyszłam za mąż, mojego męża zaakceptowali, ale najważniejsze co było to fakt, że ma pieniądze, często jeździ za granicę - służbowo, ma wykształcenie. Lubili go, czy raczej jego pieniądze, samochody.... Nasze małżeństwo rozpadło się, wzięliśmy ponad trzy lata temu rozwód, który w rodzinie był ukrywany. Jeśli pojawiałam się sama z okazji jakichś tam spotkań, na pytanie o Tomka moja Mama natychmiast odpowiadała, że "nie mógł", "wyjechał", "być może dojedzie", etc. Ja nie byłam dopuszczona do głosu, a później już nie chciałam jej kompromitować. Kiedy kupiłam mieszkanie po rodzinie poszła fama, że kupiłam kolejne....Zmiana pracy była zła, moje spotkania ze znajomymi (których nie maiła okazji poznać) - podejrzane, głupie. Każda wizyta to krytyka ubrań, fryzury, zachowania. Muszę jedank przyznać, że zyskałam uznanie w jej oczach, gdy kupiłam mieszkanie - bardzo jej się podobało. Od początku roku moja sytuacja finansowa uległą pogorszeniu - po długiej chorobie straciłąm pracę. Mieszkanie jest oczywiście na kredyt, są długi, zobowiązania, opłaty. Od półtora roku jestem z facetem, którego akceptują, ale generalnie Mama się wstydzi - bo bez wykształcenia, pieniędzy, podobno siedzi u mnie na garnuszku. Fakt- długo nie mógł znaleźć pracy w W-wie, teraz ma bardzo nisko płatną. Ja jestem w ciąży - tutaj też nie było krytyki z jej strony. Ale już moje wcześniejsze posunięcia dotyczące zakupu dużych psów (myślimy o hodowli) były durne, głupie, itd.Ponieważ teraz naprawdę nasza sytuacja nie jest prosta, boję się stracić mieszkanie (kredyt!), nie mam pracy (i póki co nie dostanę - siódmy miesiac ciąży, o którą starałam się bardzo długo - podobno nie mogłam mieć nigdy dzieci) pomyślałam, że o radę, radę a nie pomoc materialną poroszę Tatę, z którym zawsze miałam dość dobry kontakt. Jest mądrzejszy, starszy, a poza tym jest moim ojcem. Do kogo mam się zwrócić w trudnej sytuacji?Pech chciał, że wczoraj któryś telefon do rodziców i trafiłam na Mamę, która już znała opis sytuacji. I co? Usłyszałam, cytuję "Ty, jak Ci się woda do dupy wlewa, to znasz tylko jeden numer telefonu - do nas. I ja nie chcę być złosliwa, ale całe Twoje dorosłe życie mówiłam Ci, że podejmujesz zupełnie durne decyzje. Ale Ty oczywiście nie słuchałaś moich rad, bo jesteś najmądrzejsza. Teraz powinnaś radzić sobei sama. My oczywiście chcemy Ci pomóc." Zamurowało mnie przy telefonie. Nie wiem, mam wrażenie, że czuję tylko i wyłącznie nienawiść. Od wczoraj to "trawię". Proszę, pozwólcie mi poznać Wasze opinie, bo może faktycznie ze mną jest coś nie tak, może jestem niewdzięczną córką. Tak, w zasadzie miałam w dzieicństwie wszyskto i według mojej Mamy to powinno mi wystarczyć. Tylko mie się wydaje, że miałam wszystko materialnie, a gdzieś brakło uczuć. Moja Mama nie potrafi ich wyrażać, nie potrafi się nimi dzielić. Od jakiegoś czasu krytykuje wszystkich wokół, ich zachowania, działania, sposób ubierania się, życia. Tak bardzo się boję, że w pewnym momencie okaże się, ze jestem do niej podobna. I nie wiem, co mam teraz zrobić; ojciec zaoferował swoją pomoc, chce tu przyjechac, byśmy mogli przemyśleć dalsze działania. Ale nie chcę do końca życia wysłuchiwać od Mamy ile to oni dobrego dla mnie robią. Podkreślam - o pomocy materialnej nie ma mowy. Nawet wszystkie akcesoria, ubranka dla Maleństwa zdobywamy sami. Ani razu nie padło pytanie, czy damy sobie radę. Co ja mam zrobić?!Przepraszam za długość tego postu, chaos. mam nadzieję, ze wytrwałyście do ostatnich linijek.dyziak"Marlena
    • Gość edziecko: joannabo Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 16.11.02, 16:36
      Marlenko! dobrze, że tu napisałaś, bo na emamie nie rzuciło mi się w oczy. Czytałam teraz i tamten wątek, widzę jak strasznie cierpisz. Chciałabym pomóc Ci poczuć, że to cierpienie ma sens. Nie przypadkiem właśnie teraz, kiedy jesteś w ciąży tak mocno dopadło Cię to poczucie krzywdy. Hormony pozbawiły Cię równowagi, ale przede wszystkim odezwało się w Tobie prawdziwe, głębokie POCZUCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI za dziecko. Nie świegrolisz sobie z koleżankami pod hasłem " a ja to nie wiem, czy sobie poradzę, no i nie chciałabym tak jak moja mama" tylko przeżywasz ciężko to, że możesz zrobić własnemu dziecku krzywdę, że nie masz pewności, a może nawet nadziei, że będziesz umiała je kochać. Jest tak, jakbyś się postawiła na miejscu swojego dziecka, a przeciwko sobie. To jest już bardzo dużo, rzadko kogo na to stać.Dziewczyno! jesteś głęboko poraniona i nie możesz się wyleczyć na płytko. Wiem, że to boli, ale to właśnie jest prawdziwa szansa, bo im głębiej sięgniesz, tym więcej poukładasz. Możesz się naprawdę zmienić i możesz się wszystkiego, co chcesz wiedzieć, dowiedzieć od siebie samej. Wycisz się i wsłuchaj w to, co się z Tobą dzieje, bo to jest DOBRE i TWÓRCZE. Nie licz na nic szybko, niestety to szybko nie przychodzi, ale przychodzi, tylko trzeba się bardzo uprzeć.joanna
    • Gość edziecko: 26042000 Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 17.11.02, 23:14
      Marleno!Przez chwilę zastanawiałam się , co mam Ci doradzić, próbowałam wczuć się w Twoją sytuację i... wybacz ale nie udało mi się to. Nie wiem co mogłabym właściwie czuć , będąc na Twoim miejscu, bo choć moje życie nie było usłane różami to zawsze mogłam liczyć na pomoc rodziców (nie mam na mysli pomocy materialnej lecz duchową) , to jest dla mnie najważniejsze, wiedzieć ,że zawsze mogę się do nich zwrócić, poprosić o radę wyspowiadać mamie , jak najlepszej przyjaciółce. I myślę,że TY będziesz dobrą mamą, bo choć nie zaznałaś tego ciepła, to doskonale to rozumiesz. Nie chcesz powielać błędów swojej matki i to jest najważniejsze.A tak swoją drogą , może zachowanie Twojej mamy jest tylko jakąś zasłoną , nie wierzę ,że nie jest z Ciebie dumna,że ocenia Cię tylko przez pryzmat pieniędzy. Przecież każdemu z nas zdażaja sie potknięcia, na tym polega życie, żeby mieć siłę wstać i iść dalej i wcale nie oznacza to ,że jesteśmy "do niczego". Nie wiem ,czy podejmowałaś jakąś próbę rozmowy z Twoją matką na temat swoich odczuć, tego że jej słowa Cię ranią i bynajmniej nie dodają otuchy. Ja życzę Ci wszystkiego dobrego, ale najważniejsze byś myślała teraz o sobie i Twoim dziecku. Wkrótce sami będziecie rodzicami i niech ta myśl "doda Ci skrzydeł", a fortuna kołem się toczy.Pozdrawiam.Iza
      • Gość edziecko: dyziak Re: Pomóżcie, proszę! do Izy IP: *.* 18.11.02, 17:22
        Izuniu,ja już tyle razy próbowałam rozmawiać z Mamą, tyle razy mówiłąm, jak mnie pewne rzeczy bolą, jak bardzo bym chciała, by nasze stosunki były normalne. Ni epotrafię zliczyć tych prób. Jedyne co słyszałam zawsze to to, że dramatyzuje, jestem oczywiście bardzo pokrzywdzona, a tak naprawdę to wszsytko moja wina, bo mam taki podły charakter. jestem niewdzięczna, pakuję sie w problemy, przez własną głupotę. I że ona nie tak mnie wychowywała. Epitetó pod moim adresem nie chcę przytaczać, ale to że jestem dziwką i ku..ą (przepraszam) słyszałam mając jakieś czternaście lat....... I to tylko dlatego (?), że zawsze miałąm masę kolegó, z którymi trzymałąm sztamę. Teraz już dziwką nei jestem, ale za to jestem głupia, bezmyślna i durna. Nie chce mi się nawet dalej o tym pisać, bo to bardzo boli, jest przykre. Rozmowy z nią zawsze kończą się jej krzykiem, po czym wychodzi z płaczem. A mnie jest przykro i źle, bo mam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie.dyziak
    • Gość edziecko: Dorota25,5 Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 18.11.02, 18:02
      Głowa do góry!!!!!!!!!!!!!!!Jesteś normalną osobą i wszystko co robisz robiłaś z rozsądkiem. To twoja mama jest niedojrzała i nie docenia ciebie. Czy ona nie dostrzega faktu, że jesteś w ciąży i potrzebujesz jej wsparcia duchowego. Pieniądze to nie wszystko, ważne są też uczucia.Moja mama też, nie okazywała mi uczuć bo nie potrafiła.Dopiero gdy zachorowała i znalazła się w szpitalu, znalazłyśmy wspólny język. W tym czasie byłam juz wciąży i wspierałyśmy się nawzajem. Cieszyła się że zostanie babcia, nie myślała o swojej chorobie, która za długo trwała i nie mogła wyzdrowieć.Było to straszne, ja bez pracy i w ciąży, mama w szpitalu i żadko mogłam u niej bywać. Niestety, nie doczekała się wnuczki, umarła miesiąc przed narodzinami. Wtedy dopiero zrozumiałam co to znaczy być mamą i jak bardzo ją kochałam. Była za młoda bo miała tylko 50 lat.Wybaczyłam jej błędy które popełniła,zapomniałam złe chwile i myślałam tylko o tych lepszych. Niech twoja mama wreszcie otworzy oczy i zauważy, że zostanie babcia małego człowieczka i że życie jest krótkie.Jestem ciekawa czy jak chorowałaś była przy tobie.Niech zacznie się cieszyć z tego faktu a nie wytyka ci błędów. Co minęło już nie wróci, najważniejsza jest teraźniejszość i przyszłość.Powodzenia!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość edziecko: tamaras Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 02.12.02, 21:35
      Rozumiem Cię i bardzo Ci współczuję. Mnie wychowywała w zasadzie tylko matka. Materialnie zapewniła mi wiele, ale w dzieciństwie nigdy nie powiedziała mi, że robię coś dobrze. Pamiętam, że nawet kiedyś się popłakałam i poprosiłam ją, aby powiedziała cokolwiek dobrego o mnie, wszystko jedno co. Mimo mojej histerii, powiedziała mi zimno, iż nic nie przychodzi jej do głowy. Chyba nigdy o tym nie zapomnę. Byłam wg niej wredna, harda, złośliwa, dumna, uparta. Nawet nie chcę opisywać sytuacji i zdarzeń z dzieciństwa, gdyż są wciąż dla mnie bolesne. By bywać jak najmniej w domu wplątałam się w związek, który okazał się toksyczny. Trochę tłumaczy moją matkę to, iż sama miała cholernie trudne relacje z matką. Podobno wyrządziła jej ogromne krzywdy. Przez to ograniczyła nasze (moje i mojego brata) relacje z babcią. Nawet nie chciała do niej pojechać, gdy ta umierała. Straszne, co? Oczywiście związek z moim ojcem też się jej nie udał.Gdy rozstawałam się z chłopakiem, z którym byłam 6 lat (tym toksycznym)mówiła mi, że pewnie miał rację, że mnie gnębił, bo jestem okropna. On mnie nazywał dziwką dlatego, iż chciałam mieć oprócz niego innych znajomych i to wcale nie tylko męskich, a ja się znim zgadzałam.Pewnie nie muszę Ci mówić, iż przez to, iż w dzieciństwie nie wbudowano we mnie poczucia własnej wartości, mam duże problemy. Jestem cholernie ambitna, muszę być we wszystkim najlepsza itd.Miałam dużo szczęścia, bo spotkałam cudownego faceta. Pomógł mi się ze wszystkiego otrząsnąć. Zamim staliśmy się parą, Michał przez ponad pół roku był moim przyjacielem, słuchał moich żalów i wciąż mi powtarzał, że jestem wspaniała.Po jednej kłótni z mamą, powiedziałam, że się wyprowadzam,i że więcej od niej nic nie chcę.Miałam mieszkać sama i utrzymywać się z alimentów ojca. Nie chciałam popełnić blędu z przeszłości i uciec od niej do faceta. Chciałam się zastanowić nad sobą, poznać siebie, być niezależna. Już wtedy chciałam być z Michałem, ale nie jako ofiara, lecz równorzędny partner. Była to dla mnie bardzo ciężka próba. Życie potoczyło się jednak inaczej i zamieszkałam z nim na próbę. Jesteśmy razem już trzy lata i co dziwne jesteśmy bardzo szczęśliwi. Moja matka nie wierzyła, że sobie poradzę, a poradziłam sobie. Skończyłam studia, znalazłam dobrze płatną pracę, robię doktorat, za dwa lata zdobędę uprawnienia biegłego rewidenta. Mój partner też bardzo dobrze sobie radzi zawodowo. Mama niestety zawsze była materialistką, więć takie właśnie są dla niej wyznaczniki sukcesu. Zarabiam kilkakrotnie więcej niż ona, gdy odchodziła na emeryturę. Po wyprowadzeniu się długo nie mogłam się przemóc, by do niej zadzwonić. Nie było to łatwe,ale pogodziłam się z faktem, iż od mojej matki nie otzrymam nigdy ciepła. Sami stworzyliśmy ciepły dom, do którego wraca się z przyjemnością, i w którym staramy się nie ranić. Poczucie wartości zbudowałam w sobie od zera.I paradoksalnie wtedy, gdy już poradziłam sobie z najgorszym,znalazłam pracę, miłość i spokój, moja matka też chciała mieć w tym swój udział. Zaczęła chwalić się znajomym jaką to ma super córkę, nagle przestałam być taka najgorsza i paskudna. W sumie cholernie mi przykro, iż wsparcie od niej dostałam, nie wtedy gdy go najbardziej potrzebowałam,ale kiedy już niczego od niej nie chciałam. Trochę to smutne,ale teraz to ona szuka u mnie kontaktu i ciepła. Nie odtrącam jej, staram się mieć dla niej czas, ale czasami po prostu nie umiem jej dać tego, czego sama nigdy mi nie dała. Kiedyś na spokojnie powiedziałam jej, co mnie bolało w dzieciństwie. Popłakała się, płakałyśmy razem. Ale to nie znaczy, że można tak razu zapomnieć o przeszłości. Jestem teraz w 17 tyg. ciąży i bardzo się boję, że będę złą matką, że mimo woli powtórzę rodzinne schematy. Obiecuję sobie, iż będę chwalić dziecko i wciąż mu pokazywać jak bardzo je kocham. Bardzo,ale to bardzo nie chciałabym, aby ono myślało o mnie to, co ja wielokrotnie myślałam o swojej matce. Chciałabym, aby było szczęśliwe i żeby nie czuło bólu i rozdarcia, gdy będzie o mnie myślało. Nie wiem czy mi się to uda. Boję się, co to będzie gdy na USG okaże się, że będę miała dziewczynkę. Chyba relacje z córką są o wiele trudniejsze niż relacje z synem. Naprawdę nie chciałabym skrzywdzić swojego dziecka.Co do Twojej matki, nie sądzę iż da Ci duchowe wsparcie teraz,gdy tego potrzebujesz. Może ułożą Ci się z nią relacje jak będzie porównywać swój stosunek do Ciebie z Twoim stosunkiem do włanego dziecka. Bardzo Ci tego życzę.
      • Gość edziecko: maga Re: Pomóżcie, proszę! - Tamaras IP: *.* 04.12.02, 09:42
        Nie mogę spokojnie doczytać do końca wypowiedzi innych ludzi, muszę zatrzymać się przy Tobie.Piszesz>> ...Boję się, co to będzie gdy na USG okaże się, że będę miała dziewczynkę. Chyba relacje z córką są o wiele trudniejsze niż relacje z synem. Naprawdę nie chciałabym skrzywdzić swojego dziecka...Tami nawet tak nie myśl!!!!. Ja też nie miałam najlepszych kontaktów z rozicami. Bardziej z ojcem niż z mamą, ale przez niego nie utrzymujemy żadnych kontaktów ze sobą od ponad ośmiu lat, pomimo tego, że mieszkamy w jednym mieście.W tym czasie zdążyłam wyjść za mąż, urodzić śliczną, kochaną córeczkę i stworzyć wspaniały, pełen ciepła i miłości dom. I choć nie miałam z kogo brać przykładu ( rodzice wiecznie się kłócili, dzieci nie były ważne, ojciec doprowadzał wszystkich do obłędu, mama nie stawała w naszej obronie), to teraz moja rodzina, czyli mój mąż, córeczka i ja potrafimy kochać i tworzyć super rodzinkę.Pamiętaj, że nie ważne czy to chłopiec, czy dziewczynka - to będzie wasze dziecko - najukochańsze, najwspanialsze, warte każdego wyrzeczenia, potrzebujące was i waszej miłości. Taka mała, krucha istotka, zrodzona z miłości po to by roizsiewać tę miłość wokół was. Cieszcie się więc tym szczęściem i nie mijcie żadnych obaw. Tami miłość podpowiada tylko te dobre rozwiązania. Głowa do góry, wierzę, że to dzieciątkie wniesie do waszych serc jeszcze więcej miłości. maga mama Weroniczki.
    • Gość edziecko: madzia22 Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 02.12.02, 22:08
      Dziewczyny napisały już bardzo wiele o tobie, twojej mamie i waszych wspólnych relacjach. Ja zacznę z innej beczki.Uważam że powinnaś przyjąć pomoc taty. I potraktować ją jako pomoc od niego, nie od mamy. Spróbuj rozdzielić swoich rodziców na dwie osoby (przypuszczam, że nie jest to łatwe, bo mama wyraźnie dominuje, prawda?) i w inny sposób do nich podchodzić. Tata wyraźnie chce ci pomóc, choć wie, jaki jego żona ma do tego stosunek.Madzia
      • Gość edziecko: dyziak Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 03.12.02, 16:56
        Dziewczyny, dziękuję, bardzo dziękuję. Czy to nie dziwne, że ilekroć czytam wasze psoty do mnie to płaczę? Czy ja naprawdę czuję się taka pokrzywdzona, czy tylko się rozklejam......? Moja Mama ma jutro imieniny i wiem, że musze zadzwonić (muszę, czy wypada, bo czy chcę..?) i złożyć jej życzenia. Takie zwykłe. I nawet w sumie szczere. Ale wiem już co usłyszę - "chciałabym mieć mądrą córkę, nic więcej nie potrzebuję". Słysze to co roku, a nawet dwa, trzy razy w roku (dochodzą jej urodziny, święta, itd) Od rana dzisiaj myślę o tym telefonie....... Staram się oderwać od tego wszysktiego, chcę swoją córeczkę, która za chwilkę pojawi się w naszym życiu ustrzec od tych złych emocji, uczuć, ale czy potrafię.....? Nikt mnie nie uczył miłości, chwalenia innych. Nie wiem, czy potrafię. sama często łapię się an tym, że znacznie łatwiej krytykuje mi się innych, niż chwali....... To bardzo smutne......., to złe.dyziak
      • Gość edziecko: agab5 Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 12.12.02, 23:26
        madzia pisze że powinnaś przyjąć pomoc taty, może i ma rację. ja jednak nie potrafiłabym jej przyjąć, a nawet nie chciałabym takiej pomocy. też nie mam najlepszych stosunków z mamą, a niestety po latach samodzielności i życia na własny rachunek po studiach razem z mężem i córeczką wróciłam do domu rodzinnego. teraz na każdym kroku słyszę ile to ja swojej mamie zawdzięczam. muszę z nią żyć, jakkolwiek, codziennie. jesteś w naprawde trudnej sytuacji, ale nie pierwszy raz, zawsze radziłaś sobie sama, wiedziałaś, że musiś sobie poradzić, bo nikt ci nie pomoże,i tym razem spróbuj sama wziąźć byka za rogi. da ci to ogromną satysfakcję, że jednak poradziłaś sobie, i nie będziesz musiała wysłuchiwać od mamy ile jej zawdzięczasz. twoje sprawy na pewno ułożą się pomyślnie, musisz uwierzyć w siebie. zrób to,proszę,dla siebie i dla dzidziusia. przesłyłam gorące pozdrowienia.życzę wszystkiego dobrego.
    • Gość edziecko: dyziak Re: Pomóżcie, proszę! do agab5 IP: *.* 13.12.02, 17:51
      Witaj! Dziękuję za wiarę we mnie :) Choć sama mam jej coraz mniej. Najbardziej się boję właśnie sytuacji, że będę musiała wrócic do nich i prosić o wsparcie. Jeśli moja sytuacje nie wyjaśnie sie w najbliższych dniach to, kto wie? Co prawda mam jeszcze rodziców mojego nie-męża ( :) ) i nie wiem, czy to nie byłoby lepsze, choć tam bieda aż piszczy. Ale przynajmniej nie musiałabym wysłuchiwać,że................Trzymaj kciuki za mnie, proszędyziak :hello:
    • Gość edziecko: OlgaM Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 07.01.03, 17:37
      Koniecznie przeczytaj "toksycznych rodzicow", wystarczy Ci pierwszych kilkadziesiat stron. Uswiadomisz sobie, ze nie jestes niczemu winna, ze to twoja matka gra "o cos", moze ma kompleksy, moze sie czegos boi...i co najwazniejsze bedziesz wiedziala ze sa inne takie przypadki i ze mozna sobie z tym poradzic bez udzialu twojej mamy. Mysle, ze to teraz bardzo dla Ciebie wazne, zeby udalo Ci sie odciac psychicznie od matki bo inaczrj wszystkie swoje watpliwosci zaczniesz przelewac na dziecko. Szukaj poparcia dla siebie u swojego faceta i jesli sie da u taty. Jesli nie dasz rady uwierzyc ze postepujesz dobrze moze po amerykansku zwroc sie do kogos z zewnatrz. Pozdrawiam
      • Gość edziecko: DagmaraKawalska Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 25.01.03, 13:49
        Już koniec stycznia, więc pewnie sporo sie stało.Po pierwsze zgadzam się , że powinnaś przyjąć pomoc taty. Jak napisała madzia, to są dwie osoby. Po drugie, po co masz się katować i dzwonić do matki. Rozumiem, że to matka, ale ty teraz jesteś najważniejsza i twoja psychika się liczy. To egoistyczne podejście, wiem, ale skończmy z mitami. Jak długo dasz radę to ciągnąć? Po porodzie będzie ci jeszcze trudniej, nie oszukujnmy się, każda z nas czuje chsndrę, bo jest po prostu ciężko. Bądź silna dla siebie, partnera i dziecka, może przede wszystkim dla maleństwa.Jeśli możesz ( nie wiem, z czym związana jest propozycja taty, nie piszesz, czy to wyszło od mamy, czy tylko od niego), odetnij się od mamy, ona ci nie pomaga, a może zaszkodzić. Jesteś dojrzałą kobietą, świadomą swojej przeszłości, wiesz, że mama wyrządziła ci krzywdę. Ale teraz nie czas na naprawe tego. Może łatwo mi mówić, bo ja mam fantastyczna mamę. Dała mi dużo swobody, dopiero teraz uświadamiam sobie, jak wiele dla mnie zrobiła, podejrzewam, że sporo nerwów ja to kosztowało - moje wyjazdy z drużyną harcerską, znikanie na całe wakacje, ale zawsze stosowałyśmy zasadę, że mówię jej gdzie będę i kiedy wrócę. I tego sie trzymałam. Wam wszystkim polecam książkę Eichelbergera i Samsona o tym jak wychować szczęśliwe dziecko. Tak bardzo chcę dyziaczku, żeby ci sie ułożyło.Będzxiesz teraz odpowiedzialna za małego człowieka. Na przykładzie matki wiesz, czego nie robić. To już sukces. Trzymam kciuki, żeby Twoje dziecko miało szczęśliwą mamę i mogło powiedzieć, że jest z niej dumne, bo mimo przeciwności losu była wielka. Daga
    • Gość edziecko: Maka__ Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 25.01.03, 15:01
      Przeczytałam Twój post i otworzyły się rany, które, jak sądziłam dawno się zabliźniły...Moje stosunki z mamą były identyczne: zawsze słyszałam, że jestem idiotką, kretynką, nigdy nie zrobiłam niczego dobrze, tak żeby zasłużyć na pochwałę, byłam brzydka, za gruba (45kg/174cm wzrostu)itd. itd. - ciągle epitety pod moim adresem... Zero ciepła...To, co od niej dostałam to straszliwy ciężar, który będę czuła "w środku" do końca życia. Relacje pomiędzy nami zaważyły na całym moim życiu i na stosunkach z innymi ludźmi.Zawsze zarzekałam się, że nie będę miala dziecka. Potwornie bałam się, żeby nie zrobić krzywdy maleńkiej, niewinnej istotce, bałam się, że podświadomie powtórzę schematy z mojego życia.Ale stało się... jestem mamą 11-miesięcznej cudownej dziewczynki. I choć umieram ze strachu, że gdzieś popełnię błąd - jak dotąd jestem nienajgorszą mamą. Nagle okazało się, że mam w sobie ukryte jakieś ogromne pokłady cierpliwości i miłości.Wiem, jak bardzo czujesz się zraniona...Wiem, jak cierpisz...I wiem, że będziesz cudowną mamą!!!Wierzę też (i tego Ci życzę!), że Twoje problemy szybko się rozwiążą!Pozdrawiam - MarlenaP.S. Ja również jestem z Częstochowy, jeśli chcesz napisz na priv (Marlena10@wp.pl), może się spotkamy?!
      • Gość edziecko: Balbinka Re: Pomóżcie, proszę! IP: *.* 28.01.03, 15:53
        Dyziaku, ja też trochę poniewczasie, ale tak sobie czytam Twoje posty(wszystkie, nie tylko te w tym wątku)i widzę,że ciężko przeżywasz chude lata. W sprawie ,o której tu piszesz popieram zdanie tamaras - ona pisze,że wsparcie od mamy dostała gdy już niczego od niej nie chciała. Z moją mamą było tak samo; też słyszałam od niej ,że jestem k***** - myślę ,że wiele córek słyszało to od swoich matek( na pewno więcej niż się powszechnie uważa.) Problemy się skończyły gdy wyprowadziłam się z domu. Myślę, że tacy ludzie jak Twoja (i moja) mama są jak alkoholicy ; agresja, wyzwiska i rozróby ,a i tak całe otoczenie ich chroni, tłumaczy i usprawiedliwia ich zachowanie. A tymczasem trzeba im pozwolić ponosić konsekwencje swoich zachowań. Mama wygania mnie z domu i wyzywa? To ja wracam do siebie i nie szukam z nią kontaktu przez pół roku! (teraz nareszcie mogę to zrobić) Jak zatęskni za wnukiem sama zadzwoni(mojego synka bardzo kocha).Na Twoim miejscu nie szukałabym pomocy u mamy. Po co masz się jeszcze bardziej denerwować? Myślę,że powinnaś teraz szukać towarzystwa ludzi,którzy Cię lubią a nie takich , którzy ubliżają.A to jaką będziesz mamą? To zależy od Ciebie.Pozdrawiam. :hello:
Pełna wersja