Dodaj do ulubionych

odrabianie lekcji, a równe szanse

11.01.07, 07:53
w jednej z dyskusji o szkolnictwie (obecny minister oświaty ożywił te
wątki ;d) przyszło mi na myśl, że odrabianie lekcji jest nie tylko
przerzucaniem zadań szkoły na rodziców (w wielu krajach nic takiego nie
występuje), ale być może przyczynia się również do pogłębiania nierówności
startu dzieci z biednych rodzin, których rodzice są z reguły niewykształceni
i nie potrafią przy lekcjach pomóc swoim dzieciom tak jak rodzice
wykształceni (czy to osobiście, czy przez korepetycje).
ciekaw jestem Waszego zdania
ukłony
edward
Obserwuj wątek
    • luska1973 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 08:30
      Oczywiście, że JEST przyczyną pogłębiania się nierówności, tak jak
      jakiekolwiek "referaty" zadawane do domu w starszych klasach i gimnazjum.
      Pamiętam pierwsze lata internetu i syna koleżanki, który miał napisać referat o
      Marii Skłodowskiej -C w języku angielskim. Znalazłam jej kilka stron na ten
      temat, zgrałam na dyskietkę żeby syn sobie coś wybrał. On pozmieniał nagłówki,
      trochę tekstu wykasował i zabłysnął kilkustronicowym tekstem na temat
      bohaterki. Przypuszczam, że nauczycielka nie znała połowy z zastosowanych tam
      słówek (zwłaszcza technicznych).
      Reszta klasy dostała o 2 stopnie niżej sad
      Gdybym wiedziała, że tak będzie nigdy bym mu nie pomogła sad
      Dziś już takie coś by nie przeszło, ale myślę, że jest wiele innych, podobnych
      sytuacji.

      Gdyby miał taki referat napisać w szkole pewnie skleciłby max 10 zdań ale
      byłyby jego własne i 100 razy więcej warte. I to powinna doceniać szkoła.
      Jestem przeciwnikiem zadań domowych.
      • andaba Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 10:43
        Ogólnie szkoła nie sprzyja równym szansom.
        Bo i zadania, przy których musi pomóc mama (albo dobre ciocie z forum, bo mama za głupia, żeby rozwiązać zadanie w nauczaniu poczatkowym), i czesto trzeba przynieść coś ekstra, co nie każdy ma, a juz najgorsze są konkursy, robione w domu. Bo co to za konkurs, gdy wiadomo, że w domu dziecko tego samo nie zrobi, bo pomoże mama, tata czy brat, a jeżeli nie pomoże to dziecko zostanie za samodzielność ukarane - bo się okaże, że wszystkie prace są o niebo lepsze, bo co moze zrobić siedmiolatek w porównaniu z dorosłym, nawet bez zdolności.
        W związku z czym uzdolnione dziecko nie bierze udziału w konkursach, w których gdyby były robione w szkole pewnie zająłby jedno z pierwszych miejsc, bo wie, że nie ma szans. No bo nie zrobi herbu w formie witraża, ani podobnego cudu...
        • ewaktw Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 10:55
          Przypomniało mi to sytuacje z moim (dorosłym już teraz) bratem. Do szkoły
          trzeba było zrobić czapkę górnika. Mój brat zrobił ją dzielnie sam, tak jak
          umiał - była niezbyt ładna, ale samodzielnie wykonana. Inne dzieci przyniosły
          do szkoły czapki zrobione przez rodziców: piękne, równe, ze sztywnego brystolu
          czy jak to się nazywa, idealnie pomalowane na czarno, pióropusze z bibuły, no
          cud miód. I oczywiście nauczycielka wszystkim dzieciom, które miały piękne
          czapki dała piątki (w zasadzie to chyba rodzice dostali te piątki), a mój brat
          dostał ledwie trzy. Za to, że wykonał czapkę sam, tak jak umie 7-latek.
          Pomijając fakt zasadności dawania takich zadań do domu, to podejście
          nauczycielki do oceniania tych prac pozostawiam bez komentarza.
          • jola_ep Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 11:05
            > Inne dzieci przyniosły
            > do szkoły czapki zrobione przez rodziców: piękne, równe, ze sztywnego brystolu

            To może nie zwalajmy winy na szkołę, tylko na rodziców, którzy sami nakręcają tę karuzelę pracamy wykonywanymi za dzieci?
            Teraz w klasach 1-3 nie ma ocen. Mój synek ostatnio wyklejał konika różnymi materiałami. Wyszło mu jak wyszło wink Mi się podobało smile
            Ale jak dzieci zaczną przynosić idealne prace, to nauczyciele zaczną podciągać poziom.

            Pozdrawiam
            Jola
            • luska1973 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 12:57
              Ale przecież to nauczyciel powinien wiedzieć czy daną pracę mógł wykonać uczeń
              samodzielnie. Przecież jeśli pierwszoklasista na lekcji nie potrafi narysować
              prostej kreski, to nie mógł w domu skleić idealnie czapki górniczej czy czegoś
              podobnego. Zawsze znajdzie się rodzic, który pomoże i rolą nauczyciela jest to
              wychwycić i może nie karać za to dziecka, ale przynajmniej nie nagradzać.

              >jak dzieci zaczną przynosić idealne prace, to nauczyciele zaczną podciągać
              > poziom

              właśnie o to chodzi, żeby nie podciągali, bo jesli nauczyciel bazuje tylko na
              pracach domowych - jest po prostu złym nauczycielem niestety sad
              • madbet Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 16:05
                > Ale przecież to nauczyciel powinien wiedzieć czy daną pracę mógł wykonać uczeń
                > samodzielnie.

                a co jeśli nauczyciel nie wie? więcej, prace, które uczeń (l.15!) wykonuje sam,
                ocenia bardzo słabo, a swą ocenę argumentuje tymi słowami "niemożliwe, że
                zrobiłeś to sam!"

                obserwując edukację syna nasuwa mi się tylko jeden wniosek: niewielu jest
                nauczycieli, którzy powinni nimi być i nie ma tu znaczenia czy zadają prace
                domowe czy nie; nie upatrywałabym winy w systemie (choć i ten nie jest bez wad)
                ale w postawach, predyspozycjach i umiejętnościach ludzi, którzy uczą nasze dzieci
            • nchyb Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 13:13
              > To może nie zwalajmy winy na szkołę, tylko na rodziców, którzy sami nakręcają
              t
              > ę karuzelę pracamy wykonywanymi za dzieci?
              a może pomylmy, że nie tylko rodzice nawalają, odrabiając za dzieci lekcje, ale
              i nauczyciele, którzy takie prace oceniają zdecydowanie lepiej?
              Moje zecko z techniki i plastyki najlepsze oceny ma na poziomie 4. Bo ja nie
              robią za niego prac. Ma jedne z najgorszych ocen z tych przedmiotów, ale mi to
              nie przeszkadza. U koleżanki w szkole jest gorzej tam dziecko robiące prace
              samodzielnie miewa 2-3. A nauczycielka nagabywana przez koleżakę, czemu nie
              ocenia realie, odpowieada, że te ładniesze prace, ewidentnie wyonane przez
              rodziców, ładnie wglądają na wystawach, wygrywają nagrody w konkursach, więc
              ona usi stawiać epsze oceny. A pytana, czy musi takie prace wysyłaćnakonkursy -
              odpowiada, że tak, bo od tego zależy jej ocna, jako nauczyciela... sad
              • jola_ep Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 13:43
                > a może pomylmy, że nie tylko rodzice nawalają, odrabiając za dzieci lekcje, ale
                > i nauczyciele, którzy takie prace oceniają zdecydowanie lepiej?

                Też.
                I spirala się nakręca. Ludzie są tylko ludźmi sad
                Jakby rodzice nie robili za dzieci -> nie byłoby problemu
                Jakby nauczyciele oceniali w sposób prawidłowy (za samodzielną pracę) -> to nawet jak rodzice "wyłamali" się, to też nie byłoby problemu.

                Ale ja chyba miałam szczęście do nauczycieli moich dzieci. w dodatku mam zerowe zdolności manualne wink

                > A pytana, czy musi takie prace wysyłaćnakonkursy -
                > odpowiada, że tak, bo od tego zależy jej ocna, jako nauczyciela... sad

                To może tu jest winowajaca? (dokładniej: tu też jest).

                Pozdrawiam
                Jola
                • 26magda3 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 20:16
                  no to ja trafiłam w podstwówce na bardzo mądrą plastyczkę - ona prac robionych
                  przez rodziców nie przyjmowała wogóle - a jak kolega (na jedną z pierwszych
                  lekcji) narysował w domu piękny rysunek (miał talent) to cała klasa ją
                  przekonywała, że on to robił sam i dodatkowo musiał narysować coś na tablicy,
                  żeby była pewność, że rysunek na 100% jest samodzielny!!!!!

                  ale w przedszkolu syna już gorzej: był konkurs na rysunek "muminków" no i na
                  dalszy etap konkursu poszła piękna wyklejanka, w której dziecko nic nie
                  narysowało, a wykleiło tylko słońce (było widać różnicesmile!!! a pozostałe
                  naprawdę fajne dziecięce rysunki nie miały żadnych szans sad
            • owocoskala Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 08:25
              > Teraz w klasach 1-3 nie ma ocen.
              A u Was tego rzeczywiście przestrzegają? Bo córka jest w 1 klasie podstawówki i
              bez przerwy jest oceniana - przeważnie tą anglosaską skalą a, b itd. Mieszkamy
              w Wa-wie... Z tym nieocenianiem to zresztą fikcja bo na koniec semestru
              dostaniemy konkretną ocenę dziecka - czy to będzie w skali uśmieszków, liter
              czy cyfr - wszystko jedno. Co do prac domowych to wszedł nowy program i u nas
              żaden nauczyciel nauczania początkowego nie wyrabia się w czasie, więc prace
              domowe podobno są koniecznością. Ale generalnie zgadzam się z tym pogłębianiem
              różnic. Niemieckiego prawie nie znamy więc nie możemy pomóc córce kiedy nie
              było jej w szkole i zrobiła sobie zaległości - z angielskim oczywiście inaczej -
              możemy ją przepytywać na test itd. Generalnie prace domowe są bo szkolnictwo w
              Polsce jest przeładowane wiedzą. Jeśli w innych krajach prac domowych nie ma -
              to pewnie mniej tam dzieci ogólnie wiedzą i umieją - to druga strona medalu.
              • hedonista.oswiecony poziom wykształcenia, a prace domowe 12.01.07, 08:41
                skąd myśl, że są gorzej wykształceni? znam wielu ludzi z Zachodu i nie widzę
                aby byli generalnie głupsi od nas
                ukłony
                ed
                • owocoskala nie głupsi 12.01.07, 12:35
                  > skąd myśl, że są gorzej wykształceni? znam wielu ludzi z Zachodu i nie widzę
                  > aby byli generalnie głupsi od nas\
                  Nie napisałam że głupsi smile Tyle że my słyniemy z dużej ilości wiedzy (no wiesz -
                  rekordów) wbitych w mózg. Czy my z tego lepiej korzystamy (myślimy,
                  rozwiązujemy problemy) niż inne nacje to juz całkiem co innego.
                  • hedonista.oswiecony Re: nie głupsi 13.01.07, 01:42
                    słusznie, zapędziłem się wink
                    w sumie nie jestem zwolennikiem wiedzy encyklopedycznej
                    ukłony
                    ed
              • jola_ep Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 18:57
                > A u Was tego rzeczywiście przestrzegają?

                U córy tak.
                Rodzice za to co miesiąc dostawali karteczkę z zaznaczonymi umiejętnościami dziecka, oraz tym, co umie, a czego nie (np. czyta sylabami, dodaje w zakresie dziesięciu: nie). Ocenianie jako takie było wprowadzone stopniowo, pod koniec trzeciej klasy były już nieoficjalne oceny (klasyczne 5, 4, 3, 2).

                Prace plastyczne nie były oceniane, a przynajmniej nie przypominam sobie faktu, aby dziecko rozpaczało, bo było ocenione gorzej.

                U synka zaś nie ma tych rozpisek, a pani czasem zapisuje jakiś tam komentarz, który dzieci przerabiają na oceny. Ostatnio mój synek dostał: "musisz popracować nad zmieszczeniem tekstu w liniach" (czy jakoś tak wink ).
                Ale nie przypominam sobie oceniania prac plastycznych.

                > Co do prac domowych to wszedł nowy program i u nas
                > żaden nauczyciel nauczania początkowego nie wyrabia się w czasie

                Synek uczy się z tego samego podręcznika, co starsza córka (ona jest w V-tej on w I klasie). I ma mniej pracy domowej niż ona. 5-10 minut dziennie, o ile w ogóle. Program na pewno nie jest przeładowany w pierwszej klasie. Potem chyba dopiero przyśpiesza.
                A czy nie jest tak, że więcej czasu spędzają w szkole? Ciekawa jestem. Ostatnio córa na bazie zafacynowania Japonią przekazała mi jakieś straszne informacje o tym, ile to czasu dzieciaki spędzają w szkole. Ale myślę, że nie uczą się non-stop.

                Pozdrawiam
                Jola
      • mamosz Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 07:29
        Drodzy rodzice pierwsze moje pytanie brzmi dlaczego normalnie
        rozwinieci,fajni,dowcipni ludzie w momencie kiedy zostaja rodzicami zmieniaj
        sie w zasadniczych nudziarzy? A ad rem ja mam na szczescie z glowy- moje dzieci
        szczesliwie ukonczyly wszystkie stopnie edukacji i przezyly,a nawet odnosza
        pewne sukcesy .Nie zawazyl na ich przyszlosci fakt zle zlepionej czapki gornika
        oraz niestarannie wykonanych modeli granastoslupa i ostroslupa.Nie zawazyl na
        ich przyszlosci rowniez fakt iz nie chcialam z nimi odwalac zadan domowych
        piszac gladkie wypracowania i wskazujac strony internetowe z ktorych mozna
        sciagnac wielostronicowe referaty na dowolny temat do tego z obrazkami.A moze
        nie -zawazyl bo nie przejmuja sie duperelami ,sa samodzielne i umieja myslec.
        A zatroskany tzw wyrownywaniem szans autorze watku.Pragne ci doniesc,ze w
        wiekszosci panstw swiata, a przynajmniej Europy i w USA (wiem to z autopsji)
        prace domowe sa zadawane i traktowane tak jak byc powinny, czyli jako
        utrwalenie materialu przerobionego w szkole -bo jak wiadomo dzieci maja pamiec
        dobra,ale krotka.I co ma do tego status materialny rodzicow nie rozumiem Bogaty
        len nie nauczy sie wiecej nawet podpierany proteza korepetycji niz ubogi
        pracowitek.A jesli tak bardzo lezy wam na sercu los niedoinwestowanych dzieci
        to co stoi na przeszkodzie,zeby wykazac sie inicjatywa i taki doksztalt
        zorganizowac w formie zaproszenia do wspolnego odrabiania lekcji z waszym
        dzieckiem,dofinansowania zajec wyrownawczych w szkole itd itd.Dziwi mnie tez
        jak bardzo ulegacie terrorowi najglupszej czesci nauczycieli czyli tych
        przyslowiowych pan od prac technicznych wymyslajacych bzdurne robotki, nad
        ktorymi sleczycie po nocy,zeby nie wpedzac waszych pociech w traume.Przeciez sa
        wywiadowki,zebrania ,na ktorych wy rodzice, zamiast odsiadywac swoje,
        wysluchujac pokornie wszystkich serwowanych wam bzdur , powinniscie sie domagac
        sensu w dzialaniach szkoly wobec waszych dzieci i zwalczac szkodliwe bezsensy
        wiec moze zamiast biadolic i teoretyzowac wezcie sprawy w swoje rece.
    • jola_ep Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 11:06
      > ale być może przyczynia się również do pogłębiania nierówności
      > startu dzieci z biednych rodzin, których rodzice są z reguły niewykształceni
      > i nie potrafią przy lekcjach pomóc swoim dzieciom tak jak rodzice
      > wykształceni

      Moje dzieci są w klasie I i V-tej. Nie pomagam w pracach domowych. Jakoś sobie radzą - to, co muszą zrobić nie przekracza ich możliwości.

      Pozdrawiam
      Jola
      • verdana Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 13:56
        Ja też nie pomagam, ale to oznacza, ze moje dziecko ma przeciętnie o jeden-dwa
        stopnie nizej oceniane prace, niż inne dzieci. Bo moje dziecko odrobi, jak
        umie, a nie na poziomie osoby z wykształceniem wyższym.
        problem nie w tym, ze nauczyciele "nie zauważają" prac robionych przez
        rodziców. Problem w tym, ze nalegają, aby rodzice te prace robili. Wielokrotnie
        opieprzono mnie za to, ze dziecko ma niespraedzoną pracę domową, albo
        niestarannie zrobioną makatke, albo czegos do szkoły nie przyniosło. Czyli - ja
        mam pamiętac, ja mam sprawdzać, ja mam zrobić.
        • kocianna Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 14:17
          A ja mam wrażenie, że czasem te prace są właśnie po to, żeby coś razem z
          dzieckiem zrobić. Nie zamiast, tylko razem. I te dobre stopnie sa za współpracę
          z dzieckiem... Przynajmniej w 1-3.
          • jola_ep Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 14:22
            > A ja mam wrażenie, że czasem te prace są właśnie po to, żeby coś razem z
            > dzieckiem zrobić. Nie zamiast, tylko razem.

            A w jakim celu?
            Ja do szkoły nie chodzę.
            Dlaczego ktoś ma oceniać mnie i moją współpracę?
            Dlaczego dziecko ma odpowiadać za to, że mam talent/nie mam talentu, chce mi się/nie chce mi, mogę/nie mogę? (przy założeniu, że ta wspólna praca zostanie oceniona)

            Pozdrawiam
            Jola
          • nchyb Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 14:28
            > A ja mam wrażenie, że czasem te prace są właśnie po to, żeby coś razem z
            > dzieckiem zrobić. Nie zamiast, tylko razem. I
            ale nie powinny.
            Do szkoły chodzą dzieci, a nierodzice z dziećmi. Nauczyciele nie powinni
            ingerować w sposób spędzania czasu razem- rdziców i dzieci. Rodzice mogą mieć
            inną tego wizję. Osobiście wolę robić z dzieciem całkiem c innego, niż np.
            wyklejani, czy deseczki...
          • echtom Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 19:32
            Fajna idea, ale byłoby dobrze, gdyby w ten sposób rodzice robili z dziećmi
            dodatkowe prace, np. coś do wystroju klasy, a nie takie, które decydują o
            ocenie. Ja nie mam zdolności plastycznych, ale moje starsze córki mają - w
            podstawówce chętnie podejmowały się takich "prac społecznych" i robiły je
            wspólnie.
        • jola_ep Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 14:18
          > opieprzono mnie za to, ze dziecko ma niespraedzoną pracę domową, albo
          > niestarannie zrobioną makatke, albo czegos do szkoły nie przyniosło.

          Mam nieco inne doświadczenia.
          Pamiętam, jak nauczycielka nauczania początkowego mojej córy wielkokrotnie tłumaczyła nam na wywiadówkach, że nie mamy wyręczać dzieci. Mamy postawić na jak największą samodzielność. I dobrze to mojej córze zrobiło.

          Podobnie traktuję mojego syna. Zobaczę jeszcze co z tego wyjdzie. Na razie na wywiadówki chodzi mój mąż (ja zwykle pracuję) i nic mi nie przekazywał wink

          Pozdrawiam
          Jola
    • magmajew Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 15:37
      Prace domowe (pomijam te manualne) są zadawane do domu po to, aby dziecko
      powtórzyło sobie i utrwaliło materiał omawiany na lekcjach. Rodzic absolutnie
      nie powinien robić prac domowych za dziecko, ale służyć pomocą i wsparciem tak
      jak w innych dziedzinach życia. Argument o pogłębianiu nierówności w ogóle do
      mnie nie trafia. Czyż nie po to się kształcimy, żebyśmy my i nasze dzieci mieli
      lepiej w życiu?
      • kobra68 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 15:54
        Ale przecież ta nierówność była zawsze.Za moich czasów w szkole np moja
        koleżanka dostawała lepsze oceny od innych tylko dlatego że jej mama była
        nauczycielką. Niestety to się zemściło na niej później bo myślała że tak
        wszystko pięknie umie że na studia się dostanie bez problemu. Niestety zdawała 3
        razy i chyba ich nie ukończyła. Ja zawsze powtarzam że lepsze 3 bez naciągania i
        szczere niż 5 za ładne oczy. Przecież prace domowe są też po to żeby nauczyć
        dzieci poszukiwania i zdobywania wiadomości.
      • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 16:19
        magmajew napisała:
        > Argument o pogłębianiu nierówności w ogóle do
        > mnie nie trafia.

        bo nie chodzi o myślenie tylko na bazie mojego jednostkowego doświadczenia, ale
        szerzej, w ilu przypadkach na 100 dana reguła zachodzi. Jeśli w wystarczająco
        wielu przypadkach to możemy uznać, że ma to wpływ. Nadal wydaje mi się, że
        przerzucanie odrabiania lekcji, a zatem nauki na rodziców w przypadku biednych
        i niewykształconych utrudnia ich dzieciom zdobycie dobrej edukacji i dlatego
        powinniśmy poważnie pomyśleć o zmianie takiego stanu rzeczy.

        ukłony
        ed
        • asia889 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 17:26
          Rodzice wykształceni sami douczą swoje dzieci. Rodzice bogaci wynajmą korepetytorów. A szkoła nie uczy, albo uczy bardzo mizernie. W takiej sytuacji należałoby się wziąć za szkołę, aby nie zwalała nauki na rodziców.

          Co do pracy domowej. Uważam, że powinna być. Ale powinno to być jedynie przeciwiczenie umiejętności zdobytych w szkole. Uczeń powinien samodzienie odrabiać pracę domową, a jeżeli czegoś nie rozumie to powinien być problem nauczyciela.
          • hedonista.oswiecony powinności 11.01.07, 19:40
            owszem możemy sprawę skwitować określeniem kto powinien, ale czy to coś zmieni?
            ukłony
            ed
    • burza4 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 16:57
      dziwna teza, zawsze mi się wydawało, że lekcje odrabiają dzieci, a nie rodzice?
      • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 17:09
        dzieci odrabiają, rodzice pomagają... nie słyszałaś o tym? Jakość pomocy zależy
        od wykształcenia rodziców, stąd taka myśl.
        ukłony
        ed
        • burza4 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 20:08
          słyszałam, tylko uważam to za błąd, i nie wierzę, że coś się porobiło z genami
          polskich dzieci, tak że nagle większość nie jest w stanie odrobić samodzielnie
          lekcji. Jest, ale nadopiekuńczość rodziców sieje zamęt. Do tego nagle taka masa
          dyslektyków/dysgrafików i innych - skąd? choroba popromienna? a nie ma to
          przypadkiem korelacji z tym, że większość dzieci po prostu nie czyta, nie
          pisze, a ślęczy przed kompem i telewizorem?

          Ani mi rodzice nie pomagali (inna sprawa, że im wiedzy brakowało) - a średnią
          miałam koło 5 zawsze, ani ja nie pomagałam swojej córce - jeśli już to raz na
          ruski rok, raczej sprawdzając.

          najczęściej taka "pomoc" rodziców jest mało konstruktywna, i prowadzi jedynie
          do tego, że dziecko oczekuje, że ktoś będzie nad nim stał i myślał za nie i
          podsunie gotowe rozwiązanie.

          naturalnie że rodzice wykształceni są w stanie w razie potrzeby więcej i lepiej
          wytłumaczyć, ale można mówić, że dzieci rodziców gorzej wykształconych mają
          mniejsze szanse. Są inne, bezpłatne sposoby na uzupełnienie wiedzy, trzeba
          tylko chcieć - nadal funkcjonują kółka przedmiotowe, nadal szkoły prowadzą
          zajęcia wyrównawcze - tylko niewiele osób na nie chodzi. Wreszcie nadal
          istnieje możliwość nauki z kimś, kto temat rozumie. Nie przesadzajmy.
          • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 01:46
            jak dla mnie to prezentujesz postawę "zawsze tak było", a jeśli zawsze było
            źle? Uważasz, że dys... coś tam to tylko wymysły? Podobnie wiele innych
            zaburzeń, chorób powinnaś uznać za fanaberie.

            nadopiekuńczość? hm, pomaganie w odrabianiu lekcji nie byłoby potrzebne gdyby
            nie było zadań domowych i o to mi chodzi

            ukłony
            ed
            • burza4 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 14:18
              co właściwie chcesz udowodnić?

              dawniej było lepiej - jeśli porównywać dawny poziom wiedzy, z tym które
              prezentują obecne roczniki.

              Tak, w większości wypadków jak dla mnie dyslekcja itp. stanowi świetnie
              wytłumaczenie zwykłego lenistwa. Nie wierzę, że obecne pokolenia są stały się
              nagle zwichrowane. Czysta statystyka choćby sugeruje, że coś z tym nie tak.

              nadopiekuńczość występuje - i to masowo, odrobienie pracy domowej wcale nie
              wymaga genialnego umysłu, wystarczy uważać na lekcji
    • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 20:13
      A ja mam w nosie rowne szanse.

      Jak moje dziecko odrabia lekcje, albo uczy sie do klasowki, albo pisze referat
      to ja poprostu ciesze sie ze staje sie madrzejsze i szczerze powiem mam w tym
      momencie totalnie w nosie czy inne dziecko odrabia lekcje, uczy sie i czy robi
      to samodzielnie czy z pomoca rodzicow. Coz ja tam swiata nie zbawie, ale moze
      chociaz wychowam jednego madrego obywatela wiecej i na tym sie koncentruje, na
      plusach dodatnich jak mowi klasyk.

      Czy z powodu ze nie wszystkie dzieci maja dostep do internetu moje tez ma sie
      go wyrzec ? Czy z powodu ze nie wszystkie dzieci moga pojechac na wakacje moje
      tez ma siedziec w domu ? Czy z powodu ze nie wszyscy rodzice moga pomoc w
      lekcjach, moje dziecko ma nie miec zadawanej pracy domowej. Czyli rownamy ale
      w dol !

      Tok rozumowania powinien byc inny, co zrobic aby odsetek dzieci ktore stac na
      komputer, na wyjazdy, ktore maja rodzicow gotowych im poswiecic czas
      powiekszac. I lepiej nad tym sie pozastanawiac.
      • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 22:38
        ciekawe, ciekawe, ale nie było moją intencją postulat równania w dół ale tak to
        już bywa, że ludzie czasem inaczej odbierają co się do nich mówi. powodzenia w
        wychowaniu geniusza. Ja tam jestem przekonany, że i gospodarka i społeczeństwo
        to gra o sumie niezerowej i im więcej dobrze wykształconych obywateli tym
        wszystkim ostatecznie będzie lepiej.
        ukłony
        edward
    • vharia Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 23:06
      Podzielam tę opinię
      ponadto zadania domowe rujnują dziecięce czytelnictwo, zainteresowania sportowe i życie rodzinne, bo pożerają ogromną część czasu wolnego w godzinach, kiedy rodzina jest wreszcie w komplecie sad
      • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 11.01.07, 23:47
        słusznie, czas wolny rodziny z dziećmi w szkole podporządkowany jest zadaniom.
        W przypadku mojego dziecka idzie na to pół niedzieli. W zimie się rzadko
        wyjeżdża na weekend, ale na wiosnę to jest po prostu okrutne, kiedy trzeba
        targać ze sobą podręczniki i odrywać dzieci od odpoczynku. Potem się dziwimy
        skąd ten pracoholim i nieumiejętność oderwania się myślami od obowiązków. Dodać
        do tego jeszcze konieczność dźwigania naprawdę ciężkich tornistrów, które dla
        nie jednego dorosłego byłyby mało przyjemne, a tu mamy kilkuletnie dzieci.
        ukłony
        ed
    • asia_mama_alusia Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 08:44
      hedonista.oswiecony napisał:

      > startu dzieci z biednych rodzin, których rodzice są z reguły niewykształceni
      > i nie potrafią przy lekcjach pomóc swoim dzieciom tak jak rodzice
      > wykształceni

      nie rozumiem doprawdy
      czy się czasy pozmieniały, czy ja byłam jakaś dziwna, ale przez całą podstawówkę
      w lekcjach rodzice pomogli mi może najwyżej kilka razy !!! (w liceum w ogóle, bo
      rodzice nie są wysoko wykształceni)
      Co to za zwyczaj, że rodzić odrabia lekcje razem z dzieckiem? W ten sposób
      uczymy dzieci niesamodzielności i bezradności! Przeraża mnie to... brrr...

      pozdrawiam
      • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 09:05
        no widzisz na swoim jednostkowym doświadczeniu opierasz przekonanie, że to
        rzadkość, że rodzice pomagają dzieciom w lekacjach, ale jest to jednak
        powszechne, a dzieci niewykształcownych rodziców nie dość, że nie mają
        kulturowych wzorców (choćby brak nawyku czytania) to jeszcze nie ma im kto
        pomóc i różnice się pogłębiają.
        ukłony
        ed
        • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 10:06
          Zeby wpierw bylo jasne: Ja nie pomagam swojemu synowi, bo
          -nie musze (mam szczescie miec madre i samodzielne dziecko od zawsze)
          -nie mam czasu i ochoty
          -uwazam to za szkodliwe w dlugoterminowej perspektywie

          poza tym moje dziecko chodzi do szkoly spolecznej i tak jak sie zorientowalam
          (np porownujac kiedys z doswiadczeniami innycjh mam z forum)-moje dziecko ma
          bardzo malo zadawane do domu-jest w piatej klasie i dziennie lekcjom poswieca w
          skrajnych przypadkach godzine, zazwyczaj 15-30 minut. Czasem musi przysiasc w
          weekend szczegolnie przed polroczem albo koncem roku. Ale z pewnoscia szkola
          nie rujnuje naszego czasu wolnego. Moj syn ma go bardzo duzo (choc nie zawsze
          tak bylo, bo kiedys mial dodatkowe lekcje jezyka i to troche nam zabieralo czas-
          teraz ma dwa jezyki w szkole w ilosci kompletnie wystarczajacej)

          To wyjasnienie, bo zaraz cos powiem, co pewnie wywola burze.

          A co Was obchodzi czy inni rodzice pomagaja swoim dzieciom czy nie ? W koncu
          kazdy jest sam odpowiedzialny za swoje dzieci i tylko swoje. Jesli nie
          uwazacie ze pomaganie jest OK, to nie pomagajcie, ale uszanujcie ze ktos moze
          uwazac inaczej. W koncu zyjemy w wolnym kraju-jeden pomaga jeden nie, jeden
          zyje dla dziecka, a drugi przepija swoje i swojego dziecka zycie.

          Jeden uwaza ze dobre oceny sa najwazniejsze, a inny uwaza ze lepiej aby dziecko
          sie bawilo jak najdluzej. Kazdy ma swoj pomysl i niech kazdy postepuje wedlug
          swoich pogladow.

          Czemu narzucac innym swoje teorie na edukacje szkolna ? Nawet w najbardziej
          wymagajacej szkole mozna uczyc sie na jakims minimum, co nie wymaga staran
          itp. Jesli ktos tak zdecyduje-OK. Ale prosze tez uszanowac ze inny rodzic ma
          inne podejscie-(moze glupie, ale on uwaza za sluszne)bedzie towarzyszyl dziecku
          az do matury. Ok jego wybor.



          Naprawde wara komus jak w jednym czy drugim domu podchodzi sie do nauki dziecka
          (oczywiscie dopoki nie dochodzi do jakis patologii czy lamania prawa). Juz i
          tak wystarczy ze w wiele spraw prywatnych wtracaja sie (np obowiazkowe
          ubezpieczenia zdrowotne czy emerytalne)-zostawmy wychowanie i edukacje dzieci
          ich rodzicom.

          Natomiast jesli ktos ma zastrzezenia do ilosci pracy domowej konkretnej
          nauczycielki-to moze warto z konkretna nauczycielka porozmawiac, zamiast
          postulowac od razu zniesienie prac domowych. Takie rozumowanie powiem raz
          jeszcze to tak jakby rodzice dzieci ze szkoly nie dysponujacej ani jednym
          komputerem, postulowali zniesienie lekcji informatyki w calym kraju...

          Mysle ze szkoly spoleczne i prywatne, moga byc wzorem dla wielu szkol
          publicznych (choc oczywiscie jest wiele wspanialych szkol publcznych !!!)-w
          wielu aspektach np w sprawie ilosci zadan domowych i ich rodzaju-mysle ze
          zamiast cos likwidowac, moze lepiej koncentrowac sie na ulepszaniu.


          • owocoskala zasadniczo masz rację ale... 12.01.07, 12:45
            Ale prosze tez uszanowac ze inny rodzic ma
            > inne podejscie-(moze glupie, ale on uwaza za sluszne)bedzie towarzyszyl
            dziecku do matury.
            Wszystko jest w porządku o ile rodzic ogranicza się do tłumaczenia dziecku a
            nie dochodzi do tego że sam własnoręcznie mu te lakcje odrabia. Bo to juz jest
            nie fair wobec innych dzieci. Koleżanka opowiadała mi jak to siedziały w szatni
            szkoły z innymi mamami i usiłowały znaleźć rozwiązanie jakiegoś zadania i zadna
            nie dawała rady - to juz absurd trochę. poza tym jeseś optymistką myąląc że to
            się kończy z maturą. Znam osobiście przypadek pisania współnie rodzica z
            dzieckiem pracy magisterskiej (nie wspominam juz o opłacaniu osoby trzeciej).
            • agatka_s Re: zasadniczo masz rację ale... 12.01.07, 13:25
              Nie fair to jest, ale tylko wobec wlasnego dziecka.

              Jesli ktos ma ochote uczyc sie za wlasne dziecko jego sprawa. Moje uczy sie
              samo-bedzie kiedys cos umiec. A jak ucza sie inne dzieci, to naprawde ani mnie
              nie interesuje, ani dotyka, ani denerwuje,ani nie wprawia w spazmy zazdrosci,
              to ich sprawa i ich rodzicow.

              Ja naprawde nie mam nic przeciwko temu ze ktos odrabia za swoje dziecko lekcje,
              ze pisze za niego wypracowania i rysuje rysunki. Szkodzi sobie, swemu dziecku,
              tylko i wylacznie. Tak sobie wykombinowal-OK Ja kombinuje inaczej.
              • hedonista.oswiecony Re: zasadniczo masz rację ale... 13.01.07, 01:55
                no widzisz, ale podajesz przykłady z życia elity. Dla tysięcy dzieci z tzw.
                nizin, rodzin gdzie się nadużywa alkoholu itd, itp obecny system jest dodatkowo
                uwalający. Normalni rodzice swoim pomogą, a takie dzieci mają pod górkę. Chodzi
                mi o to, że zniesiesie prac domowych powinno oznaczać więcej czasu poświęcanego
                na uczenie w szkole, wszystkich dzieci, także tych z gorszych rodzin.
                Oczywiście wolno Ci powiedzieć "mam to w d.", ale ja i parę innych osób nie ma
                tego w d. i czuję, że tu także jest pies pogrzebany, ale zamiast o prawdziwych
                przyczynach mówi się o mundurkach i "zero tolerancji". chodzi mi o to, że
                prawdziwe przyczyny pewnych zjawisk mogą być mocno nieintuicyjne.

                przykład z innej beczki dla ilustracji:

                - dlaczego w Nowym Jorku spadła przestępczość?
                - wielu odpowie, że zasługa to słynnego Gulliani, który wprowadził
                program "zero tolerancji"
                ale... kilkanaście lat wcześniej wprowadzono w tym stanie powszechny dostęp do
                aborcji. A z zabiegów tych częściej korzystają kobiety z gorszych rodzin. A
                więc mniej się urodziło dzieci, które miały szansę wejść na złą drogę... ktoś
                się może oburzy... ale takie są fakty i można je sprawdzić. Kiedyś też uważano,
                że ziemia jest płaska...

                ufff,alem się rozpisał

                ukłony
                ed
                • owocoskala Re: zasadniczo masz rację ale... 13.01.07, 09:08
                  Chodzi
                  >
                  > mi o to, że zniesiesie prac domowych powinno oznaczać więcej czasu
                  poświęcanego
                  >
                  > na uczenie w szkole, wszystkich dzieci, także tych z gorszych rodzin.
                  Ja nie pamiętam jak to było w niższych klasach ale w LO i na studiach to
                  uczestnictwo w większości zajęć zwłaszcza polegających na słuchaniu to była dla
                  mnie właściwie strata czasu - ja mam głownie pamięć wzrokową i muszę sobie po
                  cichu przeczytać. Chodziło ca nawyżej o zdobycie notatek do nauki (napisanie
                  znaczy się), a czasem błyśnięcie odpowiedzią lub pytaniem (ale to dopiero na
                  studiach). Najlepszy dla mnie sposób zdobywania wiedzy to w samotności z
                  książkami. Moją dużą część sangiwniczną do tej pory rozpraszają zresztą inni
                  ludzie i pracować też lubie sama. Dogadałam się kiedyś z przyjacólką która
                  studiowała na tym samym roku że ona ma dokładnie to samo.
                  • hedonista.oswiecony Re: zasadniczo masz rację ale... 13.01.07, 09:15
                    nie przeczę, że tak jest w Twoim przypadku, ale sztuka polega na robieniu reguł
                    ogólnych nie tylko ze swojego doświadczenia - jak to wczoraj powiedział na
                    szkoleniu jeden mądry dzłowiek "wszyscy ulegamy złudzeniu powszechności",
                    czyli, że świat jest taki w jakim ja żyję. Tym bardziej, że mówimy o
                    podstwówce, która ma na cały proces edukacji i socjalizacji zdecydowanie
                    większy wpływ niż liceum.
                    ukłony
                    ed
        • asia_mama_alusia Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 09:38
          hedonista.oswiecony napisał:

          > no widzisz na swoim jednostkowym doświadczeniu opierasz przekonanie, że to
          > rzadkość, że rodzice pomagają dzieciom w lekacjach, ale jest to jednak
          > powszechne,

          właśnie dziwi mnie to, że odrabianie lekcji przez rodziców stało sie w polskich
          rodzinach normą!!! i zdaję sobie sprawę, że nie jest to wyjątkowe zjawisko...


          a dzieci niewykształcownych rodziców nie dość, że nie mają
          > kulturowych wzorców (choćby brak nawyku czytania) to jeszcze nie ma im kto
          > pomóc i różnice się pogłębiają.

          Moi rodzice nie sa wykształceni (podstawowe i zawodowe), ale książki u nas w
          domu, to był praktycznie kolejny członek rodziny - to, że rodzice sa
          niewykształceni, nie musi oznaczać, że dziecko będzie pozbawione odpowiednich
          kulturowych wzorców - nie wysuwaj więc pochopnych wniosków...
          wszystko jest względne

          pozdrawiam
          • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 09:48
            nie, nie wysuwam, wiesz u Ciebie tak jest więc sprawę uznajesz za załatwioną,
            ale norma jest niestety trochę inna
            ukłony
            ed
          • owocoskala Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 13:38
            rodziny - to, że rodzice sa
            > niewykształceni, nie musi oznaczać, że dziecko będzie pozbawione odpowiednich
            > kulturowych wzorców - nie wysuwaj więc pochopnych wniosków...
            Ależ tak na pewno jest statystycznie. Rodzic niewykształcony częściej powie że
            wystarczy dziecku szkoła średnia albo zagoni dzieciaka do roboty w polu czy
            zakładzie. Podobnie gorzej mają dzieciaki z małych miejscowości a szkoły
            wiejskie sa zamykane, ale tez do liceów muszą dojeżdżać z odległych
            miejscowości codziennie i wstawać np. o 5 rano - ogólnie robi się coraz gorzej
            a nie lepiej.
    • rycerzowa Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 14:13
      Jak to zwykle bywa, każdy tu pisze o czym innym.
      "Oświeconemu" nie chodziło, jak przypuszczam, o równe szanse na piątkę z zadania
      domowego z robót ręcznych ale o równe szanse edukacyjne w sensie ogólnym, życiowym.
      Inaczej mówiąc, co zrobić, żeby KAŻDE dziecko wykorzystało swój potencjał, bo
      jeśli cokolwiek zostanie zmarnowane, odbędzie się to ze szkodą i dla tego
      dziecka, i dla społeczeństwa.
      Do tego służyć ma szkoła, która teoretycznie uniezależnia przyszłość edukacyjną
      dziecka od poziomu i widzimisię rodziców.
      Problem w tym,że w naszych polskich warunkach, edukacja dzieci w zbyt dużym
      stopniu pozostaje w rękach rodziców, bo taki jest poziom i system szkolnictwa.
      Tak po prostu jest i już.
      To co, zażądać likwidacji prac domowych?
      Jeśli dziecko nauczy się wszystkiego w szkole, również samodzielnej pracy -
      proszę bardzo.
      Na razie szkoła tylko sprawdza i ocenia , czego się uczeń nauczył poza szkołą,
      sam lub przy pomocy innych.

      Nie ma się co oszukiwać, nawet gdy nie pomagamy dzieciom w odrabianiu lekcji (bo
      nie ma potrzeby) to i tak pomagamy im w nauce. Poprzez rozmowy, dyskusje, zabawy.
      Na przykład, jeśli w rodzinie jest zwyczaj wymyślania zagadek logicznych, to
      dziecko z łatwością rozwiąże potem zadania z matmy.
      Jeśli jest zwyczaj rozmawiania (czasem) i emailowania po angielsku, to nie
      trzeba pomagać mu w ćwiczeniu.
      I tak dalej.

      A jeśli dziecko ma kłopoty, to potrzebna jest pomoc, np. korepetycje, również w
      wykonaniu rodziców. Dziecko rodziców niewykształconych a niebogatych
      teoretycznie powinno tę pomoc uzyskać w szkole, w ramach zajęć wyrównawczych.
      I nie zapominajmy o pomocy koleżeńskiej, bo wtedy korzystają obie strony.
      Tak powinno być!

      Nie o oceny powinno nam chodzić, czy aby "sprawiedliwie" uzyskane, bo ktoś
      pomógł np. zebrać materiały do referatu, tylko o to, by dziecko jak najwięcej
      się nauczyło i dowiedziało.

      Ostateczną wartość wykształcenia i tak weryfikuje rynek.
      • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 14:42
        Super, tylko to jest utopia: "szkola rownych szans". Zeby szanse byly
        rzeczywiscie rowne trzeba byloby rownac do najnizszego zawodnika. Szkola
        powinna byc miejscem gdzie szanse sa (powinny byc), niekoniecznie rowne !

        Moim zdaniem, jest rola nauczyciela i przede wszystkim nauczyciela zwracac
        uwage na tych co dzis maja "zerowe szanse", a ktorym te szanse stworzyc
        nalezy bo na to zasluguja. Jesli jest dziecko, ktore mimo uwarunkowan rodzinno-
        domowo-srodowiskowych-wykazuje zdolnosci, chec do nauki-takim dzieciom powinno
        sie pomagac. To jest system stypendiow, to jest system roznego rodzaju pomocy
        dla dzieci biednych ale zdolnych i co najwazniejsze zmotywowanych do nauki.

        I to uwazalabym za pewne rownanie szans, a raczej ich stworzenie takim biednym
        dzieciom.

        Dzieci z rodzin "normalnych"-maja szanse w swoich rodzicach, na ktorych ciazy
        odpowiedzialnosc. To jest wybor rodzica, czy kupi ksiazki czy nowy samochod,
        czy posiedzi z dzieckiem, czy przed telewizorem. Nie moze w to ingerowac ani
        panstwo, ani system oswiatowy. Chociazby dlatego ze z takiej ingerencji i tak
        nic nie wyjdzie.

        Na szczescie coraz wiecej Polakow, zaczyna doceniac edukacje, wyksztalcenie.
        Mysle ze akurat nie jest tu najgorzej.


        Niemniej dla tych dzieci i rodzicow ktorym bardzo, wyjatkowo na edukacji
        zalezy, i dla tych ktorzy sa gotowi w wyksztalcenie dzieci inwestowac i czas i
        pieniadze powinny byc stworzone takie warunki aby mogli to robic-czyli tez
        szanse, tylko na troche wyzszym poziomie. Tak jak pomaga sie biednym, powinno
        sie tez i pomagac ambitnym. Moze nie finansowo, ale tez jakis system zachety
        itp powinien zostac stworzony dla uczniow zdolnych, pracowitych chcacych
        zdobywac wiedze ponad to co proponuje szkola. Dzis to nie bardzo istnieje, a
        jak ktos chce inwestowac w swoje dziecko, chce je rozwijac to czesto bywa ze
        jest odbierany jako "hodujacy geniusza". To nie dobre podejscie. Dziecko
        zdolne, pracowite wywodzace sie z inteligenckiej i zamoznej rodziny tez
        zasluguje na szanse. Nie jest to ta sama szansa co dla dziecka wiejskiego, bo
        bedzie to np wyjazd na studia zagraniczne a nie tylko Uniwersytet Ludowy w
        Pcimiu Dolnym, ale szanse tez powinny byc skrojone na miare potencjalu.

        Moim zdaniem poprostu kazdy dobrze wyksztalcony Polak to skarb, i to
        niezaleznie czy wywodzi sie z biednej, czy bogatej rodziny. Dlatego
        powinnismy myslec o stwarzaniu szans wszystkim i tym co maja je juz w domu tez.
        • verdana Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 20:38
          To nie do konca tak jest.
          Nauczyciel, widzac prace domowe i postepy dzieci, które lekcje odrabiają
          wspólnie z mama, których prace rodzice w domu w najlepszym wypadku poprawiaja,
          w najgorszym piszą , systematycznie podwyższa poziom - nie do poziomu np.
          osmiolatków, tylko 35 latek z wyksztalceniem co najmniej średnim. Jaś, ktoremu
          w domu się nie pomaga, dostaję uwagę "zbyt wolno pracuje" - choć pracuje na
          poziomie ośmiolatka, a pani zaczyna przyspieszac z programem, wiedzac, ze ona
          nie musi meczyć sie z tlumaczeniem - rodzice w domu wytłumaczą i tak. Konczy
          się to czesto tak, ze dzieci, absolutnie na poziomie, zdolne, ale bez pomocy,
          zaczynaja zostawac w tyle, poniewaz nauka w szkole jest nastawiona na pomoc
          rodziców, bez niej się już nie da być na poziomie klasy. No i prace samodzielne
          sa oceniane niżej niż niesamodzielne, a to najlepsza nauka nieuczciwosci, jaką
          można sobie wyobrazić. A promowanie zachowań nieuczciwych - to nie jest już
          sprawa, o ktorej można powiedzieć "mnie to nie obchodzi, bo mojego dziecka nie
          dotyczy". Dotyczy. Bo ono będzie zyć w spoleczenstwie tak wychowanym.
          • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 21:34
            No to ja chyba znowu mam jakies szczescie (albo zyje w blogiej nieswiadomosci ?)

            Przez piec lat edukacji mojego dziecka nie slyszalam aby jakis nauczyciel
            ocenial niesprawiedliwie, a jakis rodzic uczyl sie za dziecko,
            lub "wyszarpywal" lepsze oceny.



            Kiedy w klasach mlodszych troche bardziej sie angazowalam w zycie szkolne,
            mialam doczynienia i z mamami i z pania nauczycielka, i rzeczywiscie czasem
            jakas mama wspomniala ze cos pomogla zrobic, ale na zasadzie zartu. Ja sama
            raz pomoglam zrobic dziecku pajacyka, ktory mial fikac nogami. Wpierw syn
            siedzial pol dnia, a potem ja-pajacyk niestety nigdy nam nie fiknal. Ale dla
            mnie to jest jakas anogdetyczna sytuacja.

            No i tak samo jest dla wiekszosci rodzicow ktorych ja znam (a jak niektorzy
            wiedza mam doswiadczenie z 3 szkol, wiec troche tych rodzicow znam). Naprawde
            nie spotkalam sie z tym zeby rodzice odrabiali lekcje za dzieci tak masowo, aby
            to mialo wplyw na wymagania w klasie. Wrecz odwrotnie-wszyscy znani mi rodzice-
            mieli zawsze spore oczekiwania wobec szkoly i bardzo konsekwentnie je
            egzekwowali.

            Mieszkam w bogatej i bardzo zapracowanej dzielnicy Warszawy-znani mi rodzice
            najzwyczajniej na sawiecie (zreszta tak jak ja) nie maja ochoty odrabiac za
            dzieci lekcji. Poza tym nie czuja sie kompetentni.

            W naszej klasie owszem wymagania rosly, ale nie z powodu prac domowych
            robionych przez rodzicow-raczej odwrotnie z powodu postawienia przez
            naucxzyciela na samodzielnosc ucznia (np nauczycielka od pierwszych dni
            pierwszej klasy nie dyktowala dzieciom pracy domowej-od razu powiedziala ze
            same musza dbac o to aby pamietac co jest zadane, a jak to juz same musza sobie
            znalezc system-na poczatku bylo trudne bo dzieci zapominaly, ale w koncu sie
            nauczyly), To samo z klasowkami-od razu od pierwszej klasy, to samo z
            dyktandami, wypracowaniami klasowymi. Tu nawet nie bylo szans dziecku pomoc-
            jak pomoc dziecku w pisaniu co tygodniowych dyktand ? przeciez nie pojdziesz i
            nie napiszesz za dziecko ?


            Teraz juz kompletnie nie wiem co sie w szkole dziecka dzieje, w sensie jego
            nauki, a coz dopiero w sensie nauki innych dzieci. Nie mam pojecia co jaki
            uczen dostal i czy dostal sprawiedliwie czy nie. Nie wiem co jest wymagane, nie
            chodze tez na wywiadowki poza obowiazkowymi, dotyczacymi klasy. Na dzien
            dzisiejszy mam bardzo wywazony stosunek do szkoly: interesuje mnie aby moj syn
            robil co do niego nalezy w szkole (i to z grubsza wiem, zadajac sakramentalne
            pytanie kontrolne "lekcje zrobione ?")-jako obowiazek numer jeden. Interesuja
            mnie oczywiscie jego rozne osiagniecia, sukcesy-kibicuje, ale zdecydowanie z
            boku.

            Jednak szkola to nie calosc edukacji-nie przywiazuje do niej jakiejs olbrzymiej
            wagi-szkola to podstawa-wazna ale nie jedyna. Moje obecne wysilki skupiam na
            tym zeby syn czytal (caly czas szukam mu fajnych ksiazek np na naszym wspolnym
            forum ksiazkowym), zeby mial dostep do filmow, zeby jezdzil po swiecie, zeby
            rozwijal sie muzycznie. To sa dla mnie istotne rzeczy. I najzwyczajniej
            szkola, oceny (a za tym i wymagania takie lub inne) to tylko czesc rozwoju
            dziecka.

            Naprawde mysle ze my rodzice mamy tendencje do przywiazywania zbyt duzej wagi
            do edukacji szkolnej i sami nakrecamy sie do konkurencji z innymi. Ja naprawde
            100% szczerze nie zwracam uwagi na inne dzieci, poprostu ciesze sie ze moje
            jest OK. A ze inne dziecko ma lepsze oceny, nawet niesprawiedliwie ? Niech ma
            moze ktos czuje sie z tym szczesliwy (choc to szczescie zludne...).



            • verdana Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 21:49
              To faktycznie miałas szczęście. Jeden przyklad z wielu - w pierwszych klasach
              pani mojego dziecka oglaszała różne konkursy. Widziałam i czytałam prace -
              opowiadania napisane zdaniami podrzędnie złożonymi, ze słowami, o ktorych
              osmiolatek nawet nie słyszał. I to nie jedna - wszystkie wywieszone prace takie
              były. Na moja interwencję pani powiedziała, że zwracała rodzicom uwage, ale nic
              nie może poradzić - oni szli "w zaparte", a ona nie mogła powiedziec dzieciom
              prosto w oczy, ze rodzice klamią.
              No i moj syn po kilku takich doswiadczeniach przestał robić jakiekolwiek prace
              dodatkowe - i ja to rozumiem.
              Mam doswiadczenia z 7 szkół, w sumie 30 lat nauki (12+12+6) i naprawdę - takie
              zjawisko istnieje. Masowo.
              • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 22:15
                No dobrze ale co proponujecie zeby takie zjawisko nie istnialo ?

                Przeciez likwidacja prac domowych, to wylewanie dziecka z kapiela.

                Jedyna metoda to edukowanie spoleczenstwa, ze takie praktyki sa naganne, glupie
                i niebezpieczne.

                Tak jak probowano zrobic kampanie spoleczna ze sciaganie jest nieuczciwe (bo
                jest !!!), tak samo powinno sie zrobic kampanie spoleczna ze odrabianie lekcji
                ZA DZIECI(bo jest jednak roznica Z DZIECMI) jest zle.

                Natomiast ja nadal upieram sie ze nie nalezy zbytnio na to zwracac uwagi.
                Gdyby twojemu synowi "zwisaly" oceny innych, i koncentrowal sie na swoich, na
                tym zeby je poprawiac-to by sie tak latwo nie zniechecil.

                Moj syn uwielbia sie scigac, ale glownie sam ze soba. Jakos dzieki bogu
                konkurencja w nauce go totalnie nie interesuje. Satysfakcje najwieksza
                przyniosla mu do tej pory piatka z WF-u, na koniec roku, bo udalo mu sie bardzo
                poprawic w stosunku do polrocza (wstawal rano i biegal zeby poprawic czas w
                biegach). Kompletnie natomiast mu zwisa ze ktos ma lepsza od niego ocene w
                czyms. On kurcze nawet nie wie, jaka kto ma ocene-ja czasem nawet probowalam
                sie cos zapytac, ale nic zero informacji, kto co dostal.

                Mysle ze to jest zdrowsze.
                • verdana Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 22:29
                  Chyba nie zrozumiałaś. Wiemy, ze Twoj syn pracuje doskonale i to tylko dla
                  własnej satysfakcji, nie dla stopni. Ale gdyby miał startowac do kilku
                  gimnazjów, gdzie wyniki egzaminow byłyby "ustawione" wcześniej, a on na pewno
                  by przegrał, to czy zachęcałabyś go do któregoś z rzędu egzaminu, by "scigał
                  się sam z sobą" - chyba nie. A prace dodatkowe, czy na konkurs w pierwszych
                  klasach maja podobny charakter.
                  No i uwazam, ze dziecko powinno nie tylko pracować, ale i cenić swoją pracę - a
                  praca "sztuka dla sztuki", gdy nie ma sie szans - to marnowanie energii.
                  Mój syn z kolei uwaza, że jego trója z w-f-u nie jest warta poprawienia, tylko
                  po to, by miec lepszą średnią. Skoro biega wolno, to cóż z tego? Nie musi być
                  we wszystkim doskonały.
                  • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 22:42
                    Moj syn bedzie startowal do dobrego gimnazjum (mysle, ze bedzie, bo na razie
                    nad tym pracuje). Tylko ze ja nie zakladam ze egzamin jest ustawiony, nie bede
                    nawet tego analizowac. Jesli bedzie startowal, i nie zda-to znaczy jedno byli
                    lepsi. Koniec kropka. Nawet mi do glowy nie przyjdzie podejrzewac ze cos bylo
                    nieuczciwie.

                    Dla mojego dziecka WF, jest akurat strasznie wazny. jak wiesz to zapalony
                    sportowiec. 4 z wf-u na polrocze 4 klasy, byla dla niego przykra,
                    autentycznie. Ja oczywiscie tlumaczylam, ze to geny itp (bo ja tez zawsze z
                    bieganiem mialam problem)-ale sie zawzial, biegal z kolega po naszym strzezonym
                    podworku (kolega trenuje pilke nozna w klubie i mial taki nakaz biegac iles tam
                    metrow dziennie)-no i rzeczywiscie poprawil wynik w biegach, nawet jako jeden z
                    pieciu z klasy bral udzial w biegach po lesie kabackim (bez specjalnego
                    sukcesu, ale sukces byl ze go wybrali)-pisze tak duzo, bo poprostu sport jest
                    akurat dla niego wazny.

                    Z techniki ma 4 (i to chyba na ladne oczy) i mu to zwiewa i powiewa (mnie tez).


                    Ale to znowu jakas dygresja...
            • owocoskala Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 13:46
              > Mieszkam w bogatej i bardzo zapracowanej dzielnicy Warszawy-znani mi rodzice
              > najzwyczajniej na sawiecie (zreszta tak jak ja) nie maja ochoty odrabiac za
              > dzieci lekcji. Poza tym nie czuja sie kompetentni.
              Mogę się założyć że mieszkam w tej samej dzielnicy co Ty. I mogę Ci powiedziec
              że nie wszyscy sa tu bogaci, choć ogółnie kultura jest wyższa, mozna mieć też
              kilku rodziców z doktoratem w jednej klasie. Może masz takie wrażenie przez ta
              płatną szkołę społeczną. Mogę też dodać że w jednej klasie poszczególni rodzice
              mają diametralnie rózne podejście do spraw szkolnych i obraz co się dzieje. Dla
              jednych zadawane jest za dużo innych za mało. Zasadnieczo wg. tych najbardziej
              zapracowanych (ja jestem apracowana skokowo a czasem mam dużo czasu) generalnie
              wszystko jest super choć żadnych szczegółów związanych z edukacją częśto nie
              znają - dzieci siedzą do 18 w świetlicy i muszą sobie radzić z odrabianiem itd.
          • owocoskala Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 22:00
            No i prace samodzielne
            >
            > sa oceniane niżej niż niesamodzielne, a to najlepsza nauka nieuczciwosci,
            jaką
            > można sobie wyobrazić. A promowanie zachowań nieuczciwych - to nie jest już
            > sprawa, o ktorej można powiedzieć "mnie to nie obchodzi, bo mojego dziecka
            nie
            > dotyczy". Dotyczy. Bo ono będzie zyć w spoleczenstwie tak wychowanym.
            Jak zawsze na razie zgadzam się z verdaną smile
            Później będziemy przebywać w budynku skonstruowanym przez kogoś kto sam nie
            zrobił dyplomu tylko kupił, bo tak sie przyzwyczaił, bo zawsze ktos za niego
            odrabiał prace itd, itp. Byłam zszokowana po rozmowach z rodziną z pewnych
            okolic Polski jak częste jest to zjawisko i że dziecku trzeba przecież pomóc.
    • berek_76 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 12.01.07, 23:03
      OK, hurtem odpowiadam na całośc.

      Zgadzam się, że z pracami domowymi szkoła często przegina. I nie tylko z nimi.
      Dzieciaki mojego brata (11 i 17) nie mają niemal w ogóle wolnego czasu. Uczą się
      od zarąbania bezsensownych detali, aż mi ich szkoda.

      Ja mam lepiej big_grin Bo uczę w szkole, w której to jednak nieco inaczej wygląda, a
      poza tym jestem najwyraźniej modelem nauczyciela prawidłowego - prace domowe
      zadaję rzadko, wymagam głównie uczestniczenia w lekcji i gdyby nie fakt, że moi
      starzy licealiści są już rozbestwieni wieloma latami dodupnej edukacji, to
      wystarczyłoby im słuchanie tego, co mówię. Mam zresztą porównanie, bo
      niezmanierowana jeszcze klasa pierwsza słucha mnie jak wyroczni, a potem trzaska
      na klasówce powyżej 80% wszyscy. Tymczasem trzecia ziewa i gapi się w okno, po
      czym pod koniec lekcji pyta za zdumieniem "A co to jest xxxxx?"

      Natomiast wkurza mnie generalizowanie kwestii równych szans. Nigdy nie będzie
      równych szans. Owszem, szkoła powinna pomóc niwelowac róznice społeczne, ale
      zostanie jeszcze mnóstwo innych. I one też będą biły w oczy. I często zapomina
      się, że zadaniem nauczyciela nie jest takie uczenie, żeby wszyscy mieli szóstki.
      To jest już spaczenie rodem z wyścigu szczurów, że koniecnzie musimy byc lepi,
      najlepsi, a jak przypadkiem nie jesteśmy najlepsi, to jest fatalnie.

      Bo nikt nie jest we wszystkim najlepszy. A są jeszcze tacy, którzy w niczym nie
      są najlepsi, jeśli przychodzi do oceniania w szkole. Ale potencjał człowieka nie
      przejawia się li i jedynie w szkolnych ocenach.

      Ale my to zaszczepiamy dziecku już w przedszkolu. Załamując ręce nad tymi
      nieszczęsnymi obrazkami autorstwa rodziców innych dzieci. Zamiast pokazac
      dziecku w ten sposób, że świat jest też i taki. Bo jest. I naprawdę nie wierzę,
      że te rodzicopochodne nierówności mogą zadecydowac o szczęściu dziecka, jeśli
      wszystko inne w domu jest OK. A jeśli nie jest OK, to nie ma co obarczac winą
      szkoły.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 02:04
        ależ drogi kolego, dlaczego zaraz sprowadzasz to do logiki czarno-białe, toż o
        jednym aspekcie wspomniałem i zdaję sobie sprawę, że podstawowe znaczenie ma
        kapitał kulturowy, nie tylko szóstki
        ukłony
        ed
        • maksimum Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 05:32
          verdana napisała:

          > Ja też nie pomagam, ale to oznacza, ze moje dziecko ma przeciętnie o jeden-
          >dwa stopnie nizej oceniane prace, niż inne dzieci.

          Ja kiedys troche pomagalem,a teraz bardzo rzadko.
          Na czy pomoc ma polegac?
          Ja pomagam dzieciom w zrozumieniu materialu,ktory maja zadany do domu.
          Oczywiscie tlumacze w calkiem inny sposob niz nauczycielka,bo inaczej mijaloby
          sie to z celem.
          Obecna nauczycielka corki jest bardzo rzadka z matematyki i gdy corka pokazala
          mnie to zadanie,to tez sie musialem troche zastanowic.
          No wiec tlumaczylem jej o co chodzi,a pozniej razem z nia to zadanie zrobilem.
          Do konca sie spierala ze mna,ze nauczycielka im inaczej w szkole mowila,ale w
          klasach poczatkowych tu zdarzaja sie slabi z matmy nauczyciele.
          Nastepnego dnia spytalem,czy nauczycielka wyjasnila wszystko na tablicy,a
          Monika na to,ze ona cos mowila na ten temat ale tak bardziej do sibie,ze nikt
          jej nie zrozumial.
          Kobieta jest wyjatkowo mila,grzeczna itd. ale wypasiona strasznie i matolowata
          z matematyki.
          Nie mam innego wyboru,tylko musze z corka przerabiac matematyke w domu przed
          najwazniejszymi testami,a w tym wlasnie roku bedzie miala testy kwalifikacyjne
          do J.H.(gimnazjum).
          Z angielskiego juz napisala taki test w tym tygodniu i ciagnal sie 3 dni,od
          wtorku do czwartku,ale tu sie o nia nie obawiam,bo z angielskiego jest
          najlepsza w klasie.
          Testy z matematyki sa w marcu.

          > Bo moje dziecko odrobi, jak
          > umie, a nie na poziomie osoby z wykształceniem wyższym.
          > problem nie w tym, ze nauczyciele "nie zauważają" prac robionych przez
          > rodziców. Problem w tym, ze nalegają, aby rodzice te prace robili.

          > Wielokrotnie
          > opieprzono mnie za to, ze dziecko ma niespraedzoną pracę domową, albo

          No i bardzo dobrze,bo w USA sprawdzanie i podpisywanie prac domowych przez
          rodzicow w podstawowkach jest obowiazkowe.
          Testy podpisuje synowi rowniez w J.H.

          > niestarannie zrobioną makatke,

          No wlasnie,a co u niej slychac,bo dawno jej na forum nie widzialem?

          > albo czegos do szkoły nie przyniosło. Czyli - ja
          > mam pamiętac, ja mam sprawdzać, ja mam zrobić.

          Tak,bo male dzieci maja krotka pamiec i rodzice powinni pomoc im zorganizowac
          sie.
          • maksimum Zero tolerancji. 13.01.07, 06:13
            hedonista.oswiecony napisał:

            > no widzisz, ale podajesz przykłady z życia elity. Dla tysięcy dzieci z tzw.
            > nizin, rodzin gdzie się nadużywa alkoholu itd, itp obecny system jest
            dodatkowo
            > uwalający. Normalni rodzice swoim pomogą, a takie dzieci mają pod górkę.

            System,ktory prowadzil do wyrownywania szans juz byl i sie nie sprawdzil.
            Najpierw sie w szkole sadzalo najgorszych z najlepszymi,pozniej generalnie
            zrownano place,az zaczeto wiekszosc towarow sprzedawac na kartki.
            System to byl beznadziejny i nie wracajmy do tego.
            Jedna z forumowiczek slusznie napisala,ze ja nic nie obchodzi,ze inni nie
            pomagaja,bo ona bedzie pomagala,bo to wlasnie jej dziecko.I ma racje.
            W ustroju wolnorynkowym kazdy martwi sie o siebie i tylko o siebie i by
            wywindowac swoje dzieci jak najwyzej.I to jest bardzo sluszne podejscie.
            Koniec z urawnilowka.Musza byc szkoly lepsze i gorsze,bo jedne dzieci sa
            zdolniejsze od drugich i te zdolniejsze pochodza wlasnie z tych rodzin,gdzie
            rodzice dbaja o dzieci.
            Generalnie chodzi Ci o to,zeby poziom rownac w dol,do tych dzieci ,ktore nie
            maja szans na dobra edukacje,a to juz zupelnie nie jest dobry pomysl.
            Teraz juz granic nie sa ogrodzone drutem kolczastym i rodzice tych
            zdolniejszych wyjada ze swoimi pociechami tam,gdzie jest edukacja na wyzszym
            poziomie niz w Polsce.

            >Chodzi mi o to, że zniesiesie prac domowych powinno oznaczać więcej czasu
            poświęcanego
            > na uczenie w szkole, wszystkich dzieci, także tych z gorszych rodzin.

            Wiecej czasu,znaczy wiecej lekcji?
            A kto za to zaplaci? Bo wiecej lekcji tzn wiecej nauczycieli itd.
            Szkoly sa przedsiebiorstwami sprzedajacymi uslugi edukacyjne.Ile wiecej twoj
            dzieciak z tego zalapie,tym lepiej dla niego i lepiej mu pomagaj,to dostanie
            sie do lepszego gimnazjum i nie bedzie mial problemow z tymi dziecmi,ktorych
            rodzice pija,cpaja czy siedza.
            Ja widze,ze Ty chcesz zbawic planete,poprzez nalewanie sila wiedzy tym,ktorzy i
            tak nie sa w stanie jej wiecej wchlonac,a przy okazji utracic te najzdolniejsze
            w ramach zrownania szans.

            > Oczywiście wolno Ci powiedzieć "mam to w d.", ale ja i parę innych osób nie
            ma tego w d. i czuję, że tu także jest pies pogrzebany, ale zamiast o
            prawdziwych
            > przyczynach mówi się o mundurkach i "zero tolerancji". chodzi mi o to, że
            > prawdziwe przyczyny pewnych zjawisk mogą być mocno nieintuicyjne.
            >
            > przykład z innej beczki dla ilustracji:
            >
            > - dlaczego w Nowym Jorku spadła przestępczość?
            > - wielu odpowie, że zasługa to słynnego Gulliani, który wprowadził
            > program "zero tolerancji"

            Nie tylko Giulianiego,bo jego juz nie ma,a za Bloomberga przestepczosc w
            dalszym ciagu spada.

            > ale... kilkanaście lat wcześniej wprowadzono w tym stanie powszechny dostęp
            do
            > aborcji. A z zabiegów tych częściej korzystają kobiety z gorszych rodzin. A
            > więc mniej się urodziło dzieci, które miały szansę wejść na złą drogę... ktoś
            > się może oburzy... ale takie są fakty i można je sprawdzić. Kiedyś też
            >uważano, że ziemia jest płaska...

            Prawo do aborcji o ktorym piszesz powstalo w 1970 roku,
            nymag.com/nymetro/news/features/15248/index.html
            a Giuliani rzadzil w 1994-2001.
            en.wikipedia.org/wiki/Rudolph_Giuliani
            Glownym powodem spadku przestepczosci w NYC byly generalne zmiany w dzialaniu
            policji,lepszej koordynacji z prokuraturami,synchronizacja miejskich i
            stanowych organow scigania.Zniesienie parole dla recydywistow,3 strikes & You
            are out itd.Nominacja bardziej surowych sedziow itd.
            No i oczywiscie akcja 100,000 nowych policjantow :
            www.cnn.com/ALLPOLITICS/stories/1999/05/12/clinton.police/
            • hedonista.oswiecony wyrównywanie szans to nie równanie w dół 13.01.07, 09:24
              ale jak przychodzi do głosu ideologia to ciężko o argumenty.

              to może używajmy określenia poprawianie szans gorzej urodzonych. Więcej lekcji
              w szkole, bony oświatowe, nacisk nie tylko na stopnie... Największym wrogiem
              reformy szkół w Pl. są chyba nauczyciele, bo szkolnictwo to biurokracja, a te
              się referumują przez kryzys jak nauczał jeden z ojców socjologii Max Weber.

              Jak widzisz w 1970 roku dano prawo do aborcji. Jeśli mniej się rodzi dzieci w
              rodzinach patologicznych to zdecydowanie łatwiej wypuścić na ulicę więcej
              policjantów i uzyskać piękne efekty, którymi potem się można chwalić. Widziałeś
              polityka, który by się nie pochwalił w takim przypadku. A, że zjawiska mają
              przyczyny złożone to już inna kwestia, ważne tylko, żeby ustalić jakie są wagi
              poszczególnych zmiennych wyjaśniających.

              jednak bardziej podziwiam kraje skandynawskie niż USA z ich powszechnym prawem
              do broni i strzelaniem do siebie dzieci w szkole. Tamten system prowadzi do
              ogromnego wzrostu presji na jednostki co często skutkuje zachowaniami mocno
              aspołecznymi. Widziałem gdzieś tabelkę ile się ludzi zabija tam z broni palnej
              i aż ciarki chodzą po plecach. Tak działa system, który mówi "niech każdy radzi
              sobie sam". Wiesz, jeśli nawet republikański gubernetor Kalifornii Arnold
              Schwartzeneger widzi problem w braku ubezpieczeń medycznych najuboższych to nie
              jest tak kolorowo.

              oj odbiegamy od tematu... jak to w żywych dyskusjach

              ukłony
              ed
              • maksimum Re: wyrównywanie szans to nie równanie w dół 13.01.07, 18:39
                > jednak bardziej podziwiam kraje skandynawskie niż USA z ich powszechnym
                prawem
                > do broni i strzelaniem do siebie dzieci w szkole. Tamten system prowadzi do
                > ogromnego wzrostu presji na jednostki co często skutkuje zachowaniami mocno
                > aspołecznymi.

                Presja na to,by byc najlepszym jest i dotyczy wlasnie tych najlepszych,czyli 5%
                ogolu.I oni to wlasnie ucza sie najlepiej jak sobie dawac rade z presja
                otoczenia,bo to jest konieczne na stanowiskach menadzerskich.

                > Widziałem gdzieś tabelkę ile się ludzi zabija tam z broni palnej
                > i aż ciarki chodzą po plecach.

                Zapewniam Cie,ze to mniej boli niz zabicie nozem,sztacheta czy klonica.
                www.nationmaster.com/graph/cri_mur_percap-crime-murders-per-capita
                Jak widzisz w Polsce jest duzo wiecej morderstw niz w USA na twarz i sa
                dokonywane z wiekszym okrucienstwem.

                > Tak działa system, który mówi "niech każdy radzi
                > sobie sam". Wiesz, jeśli nawet republikański gubernetor Kalifornii Arnold
                > Schwartzeneger widzi problem w braku ubezpieczeń medycznych najuboższych to
                >nie jest tak kolorowo.

                W Stanach sa ubezpieczenia prywatne i panstwowe.Ci ktorzy nie maja prywatnych
                korzystaja z ubezpieczen panstwowych.
                A moze powiedz jakie maja ubezpieczenia w Polsce nielegalni imigranci pracujacy
                na czarno?
                • hedonista.oswiecony wskaźnik zabójstw 13.01.07, 20:16
                  hm, nie wiedziałem, że wypadamy gorzej od usa choć odległość nie jest zbyt
                  duża, ale raz, że nasz kraj nie jest dla mnie wzorem, a raczej kraje
                  skandynawskie, a dwa pisałem o strzelaniu do siebie uczniów, czego u nas na
                  szczęście nie ma
                  ukłony
                  ed
            • hedonista.oswiecony Re: Zero tolerancji. 13.01.07, 09:27
              maksimum napisał:
              > Ja widze,ze Ty chcesz zbawic planete,poprzez nalewanie sila wiedzy tym,ktorzy
              > tak nie sa w stanie jej wiecej wchlonac,a przy okazji utracic te
              najzdolniejsze
              > w ramach zrownania szans.

              wiesz, wśród dziecików źle urodzonych jest tyle samo zdolnych i inteligentnych
              co wśród dobrze urodzonych, a mi chodzi o system, który da im szansę. Wszyscy
              na tym w końcu skorzystają. W naszym kraju wywala się miliardy na pomoc nie tam
              gdzie trzeba. Przede wszystkim powinniśmy dbać o dzieci, to one są jutrem
              naszego świata i na tym polu naprawdę źle się dzieje, a szkolnictwo jest jednym
              z elementów uwalania
    • judytak Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 09:36
      1. zadania domowe są potrzebne, bo potrzebna jest cisza i spokój, żeby niektóre
      rzeczy wyćwiczyć, żeby stały się rutyną (pisanie, liczenie itp.), potrzebna
      jest nauka samej samodzielności, systematyczności i obowiązkowości, potrezbne
      jest przeczytanie tego czegoś jeszcze raz, albo jeszcze 5 razy, żeby zrozumieć
      i zapamiętać istotę rzeczy (nie chodzi mi o wkuwanie) (fizyka, historia, itp.),
      potrzebna też jest cisza i spokój do twórczej pracy (napisać esej, pomalować
      obrazek itp.)

      2. rodzic powinien dążyć do tego, żeby dziecko to wszystko robiło samo, w
      związku z tym powinno pomagać możliwoe najmniej, tylko tyle, ile jest
      konieczne, i stopniowo, ale zdecydowanie się wycofywać z pomocy. Myślę, że
      (pomijając patologie) w pierwszych klasach podstawówki każdy rodzic (dziadek,
      babcia, opiekunka - dzieci w tym wieku zazwyczej nie są w domu same całe
      popołudnie) jest w stanie dziecku pomóc

      3. zadanie domowe powinno być oceniane tylko w wymiarze: zrobione - nie
      zrobione, nie ma sensu dawać ocen za zadania domowe

      4. zrobienie herbu w formie witrażu absolutnie nie przekracza możliwości
      ośmioletniego dziecka - moja córka w tym wieku powyklejała całe mieszkanie
      swoimi witrażami (to naprawdę łatwe, są specjalne farby, maluje się na
      plastykowej koszulce i się przykleja do szyby)

      5. niemniej nierówności są i będą - bo jedna mam lubi tkie nowości i już od lat
      ma w domu farbki do witraży, co gorzej, sama maluje, bo nie może się
      powstrzymać ;o) a druga nie, bo jeden ojciec porozmawia z dzieckiem na temat
      budowy wulkanu albo konstytucji trzecoego maja, jeśli dziecko o to zapyta, a
      drugi nie, bo jedno dziecko słyszy w domu (w rozmowie, bajkach czytanych na
      dobranoc, itp.) zdania podrzędnie złożone, a inne tylko wyrazy na "k" itp. itd.

      6. z tego typu nierównością warto owszem coś robić, ale to "coś" powinno być
      dodane dla tych, którzy nie mają, a nie odebrane tym, którzy nie mają
      (dodatkowe zajęcia, kółko odrabiania lekcji, fachowe prowadzenie śwoetlicy,
      świetlice pozaszkolne, wolontariat, itp. itd.)

      pozdrawiam
      Judyta
      • kropkacom Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 11:19
        judytak napisała:
        > 1. zadania domowe są potrzebne

        Potrzebne jest powtórzenie materiału i usystematyzowanie zdobytych wiadomości. I
        tylko tyle. Do tego nie potrzeba rodzica bo jeśli nawet dziecko stwierdzi że
        czegoś nie rozumie to będzie wiedziało o co zapytać jutro w szkole nauczyciela.
        Za zupełnie zbędne uważam zadawanie do domu prac, które można zrobić podczas
        godziny lekcyjnej, np. prace techniczne, rysunki czy jakieś większe projekty. W
        klasie nauczyciel ma szansę obsrwować jak dziecko sobie radzi przy takich
        zadaniach, czy jest kreatywne czy raczej pasywne. No i wie na pewno że to
        dziecko jest autorem danej rzeczy nie przypadkiem nadgorliwy rodzic. Jeżeli
        chodzi o różnego typu referaty, zwłaszcza te wymagające mediów takich jak
        internet, też powinny powstawać w szkole bo jeżeli wymagana jest praca przy
        komputerze to trzeba dzieciom zagwarantować do niego równy dostęp. To jak to
        wykorzystają zależy juz od nich samych.

        "zrobienie herbu w formie witrażu absolutnie nie przekracza możliwości
        ośmioletniego dziecka". Sama piszesz że Twoja latorośl ma w domu farbki i często
        sie nimi bawi. Więc dla niej to żaden problem ale dla kogoś kto nie ma ich to
        może byc problem.

        > 6. z tego typu nierównością warto owszem coś robić, ale to "coś" powinno być
        > dodane dla tych, którzy nie mają, a nie odebrane tym, którzy nie mają
        > (dodatkowe zajęcia, kółko odrabiania lekcji, fachowe prowadzenie śwoetlicy,
        > świetlice pozaszkolne, wolontariat, itp. itd.)

        Nigdy nie będzie tak żeby wszystkim było dobrze albo żeby wszyscy mieli to samo.
        Szkoła jest jednak miejscem gdzie chociaż na chwile wszystke dzieci mają mieć
        równe szanse i to nie powinna być utopia. Nikt drodzy bardziej majętni lub
        lepiej wykształceni rodzice niechce Wam nic odbierać. Ale szkoła nie ma być
        miejscem gdzie pozycja społeczna ma wpływ na to jakie są losy danego dziecka w
        trybikach edukacji. W szkole te szanse ma weryfikować nuka i niteligencja.
        • mamosz Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 22:26
          > judytak napisała:
          >
          > "zrobienie herbu w formie witrażu absolutnie nie przekracza możliwości
          > ośmioletniego dziecka".
          Tylko powiedzmi jaki jest sens takiej pracy???????
        • judytak Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 14.01.07, 19:09
          kropkacom napisała:

          > Potrzebne jest powtórzenie materiału i usystematyzowanie zdobytych
          wiadomości.
          zgoda
          ale z drugiej strony potrzebne jest też to, żeby dziecko bardziej uzdolnione,
          lub bardziej zainteresowane jakimś tematem mogło się tym zająć w domu, i żeby
          to zajmowanie się było motywowane przez szkołę/nauczyciela
          (bo na lekcjach raczej małe są szanse na zróżnicowanie, a już zwłaszcza na
          indywidualne traktowanie "tych lepszych" - "tych słabszych" już prędzej)
          > I
          > tylko tyle. Do tego nie potrzeba rodzica

          Nie potrzeba, o ile dziecko już się nauczyło samodzielności.
          Jednemu trwa to dłużej, drugiemu krócej.
          Dla przykładu mojej córce zajęło to dwa i pół miesiąca na początku pierwszej
          klasy, syn jeszcze tej umiejętności nie nabył (druga klasa - ale on jest
          nietypowy, przyznaję)

          > Za zupełnie zbędne uważam zadawanie do domu prac, które można zrobić podczas
          > godziny lekcyjnej, np. prace techniczne, rysunki czy jakieś większe projekty.

          i tu mamy do czynienia z czynnikiem czasowym
          czy mamy zmniejszyć inny materiał do opanowania?
          czy zwiększyć czas, jaki dzieci spędzają w szkole?
          czy mamy wyeliminować z programu prac plastyczno-technicznych?
          (ja przez cała podstawówkę co tydzień miałam 2 godziny plastyki plus 2 godziny
          techniki, moje dzieci plastykę mają w niektórych latach, na przemian z muzyką,
          więc tak naprawde ani na temat platyki, ani muzyki niczego w szkole się nie
          nauczą...)

          > chodzi o różnego typu referaty, zwłaszcza te wymagające mediów takich jak
          > internet, też powinny powstawać w szkole bo jeżeli wymagana jest praca przy
          > komputerze to trzeba dzieciom zagwarantować do niego równy dostęp

          no właśnie
          zagwarantować dostęp (np. sala komputerowa otwarta całe popołudnie, a nie tylko
          na "kółku informatycznym") tym, którzy nie mają
          ale nie: powinny powstać na lekcjach
          bo przy takich wymaganiach szkoła zamieni nam się w internat ;o)

          "zrobienie herbu w formie witrażu absolutnie nie przekracza możliwości
          > ośmioletniego dziecka". Sama piszesz że Twoja latorośl ma w domu farbki i
          częst
          > o
          > sie nimi bawi. Więc dla niej to żaden problem ale dla kogoś kto nie ma ich to
          > może byc problem.

          sama o tym napisałam, nie wiem, czy widziałaś
          nie napisałam tylko, że o istnieniu takich farb dowiedziałam się, bo dziecko
          takimi na świetlicy szkolnej malowało (więc inne też mogły)

          a jeśli chodzi o ten herb, to nie sądzę, żeby jakakolwiek nauczycielk zadała do
          domu robienie witrażu - z całą pewnością zadanie domowe brzmiało "wykonaj herb
          dowolną techniką, najładniej, jak umiesz"...

          > Nikt drodzy bardziej majętni lub
          > lepiej wykształceni rodzice niechce Wam nic odbierać.

          no całe szczęście, że nie chcesz mi zabronić rozmawiać z własnym dzieckiem na
          jakiś temat, tylko dlatego, że w szkole też o tym uczą...

          Ale szkoła nie ma być
          > miejscem gdzie pozycja społeczna ma wpływ na to jakie są losy danego dziecka w
          > trybikach edukacji. W szkole te szanse ma weryfikować nuka i niteligencja.

          o co ci chodzi z tą pozycją społeczną?
          bo moja jest praktycznie zerowa, jak w tej chwili :oP
          a zależy mi na tym, żeby moje dziecko (jedno, drugie, trzecie i czwarte)
          umiało, wiedziało i znało jak najwięcej
          bo wtedy będzie się dobrze czuło w świecie, i będzie miało gdzieś "pozycję
          społeczną" :oP

          tego samego wszystkim dzieciom i ich rodzicom życzę

          pozdrawiam
          Judyta


    • cynta Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 14:40
      W Kanadzie ktora jest na wysokim (chyba 3) miejscu pod wzgledem edukacji zadania
      domowe przychodza do domu z instrukcja dla rodzicow. Kiedy pierwsze dziecko
      poszlo do zerowki polecialam do szkoly z b. glosnym komentarzem co ja o tym
      mysle i uslyszalam ze owszem niektore dzieci maja lepsze szanse na sukces a
      niektore tylko ze wzgledu na rodzicow sa skazane na brak sukcesu, tak jest i
      bedzie w swiecie kapitalistycznym, elita nie moze byc za duza... sorry.... Nie
      dalam sie przekonac, nigdy nie robilam zadan z dziecmi, odpowiadalam na pytania,
      sprawdzalam teksty, tlumaczylismy np. matematyke czy biologie jak czegos nie
      rozumialy, ale dzieci mialy dlugi czas pretensje czemu nie robimy tak jak inni
      rodzice: usiasc z nimi przy stole i o.k. 2 godzin z nimi wszystko pisac: "To
      dlatego ze jestescie z Polski" mowily... :o)))
      • maksimum Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 18:31
        cynta napisała:

        > W Kanadzie ktora jest na wysokim (chyba 3) miejscu pod wzgledem edukacji
        zadania
        > domowe przychodza do domu z instrukcja dla rodzicow. Kiedy pierwsze dziecko
        > poszlo do zerowki polecialam do szkoly z b. glosnym komentarzem co ja o tym
        > mysle i uslyszalam ze owszem niektore dzieci maja lepsze szanse na sukces a
        > niektore tylko ze wzgledu na rodzicow sa skazane na brak sukcesu, tak jest i
        > bedzie w swiecie kapitalistycznym, elita nie moze byc za duza... sorry....

        To prawda,elita nie moze byc za duza,a musi byc solidna,dokladna i pracowita.
        I oczywiscie z doskonale odrobiona praca domowa.

        > Nie dalam sie przekonac, nigdy nie robilam zadan z dziecmi, odpowiadalam na
        pytania,
        > sprawdzalam teksty, tlumaczylismy np. matematyke czy biologie jak czegos nie
        > rozumialy, ale dzieci mialy dlugi czas pretensje czemu nie robimy tak jak inni
        > rodzice: usiasc z nimi przy stole i o.k. 2 godzin z nimi wszystko pisac: "To
        > dlatego ze jestescie z Polski" mowily... :o)))

        Ja robilem tak,ze dzieci robily same prace domowa,a pozniej wspolnie z nimi ja
        poprawialem.
        • anulla1 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 13.01.07, 22:25
          Nie czytałam wszystkich wątków i nie wiem czy podobny głos w dyskusji już padł,
          ale wypowiem sie z drugiej strony, nauczyciela nauczania początkowego-
          pierwszej klasy.
          Zadania domowe , które dzieciom zadaje służą utrwalaniu poznanego materiału,
          nigdy moi uczniowie nie dostają, zadań których sami nie są w stanie zrobić.
          Proszę o nauczenie sie prawidłowo czytać , czytankę, którą czytaliśmy w czasie
          lekcji, zrobienie kilku przykładów zadań matematycznych analogicznych do tych
          robionych w klasie, wykonanie rysunku itp.
          Nigdy prace wykonane w domu nie podlegają przeze mnie ocenie, weryfikuje
          jedynie ich prawidłowość.
          Jaki jest cel tych zadań, przede wszystkim utrwalenie wiadomości. W klasie nie
          ma możliwości, wyćwiczyć z każdym czytankę tak żeby czytał ją bezbłędnie, a
          poza tym należy maluchy wdrażać do nawyku samodzielnego czytania.
          Przyznaje że zadaje też, od czasu do czasu prace które wymagają zaangażowania
          rodziców, mam na celu wówczas zainteresowanie rodzica sprawami dziecka.
          Niestety w dobie ciągłej gonitwy za pieniądzem dzieci przesiadują na świetlicy
          od 7.30 do17.30, a resztę dnia spędzają najczęściej przed komputerem albo
          telewizorem.
          (Z mojej klasy jedno dziecko nie uczęszcza na świetlice). Często też dzieci
          realizują niespełnione ambicje rodziców, szkoła muzyczna, karate, angielski,
          tańce, konie, basen itd.(nie chodzi mi tu o takich rodziców którzy codzienne
          zapewniają dziecku jedną albo kilka z tych „atrakcji”wink Dlatego wspólne
          wykonanie karmnika , albo szopki jest często jedynym czasem spędzonym razem.
          Rodziców na zebraniach proszę, aby nie wyręczali dzieci, ale je wspierali.
          Przypominali o zrobieniu zadań, sprawdzali zeszyty. Niestety takie mamy realia,
          że w starszych jest będą mieli wiele prac domowych i juz teraz musze ich do
          tego przyzwyczajać.
          Ideałem by było gdyby na świetlicy były takie warunki aby dziecko pod opieką
          nauczycielki mogło spokojnie odrobić zadanie, a w domu odpoczywać.
          Ale niestety w mojej szkole świetlica to ciemne pomieszczenie w suterynie gdzie
          nieraz gnieździ sie 60 dzieci przy jednej pani.
          Pozdrawiam. Ania
          • mamosz anulla1 13.01.07, 22:33
            swiete slowa -nic dodac nic ujac.Super ze sa takie nauczycielki.Pozdrawiam smile
            • anulla1 Re: anulla1 13.01.07, 22:35
              Dziękuje
              • hedonista.oswiecony Re: anulla1 14.01.07, 17:59
                również doceniam, ale problem jest systemowy, a nie jednostkowy. Czy nie
                powinniśmy ziększyć ilości lekcji na tydzień ale skasować zadań domowych?
                Takiej jest w istocie moje pytanie, a nie jak się zachowują pojedyńczy
                nauczyciele.
                ukłony
                edward
                • mamosz Re: anulla1 15.01.07, 07:20
                  hedonista.oswiecony napisał:

                  > również doceniam, ale problem jest systemowy, a nie jednostkowy. Czy nie
                  > powinniśmy ziększyć ilości lekcji na tydzień ale skasować zadań domowych?
                  > Takiej jest w istocie moje pytanie, a nie jak się zachowują pojedyńczy
                  > nauczyciele.
                  > ukłony
                  > edward
                  >
                  Nie nie powinnismy poniewax dziecko nie moze spedzac w szkole calego dnia,a
                  odrabianie lekcji sluzy utrwaleniu w spokoju i ciszy tego czego dziecko
                  nauczylo sie w szkole ,pomoc rodzicow jest jak ktos juz napisal potrzebna tylko
                  jako wsparcie i madzrzy rodzice tak robia .A poza tym jest to okazja do bycia z
                  dzieckiem i uczestniczenia w tym co dla niego istotne nie przez rzucone zza
                  gazety "co w szkole" ale poprzez wyjasnienie tego czego nie rozumie ,probe
                  zainteresowania tematem ktory "przerabia" w szkole powiedzenie czegos ciekawego
                  pokazanie gdzie jeszcze mozna cos znalezc itd.To sie tez nazywa budowanie
                  zutorytetu szanowny panie. Wasze dzieci powierzane
                  swietlicom,niankom.korepetytorom oraz zajeciom pozalekcyjnym sa bardzo samotne
                  i zagubione w swiecie w ktorym was nie ma sa tylko wasze "ciezko zarobione
                  pieniadze" po to, "zebys ty synus mial to czego ja nie mialem" Wiec idea
                  przedluzania zajec szkolnych zeby was zapracowani rodzice odciazyc od tego co w
                  gruncie rzeczy jest celem posiadania dzieci wydaje mi sie delikatnie mowiac
                  nietrafiona.O problemie wyrownywania oraz wymyslonym problemie nierownosci
                  dzieci wobec zadan domowych juz sie wypowiedzialam wczesniej .Zreszta kto
                  powiedzial ze ma byc rowno -nie ma i nie bylo nigdy
                  • hedonista.oswiecony Re: anulla1 15.01.07, 07:37
                    a jeśli wracając do domu chciałbym z dzieckiem spędzić czas inaczej niż na
                    odrabianiu lekcji? to samo w weekend? Dorośli po pracy nie muszą odrabiać
                    niczego, a dzieci tak. Wolałbym inny system
                    widze, że równe szanse są rozumiane opacznie, jako urawniłowka, proponuję
                    porównać inne kraje, ich sytemy i jak się żyje ludziom, a nie tylko bazowanie
                    na doświadczeniu własnej rodziny i tych, których znamy osobiście
                    ukłony
                    ed
                    • echtom Drobne sprostowanie 15.01.07, 10:08
                      Niektórzy dorośli też odrabiają swoje "prace domowe" - np. nauczyciele.
                    • makatka4 Hedonisto, 15.01.07, 21:59
                      dyskusja się ciutkę rozjeżdża, bo obrońcy prac domowych mają (niestety
                      niepozbawione podstaw) przekonanie, że jedynym systemowym rozwiązaniem problemu
                      błoby odgórne zlikwidowanie zadawanych lekcji, co oznaczałoby faktycznie
                      zrównywanie w dół. Większość dyskutantów nie skręca ani w doświadczenia innych
                      systemów, ani w rozważania o tym, jaki jest ideał systemu szkolnego i jaką
                      drogą polska szkoła powinna w tę stronę podążać, bo odmachują się od tej
                      kwestii jako od utopii, na którą szkoda tracić czasu.
                      Ja zgadzam się z tym, że w dobrej szkole (czytaj: nie za duże klasy, sensowny
                      program, możliwość dopasowania zajęć do aktualnego poziomu ucznia, system
                      wyrównywania braków, utalentowani nauczyciele, ścieżka wyłapywania
                      nadpreciętnych, pedagodzy umiejący krzewić ambicje)należałoby redukować lub
                      likwidować w ogóle domowe odrabianie lekcji. Nawet nie dlatego, że powoduje to
                      zwiększanie rozziewu między n.p. dzieckiem starej inteligencji, a siedzącym
                      obok równie utalentowanym dzieckiem bezrobotnych po podstawówce. Dla mnie
                      znacznie poważniejszym mankamentem systemu "zadamy sporo, rodzice nadrobią"
                      jest fakt, że taki system nie pozwala tym mniej fartownym dzieciom na
                      wykrzesanie z siebie pełnych możliwości, w jakie wyposażył je Bóg czy loteria
                      genetyczna.
                      Niestety, o ile wierzyć prasie (nie mam bliskiego kontaktu z obecnymi uczniami,
                      więc mogę polegać tylko na mediach) jedyną szansą dla ambitnego rodzica jest
                      dziś raczej wyrywanie się z systemu zamiast usprawniania. A więc raczej
                      wykorzystanie własnych pieniędzy, ambicji, bogactwa kulturowego i np.
                      kierowanie dziecka do dobrych szkół społecznych, niż walka z najbliższą
                      podstawówką o podniesienie poziomu dla wszystkich uczniów. Oczywiście mówię tu
                      o przeciętnej, od której są liczne odchylenia. Majaczy mi się, że gdzieś w
                      jakiejś mieścinie obciążonej bezrobociem jest znakomite państwowe liceum,
                      którego absolwenci nieodmiennie lądują na najlepszych uczelniach.
                      • hedonista.oswiecony Makatko 16.01.07, 23:48
                        witam Cię, i bardzo się cieszę z fajnego głosu na temat. Też mnie to dziwi, mam
                        wrażenie, że piszę jasno, że chodzi o coś więcej niż przykłady z kolejnych
                        rodzin, ale mam powoli wrażenie, że walę głową w mur, albo niejasno się wyrażam.

                        ogólnie mam dość marne zdanie o naszym szkolnictwie. Czytałem to i owo o innych
                        systemach i najbardziej podobają mi się kraje skandynawskie w tym względzie. Bo
                        u nas tzw. służby społeczne i szkolnictwo i służba zdrowia to takie fasady, jak
                        chcesz mieć porządną edukację czy ochronę zdrowia to musisz być bogaty i za to
                        zapłacić. Akurat w moim przypadku stać mnie na wiele, a moje dziecko chodzi do
                        szkoły państwowej z rodzinnych, a nie finansowych powodów, ale o tym nie
                        zamierzam szczegółowo pisać. Im dłużej przyglądam się naszemu krajowi tym
                        bardziej żałuję, że żyliśmy w karykaturze socjalizmu, a teraz mamy karykaturę
                        kapitalizmu. Za bardzo jednak w rozważania ogólne odbiegam teraz.

                        ale tak, uważam, że za mało się mówi, robi, próbuje aby cały system poprawić,
                        uczynić dostępnym. Działania naszych władz ograniczają się do podnoszenia
                        pensji tym grupom zawodowym, które najskuteczniej protestują, a dzieci...
                        szczególnie te z ubogich rodzin mają ciągle wiatr w oczy i pod górkę. Z takiego
                        przekonania wynikł mój wątek.

                        ukłony
                        edward
                • judytak Re: anulla1 15.01.07, 14:20
                  hedonista.oswiecony napisał:

                  > Czy nie
                  > powinniśmy ziększyć ilości lekcji na tydzień ale skasować zadań domowych?

                  na węgrzech to jest tak (i tak samo było lat temu 30),
                  że świetlice szkolne nie są "przechowalnią" czy "zajęciami rozrywkowo-
                  klubowymi", jak tu w warszawie,
                  tylko są miejscem dokończenia zajęć szkonych
                  czyli: grupy świetlicowe liczą tyle dzieci, ile klasy szkolne, i składają się z
                  dzieci z tego samego rocznika, do jednej grupy świetlicowej przypisany jest
                  jeden nauczyciel, który obowiązkowo ma wykształcenie pedagogiczne, czyli mógłby
                  uczyć tych dzieci w szkole, ten nauczyciel ma za zadanie zadbać o to, żeby
                  wszystkie dzieci odrobiły wszystko, co było zadane, ma pomagać każdemu, kto
                  tego potrzebuje (albo zorganizować pomoc - np. uczenie się w parach), a
                  niektórym prowadzi regularne zajęcia wyrównawcze
                  jeśli to gotowe, dopiero wtedy jest czas na zabawę

                  świetlice te oczywiście nie są obowiązkowe, kto nie chce, nie korzysta, ale są
                  bezpłatne

                  a tu dziecko jest sobie na świetlicy, gdzie się tylko bawiło (mimo, że
                  specjalnie poprosiłam panie świetliczanki, żeby dziecko odrabiało lekcji na
                  świetlicy...), przychodzi do domu, jest późno, i wszystko niezrobione, a to już
                  kompletnie bezsens...

                  pozdrawiam
                  Judyta
                  • hedonista.oswiecony Re: anulla1 16.01.07, 23:53
                    no właśnie, u mnie jest to samo. Nauczyciele siedzą i mają to w nosie.
                    namawiałem córę aby robiła lekcje na świetlicy ale jest za mała, żeby to
                    zrozumieć, woli się pobawić. Poza tym jeśli żadna koleżnka ani kolega nie robi
                    lekcji w tym czasie to trudno się dziwić. Spróbuję porozmawiać o tym w szkole z
                    wychowawczynią, ale najpierw z córką.
                    ukłony
                    ed
          • berek_76 Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 14.01.07, 19:41
            > Niestety w dobie ciągłej gonitwy za pieniądzem dzieci przesiadują na świetlicy
            > od 7.30 do17.30,

            Sorry, ale to jest bzdura. Akurat taki czas pobytu w świetlicy to nie jest wynik
            "gonitwy za pieniądzem", tylko efekt normalnych godzin pracy. Do której rodzic z
            reguły musi dojechac, jak również z niej wrócic. Moja szkoła, przy ogromie
            zalet, ma też tę wadę, że lekcje zaczynam często przed 8.00, a kończę o 16.00. I
            co wtedy mam zrobic z własnymi dziecmi, hę? "W czasie deszczu nie miec dzieci"?

            Natomiast z całą resztą się zgadzam.
            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 14.01.07, 20:40
              ta dyskusja to straszny balagan.

              Podsumuje kilka podwatkow-i moje przemyslenia

              -szkola to miejsce rownych szans-moim zadaniem nie rownych (bo to jest utopia),
              ale szans tak
              -odranbianie lekcji w domu-poglebia roznice-przyznam sie szczerze ze tego nie
              rozumiem-te roznice i tak sa-one tylko w jakosci odrabianych lekcji wychodza-
              czyli te lekcje nie sa przyczyna roznic, odwrotnbie ich jakosc jest EFEKTEM
              -zeby zrownac szanse nalezy zlikwidowac prace domowe-bzdura bzdura bzdura.
              Zeby zrownac szanse trzeba pomoc dzieciom ktore sobie nie radza te lekcje
              odrabiac. Dziciom biednym po zlikwidowaniu prac domowych i tak zadne nowe
              szanse sie nie stworzy, tylko odbierze sie szanse tym ktorzt sobie radza.
              Rownanie w dolo nigdy nie jest OK.
              -pomoc dziecku w lekcjach jest be-nie moge sie z tym zgodzic-pomoc dzieciom
              jest potrzebna, tylko ze kazde dziecko potrzebuje innej pomocy. Jednemu
              dziecku wystarczy sakramentalne pytanie "lekcje odrobione", inne potrzebuje
              troche staranniejszej asysty, Sa natomiast dzieci ktore potrzebuja pomocy
              kompleksowej (zajecia wyrownawcze, korepetycje, czasem profilaktyczne
              zostawianie na drugi rok). Powiedzenie "lekcje to twoja sprawa" jest Ok ale po
              pierwsze od jakiegos wieku, poza tym wobec dzieci ktore sa w stanie taka
              odpowiedzialnosc udzwignac, Sa miliony nieodpowiedzialnych doroslych, coz
              dopiero dzieci...
              -odrabianie lkekcj ZA dziecko jest niedobre-100% zgody, niedobre, glupie i
              nieuczciwe. niedobr dla dziecka za ktorego sie te lekcje odrabia, glupie-bo
              wyrzadza sie szkody (w tym w perspektywie i dla innych czlonkow spoleczenstwa,
              nieuczciwe-wiadomo.
              -jakies jednostkowe zrobienie czegos za dziecko nie jest tragedia-to juz moja
              teza autorska-mysle ze w jakiejs super awaryjnej sytuacji jak rodzic cos za
              dziecko zrobi to swiat sie nie zawali-a moze to miec dobry wplyw na poczucie
              bezpieczenstwa dziecka, zaufanie do rodzicow itp. Oczywiscie mowimy o jakiejs
              super awaryjnej, jednostkowej sytuacji.

              To tak celem uporzadkowania mysli...

              • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 14.01.07, 20:52
                Agatko,

                wiesz dlaczego się nie zgodzę z Tobą, że likwidacja odrabiania lekcji jest
                równaniem w dół? Bo zauważ, że przed wiekami (całkiem niedawno) tylko bogaci
                mogli kształcić swoje dzieci, a cała reszta od rodziców uczyła się całej wiedzy
                o świecie. Współczesne społeczeństwa tak b. się zmieniły, że już dawno nie
                wystarcza wiedza od rodziców aby dzieci poradziły sobie we współczesnym
                świecie. A więc nastąpiła specjalizacja. Edukuje szkoła. I ta szkoła w dużym
                stopniu w Polsce działa nie najlepiej, a odrabienie lekcji w domu to często
                przerzucanie obowiązku kształcenia na rodziców, którzy nie zawsze są dość
                kompetentni, a więc zadania domowe pogłębiają nierówność startu.

                cokolwiek mówimy to współczesne społeczeństwa są dlatego takie fajne, że
                wzbogacić się można tylko dzięki zdolności. Jest to teraz o wiele łatwiejsze
                niż kilka wieków temu i dobra i powszechna edukacja jest tego jednym z
                kluczowych warunków

                ukłony
                edward
                • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 14.01.07, 21:24
                  Zeby dzis sie "wybic" zdolnosci nie wystarcza ! Potrzebna jest jeszcze praca,
                  praca, praca

                  Dzis odwrotnie niz 100 lat temu, nie wystarczy miec zdolnosci. Zeby zostac
                  wybitnym inzynierem, lkekarzem, biznesmanem czy nawet artysta, oprocz daru od
                  Boga trzeba sie jeszcze uczyc, uczyc, zdobywac wiedze, i chciec zdobywac jej
                  coraz wiecej. Trzeba nauczyc sie uczyc, trzeba nauczyc sie miec "glod" wiedzy.

                  Tego zadna szkola jako instytucja nie nauczy. Wspolczesny czlowiek musi sie
                  nauczyc pracowac samemu, zdobywac informacje itp. Prace domowe mojego syna
                  (oprocz nudnych cwiczen, ktore tez byc musza, np z dwoch jezykow !!!) ida
                  glownie w tym kierunku. Fakt w szkoloe syna gdzie czesne jest ponad 1000 zl,
                  zaklada sie ze dziecko ma w domu internet, encyklopedie slowniki, ze stac je na
                  pojscie do kina teatru, czytanie ksiazek itp. Wiekszosc prac domowych wymaga
                  przygotowania informacji, wyszukania jakiegos zagadnienia opracowania (pamietam
                  jak mial za zadanie przygotowac prezentacje na temat stroju hiszpanskiego-
                  pamietam bo nie dawal rady znalezc (okazalo sie w koncu ze cos takiego nie
                  istnieje ! tak samo jak narodowy stroj polski tez nie istnieje), az pytalam sie
                  na forum gazetowym poswieconym Hiszpanii)-praca zawierala i zdjecia i opis,
                  rysunki itp. Nawet dla mnie bylo to bardzo pouczajace.

                  Dlaczego moj syn ma nie miec takich prac ? Tylko dlatego zeby jakis zdolny
                  dzieciak z Pcimia Dolnego nie byl gorszy ? I tak bedzie, nie ma sily zeby bylo
                  inaczej (oczywiscie moze byc zdolniejszy, ale jego droga bedzie tysiac razy
                  trudniejsza). Wezmy taki przyklad: moj syn byl juz w polowie krajow Europy i
                  w planie mamy nastepne, bo tak lubimy. Tamten dzieciak jesli ktos mu nie
                  pomoze nie wyjedzie ze swego Pcimia Dolnego nigdy. Prosze mnie zrozumiec, ja
                  nie chce epatowac swoja sytuacja-poprostu stwierdzam fakt: roznice sa i
                  likwidacja prac domowych nic dobrego nie przyniesie (nie mowiac o tym ze jest
                  to koncepcja utopijna , bo nauczycielowi nie mozna zakazac zadawania-nauczyciel
                  ma prawo tak prowadzic zajecia jak uwaza, z wtracania sie panstwa w
                  najdrobniejsze sprawy, nawet jak nauczyciel Kowalski prowadzi lekcje nic
                  dobrego nie wyniknie).

                  Powiem raz jeszcze, jestem bardzo za pomoca dzieciom biednym a zdolnym. Ale
                  trzeba to robic madrze, tak zeby przynioslo to efekty. Likwidacja prac
                  domowych to moim zdaniem zbijanie termometru ktory pokazuje wysoka goroczke.
                  Po jego zbiciu goraczka nie zniknie...(a inny chory juz nie zmierzy temperatury)
                  • hedonista.oswiecony Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 15.01.07, 06:34
                    oczywiście, że również praca i wytrwałość jest potrzebna, a nie tylko
                    zdolności, ale wkraczamy w ten sposób w temat co szkoła może przekazać prócz
                    umiejętności uczenia się faktów i myślenia logicznego, czyli na poziom wartości
                    gdzie dużo trudniej jest zastąpić rodzinę. Ale wracając do tematu zadań
                    domowych ich ilość w porównaniu z ilością lekcji w szkole (mówię o dzieciach
                    kilkuletnich bo moje ma 10) jest wyraźnie za duża.

                    wolisz być może poświęcać swój czas aby razem z dzieckiem odrabiać lekcje, ja
                    wolę pójść pływać, na wystawę, koncert, na rower i w tym czasie uczyć innych
                    rzeczy niż rozwiązywać kolejne działania z dzielenia z resztą lub bez.

                    praca, praca, praca powiadasz. W czasie wolnym chcę też pokazać dziecku, że
                    powinno się też nauczyć wypoczywać, a prace domowe i ich ilość czyni z dni
                    powszednich, że są zapełnione tylko obowiązkami. Dlaczego ja dorosły po
                    przyjściu z pracy mogę się wyluzować i przestać myśleć o pracy podczas gdy moje
                    dziecko jest tego prawa pozbawiane?

                    równe szanse to nie jedyne powody, że nie podobają mi się zadania domowe.

                    oczywiście będą szkoły dla elity po tysiąc złotych za miesiąc plus pełno coś
                    tam, ale na szczęście nie każdy uważa, że to super rozwiązanie. Ale ciągle
                    mówimy tu o jednostkach choć wolałbym się trzymać tematu rozwiązań systemowych.
                    Elitarne, płatne szkoły są najbardziej potrzebne w systemach niewydolnych na
                    poziomie ogólnospołecznym. Dlaczego nie mówimy o różnicy pomiędzy systemami
                    edukacyjnymi krajów skandynawskich, a amerykańskim. Nasz niestety niepokojąco w
                    stronę amerykańskiego zmierza niestety. Od osiągniętej pozycji, wykształcenia i
                    kasy może są inne wartości istotniejsze, np. jakość życia?

                    ukłony
                    ed
                    • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 15.01.07, 07:53
                      "wolisz być może poświęcać swój czas aby razem z dzieckiem odrabiać lekcje, ja
                      wolę pójść pływać, na wystawę, koncert, na rower i w tym czasie uczyć innych
                      rzeczy niż rozwiązywać kolejne działania z dzielenia z resztą lub bez"

                      Co do mnie: ja akurat mam czas na to wszystko. Na basen nie chodze bo nie
                      lubie, jezdzimy za to na nartach-maniacko,na rowerze , na rolkach i na lyzwach
                      (choc 12-latek to juz coraz rzadziej wybiera towarzystwo mamy...). Moj syn nie
                      spedza zbyt duzo czasu nad lekcjami.

                      Ale idac twoim tokiem rozumowania, nalezy zlikwidowac teatry, baseny i sale
                      koncertowe, przeciez gros dzieci w Polsce do najblizszego basenu ma ponad 100
                      km i rodzicow ktorzy teatr, koncert i wystawe uwazaja za fanaberie
                      jasniepanstwa (albo najzwyczajniej nie maja czasu na takie rzeczy, np na
                      wsi)...To sa dopiero nierowne szanse !!!

                      Taki basen, czy pomyslales jakie to sa nierowne szanse zdrowotne ? Twoje
                      dziecko plywa-bedzie proste. A ile milionow dzieci ma krzywy kregoslup ?
                      miedzy innymi bo nigdy nie bylo na basenie, nie ma dostepu do sal
                      gimnastycznych z prawdziwego zdarzenia. To jest diopiero niesprawiedliwe !!!


                      I co dasz sobie odebrac basen ?

                      No widzisz-nie. Dlatego nie "odbieraj" prac domowych-niektorzy uwazaja to za
                      istotny element rozwoju dziecka, naprawde rownosci nigdy nie bedzie. I
                      dobrze !!!


                      Wedlug mnie duzo istotniejszym elementem rozwnania szans, byloby np obowiazkowe
                      przedszkole.
                      • owocoskala Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 15.01.07, 08:42
                        > Wedlug mnie duzo istotniejszym elementem rozwnania szans, byloby np
                        obowiazkowe
                        >
                        > przedszkole.
                        Jeszcze bardziej kontrowersyjna teza smile Agatko, przecież za przedszkole płaci
                        si 350 zł miesięcznie, musze Cię uświadomić że dla wielu rodziców zwłaszcza
                        posiadających więcej dzieci to ciężar nie do udźwignięcia. Niektóre dzieci nie
                        są w stanie uczęszczać do przedszkola bo zbyt dużo chorują i może to zagrażać
                        ich zdrowiu. Tak młody układ odpornościowy nie jest w pełni rozwinięty.
                        Poza tym nigdy nie dogadasz się z hedonista oświeconym bo jego dzieci chodzą do
                        państwowej szkoły i pewnie rzeczywiście praktycznie nie mają czasu na nic, a z
                        Twoim synem szkoła obchodzi się delikatniej bo płacisz za to grube pieniądze.
                        Dobrze opłacani nauczyciele pewnie bardziej starają się by szkoła była
                        przyjemnością. Tak to widzę.
                        • agatka_s Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 15.01.07, 09:03
                          Mnie chodzi o dzieci wiejskie. Dzieci miejskie bez przedszkola sobie poradza
                          (jedne lepiej lub gorzej, ale maja jakies alternatywy).

                          Poza tym jak cos jest obowiazkowe-to zazwyczaj jest bezplatne (przy najmniej w
                          teorii)-tak jak np obowiazkowa zerowka.

                          Na wsi alternatywa jest ze jesli dziecko nie chodzi do szkoly, do przedszkola-
                          to pomaga w polu, w obejsciu. I nie jest to nauka zycia, to czesto harowka,
                          prawdziwa harowka.

                          Mysle ze nawet te nieszczesne prace domowe dla dzieci wiejskich sa zbawieniem,
                          jesli dziecko na wsi nie uczy sie-to co robi haruje w domu-zajmuje sie
                          rodzenstwem, obejsciem , nie ludzmy sie ze takie dziecko bedzie czytac,
                          ryzsowac i zwiedzac muzea itp.

                          Mysle ze w wielu przypadkach szkola, lekcje bywa najzwyczajniej odpoczynkiem.

                          Tak samo jak w miescie, alternatywa spedzania czasu dziecka jest komputer.
                          Gdyby zlikwidowac prace domowe, to nie ludzmy sie ze rodzice nagle zaczeliby
                          spedzac czas z dzieckiem. Ci co maja spedzac i tak spedzaja. A likwidacja
                          prac domowych u gros dzieci wydluzy tylko czas przed komputerem, w kafejkach
                          internetowych itp.
                        • judytak Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 15.01.07, 14:29
                          owocoskala napisała:

                          > Agatko, przecież za przedszkole płaci
                          > si 350 zł miesięcznie, musze Cię uświadomić że dla wielu rodziców zwłaszcza
                          > posiadających więcej dzieci to ciężar nie do udźwignięcia

                          obowiązkowe ma być oczywiście przedszkole bazpłatne w wymiarze 5 godzin
                          dziennie, i też nie od trzeciego roku życia, ale chociażby od piątego...

                          pozdrawiam
                          Judyta
                • judytak Re: odrabianie lekcji, a równe szanse 15.01.07, 14:25
                  hedonista.oswiecony napisał:

                  > już dawno nie
                  > wystarcza wiedza od rodziców aby dzieci poradziły sobie we współczesnym
                  > świecie. A więc nastąpiła specjalizacja. Edukuje szkoła.

                  wiesz co? jak zauważę, że szkoła nauczy moje dziecko wszystkiego tego, co ja
                  chciałabym, żeby dziecko wiedziało, będę pierwsza, która z największą
                  przyjemnoscią przestanie się mieszać w jakiekolwiek nauki szkolne, i będę tylko
                  się zajmować samymi przyjemnosciami ;o)))

                  pozdrawiam
                  Judyta
    • scylla ZAdania domowe, nie są zadawane z wyprzedzeniem 13.01.07, 22:17
      tematu,tylko na podstawie przerobionego tematu.
      Dlaczego rodzice mają z dziećmi siedzieć przy lekcjach, bo tego nie rozumiem?
      • maksimum Co ja Ci poradze,ze Ty nie kumasz? 16.01.07, 00:23
        hedonista.oswiecony napisał:

        > Agatko,
        >
        > wiesz dlaczego się nie zgodzę z Tobą, że likwidacja odrabiania lekcji jest
        > równaniem w dół?

        Oczywiscie,ze jest rownaniem w dol.
        Zalozmy,ze dziecko przychodzi do domu i nie ma pracy domowej,to ja i tysiace
        madrych rodzicow znajdzie im kupe zajec,ktore beda rozwijaly dzieci umyslowo i
        fizycznie.Jakbys nie kumal,to Ci wyjasnie,ze ja bym im zadawal swoja prace
        domowa do wykonania.

        > Bo zauważ, że przed wiekami (całkiem niedawno) tylko bogaci
        > mogli kształcić swoje dzieci, a cała reszta od rodziców uczyła się całej
        >wiedzy o świecie.

        I musisz sobie uswiadomic,ze to jest one way ticket.To co bylo juz sie nie wroci
        ani nie bedzie 40 godzinnego tygodnia pracy,bo Chinczycy chca pracowac wiecej i
        zarabiac wiecej.No wiec albo dostosujemy sie do najlepszych,albo zostaniemy z
        tylu w swoim wlasnym ciemnogrodzie.No wiec Ty proponujesz,zeby Ciemnogrod jest
        dla Ciebie lepszy i nie masz zamiaru konkurowac ze swiatem,bo sie w swoim
        Pcimiu Dolnym ogrodzisz od swiata,a pan sie we wsi boja ruchu.

        > Współczesne społeczeństwa tak b. się zmieniły, że już dawno nie
        > wystarcza wiedza od rodziców aby dzieci poradziły sobie we współczesnym
        > świecie. A więc nastąpiła specjalizacja. Edukuje szkoła. I ta szkoła w dużym
        > stopniu w Polsce działa nie najlepiej, a odrabienie lekcji w domu to często
        > przerzucanie obowiązku kształcenia na rodziców, którzy nie zawsze są dość
        > kompetentni, a więc zadania domowe pogłębiają nierówność startu.

        Ty chyba juz do konca swojego nieoswieconego zycia nie zakumasz,ze ludzie nigdy
        nie byli sobie rowni,nie sa i nie beda i twoje mzonki to utopia.

        > cokolwiek mówimy to współczesne społeczeństwa są dlatego takie fajne, że
        > wzbogacić się można tylko dzięki zdolności. Jest to teraz o wiele łatwiejsze
        > niż kilka wieków temu i dobra i powszechna edukacja jest tego jednym z
        > kluczowych warunków.

        To sugerujesz,ze narzeczone Kamerunczyka nie byly zdolne?
        Poza zdolnosciami trzeba miec wpojona pracowitosc,solidnosc,szczerosc itd.
        Zdolnosci i tytul mgr bez w/w cech sa niczym.
        • hedonista.oswiecony Re: Co ja Ci poradze,ze Ty nie kumasz? 16.01.07, 23:32
          drogi maksimum
          Ty już wiesz, że nie kumam i nie zakumam więc
          moim pomysłem na ten wątek było zastanawianie się na ile prace domowe są
          przerzucaniem obowiązków na rodziców, a od wykształcenia i zamożności rodziców
          zależy jak to wpłynie na dzieci i czy to nie powoduje większych nierówności.
          Wiele wskazuje na to, że tak jest w istocie. Sposoby zapobiegania pogłębianiu
          różnić można dyskutować, ale skoro wiesz, że nie kumam i chcę równać w dół to
          nie wiem czy słyszysz co mówię czy wiesz lepiej ode mnie?
          ukłony
          ed
          p.s. a jak fajnie sobie zaczynasz używać z mojego nicka, no miodzio. postaraj
          się bardziej to może mnie ruszy ;d
          • maksimum Re: Co ja Ci poradze,ze Ty nie kumasz? 17.01.07, 00:10
            hedonista.oswiecony napisał:

            > drogi maksimum
            > Ty już wiesz, że nie kumam i nie zakumam więc
            > moim pomysłem na ten wątek było zastanawianie się na ile prace domowe są
            > przerzucaniem obowiązków na rodziców, a od wykształcenia i zamożności
            rodziców
            > zależy jak to wpłynie na dzieci i czy to nie powoduje większych nierówności.

            Nie przejmuj sie tym,czy dzieci robia prace domowa samodzielnie czy z pomoca
            rodzicow,bo po pierwsze tego nie sprawdzisz,a po drugie to nie ma znaczenia.
            Ani dorosli ani dzieci nigdy nie byly sobie rowni i nie beda i powodowanie
            nierownosci poprzez trudniejszy program w szkole i obszerniejsze prace domowe
            jest celem kazdego cywilizowanego kraju.
            Jesli masz tak zdolnych ludzi jak B.Gates,ktorzy testy robia na 100%,to mimo
            bardzo wysokiego poziomu nauczania w szkole i prac domowych,ci wlasnie
            uczniowie jeszcze robia dodatkowe zadania domowe,ktore pomoga im w przyszlosci
            zablysnac na rynku pracy.
            No wiec brak prac domowych to jest nic innego niz rownanie w dol do bardzo
            ciemnego Ciemnogrodu.

            > Wiele wskazuje na to, że tak jest w istocie. Sposoby zapobiegania pogłębianiu
            > różnić można dyskutować, ale skoro wiesz, że nie kumam i chcę równać w dół to
            > nie wiem czy słyszysz co mówię czy wiesz lepiej ode mnie?

            Do strasznych glupot namawiasz i co poniektore kury domowe sie z Toba zgadzaja
            i to jest wlasnie tragedia,taka sama jak z narzeczonymi Kamerunczyka.

            > ukłony
            > ed
            > p.s. a jak fajnie sobie zaczynasz używać z mojego nicka, no miodzio. postaraj
            > się bardziej to może mnie ruszy ;d

            Kamerunczyka nic nie wzrusza,to niby dlaczego mialoby Ciebie cokolwiek
            wzruszyc?
            • hedonista.oswiecony Re: Co ja Ci poradze,ze Ty nie kumasz? 17.01.07, 00:22
              drogi kolego,

              porozmawiamy jak pozbędziesz się z wypowiedzi określeń typu: "ciemnogród, kury
              domowe..." itd.

              ukłony
              edward
              • maksimum Re: Co ja Ci poradze,ze Ty nie kumasz? 17.01.07, 00:51
                hedonista.oswiecony napisał:

                > drogi kolego,
                >
                > porozmawiamy jak pozbędziesz się z wypowiedzi określeń typu: "ciemnogród,
                >kury domowe..." itd.

                Domyslilem sie,ze chodzi Ci o zwykla grzecznosc a nie jakosc wypowiedzi.
                Zaraz zaczniesz bronic narzeczonych Kamerunczyka,ktore daly sie oczarowac
                grzecznoscia i usmiechem i przyplacily to zyciem.
                A jakby nazwac taki kraj i takie miejsce,ze o kobietach nie wspomne,gdzie
                Kamerunczyk rozdaje,a kobiety przyjmuja z grzecznym usmiechem AIDS ?
                > ukłony
                > edward
                >
                • hedonista.oswiecony Re: Co ja Ci poradze,ze Ty nie kumasz? 17.01.07, 07:19
                  tak, chodzi mi o grzeczność również. Ale powiedz mi co wspólnego z tematem ma
                  Kameruńczyk?
                  ukłony
                  ed

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka