Chyba w Wielki Piatek byl film "przerwana lekcja muzyki" z Maryl Streep. Sam
film typowy wyciskacz lez, ale bliski mi bardzo trescia

Obie moje corki zapisalam na lekcje muzyki. Jedna katuje mnie skrzypcami,
druga pianinem, obie ze sluchem srednim. Chodza do szkoky muzycznej
prywatnej, ktora ie jest nastawiona na chowanie muzykow. Chodza do takiego
samego zapalenca, jakiego grala Maryl Streep- uwazajacego ze kontakt dziecka
z instrumentem jest wazny, niezaleznie do tego czy z dziecka wyrosnie
Menuhin czy bedzie umialo zagrac jednego menueta i to za szybko

Dlaczego o tym pisze?
Bo wielokrotnie spotykam sie z pytaniami czy moja idea wychowywania dzieci
bez przymusow pokrywa sie z uczeniem ich muzyki- tam w koncu jest przymus
codziennych cwiczen. A ja bardzo ubolewam nad tym, ze nie ma u nas muzyki
dla amatorow. Nie ma chorow, gdzie mozna spiewac lekko falszujac. Nie ma
zespolow muzycznych o watpliwej jakosci scenicznej. Ale uczacych czegos
wiecej niz czytania z nut- wrazliwosci. Tego ze kazda melodia opowiada
historie i kazda z nich mozna zagrac niezbyt czysto za to prawdziwie.