22.04.03, 09:58
Chyba w Wielki Piatek byl film "przerwana lekcja muzyki" z Maryl Streep. Sam
film typowy wyciskacz lez, ale bliski mi bardzo trescia wink
Obie moje corki zapisalam na lekcje muzyki. Jedna katuje mnie skrzypcami,
druga pianinem, obie ze sluchem srednim. Chodza do szkoky muzycznej
prywatnej, ktora ie jest nastawiona na chowanie muzykow. Chodza do takiego
samego zapalenca, jakiego grala Maryl Streep- uwazajacego ze kontakt dziecka
z instrumentem jest wazny, niezaleznie do tego czy z dziecka wyrosnie
Menuhin czy bedzie umialo zagrac jednego menueta i to za szybko wink
Dlaczego o tym pisze?
Bo wielokrotnie spotykam sie z pytaniami czy moja idea wychowywania dzieci
bez przymusow pokrywa sie z uczeniem ich muzyki- tam w koncu jest przymus
codziennych cwiczen. A ja bardzo ubolewam nad tym, ze nie ma u nas muzyki
dla amatorow. Nie ma chorow, gdzie mozna spiewac lekko falszujac. Nie ma
zespolow muzycznych o watpliwej jakosci scenicznej. Ale uczacych czegos
wiecej niz czytania z nut- wrazliwosci. Tego ze kazda melodia opowiada
historie i kazda z nich mozna zagrac niezbyt czysto za to prawdziwie.
Obserwuj wątek
    • adzia_a Re: Muzyka 22.04.03, 10:10
      Gosia - ale czemu chcesz, żeby to jakiś tam zespół o wątpliwej jakości
      scenicznej wink uczył Twoje dzieci wrażliwości muzycznej? Wrażliwość się
      kształtuje podczas słuchania, słuchania i jeszcze raz słuchania - przynajmniej
      tak mi się zawsze wydawało.

      Twoje córki pochodzą na szkółkę, Menuhiny z nich nie wyrosną, ale może będą
      sobie grać dla przyjemności, a przecież właśnie o przyjemność chodzi. Ja tak
      zawsze grałam, nigdy nie chciałam się zapisywać na lekcje gitary, bo mnie nie
      interesowało ćwiczenie palcówek po całych dniach - ale ja miałam nauczyciela w
      domu, bo mój ojciec gra na gitarze.

      Co do przymusu - czy one tak to właśnie odbierają, czy Wam się tak wydaje?

      PS. A co do amatorskich zespołów średniej jakości - to ja śpiewałam w takim
      chórze kościelnym. Było tam mnóstwo starszych osób (taka parafia), z których
      niektórzy delikatnie mówiąc, mijali sie z powołaniem wink ale prowadzący tak
      potrafił ich ustawić, że nie było ich zbytnio słychać i wilk był syty i owca
      cała wink przecież nie powie 80-latkowi, który zapełnia pustkę po stracie żony,
      że się nie nadaje. I było całkiem, całkiem smile
    • agnieszka_mama_azj_edziecko Re: Muzyka 22.04.03, 17:09
      Jestem osobą przez długi czas spisaną na straty pod względem muzycznym. Mam
      przeciętny słuch i nieprzeciętnie fałszuję. Niestety w mojej podstawówce
      oczkiem w głowie pani od wych. muz. był chór. Wszystkie dziewczynki były
      egzaminowane pod kątem przydatności - ja zostałam zdyskwalifikowana w połowie
      pierwszej zwrotki. Do dziś pamiętam wyraz twarzy z jakim nauczycielka
      powiedziała: "Siadaj".
      Wiele lat byłam harcerką i to była moja najlepsza edukacja muzyczna. Przy
      każdej okazji śpiewaliśmy i pomału przestałam fałszować. Teraz jest tak, że
      jeśli śpiewam sama, to różnie mi wychodzi, ale jak z kimś, kto dobrze śpiewa
      to "trzymam się go". Sama nauczylam sie grać na flecie i z mozołem, ale zawsze
      udawało mi sie nawet zagrać coś ze słuchu.
      Moja Ania mam podobny problem, podczas gdy Zosia ślicznie śpiewa. Tym bardziej
      cieszę się, ze obie należą do Zuchów i tam mają dużo okazji do śpiewania.
      Niestety kółko tańca w klubie osiedlowym bardzo szybko przekształcone zostało w
      zespół tańcząco - śpiewający i Ania wychodziła z prób z płaczem, bo co prawda
      najszybciej zapamiętywała piosenki, ale nigdy nie dostała nawet kawałeczka
      solówki. Panowie prowadzący mieli duże ambicje związane z zaspołem, niestety
      kosztem dzieci i ich rozczarowań.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka