traccia
16.02.07, 00:28
Mam problemy z dzieckiem, dlatego że dziecko ma problemy.
Moja córeczka to wrażliwa dziewczynka. Ma sześć lat, chodzi do zerówki, rok
temu chodziła do pięciolatków. Sytuacja w tej szkole wydaje się troszkę
dziwna. A mianowicie, szkoła jest mała, ponieważ mieszkamy w niewielkiej
miejscowości. Do tej szkoły obecnie uczęszcza łącznie trochę ponad 100
dzieci. Grupa w zerówce jest niewielka. Moja mała poszła rok wcześniej do
pięciolatków, czego efektem było to, że w grupie 10 dzieci była jedynym
pięciolatkiem (dwie grupy dzieci są zawsze łączone w tej szkole: pięcio i
sześciolatki).
Kiedy dzieci poznawały literki i cyferki, ona zajmowała się rysowaniem?
Czemu? Ponieważ w tej szkole zawsze tak jest, że dzieci z różnych grup
wiekowych pracują osobno.
Teraz dzieciaki o rok starsze poszły do pierwszej klasy, a do zerówki
przyszli zerówkowicze w wieku mojej córeczki. Moja mała drugi rok siedzi w
zerówce.
To w ramach przedstawienia sytuacji.
Problem ma z tym, że dzieci nie dopuszczają jej do wspólnej zabawy, a jeśli
już to dostaje zawsze „złe postacie”. Przykładem może być to, że dziewczynki
wymyśliły zabawę w policjantów i złodziei. Początkowo nie chciały się w ogóle
bawić z moją córką, ale gdy Natalia je uprosiła, została jedynym złodziejem w
grupie pięciu dziewczynek. Natalia się nie poddała i zaczęła odgrywać swoja
rolę, podbiegła, do kącka z zabawkami, wzięła garnek i zaczęła uciekać a
reszta dziewczynek pokazała jak wygląda agresja policji…
Innym razem bawiły się w psa i koty (jeden pies i cztery koty), po czym cały
dzień uciekały przed Natalką, mówiąc ze jest psem. Serce mi się kroi, gdy
słyszę, że Natalia podeszła do jakiejś dziewczynki a ona wstała i odeszła,
mam łzy w oczach, gdy mówi, „czemu one nie chcą się ze mną bawić? Nic im nie
zrobiłam”. Ostatnio dowiedziałam się, ze Natalia zanosi swoje słodycze
dzieciakom, (gdy jej daje batonika to chowa do plecaka zamiast zjeść) żeby
one się z nią bawiły. Ostatnio przepłakała cała noc, bo dzieci ją popychają,
pokazują jej języka i nie chcą się z nią bawić.
Najgorsza jest moja bezradność. Potrafi przyjść, usiąść na kolanach i
zapytać „Mama, a co byś zrobiła, jak byś była w zerówce i dzieci by cię nie
lubiły wcale, i jak byś bardzo chciała to one by cię nie lubiły”, a ja nie
wiem, co jej odpowiedzieć, bo sama nie wiem, co bym zrobiła na jej miejscu.
Pytam czy dzieci się nie chcą z nią bawić, ona zaprzecza z za chwilę wybucha
płaczem i musze mieć strasznie dużo siły żeby się też nie rozpłakać.
Widzę, że każdy dzień to dla niej początek, codziennie rano powtarza, że może
dziś ją polubią, kiedy jest chora i chcę żeby została w domu, to jest smutna,
bo „może się dziś takiego stać, że mnie polubią, a mnie nie będzie”.
Poradzicie mi, co z tym zrobić? Co jej mówić, żeby aż tak się tym nie
przejmowała?