Dodaj do ulubionych

Nauczyliśmy syna bezradności??

24.06.07, 00:38
Witam wszystkich. Mamy prawie 3 letniego syna. Nasz maluch od zawsze był
pewny siebie i nie pozwalał innym dzieciom zrobić sobie krzywdy - nawet
potrafił uderzyć inne dziecko, wyrwać zabawke i.t.p. Zawsze takie zachowania
stanowczo potępialiśmy. Ze względu, że mamy wielu znajomych, którzy mają
dzieci w podobnym wieku nasze pociechy często razem się bawią. Do tej pory
nie było problemu, bo zasady były jasne i JEDNAKOWE dla wszystkich dzieci
(nie wolno stosować przemocy, bicia, wyrywania zabawek itp), jak np. Jaś
popchnął Grzesia - to Jaś zarobił reprymendę od swojego rodzica, jak Grześ
uderzył Jasia - to tata Grzesia natychmiast syna "prostował". Po kliku takich
spięciach dzieci jakoś się przestały bić, płakać - po prostu nauczyły się
dogadywać bez używania przemocy. No i w pewnym momencie pojawia się problem.
Spotykamy się czasami z kolegą mojego męża j jego rodziną (zoną i 3 letnią
Zuzią). Mama Zuzi zawsze się przechwala jak jej córeczka swietnie sobie daje
radę, jak to potrafi "ustawiać" inne dzieci. Zuzia jest dzieckiem zaczepnym i
mama Zuzi ma zasadę "moja dziecko może wszystko, ale inni nie". Kilka tygodni
temu Zuzia próbowała zepchnąć naszego JAsia z rowerka, mama Zuzi nie
zareagowała (udała, że nie widzi), Zuzia znów to samo, Jaś tym razem
zareagował i ją odepchnął, Zuzia w ryk, mama Zuzi do Zuzi "zostaw go, bo to
niegrzeczny dzikus". Moj mąż powiedział synowi, że nie wolno popychać Zuzi,
że brzydko się zachował. Od tej pory jak się spotkamu z Zuzią i jej rodzicami
to nasz syn jest traktowany jak worek treningowy, mała go oklada czym
popadnie, sypie piaskiem, a on jak ma dość to płacze. Wkurza mnie mama Zuzi,
która z uśmiechem na ustach mówi: "jak ona sobie potrafi dać radę!". Jest to
osoba, z którą można porozmawiać jedynie o solarium, akrylach i ciuchach. Nie
lubię z Jasiem tych spotkań, ale to bliski kolega mojego męża. Zastanawiam
się czy dobrze zrobiliśmy, że wychowywaliśmy syna, ucząc go, że nie wolno
używać przemocy. Z dziećmi innych znajomych wszystko jest ok, ale rodzice też
nie pozwalają na "bijatyki", a tu jest na odwrót. Proszę, poradźcie co robić.
Martwię się co będzie jak pójdzie do przedszkola, gdzie będzie w grupie
więcej dzieci takich jak Zuzia.
Obserwuj wątek
    • miedzymorze Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 24.06.07, 00:47
      Jak widać reguły mają sens, jeśli wszyscy ich przestrzegają.
      Jeśli rodzice Zuzi nie reagują, to ja bym reagowała.
      Jeśli protestują, albo 'nie widzą problemu' - kończę spotkanie i cześć.
      Na kolejne się po prostu nie umawiać i jasno powiedzieć, że nie akceptujesz takiej sytuacji, kiedy Zuzi wolno wszystko. Jeśli mąż ma ochotę, niech spotyka się z nimi sam, lubienie żon kumpli mężów nie jest obowiązkowe.

      Nie martw się przedszkolem na zapas - tam dzieci nie będą pod opieką 'mamyZuzi' tylko przedszkolanek.

      pozdr,
      mi
    • mamanatanielka Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 24.06.07, 01:22
      Mój syn też ma takiego kolegę. Najgorsze jest to, że to syn mojej najlepszej koleżanki (ciekawe jak długo jeszcze...).

      Chłopczyk z byle powodu płacze, a jego mama zawsze dopatruje się winy w moim synku. Co ci zrobił? Ugryzł? - nieważne, że widziałam, że go nie ugryzł. NAPEWNO go ugryzł... - mówi moja koleżanka a za chwilę do mojego synka: teraz go przeproś. A mój osiołek przeprasza, daje buzi (ja mówię, że on go NIE ugryzł - grochem o ścianę)Na to synek koleżanki do mojego synka: nie lubię cię, idź sobie, jestem na ciebie wkurzony. Pozwalasz mu tak mówić? - pytam i słyszę odpowiedź: Tak, uczymy go w ten sposób wyładowywać negatywne emocje.

      Na miejscu mojego syna naprawdę bym go gryzła.
      • verdana Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 24.06.07, 09:16
        Bo dziecko trzeba uczyć, ze nie nalezy zaczynać. Natomiast bronić sie wolno.
        A nawet trzeba.
    • bazylea1 Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 24.06.07, 10:12
      jak rodzice nie reagują to ja bym zareagowała sama - wytłumaczyła zuzi ze teraz
      Jas jezdzi na rowerku a potem ona moze, ze nie mozna sypac piaskiem. do tego
      wytłumaczyc synkowi jak ma sie zachowac gdy ktos go atakuje (powiedziec ze nie
      mozna, odejsc, powiedziec mamie itp) a na dłuzszą metę zrezygnowałabym z
      kontaktów z taką rodzinką
    • katrio_na Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 24.06.07, 13:18
      Hmmm, mysle ze troszeczke namaciliscie mu w glowie.

      Ja ucze syna ze powinien sie bronic. (Moja Mama stara szkola psychologiczna
      uwaza ze robie zle ale ja dostosowalam to do dzisiejszego swiata).
      Wpajam mu jednak ze nigdy, przenigdy nie moze uderzyc jako pierwszy.

      I co wazne zawsze slucham co On ma do powiedzenia i jaka jest jego wersja tzn
      uwazam ze Twoj maz powinien powiedziec " zrobiles zle, to bylo zle zachowanie
      ale... miales prawo tak zareagowac bo Zuzia zrobila Ci krzywde".


      • mamanatanielka Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 24.06.07, 15:28
        Chyba macie rację z tym bronieniem się. Pamiętam taką sytuację, jak synek mojej siostry poszedł do przedszkola. Było to jakoś wiosną więc wszystkie dzieci w jego grupie już się poznały, on był na początku troszeczkę z boku. I jak się zaczeło "poznawanie" to się zaczeły też pierwsze przepychanki. Zawsze latał "na skargę" do Pani, no i Pani w końcu kazała mu się bronić. Uczciwie powiedziała o tym mojej siostrze. Byłyśmy troszkę tym ździwione, no ale może to dobre rozwiązanie. Dodam, że to bardzo dobre przedszkole, wychowawczynie starają się i rodzice są generalnie zadowoleni.

    • cynta Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 24.06.07, 17:16
      Tak ogolnie to chyba trzeba uczyc dzieci ze nie wolno atakowac ale nie wolno tez
      pozwalac zeby ktos im robil krzywde. Teraz pada pytanie jak maja sie bronic: to
      juz chyba zalezy od roznych kultur, charakteru dziecka, przykladow z domu itp. W
      amerykanskim przedszkolu mojego dziecka jest zasada operowania jezykiem czyli
      glosno i wyraznie nalezy powiedziec np. " Nie popychaj mnie bo ja tego nie
      lubie" albo " Nie podoba mi sie ze sypiesz mnie piaskiem" itp. Potem maja sie
      zgosic do opiekuna. Moje dziecko wprowadzilo dodatkowy element miedzy jednym i
      drugim i usiluje sama zalatwic sprawe "fizycznie". Jak sie zapytalam o
      teoretyczne problemy ktore M moglaby napotkac w zerowce, to wlasnie mi
      powiedziano ze moze powinna mniej zalatwiac spraw po swojemu, ale jak sie
      zapytalam czy moze pasc ofiara silniejszych to panie sie smialy i mowily ze nie
      mam sie co przejmowac. Podobno nie atakuje tylko sie broni.
      I jeszcze jedno; dla dzieci jest wazne ze ich rodzice staja po ich stronie, ze o
      nich walcza i sa sprawiedliwi. Jezeli twoje dziecko mowi ze nie uderzylo Zuzi to
      nie kazcie mu jej przepraszac albo chociaz wymuscie wspolne przeprosiny. A
      wogole to unikac...
      • karanissa Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 10:48
        Bardzo mi sie podoba ta zasada - moj synek jest od wrzesnia w przedszkolu, w
        maluchach i wiele razy na poczatku mowil, ze "ten go uderzyl, a tamten go
        popchnal". Nie chcialam uczyc go "to w takim razie tez go uderz", bo
        doprowadziloby to tylko do eslakacji agresji. Powiedzialam, ze gdy ktos bedzie
        go zaczepial, ma powiedziec glosno i wyraznie (a do ulomkow nie nalezy) cos w
        stylu "Nie bij mnie, nie rob tego, nie chce, zebys mi to zabieral, nie lubie,
        jak mnie szarpiesz". Jakis czas temu mialam mozliwosc zaobserwowania tego w
        praktyce, kiedy starsza od niego kolezanka chciala za wszelka cene wysuszyc mu
        wlosy i ganiala go z suszarka. Synek wtedy stanal przodem do niej i
        wrzasnal "Nie chce, zebys mi suszyla wlosy! Uciekaj z ta suszarka!".
        Poskutkowalo znakomicie.

        Ciezko jest w tym przypadku, kiedy rodzice tej dziewczynki sa wyraznie
        stronniczy. Za wszelka cene staralabym sie tak zareagowac, zeby synek nie czul
        sie pokrzywdzony - a najlepiej faktycznie nie spotykac sie, jesli dochodzi do
        takich nieprzyjemnych scysji.

        A jesli chodzi o bezradnosc - nie martw sie, dzieci szybko ucza sie oddawac,
        jak ktos je uderzy - bija i one. Wazne jest, zeby pokazac im inny sposob
        rozwiazywania konfliktow. Niekoniecznie poprzez bicie.
    • mmc2 Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 24.06.07, 22:53
      Twoj syn jest w tej chwili zdezorientowany tym ze z jednej strony jemu nie
      wolno bic dzieci(i tak powinno byc) z drugiej jesli on jest bity jego wlasna
      mama nie ma odwagi stanac w jego obronie i zwala odpowiedzialnosc na niego.
      Uwazasz ze on powinien sam sie obronic slownie przed Zuzia ale on w wieku 3-
      lat nie jest tego w stanie zrobic.
      Twoja rola jest stanac w jego obronie i porozmawiac z mama Zuzi a drugie
      zawsze! reagowac jesli Zuzia bije Twojego syna.
      Zdaje sobie sprawe ze to nie jest latwe bo za tym stoja zobowiazania
      towarzyskie ale jesli tego nie zrobisz Twoj synek moze wkoncu poczuc sie
      pokrzywdzony i opuszczony jesli rodzice widza ze dzieje mu sie krzywda i nie
      reaguja.
      Jako ostatecznosc zostaje calkowite zerwanie kontaktow.
    • marta406 Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 00:23
      Tak się zastanawiam jak to jest u ciebie z asertywnością? Może problem nie leży
      w tłumaczeniu dziecku że przemoc jest zła, ale w tym ze nie dajesz synowi
      dobrego przykładu (milczysz kiedy widzisz że dzieje się mu krzywda). A przecież
      masz prawo upomnieć tą dziewczynę i powiedzieć jej że tak się nie powinna
      zachowywać czy nawet złapać i odciągnąć od twojego syna (kiedy stosuje
      przemoc). Z doświadczenia wiem, że rodzicom daje to wtedy do myślenia i sami
      zaczynają reagować.
      Poza tym dziecko trzeba uczyć asertywności. Moja córa miała z tym problem.
      Dzieci wyrywały jej zabawki, a ona siedziała cicho. Postanowiłam jej pokazać
      jak to się robi... Kiedy ktoś zabierał jej zabawkę z ręki, to odbierałam ją
      dziecku mówiąc że my się nią bawiłyśmy. Po jakimś czasie córka zrozumiała że ma
      prawo żądać zwrotu i zaczęła sama zwracać się do dzieci. Teraz interweniuje
      tylko w przypadku wyjątkowo upierdliwego dziecka.
      Wasz syn niewątpliwie ma prawo do samoobrony przed agresją innych dzieci.
      Jeśli następnym razem mama Zuzy zacznie się czepiać waszego syna, to
      powinniście stanąć w jego obronie i wytłumaczyć że mały, oczywiście nie
      postąpił wzorcowo, ale się bronił przed agresją ich córki. Myślę, że to
      zwiększyło by pewność siebie syna, bo widziałby że rodzice są po jego stronie.
      Uważam też, ze powinniście z mężem trzymać jeden front i wspierać się w
      rozmowach z rodzicami Zuzy.
      • marina2 Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 00:58
        człowiek ma prawo do obrony siebie, swoich bliskich, terytorium, swoich rzeczy-
        tego trzeba uczyć.
        nie oddawaj ?
        ee
        nie zaczynaj - ale masz prawo do obrony i wytyczenia swoich granic

    • potosia Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 09:07
      Uważam że dobrze wychowujesz syna, proponuje abyś najpierw porozmawiała z mężem
      tłumacząc mu zachowanie syna i dlaczego zrobił tak czy inaczej, dziecko w
      rodzicach musi mieć oparcie ZAWSZE. A przede wszytkim przy kolejnej
      konfliktowej sytuacji z Zuzią zwróć uwagę jej "mądrej" mamusi, że nie pozwloisz
      aby niesprawiedliwie traktowała twoje dziecko. U mnie to zawsze skutkowało.
      Nigdy nie zostawiaj syna samego z Zuzią będziesz pewna jak wyglądała sytuacja
      bu móc bronić syna, przed walniętą mamusią Zuzi no i by wytłumaczyć tacie że to
      nie wasz syn musi ciągle przepraszać, to jest dla niego poniżające.
      • 9ikrozww Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 10:53
        Witam,
        ja jestem tata 6 letniego synka, jak synek byl mlodszy tez zawsze ustepowal i
        byl ta ofiara losu od ktorego mozna bylo wziasc wszystko, nasypac na glowe
        piachu, popchnac itd. Szczegolnie nasililo sie to jak poszedl do przedszkola.
        Wczesniej byl z zona w domu, pod miastem, gdzie nie mial duzej stycznosci z
        dziecmi. W przedszkolu byl wystraszony, inne "przebojowe" dzieci wchodzily mu
        na glowe.
        Postanowilismy z zona ze tak nie moze byc. Zaczelismy z nim rozmawiac, ze
        bledem jest jesli sam pierwszy na kogos sie zdenerwuje i bedzie bil, natomiast
        uswiadomilismy mu ze jesli go ktos zaczepia to najpierw rozmowa z tym
        dzieckiem, "skarga" do wychowawczyni a jesli to nie pomaga i nadal nie daje
        sobie rady to nalezy sie bronic i to juz skutecznie zareagowac. I musze
        powiedziec ze to pomoglo. Moj syna ma juz teraz 6 lat i jest stanowczy, bawi
        sie z dziecmi ale nie daje sobie dmuchac.
        Rozmawialem z wychowczywaniami z przedszola i tez to powtierdzaja. Jak jest
        jakas bijatyka wsrod dzieci moj syn stoi z boku i sie przyglada, natomiast
        jesli ktores dziecko, czy to chlopiec czy dziewczynka atakuje go upierdliwie,
        syn reaguje, broni sie i to jak "zawodowy bokser".
        Uwazam tez, ze powinnas porozmawiac z mezem czy warto sie z tymi znajomymi
        spotykac. Ja mam taka sytuacje u siebie ze zony kolezanka ma syna w tym samym
        wieku co my. Chlopaki ladnie bawia sie przez 30 minut potem jest juz walka.
        Wiec spotykaja sie tylko i wylacznie na placu zabaw i to sporadycznie.

    • mamaola3 Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 10:45
      Wszystkim Wam bardzo dziękuję za pomoc. Zgadzam się z waszymi opiniami.Jeśłi
      chodzi o incydent z rowerkiem, to mój mąż udzielając reprymendy Jasiowi, był
      pewien, że któreś z rodziców Zuzi postąpi podobnie w stosunku do swojej córci.
      No i się bardzo zdziwiliśmy...
      Trafnie zauważyła Marta406, to ja mam problem z asertywnością (staram się nad
      tym pracować). Wasze opinie rozwiały moje wątpliwości, czy wypada zwracać uwagę
      obcemu dziecku. Moja mama mnie zawsze mnie uczyła, że trzeba ustępować (mam
      młodszą siostrę, której ZAWSZE trzeba było ustąpić, bo jest młodsza "słabsza",
      bo płacze...) Niestety zaczynam powielać błędy mamy i wiem, że jeszcze muszę
      nad tym popracowć. Nie mogę pozwolić, żeby moje dziecko było krzywdzone. Jeśli
      mama Zuzi się obrazi to trudno. Mój mąż z kolegą może się spotkać czasami, ale
      ja nie muszę. NAjbardziej przykre jest to, że problemy powstają nie z winy
      dzieci, ale dorosłych, którzy od najmłodszych lat uczą swe pociechy cwaniactwa
      i egiozmu.
    • kajami1 Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 11:24
      Głowa do góry wszystko jeszcze da się naprawić. Mój Michu był w bardzo podobnej
      sytuacji jak Twój Jaś. Teraz jest grzecznym chłopakiem ale w kaszę sobie dmuchać
      nie dajesmile
      A po przeczytaniu tego postu zauważam, że to mama Zuzi robi dobrze, choć 2 lata
      temu miałam odmienne zdanie. Zanim powiesicie na mnie psy wyjaśnię dlaczego.

      Oczywiście pozwalanie dziecku na agresywne zachowania są jak najbardziej naganne
      i tu mama Zuzi ma ode mnie również "gigantyczne baty" ale to wbrew pozorom
      będzie jej wielki problem w przeszłości a nie Twój. Jednakże zwróć uwagę na
      reakcję rodziców Zuzi i Waszą gdy w sytuacji gdy Zuzia była "ofiarą".

      Mama Zuzi:"zostaw go, bo to niegrzeczny dzikus" - przyczepiłabym się do formy
      ale sens jest ok. Czyli jak robi Ci krzywdę to go olej - matka pokazała dziecku
      w jaki sposób rozwiązać sytuację trudną - dziecko wie, jasno i wyraźnie co ma
      robić w sytuacji gdy dzieje się mu krzywda.
      Twój mąż powiedział Jasiowi, że nie wolno popychać Zuzi i że Jaś brzydko się
      zachował. Czy po tym komunikacie dziecko wie jak się zachować w takiej sytuacji
      w przyszłości? Nie. Wie, że nie wolno mu stosować przemocy ale nie wie co zrobić
      aby nie być jej ofiarą. Wydaje mi się, że czekanie aż 3 letnie dziecko samo
      wpadnie na pomysł, że "jak ktoś mi robi krzywdę to się z nim nie bawię" jest
      zbyt wygórowane.
      Taka cwana jestem teraz, ale sama 2 lata uczyłam się nie wściekać na agresora
      tylko uparcie powtarzać dziecku "Jeśli robi Ci krzywdę to mu/jej powiedz, że Ci
      to przeszkadza a jeśli będzie Cię krzywdził dalej to się z nim/nią nie baw".
      Jest u nas jeszcze jedna reguła : "Jeśli nie możesz odejść (np. agresor trzyma
      Cię za fraki) to wolno Ci go odepchnąć bądź nawet uderzyć".
      Dzięki temu mój syn grzecznie bawi się z grzecznymi dziećmi, a te niegrzeczne
      szybko się nudzą i zaczynają być grzeczne, żeby mieć się z kim bawić i nie
      krzywdzą mojego Miśka.
      I jeszcze jedno: Michaś jeszcze nigdy (od czasu wprowadzenia zasad)nie musiał
      zastosować przemocysmile

      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • maadzik3 Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 12:20
      A czemu skrzyczeliscie syna za to ze nie dal sie zepchnac z roweru?" Generalnie
      Wasze zasady wychowania podzielam i popieram, ALE - to świetnie jak dziecko chce
      się z innymi dzielić, zawsze Mlodemu mowilam (i nie ja jedna) ze dobrze jest sie
      dzielic i pokazywalam mu to. Ale jesli w tym momencie, lub ta konkretna zabawka
      nie ma ochoty sie dzielic to jest OK. My tez nie zawsze i nie kazdemu pozyczymy
      np. ksiazke. Wiec: bic nie wolno, popychac tez (uwierz, wielu rodzicow uczy tego
      swe dzieci), ale nie moze byc tak ze jak nasze dziecko bawi sie cudza zabawka i
      wlasciciel ja chce to ma oddac (sluszne) a jak ktos chce jego zabawke juz
      natychmiast to... tez ma oddac (a niby czemu?).
      O przedszkole sie nie martw, duzo jest naprawde fajnychsmile))
      M.
    • anccia Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 25.06.07, 13:14
      Nauczyliście syna jasnej zasady,że nie wolno się bić.Może czas go nauczyć, że
      od każdej reguły są wyjątki...
      • letica Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 26.06.07, 01:30
        Na pewno nie pozwoliłabym,żeby mój syn był workiem treningowym.Tutaj musisz
        zająć stanowisko.Jeśli rozmowa z mamą Zuzie nie poskutkuje, zaprzestałabym
        kontaktów.Z tego co piszesz, to ani dzieci na nich nie korzystaja,ani Ty -
        jako,że tematy solariano-akrylowe nie do końca wyczerpują Twój światopogląd tongue_out

        W zasadzie reszta zostałą już powiedziana.Ja wpajam synowi,że nie wolno
        bić,innych dzieci, nie wolno dokuczać, ale ja nigdy nie miałam z tym
        problemu.Natomiast jest u nas na podwórku dwoje chłopców, jeden niespełna 3
        latek i drugi 5-latek.Na obu mam alergię.I o ile ten pierwszy jest mocno
        reprymendowany,ale po prostu jest buntownik - to drugiemu wszystko
        wolno.Ostatnio mój 2-letni synek biegł do huśtawki, to ten pięciolatek odepchnał
        Oliwiera,aż Oli się przewrócił i sam zajął huśtawkę.Oli się popłakał,Ziemek zero
        do głowy,a mamusia niewzruszona ani słówka.Spytałam się bezczelnie(albo i nie) :
        "nie zareaguje Pani"..Powiedziała: "przecież to dzieci"...Wobec tego ja
        podeszłam do huśtawki i powiedziałam,że jak jeszcze raz popchnie moje dziecko,
        to wtedy i ja go popchnę - wiem,niepadegogicznie,ale wtedy już puściły mi nerwy.
        Na ogól jednak,jak któeś z rodziców nie reaguje,to pokazuję odwrotność sytuacji
        , np : " a tobie byłoby miło,gdyby ktos Cię uderzył/sypał piachem etc...
    • kajami1 Chyba jestem jakaś dziwna.... 26.06.07, 16:25
      bo nadal upieram się przy swoim.
      Mi nie zależy na wychowywaniu obcych dzieci bo to nie moja sprawa, świata tym
      nie zbawię co najwyżej wyżyję trochę negatywnych emocji. Mi zależy na tym, żeby
      moje dziecko umiało zachować się w obliczu agresora a nie biegło po mamę, żeby
      mu pogroziła albo chociaż wychowała jego rodziców. Na wyspie Nipu nikt z nas
      mieszkał nie będzie i takich "przebojowych" ludzi nasze dzieci spotkają także w
      dorosłym życiu i co wtedy zrobią....pobiegną po mamę, żeby "wroga" wychowała?smile
      • izazdo porada negocjatora 18.09.07, 16:24
        Ja jeszcze nie mam dziecka, ale jestem negocjatorem i mediatorem. W
        opisanym przypadku zrobiłabym tak:

        Przygotowałabym kącik do zabaw (jesli sa takie warunki lokalowe).
        Zrobiłabym plakat na ścianie z regulaminem. Nie wiem, czy
        obrazkowym, czy pisanym, dzieci szybko uczą się "czytać", czyli
        zapamiętują, co jest napisane. Gdy nastepnym razem przyjdzie
        piekielna Zuzia, zaprowadziłabym Zuzię przed plakat i przeczytałabym
        W OBECNOŚCI MAMY Zuzi zasady mówiąc, że w NASZYM DOMU wszystkie
        dzieci, które chcą się bawić z innymi dziećmi, muszą przestrzegać
        następujących reguł:
        1. nie wolno bić innego dziecka
        2. nie wolno wyrywać zabawek drugiemu dziecku
        3. nie wolno szczypać
        4. nie wolno pluć
        5. nie wolno przezywać
        6. jeśli się niechcący sprawi komuś przykrość, trzeba przeprosić
        7. itp itd na tę modłę

        Powiedziałabym, że dzieci, które chcą się bawić, muszą przestrzegać
        zasad. Jeśli nie chcą się do nich dostosować, mogą siedzieć przy
        rodzicach (nie wolno im korzystać z zabawek) albo nie przychodzić z
        wizytą. Jeśli Zuzia złamie reguły, wylatuje z pokoju dziecięcego i
        niech siedzi mamie na kolanach (a synek siedzi w pokoju i bawi sie
        sam). Ważne żeby czuła, że ma wybór. W ten sposób dasz również do
        zrozumienia mamie Zuzi, że obowiązują pewne zasady i konsekwencje za
        ich nieprzestrzeganie.
    • triss_merigold6 Re: Nauczyliśmy syna bezradności?? 19.09.07, 12:42
      Cóz, nauczcie teraz dziecko, że czasem można i należy stosować
      przemoc. W samoobronie chociażby, bo inaczej chłopak zostanie
      totalną ofiarą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka