Dodaj do ulubionych

Dlaczego szkoła nie wychowuje?

03.09.07, 17:28
W niedzielnej audycji wieczornej w radio pojawiła się pani kurator z
kujawsko-pomorskiego.Wtedy zadzwoniła pewna pani,matka już dziś
dorosłego człowieka.Opowiadała jak przez wszytkie lata począwszy od
I klasy podstawówki nauczyciele zbywali jej dziecko począwszy od
nieporzumień z koegami po inne drobne rzeczy.
Nauczyciele tylko nauczali.Dziś wychowawczyni klas 1-3 już nei
wychowuje lecz tylko naucza.Być może trafiła na takie własnie
szkoły,ale takich przypadków jest więcej gdy nmauczyciele tylko po
to pracuja w szkole aby nauczać przekazywać wiedzę,wykłądać dany
przedmiot,a los dzieci,ich problemy szkolne,emocjonalne są
kompletnie ignorowane,ponieważ wychodzą z założenia że to rodzic ma
się tym zająć.A co jeśli rodzic myśli tak samo?
Wtey widzimy to co własnie jest czyli całe rzesze dzieci,które wcale
nie wiedza że są dziećmi,są traktowani od dziecka jak
dorośli,pozostawione same z własnymi sprawami,niedojrzałe
emocjonalnie,z różnymi zaburzeniami,ale za to wykształcone.
Obserwuj wątek
    • asiara74 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 03.09.07, 17:37
      szkoła może jedynie wspierać to wychowanie gdyż: po 1-sze trafia do niej
      ukształtowany w dużym stopniu przez wlasne środowisko 7 -latek
      a po 2-gie jedna czy dwie osoby nie wychowają grupy 30-tu dzieci.
      Szkoła ma rolę wspierającą i często ją spełnia.
      • scher Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 03.09.07, 18:09
        asiara74 napisała:

        > szkoła może jedynie wspierać to wychowanie

        Co nie oznacza, że ma ignorować problemy i potrzeby dziecka
        krzywdzonego przez inne, niewychowane w domach, dzieci.
        • asiara74 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 03.09.07, 18:16
          Generalizowanie że wszystkie szkoły ignorują problemy i potrzeby dzieci to
          chyba lekkie nadużycie.
          • scher Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 11:24
            Ale jest też różnica między nieuprawnionym generalizowaniem, a próbą
            syntetycznego podsumowania swoich obserwacji i doświadczeń.
            • maxxt Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 01.10.07, 10:20
              oczywiście.
              p.s. nawiasem - współczuje osobistych doświadczeń.
    • mamaigiiemilki Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 03.09.07, 22:30
      szola sama nie wychowa dziecka- od tego sa rodzice a szkola moze
      jedynie wspomagac wychowanie;
      klasy licza ok. 30 osob- mniejszych raczej sie nie tworzy- wiec
      praca z taka iloscia dzieciakow nie jest latwa;
      a najwazniejsza rzecz to podzial szkoly na podstawowke i gimnazjum:
      jest tak, ze dziecko idzie do szkoly i jedna "pani/pan" wychowuje go
      w kl. I-III, potem inna w kl.IV-VI; a nastepnie jeszcze inna w
      gimnazjum; no to gdzie jest tutaj miejsce na ciaglosc w pracy z
      dzieckiem, na jego dobre poznanie?przeciez jezeli dzieciak trafia
      np. do gimnazjum to jest to dla niego nowe srodowisko, nauczyciel
      musi go poznac, a on sie tez przeciez od razu nie otworzy; i
      dochodzi do tego fakt, ze jest w tz. "trudnym wieku";
      praca z uczniem nie jest prosta- jezeli nauczyciel stara sie byc
      dobrym wychowawca- a decyzje ministerstwa niestety nie ulatwiaja jej-
      jest coraz wiecej papierkowej pracy, ze miejsca na kontakt z
      uczniem jest naprawde malo...

      co nie znaczy ze wychowawca powinnien sobie z gory zalozyc ze
      wychowanie jest niemozliwe; na pewno jego starania pozostana
      zauwazone, ale z jakim skutkiem? to juz zalezy od ucznia aczesto od
      jego rodzicow; byc moze dopiero po latach pewne wartosci przekazane
      w szkole zostana wcielone w zycie...roznie bywa, ale chyba nikt
      pracujacy w szkole nie lekcewazy problemow ucznia- taka przynajmniej
      mam nadzieje;

      sama pracuje w gimnazjum; pozdrawiam;
    • anek130 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 08:58
      a jakie szkoła ma dziś "narzedzia" aby wychowywać? dziecko w szkole
      jest nietykalne, nauczyciele nie ma duzo do powiedzenia, bo jeśli
      zgłasza rodzicowi problem, jeśli zwraca mu uwagę, że jego dziecko ma
      chyba jakis problem, to rodzice reagują jak przysłowiowa "płachta na
      byka". Wiem to, bo pracuje w szkole jako księgowa i słysze nie raz
      opowieści, które mnie przerażają. Rodzice wtrącają się w nauczanie
      natomiast nauczyciel nie ma prawa wtrącac się w wychowanie. Więc to
      w duzym stopniu zalezy od postawy rodziców

      Ania
      • scher Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 11:05
        anek130 napisała:

        > a jakie szkoła ma dziś "narzedzia" aby wychowywać?

        Normalne. Nauczyciel ma w ręku praktycznie te same instrumenty,
        jakimi dysponuje wobec własnego dziecka.

        > dziecko w szkole jest nietykalne

        W jakim sensie nietykalne? Bezkarne? To przecież nieprawda.

        > nauczyciele nie ma duzo do powiedzenia, bo jeśli zgłasza rodzicowi
        > problem, jeśli zwraca mu uwagę, że jego dziecko ma chyba jakis
        > problem, to rodzice reagują jak przysłowiowa "płachta na
        > byka".

        Nauczyciele zbyt wiele czasem zgłaszają problemów rodzicom, zamiast
        zrobić ze złym zachowaniem porządek we własnym zakresie. Nauczyciel
        nie musi na każdym kroku pytać rodziców, czy wolno mu zdyscyplinować
        ich dziecko, nie musi być służalczym. Ten zawód to służba, ale nie
        służalczość.

        > Rodzice wtrącają się w nauczanie

        Nauczyciele mają tendencje każdą chęć zwyczajnej wymiany poglądów
        określać jako "wtrącanie się", nie potrafią często przyjąć do
        wiadomości zdania odrębnego i mimo to pozostać przy swoim, jeżeli są
        przekonani do swoich racji, lecz reagują alergicznie. Sam fakt
        zaistnienia innego poglądu powoduje u nich wielki dyskomfort.
        Oczywiście są liczne wyjątki, nauczyciela o dojrzałym
        światopoglądzie wyczuwa się na kilometr, szanuje się i ceni. Taki
        nauczyciel nigdy nie pozwala sobie na zgryźliwe komentarze i
        pretensje pod adresem rodziców, nawet jeśli musi ich przekonywać do
        swoich racji.

        > natomiast nauczyciel nie ma prawa wtrącac się w wychowanie.

        Co to znaczy w tym kontekście "wtrącać się"? W szkole wychowuje
        nauczyciel, nie rodzice, jego działań nie można nazwać wtrącaniem
        się, wychowanie jest obowiązkiem służbowym nauczyciela. Ma on tu
        gwarantowaną prawem olbrzymią swobodę w doborze metod i treści. W
        szkole ucznia obowiązują polecenia nauczyciela, nie rodziców.
        • kropkacom Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 11:38
          > Normalne. Nauczyciel ma w ręku praktycznie te same instrumenty,
          > jakimi dysponuje wobec własnego dziecka.

          Nauczyciel nie jest rodzicem. Jeżeli dla ojca lub matki narzędziem wychowawczym
          jest klaps, to dla nauczyciela on narzędziem dyscyplinującym uczniów nie może
          być. Podobnie jest z krzykiem czy innymi karami. Ma za to nauczyciel cały
          wachlarz innych możliwości. Największym grzechem nauczycieli jest to ze na pewne
          zachowania, wybryki uczniów patrzą przez palce albo w ogóle ich nie widzą.

          > Nauczyciele zbyt wiele czasem zgłaszają problemów rodzicom, zamiast
          > zrobić ze złym zachowaniem porządek we własnym zakresie. Nauczyciel
          > nie musi na każdym kroku pytać rodziców, czy wolno mu
          > zdyscyplinować
          > ich dziecko, nie musi być służalczym. Ten zawód to służba, ale nie
          > służalczość

          Moim zdaniem jest właśnie na odwrót to rodzice zbyt wiele spychają na barki
          nauczycieli. Niestety zasady dobrego wychowania wynosi sie z domu. Szkoła może
          (musi) najwyżej te zasady utrwalać.

          • scher Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 14:04
            kropkacom napisała:

            > Nauczyciel nie jest rodzicem. Jeżeli dla ojca lub matki narzędziem
            > wychowawczym jest klaps, to dla nauczyciela on narzędziem
            > dyscyplinującym uczniów nie może być.

            Co klapsa zgoda.

            > Podobnie jest z krzykiem czy innymi karami.

            Mianowicie jakie masz na myśli?

            > Niestety zasady dobrego wychowania wynosi sie z domu.

            Nie zawsze. Dziecko zaniedbane w domu może uczyć się kindersztuby od
            nauczycieli albo innych osób.
            • kropkacom Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 14:15
              > Nie zawsze. Dziecko zaniedbane w domu może uczyć się kindersztuby od
              > nauczycieli albo innych osób.

              kindersztuba, okropne słowo.
              Oczywiście masz racje że dzieci zaniedbane albo takie z rodzin patologicznych
              tylko poza domem mogą nauczyć się zasad współżycia międzyludzkiego. Mi bardziej
              chodziło o to ze coraz więcej rodziców z normalnych domów odpuszcza sobie
              wychowanie i przerzuca to całkowicie na szkolę. Potem kiedy syn stwarza problemy
              mają pretensje tylko do nauczycieli.
              • scher Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 15:40
                kropkacom napisała:

                > kindersztuba, okropne słowo.

                Dla mnie jest to jeden z celów wychowawczych.
        • mozambique Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 12.10.07, 18:21
          "Normalne. Nauczyciel ma w ręku praktycznie te same instrumenty,
          > jakimi dysponuje wobec własnego dziecka."

          a ty co ? z choinki sie urwała ?

          jakei instrumenty ? kilka przykładów "
          - nagradzanie ? zadne dotykanie, głąskanie, przytuilanie ,
          całowanie - nauczyciel nie powienien dotykac dzieecka i lepiej nich
          go dobre serce nie zwodzi , zawsze ktos zyczliwy moze go oskarzyc o
          zachwoania pedofilskei
          - miłe słwoa ? - ok, ale nie przesadzac, nauczycel nie moze
          wyrózniac jednego ucznia kosztem inncyh
          - zainteresowanie warunkami zycia i stytaucja rodzinną ? - moze
          zosatc posądzony o wykraczanie poza swoej uprawnienia, sledzenie,
          szpiegowanie lub , uwaga uwaga - bezprawne przesłuchwianie dziecka

          - karanie :
          słowem - nie wolno ublizac uczniowi, umniejszac go w oczach kolegow
          ( !!!!!) , lekcewazyc, poddawac w wątpliwosc czegokolwiek zwiazanego
          z uczniem, uzywac ostrzejszego słwoa , nie mozna mu naswietlic
          przyszłosci ( jak sie nie wezmiesz za nauke to skonczysz jako
          spzrataczak ) bo sie spzratkaczak obrazi i poleci z mordą do
          dyrekotra ( sparwdzoen na włąsnej skórze) .uczniowi wolno wszytko

          czynem - co jzu stwierdzone tysiąc razy , nauczyciel nie moze
          dotknąc ucznai , nawet w momecnei gdy musałby rodzielis bijacych sie
          uczniów musi uwazac zeby nie dokonac przemocy np. szarpnac jednego
          czy drugeiego. To ze uczen moze dokonac w sotosunku do nauczyceila
          pzremocy całkowieci bezkarnie juz włąsciwie wszyscy wiedzą

          - jesli nie zainteresuje sie żcyeim prawatnym ucznia lub sytaucjaa
          rodzinna mze zostac posądzony o brak nadzoru wychwoaczego , ostanio
          wielki Roman chiał karac nauczycieli za zajscie uczennicy w ciąze.

          - nauczyciel powienien rozponawac niepokjace sygnały ( np slay
          pobic , siniaki, zaneidnabia rodzicielskei ) i donosic odpowiednim
          słuzbom , za co po godzianch dostanie po mordzie o wkurzonego
          tatusia z szybką pięśćią

          - nauczycel powinien rozpoznwac problemy emocjonalno-psychiczne
          dziecka i , w barku zaineresowania rodziców, latac z dizeckim do
          specjlistów od zstwierdzania ADHD i incnyh psychologów

          - przy godnym zastanwoienia wysypie dzieci o steirdzonych ADHD ,
          dysgrafii , dyskleskji , dyskalkulii i innych dys-
      • owocoskala Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 08.09.07, 20:02
        nauczyciele nie ma duzo do powiedzenia, bo jeśli
        > zgłasza rodzicowi problem, jeśli zwraca mu uwagę, że jego dziecko
        ma
        > chyba jakis problem, to rodzice reagują jak przysłowiowa "płachta
        na
        > byka".
        Punkt widzenia zależy od punktu siedzienia. A jeśli ja jako rodzic
        zgłaszam że w klasie drugiej dzieci za często konczą lekcje zdrowo
        po 16 i nie mam prawie możliwości zapisac dziecka na żadne zajęcia
        dodatkowe i słysze w odpowiedzi od razu słyszę że jak mi się nie
        podoba plan to moge przecież zmienic szkołę to jest to objaw
        czyjego terroru? Chyba nie rodziców? Współpraca - to jest to czego
        obydwie strony powinny oczekiwać.
        Co do tematu to pani która zadzwoniła nie zna wszystkich szkół i
        nauczycieli, zapewne to typowy "beret" narzekający na upadek
        obyczajów i sugerujący że kiedys było lepiej. Nasza pani wychowuje
        dzieci cały czas, bezustannie, i bardzo dobrze, czy to w czasie
        zajęć sportowych, czy na przerwie czy w czasie lekcji. Oczywiscie
        nigdy się wszystkim rodzcom nie dogodzi i jest pytanie jak ona
        wychowuje. Mi totalnie zaimponowała kiedy odesłała wszystkie prace
        zrobione przez rodziców za dzieci nie stawiając za nie ocen (w
        równoległej klasie rodzice podostawali 6-stki). Ci rodzice z naszej
        klasy którzy wykonali prace za dzieci byli zapewne rozczarowani....
    • justi54 Re: bo nie ma na to czasu 04.09.07, 09:02
      i nikomu na tym nie zależy. Nauczyciele muszą lecieć z programem i
      realizować chore pomysły kolejnych ministrów edukacji. Wychowanie w
      tym kraju zostawia się rodzicom.
    • nangaparbat3 wychowuje wychowuje 04.09.07, 13:13
      Córka znajomych chorowała powaznie psychicznie, bardzo duzo opuszczała, nie była
      w stanie sie uczyć. W szkole o tym wiedziano. Na początku wakacji zaliczała
      jeden z przedmiotów - juz leczona, dobrze sie przygotowała. Nauczycielka
      postawiła dopuszczajacy (najnizsza pozytywna ocena) i skomentowała: własciwie
      mogłabym postawic ci wyzsżą ocenę, ale byloby to niemoralne wobec kolegów.
      • mozambique Re: wychowuje wychowuje 12.10.07, 18:29
        słusznie

        swtierdział samą parwde i tylko prawde

        uczennic a została dopuszczono , za co niby miałą dosatc wiecej ?
    • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 13:25
      A wiec skoro szkoła nie wychowuje to jakim prawem określa się
      nauczycieli mianem "pedagogów",przecież padagogika to nauka o
      wychowaniu?
      Czego nauczyciel dowiadują się na tzw kursach lub studiach
      pedagogicznych skoro nie m ato nic wspólnego z wychowaniem?Może
      chodzi po prostu o przygotowanie metodyczno-dydaktyczne,więc może
      przestańmy sie oszukiwać i nazwywać nauczycieli pedagogami bo
      określenie to jest już dawno nieaktualne.
      • scher Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 14:07
        e-ftalo napisał:

        > A wiec skoro szkoła nie wychowuje

        Z czego wywnioskowałeś to "a więc"? Mam wrażenie, że raczej nie z
        tej dyskusji, bo takich uogólnień tu nikt nie prezentował.
      • mozambique Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 12.10.07, 18:40
        tez nei wiem skąd
        nauczyciel jest nauczycielem , ( oby ajk najlpeszym ) a nie
        pedagogiem alebo wychwoawcą. To zanewnictow to jakas bzdura .

        dlatego wałsnei w szkołąch istnieje funkcja pedagoga , który ma
        sobei radziz z rpblemami uczniowskimi , i dziwnie funjsonuje jako
        jakis starszak ( po pójdziesz do pedagoga) a nie pomocna dłon w
        problemacch.

        "Czego nauczyciel dowiadują się na tzw kursach lub studiach?
        jzu odpowidam,

        na obowiazkowych zajećiach z PEDAGOGIKI głwonei wkuwa sie na pamiec
        idee wychowwacze z osattnich 3 stuleci, liste pozycji napisancyh
        pzrze kogos tam, schemat organzaycjny XIXwieczje ochronki oraz
        penjsi dla młodych panien i jak wsadzic pomidorka do donicznki (
        ja to miałąm na zajeciach) .

        ani słwoa natomiast o :
        - asertywnosc,
        - negocjacji
        - umeijetnosci prowadznei rozmwów na tematy prywtane, trudne
        - opanwoanie emocji, nerów, rozdrażnienai itp
        - jak sobei radzic z cudza agresją
        - jak sobei radzic z wąłsną agresją
        - jak radzis sobei z osobinkiem zaburzonym emocjonalni lub
        psychicznie ( w zwiazku z tym kakzdy instykltownie stosuej
        zasade "wariatom nie naleyz sie sprzeciwiac" ) i to tez odnosci sie
        do rodziców uczniów
        - chwytów samooobrony !!!!! , i to mówię powaznie a nie dla smiechu
        - ustawienie glosu i impostacja
        - nauak ruchu i gestu w w kwestii publicznego pzremaiawiania (
        bardzo istotne w starszych klasach liceum lub gimnzazjum)
    • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 04.09.07, 16:57
      Oczywiście że zdażają się tez dob rzy nauczyciele.Ale nie każdy ma
      talent wychowawczy.Nauczyciel musi wiedizeć jak nauczać danego
      przedmiotu,ale niekoniecznie wie jak wychowywać.To jest pewna
      zdolność,dar.Jeśli ktoś ma ten dar to poradzi sobie z grupą 30
      dzieci i wcale nie będzie się pytałrodzica o radę.Taką sam ą
      zdolność powinien mieć każdy kto ma kontakt,pracuje z dziećmi
    • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 08.09.07, 17:19
      >Jeżeli dla ojca lub matki narzędziem wychowawczym
      >jest klaps, to dla nauczyciela on narzędziem dyscyplinującym uczniów nie może
      >być. Podobnie jest z krzykiem czy innymi karami

      Cóż to za narzędzie wychowawcze klaps?No chyba żew obornie własnej,wtedy może
      być mowa o użyciu siły.Krzyk,czemu nie,ale uzasadniony,w kontakcie z młodzieżą
      lepszy skutek ma mądre słowo niż wykrzyczane słowo.Ale mogą sięzdarzyć sytuacje
      gdy trzba podniść głos nie ryzykując przed dyrekcją szkoły


      >Córka znajomych chorowała powaznie psychicznie, bardzo duzo opuszczała, nie
      była w stanie sie uczyć.

      i dlatego dostała najniższą ocenę.Jakież to wychowanie jeślisie dyskryminuje
      dzieci ze względu na chorobę,czy inną cechę niezależną od dziecka.
      Ja naprawdę nie rozumiem z czego nauczyciel dostają te dyplomy,dzięki którym
      znajdują pracę w szkole?

      >Nauczyciele muszą lecieć z programem i
      >realizować chore pomysły kolejnych ministrów edukacji
      całe szczęście że nie wszystkie szkoły poddaja się tym pomysłom.Przykładem są
      mundurki które owszem w wielu gomnazjach i podstawówkach się pojawiły(albo się
      mają pojawić) lecz nie wszędzie i tam decyzję pozostawiono radzie rodziców.
      To nie jest PRL i nie ma władzy centralnie sterowanej,więc nie może być tak że
      minister wymyśli sobie jakąś durnotę dla wszystkich polskich szkół.Pora się
      obudzić drodzy dyrektorzy szkół.
      • mamuk1 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 08.09.07, 18:00
        W moim liceum jest specjalny przedmiot o nazwie "wiedza o obyczajach", na którym
        uczniowie poznają zasady kulturalnego zachowania w różnych sytuacjach, bo
        uważamy, że nie tylko sama wiedza się liczy.
    • mamaigiiemilki Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 09.09.07, 14:22
      zgadzam sie ze zdaniem ze nie wszyscy obecni nauczyciele powinni
      uczyc w szkolach ale...na studiach naprawde nikt nie uczy tez jak
      postepowac np. z mlodocianymi przestepcami, a takich 13-14 latkow
      jest coraz wiecej(i do tego po kilkoro w jednej klasie); czasy sie
      zmieniaja...
      i tutaj nauczyciel jest zdany sam na siebie, na swoja wiedze,
      umiejetnosc porozumienia sie z tymi uczniami, a to niestety nie
      zawsze jest mozliwe; czesc z nich powinna przebywac w poprawczakach
      a nie w szkole- a tam powinna miec dobra opieka psychologiczna a
      czasem i psychiatryczna;

      i prosze mi uwierzyc- jest naprawde wielu pedagogow, ktorzy w swoja
      prace wkladaja cale swoje serce, bo ja po prostu lubia, a
      uczen=czlowiek jest dla nich kims waznym;

      i niestety ta prace "rozni" ludzie coraz bardziej utrudnaja;
      najlepiej gdyby juz sie do edukacji nie wtracalismile
    • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 11.09.07, 17:44
      Ja uważam że w szkole nie powinny pracować osoby na podstawie dyplomu,lecz
      przede wszystkim powinni posiadać zdolności wychowawcze i lubić tą pracę.Szkoła
      potrzebuje dobrych nauczycieli,a nie tylko znawców wybranego
      przedmiotu(matematycy,historycy).Znawcy bez zdolności powinni znajdować
      zatrudnienie w innych instytucjach(biurach,urzędach,instytucjach naukowych).
      Niestety jest wiele ludzi utalentowanych którzy nie znajdują pracy w szkole,bo
      np nie mają dyplomu czy jakiegoś innego papieru.
      Ale cóż ,taki mamy chory system
      • asiara74 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 11.09.07, 19:38
        Jak to sobie wyobrażasz? Że osoba bez wykształcenia mogłaby uczyć dzieci ? Na
        podstawie tylko stwierdzenia iż nadaje sie do tej pracy, no i kto mialby to
        stwierdzić? Sama osoba zainteresowana czy te może jakaś wysoka komisja? Aby
        uczyc należy miec wiedze z danego zakresu, aby ja posiąść trzeba skończyć studia.
      • ariana1 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 15.09.07, 15:20
        e-ftalo napisał:

        > Ja uważam że w szkole nie powinny pracować osoby na podstawie
        dyplomu,lecz
        > przede wszystkim powinni posiadać zdolności wychowawcze i lubić tą
        pracę.Szkoła
        > potrzebuje dobrych nauczycieli,a nie tylko znawców wybranego
        > przedmiotu(matematycy,historycy).Znawcy bez zdolności powinni
        znajdować
        > zatrudnienie w innych instytucjach(biurach,urzędach,instytucjach
        naukowych).
        > Niestety jest wiele ludzi utalentowanych którzy nie znajdują pracy
        w szkole,bo
        > np nie mają dyplomu czy jakiegoś innego papieru.
        > Ale cóż ,taki mamy chory system

        Wielu utalentowanych ludzi NIE SZUKA pracy w szkole, tylko w
        prywatnych firmach. Jaki normalny, zdolny, kreatywny człowiek
        pójdzie do szkoły pracować za 1000 zł??? Nawet jeśli, to ucieka
        stamtąd po paru latach. Zdolnych i dobrych nauczycieli trzeba dobrze
        wynagradzać a nie rzucac im jałmużnę co łaska.
    • vharia Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 12.09.07, 23:32
      Rodzic ma nie mysleć tak samo, bo jest rodzicem i zwalanie wychowania przez rodziców na szkołę to zwalanie. Oczekiwanie za (ze strony nauczycieli) że rodzice wychowują swoje dzieci to słuszne i w pełni uzasadnione oczekiwanie. Tych zagadnień nie da sie ustawić w jednym rządku.

      Nauczycieke wychowujący dzieci SĄ. Jestem w temacie od strony praktycznej. Nawet bardzo praktycznej, bo: rodzica.
    • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 13.09.07, 12:04
      Szkoły w Polsce nie wychowują ani nawet nie wspierają wychowywania,
      dzieci w szkole mogą robić co chcą. Poziom naucznia też nie jest
      wcale wysoki, program źle ułożony. Problemów emocjonalnych wcale się
      nie dostrzega, dzieci są "tresowane", co wywołuje stres i każde ma
      umieć to samo i najlepiej w tym samym czasie. Już od najmłodszych
      lat szkolnych jest między dziećmi chora rywalizacja i brak szans na
      rozwijanie swoich umiejętności i zdolności. Cały polski system
      edukacji należy zmienić.
      • owocoskala Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 15.09.07, 15:42
        > dzieci w szkole mogą robić co chcą. Poziom naucznia też nie jest
        > wcale wysoki, program źle ułożony. Problemów emocjonalnych wcale
        się
        > nie dostrzega, dzieci są "tresowane", co wywołuje stres i każde
        ma
        > umieć to samo i najlepiej w tym samym czasie.
        Jej, co za niekonsekwentna wypowiedź - to w końcu dzieci robią co
        chcą czy sa tresowane i zestresowane?
        Poziom edukacji w Polsce jest bardzo wysoki, wystarczy poczytać
        wypowiedzi ludzi którzy wyjechali do Unii z dziećmi. Dzieci mają
        obecnie dużo praw i nie widzę sensu zmian całej edukacji, ale ich
        rodzice tego nie egzekwują od szkół. Są bierni jak stado owieczek.
        U nas w klasie albo mają wszystko w nosie i ciesza się że mają na
        ileś godzin spokój z dzieckiem albo boją się powiedzieć cokolwiek
        nauczycielce czy broń Boże dyrekcji jakby mogła ich skazac na 10
        lat więzienia.
        • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 15.09.07, 19:10
          W początkowym okresie nauki dzieci są najczęściej tresowane i
          zestresowane, a już w gimnazjum, a nawet pod koniec podstawówki
          robią co chcą i nauczyciele nie zwracają na to uwagi.
          Dla nas nasze dziecko jest najważniejsze, nie mamy zamiaru być
          biernymi rodzicami ani nie chcemy mieć wolnego od dziecko dlatego
          nasze dziecko nie chodzi do szkoły. A gdyby chodziło i w szkole
          działo by się coś złego to na pewno byśmy reagowali.
          • asiara74 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 15.09.07, 19:44
            ??? Nie chodzi do szkoły? Sami je edukujecie? Podziwiam odwage i samozaparcie.
            A te wypowiedzi o szkole to chyba lekko przesadzone. Uwierz mi że dzieci ze
            zdrowych środowisk nie robia czego chca, bez problemów dostosowuja sie do zasad,
            które nauczyciele staraja sie mimo wszystko wpajać i egzekwować (z większym lub
            mniejszym skutkiem)Pracuje w szkole i nie zauważyłam, aby ktos tresował
            dzieciaki w 1 czy 2 klasie. Troche drylu musi być bo grupa 30 dzieci nie może
            przejmować kontroli nad nauczycielem.
            • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 15.09.07, 20:58
              Zdecydowaliśmy się na edukację domową, uważamy że jest to najlepsza
              forma edukacji dla naszego dziecka. Każdy z rodziców powinien sam
              decydować co jest dla dziecka najlepsze, nasz wybór jest właśnie
              taki. Z własnego doświadczenia źle wspominam szkołę, opinie
              znajomych na temat szkół ich dzieci też nie są najlepsze. Wiem, że
              zdarzają się też dobre szkoły, które dbają o rozwój i wychowanie
              dzieci.
              • owocoskala Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 16.09.07, 08:32
                > Zdecydowaliśmy się na edukację domową, uważamy że jest to
                najlepsza
                > forma edukacji dla naszego dziecka.
                Ale z ciekawości właścicie jak się na coś takiego decyduje?
                Opłacasz nauczycieli, czy sami uczycie? Bo chyba państwowi nie
                przychodzą? Rozumiem że przeżyłaś jakąś taumę w związku ze szkołą
                podobnie jak ja z koloniami na które nigdy dziecka chyba nie poślę.
                Ale zdajesz sobie zapewne sprawę jak bardzo zubożysz socjalnie
                życie syna - nie zawrze przyjażni, będzie samotny.
                Te problemy szkolne co do których rodzice nie reagują nie są na
                razie dramatyczne np. ustalono co ma być mundurkiem obowiązkowym
                dyrekcja, rada rodziców zatwierdziła, ale teraz przyszła nowa pani
                dyrektor i wymyśliła cos innego. Nie chodzi o przemoc. W zerówce
                mieli panią po prostu chodzący ideał, teraz mają może taką która
                nie robi tak ciekawych zajęć, ale jest bardzo cierpliwa, dzieci ja
                uwielbiają i świetnie panuje na ich głównie męską grupą. Moja córka
                bardzo lubi chodzić do szkoły.
                • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 16.09.07, 17:03
                  Syna???
                  Tak w skrócie to potrzebna jest zgoda dyrektora szkoły na taki
                  sposób nauczania. Uczymy dziecko sami, to jest dopiero zerówka więc
                  nie mamy z tym problemu, ja nie pracuje, mąż też jest więcej czasu
                  czasu w domu niż w pracy. Są różne pomoce dla rodziców uczących
                  dzieci w domu, ale możliwe, że później będziemy potrzebowali pomocy
                  nauczycieli, których trzebą będzie opłacać. A dzieci uczone w ten
                  sposób nie są izolowane od równieśników. Mają kontakt z innymi
                  dziećmi poza szkołą i bez problemu nawiązują nowe znajomości.
                  To dobrze, ze Twoja córka lubi chodzić do szkoły, a w szkole nie ma
                  żadnych poważniejszych problemów, oby tak dalej.
                  • maxxt Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 01.10.07, 10:34
                    home schooling ma jedna zasadnicza wade- nie wyposaży dziecka w umiejeętności
                    wypływające w czystej codziennej współpracy i współzycia z grupą rówieśników. i
                    bynajmniej nie chodzi tu o zawieranie znajomości.
                    • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 01.10.07, 12:47
                      Są też zajęcia pozaszkolne.
                    • maxxt Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 11.10.07, 17:26
                      tego nie da sie porównać. totalnie inaczej wpływa grupa rówieśnicza w szkole,
                      przez kilka godzin niz 1-2 godzinne zajecia dodatkowe- jakie by nie były.
                      • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 11.10.07, 17:35
                        Radzę poczytać o edukacji domowej i o socjalizacji a dopiero potem się wypowiadać.
                        • maxxt Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 12.10.07, 16:10
                          jesli ktos tu jest "niedoinformowany" o edukacji domowej i socjalizacji to z
                          pewnocia nie jatongue_outtongue_out. zabawna jestestongue_outtongue_out: naprawde. ale twoje dziecko- twoj problem.
                      • owocoskala Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 11.10.07, 19:07
                        > tego nie da sie porównać. totalnie inaczej wpływa grupa
                        rówieśnicza w szkole,
                        > przez kilka godzin niz 1-2 godzinne zajecia dodatkowe- jakie by
                        nie były.
                        Musze się zgodzić z tym całkowicie.
                        • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 11.10.07, 19:47
                          Najlepiej to nie wiedzieć co i jak i sie wypowiadać. Zacznijcie robić coś co
                          jest naprawdę dobre dla dziecka, a nie dla rodziców. Dziecko nie potrzebuje
                          siedzieć w przedszkolu lub szkole przez 5 i więcej godzin z rówieśnikami, bo to
                          nie ma sensu i wcale nie wpływa tak pozytywnie na rozwój jak się niektórym wydaje.
      • tarkiina.arawis Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 17.09.07, 20:13
        To nie szkoła tresuje dzieci, a rodzice. Rodzice wpajają dziecku, że powinno
        mieć same piątki i że "Jola dostała piątkę a ty nie możesz" Szkoła tylko podsyca
        parcie na wynik, które wynosi się z domu.

        Podam przykład dwóch dziewczynek o podobnym żywym charakterze, porównywalnych
        zdolnościach, dość ambitnych chodzących do jednej klasy: Dziecko "A" uczone było
        w domu, że ma przynosić wyniki, że jest taka zdolna, że powinna być najlepsza,
        tresowana przez rodziców, że zawsze ma mieć wszystkie lekcje odrobione, co
        dziecko odczuwało w swoisty sposób, że powinno być doskonałe "szkolnie" itp.
        Nauczyciel przedmiotu raczej przeciętnie wymagający, żądający znajomości
        gruntownie conajmniej podstaw przedmiotu.
        Drugie dziecko, było od zawsze uczone, że uczy się dla siebie, dla własnej
        wiedzy, że nic się nie stanie jak czasem (czasem, a nie notorycznie!) nie odrobi
        lekcji to nie jest straszny problem, że jak czasem dostanie jedynkę to nie jest
        tragedia, ale równocześnie uczone że zawsze poniesie konsekwencje tego co zrobi.

        Efekt taki, że jedno dziecko prędko się zestresowało i przestało naukę lubić a
        rodzice nagle zaczęli obarczać winą nauczycieli, że program ciężki itp itd...
        Drugie dziecko wiedząc że nauka jest dla siebie z własnej woli starało się być
        najlepsze. Grunt to odpowiednia motywacja. Program nie jest problemem, tylko
        podejście rodziców i ich ambicje, przynajmniej w znacznej mierze.
    • rota_9 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 20.09.07, 15:41
      Pitu, pitu, pitu. Najbardziej "podobało" mi się stwierdzenie Sher, że "W szkole
      ucznia obowiązują polecenia nauczyciela, nie rodziców." Byłaby to święta racja,
      gdyby nadrzędną zasadą w szkole nie była anarchia. Popracujcie trochę w szkole i
      potem zabierajcie głos (to do teoretyków i 'teoretyczek' w temacie "jak pracuje
      się w szkole")
    • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 29.09.07, 15:36
      asiara74,czy uważasz że jedynym sposobem na zdobycie wiedzy są studia?Wiedzę
      zdobywa się z różnych źródeł najczęściej z litereatury a studia tylko to
      systematyzują(kirunkują,formułują),jednak studia koszutują,więc nie każdy może
      studiować.A czy praca w szkole jest taką dziedziną do której potrzba dyplomu?Nie
      zgadzam się z tym i uważam że jest idiotyczne

      >Dzieci mają
      >obecnie dużo praw i nie widzę sensu zmian całej edukacji, ale ich
      >rodzice tego nie egzekwują od szkół.
      Jak rodzice mają coś egzekwować od szkół skoro nauczyciele nie umieją
      współpracować z rodzicami,nie umieją dostosowac się do sposbu myślenia
      ludzi(rodziców) którzy po porstu nie znają zasad na jakich funkcjonuje system
      szkolny.MIejmy świadomość że człowiek który nie ma kontaktu ze środowiskiem
      młodzieży przez wiele lat,nie potrafi się tam odnaleźć i wspólpracować.Rodzice
      powinni być szkoleni,tak aby móc podjąć współpracę ze szkołą

      >W początkowym okresie nauki dzieci są najczęściej tresowane i
      >zestresowane

      dokładnie tak
      Nawet nie trzeba iść do szkoły,wystarczy popatrzeć na niektóre mamuśki jak to
      tresują swoich 6-latków,nie licząć sie z ich emocjami.Zupełnie inaczej jest z
      nastolatkami którym przeciętny rodzic już nei podskoczy,więc olewa ich sprawy.
      Oczywiście tak robi ZŁY rodzic i nauczyciel.DOBRY jednakowo i z wyczuciem
      podchodzi do każdego dziecka bez względu na jego wiek,ponieważ edukacja jest
      procesem ciągłym aż po wiek dorosły.Edukację rozumianą jako ogólny proces
      naucznia oczywiście

      Więc wniosek jest taki że przeciętny rodzic nie różni się od przeciętnego
      nauczyciela czymś wiecej niż miejscem pracy.Ani jedni ani drudzy nie mają
      szerszej wiedzy w zakresie problemów wychowawczych.Trzeba zauważyć że dziecko
      które nie jest szanowane i odpowiednio kształtowane w wieku
      wczesnoszkolnym,staje się wykrzywione emocjonalnie i nie da się tego potem
      naprawić w wieku nastoletnim

      wyjatkowa_rodzinka,to wspaniale że uczysz dziecko z zerówki sama ale za rok
      będzie musiało pójśc do szkoły.Osobiście nie rozumiem chorych pomysłow pozyłania
      6-latków do szkoły(zerówki) bo jakoś zawsze było dobrze,po co to zmieniać,co to
      poprawi?Nic nie poprawi,nic nie zmieni a jeśli już to na gorsze.Ponieważ rok
      różnicy nie am tu znaczenia,dlatego popieram zerówkę domową,tym bardziej dobrze
      to świadczy o rodzicu który nie czuje się gorszy od jakiejś nauczycielki która
      pozjadała wszysktie rozumy i otrzymała prawo do nauczania bo posiada jakiś tam
      dyplom.Dlaczego ludzie bez dyplomu nie mogliby uczyć?

      rota_9,prosze bardzo,chętnie popracuję w szkole,a miałem chwilowo taką
      możliwość(w wolontariacie) i nie są to żadne teorie.W pełni zgadzam się z
      tarkiina.arawis,bo własnie tak jest że rodzice wyobrażają sobie pewien system
      tresujący,który rzekomo szkoła stosuje.A tu okazuje się że nic takiego nie ma a
      dziecko żyje w dwóch światach nie zgranych-domu i szkole.Gdyby rodzice mieli
      możliwość przejścia skolenia jak wpółpracowac ze środowiskiem szkolnym i
      nauczycilami,sytuacja byłaby inna.Bo dlaczego ma się szkolić tylko
      nauczycieli,dlaczego to tylko oni są uprzywilejowani pod względem
      samokształcenia o rodziców pozostawia się samym sobie,na lodzie.
      • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 29.09.07, 16:46
        Jak poczytasz więcej o edukacji domowej to się dowiesz, ze za rok nie będziemy
        musieli posyłać dziecka do szkoły. Rodzice, nawet tacy co nie mają wykształcenia
        pedagogicznego lepiej uczą niż nauczyciele, bo to rodzice najlepiej znają swoje
        dziecko, znają zainteresowania i mają indywidualne podejście do dziecka, czego w
        szkole brakuje.
        • paula_paulina_10 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 29.09.07, 17:48
          O ile w pierwszych klasach dasz sobie radę, to od IV-V klasy mogą
          być problemy. Zastanów się czy nie lepiej poszukac dobrej, nawet
          płatnej, szkoły, w której są małe klasy i jednak fachowi nauczyciele.
          • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 29.09.07, 20:46
            Nie przesadzaj. Z programem podstawówki każdy powinien sobie poradzić, a
            przynajmniej my nie mamy z tym problemu.
            • maxxt Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 01.10.07, 10:39
              a później co? "normalne" gimnazjum,liceum? system stricte szkolny, nie domowy.
              zastanowiłaś sie jak dziecko wdroży się do takiego systemu?
              • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 01.10.07, 12:44
                Wątpię, że potem "normalne" gimnazjum, bo w Polsce nie ma czegoś takiego jak
                normalne gimnazjum, a to co się dzieje w takiej szkole nas przeraża. Dopiero
                zaczęliśmy zerówkę więc nie myślimy o tym co będzie za parę lat, a dziecko ma
                kontakt z innymi dziećmi.
                • maxxt Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 12.10.07, 16:08
                  rozumiem ze dalej edukacja nie w Polsce tak? twoja sprawana naturalnie i jesli
                  cie stac/masz mozliwosci -nie ma sprawy.
                  p.s. łatwo was przerazic. a zapewniam, ze normalne szkoły istnieja i wcale nie
                  trzeba ich szukac ze swieczka. troche paranoicznym tonem wieje z twej wypowiedzi.
    • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 01.10.07, 17:46
      Nigdy nie twierdziłem że wykształcenie pedagogiczne umożliwia bądź nie nauczania
      kogokolwiek.O tym czy ktoś jest w stanie czy nie uczuć dziecko/dzieci decyduje
      osobowość,pewne nabyte umiejętności oraz praktyka.Wykształeceni moze jedynie
      pomóc w niektórych systuacjach no i daje pewne gotowce dydaktyczne,które jednak
      nie muszą mieć zastosowania.Rodzice zawsze mają przewage ponieważ znają swoje
      dziecko,a nauczyciel nie koniecznie i nic mu po wykształceniu ktore jest tylko
      teoretyczne.
      Program podstawówki jest bezproblemowy dla osób które się tym interesują i są na
      bierząco.Niestety nie każdy dorosły sobie da radę.
      Najbardziej mnie martwi co o tym wszysktim myśli Twoje dziecko które nigdy nie
      widziało szkoły na oczy,nie mogło ocenic czy to jest miejsce do którego bedzie
      chciało chodzić czy nie.
      Byćmoże poznałoby tam fajne koleżanki i kolegów oraz miłuych nauczycieli ,a tak
      cała przyjemnosć je ominie.NIe wiem jak u Ciebie,lecz ja miło wspominam
      szkołę,szczególnie podstawową i współczuję komuś kto nigdy do niej nie
      chodził,nie miał okazji doswiadczyć wszystkiego co tam jest.Rozumiem że czasy sa
      inne,skzoły inne,ale jednak nie można powiedzieć że podstawówka to miejsce gdzie
      dziecku dzieje się jakas wielka krzywda.Fakt ze sa wyjątkowe przypadki.
      Nie da rady wyrwać dziecko z systemu w którym się mieszka,można natoamiast
      wybrac konkretną podstawówkę,po uprzednim jej "monitoringu" a taki powienie być
      mozliwy dla każdego rodzica.

      paula_paulina_10,kto to są "fachowi" nauczyciele,po czym umiesz rozpoznać że
      ktoś jest albo nie jest fachowy?Po opiniach ludzi spoza szkoły czy po informacji
      u dyrektora szkoły?To jest loteria,albo sie trafi na fachowego albo nie.
      • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 01.10.07, 19:36
        To Ty się lepiej nie martw o nasze dziecko, jest całkowicie szczęśliwe i
        radosne. I widziało szkołę, dokładniej mówiąc byliśmy razem z dzieckiem w dwóch
        szkołach, rozmawialiśmy z dyrektorem, nauczycielami i nawet widzieliśmy jak
        wyglądają zajęcia, nasze dziecko też to widziało i wie na czym polega szkoła.
        Koleżanki i kolegów ma, bo szkoła to nie jedyne miejsce, w którym dzieci się
        spotykają.
        A szkoły miło nie wspominamy.
    • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 03.10.07, 14:02
      Dowiedziałem sie że określenie "domowa" oznacza nauczanie przez
      rodziców i rodzinę,w każdym mozliwym miejscu i okazji .To nie
      edukujące domowo rodziny się izolują, to społeczeństwo je izoluje

      Zadziwiające jest jak wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy że moga
      edukowac swoje dzieci wszystkiego tego a nawet o wiele wiecej niż
      zrobi to szkoła.Jest to oczywiste,ponieważ nigdzie nie było
      powiedziane że szkoła ma monopol na nauczanie,a jest jedynie taki
      stereotyp.To właśnie stereotypy powodują że takie wielkie
      dobrodziejstwo jakie płynie zedukacji domowej jest w ogóle nieznane
      większości rodziców.Wielu rodzicom nie przyjdzie do głowy (tak, tak,
      to nie brak czasu), jak dużo mogliby nauczyć, gdyby tylko chcieli
      się trochę lepiej zorganizować i gdyby posłuchali rodziców już
      edukujących domowo lub przeczytali dobrą książkę - podręcznik.
      Życie codzienne dorosłegoczłowieka ,rodzica jest odległe od spraw
      edukacyjnyc,naukowych,bo sporwadza się dospraw przeyziemnych i
      rozrywek,a dziecko ijegosprawy pozostaje z boku.

      Edukacja domowa jest czymś naturalnym,co pozwala rodzicowi na
      bliższy kontakt z dzieckiem,a to wpływa pozytywnie nie tylkona jego
      wiedzę lecz także wyhowanie i rozwój.Niezwykle cenną sprawą jest
      fakt, że nie tylko dzieci ciągle się uczą, ale robią to wraz z nimi
      rodzice

      NIestety rodzice których obserwuję w obecności dzieci,bardzo rzadko
      się wybijają poza stereotypy,dzieci traktują jak poddanych,w
      miejscach publicznych(na ulicy,w bibliotece,itd) nigdy nie słyszę
      treści edukacyjnych,naturalnych przekazów verbalnych,jakie powinny
      mieć miejsce.Takie przekazy słychać jedynie ....w szkołach.Dlaczego
      tak sie dziej,czy rodzice boją się uczyć swoje dzieci
      czegokolwiek,czy boją sie że odbiorą nauczycielom robotę,która do
      nich należy.Czy boją się ironii otoczenia(???) że edukują
      dzieci,skoro nikt tego nie robi?

      Sam fakt że słyszę o tym pierwszy raz jest czymś zdumiewającym ,że
      media ani społeczeństwo nie lansuje tak ważnego zagadnienia jak
      edukacja iwychowanie dzieci,a to przecież takie ważne.Nie rozumiem
      tego społeczeństwa...
      • wyjatkowa_rodzinka Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 03.10.07, 15:13
        Już nie raz pisałam na forum, że uczymy swoje dziecko w domu dzięki edukacji
        domowej, ale oczywiście zaraz pojawiają się ataki ludzi, którzy nic o tym nie
        wiedzą. Lepiej najpierw poczytać na temat edukacji domowej, zamiast gadać o tym
        jak to krzywdzi się dzieci, które uczoną są w taki sposób, ale oczywiście
        łatwiej atakować lub tylko gadać jakie to szkoły są złe i nic z tym nie robić.
        Rodzice przeważnie nie uczą sami dzieci, bo im się nie chce, przecież wygodniej
        jest wysłać dziecko do szkoły.A każdy odpowiedzialny rodzic powinien się
        zainteresować edukacją swojego dziecka i wybrać najlepszą drogę dla rozwoju
        dziecka. Żadna szkoła, nawet najlepsza nie da dziecku tego co daje edukacja domowa.
        • krwawakornelia nie popadajmy w paranoje 11.10.07, 19:30
          sa dobre szkoly na swiecie.
          Chodzi przede wszystkim o to zeby wlozyc odrobine wysilku, jednym
          slowem przejac odpowiedzialnosc za wybor szkoly, i edukacje dziecka.
          W dobrej szkole rodzice maja tez wiele do powiedzenia.
          Takze to jakas abstrakcja troche sie robi, jak ktos puszcza dziecko do
          pierwszej lepszej , a potem narzeka jak to nie/zle (nie potrzene
          skreslic) wychowuje.
      • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 18.10.07, 17:19
        tekst oczywiście pochodzi ze strony
        dladziecka.infoweb.pl/?id_category=65&id_inf=62
        i właśnie do niego odnosił się mój poprzedni post
    • sally30 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 12.10.07, 10:58
      Moje dziecko zaczyna zerowke w szkole.Na rozpoczeciu pani tak
      ladniemowila o wspolpracynia a rodzicami rozwiazywaniu wspolnym
      problemow dziecka a za dwa tygodnie na zebraniu oznajmila ze jest
      spora gupa dzieci nadpobudliwych i bedzie wysylala do psychologa.Dla
      mnie to juz jest SPYCHOLOGIA problemow.DLatego uwazam ze w tych
      najmlodszych klasach powinny byc jakies pogadanki o przyjazni
      emocjach kulturze itp moze z psychologiem bo teoria wyniesiona z
      domu kontra szkolna rzeczywistosc to nieraz jak zderzenie z gora
      lodowa.
      • mozambique Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 12.10.07, 18:23
        nadpobudliwosc jest zaburzeniem emocjonalnym .
        od zaburzec są specjalisci a nie nauczyciele .
        Jelsi twojemu dziecku trzeab bedzie wyleczyc kanałowo ząb , to gdzi
        epojdziesz ? do inetrnisty czy dentysty
        • sally30 Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 12.10.07, 22:27
          Idac twoim tokiem myslenia; a czy nauczyciel jest od stawiania
          diagnozy? Ja wcale nie napisalam ze moje dziecko jest nadpobudliwe
          temat postu jest inny wychowanieDuzo dzieci ma problemy z emocjami i
          zachowaniem sie w konkretnych sytuacjach a pogadanki takie sa u
          corki znajomej w przedszkolu i rodzice bardzo chwala sobie te
          zajecia.
    • wyjatkowa_rodzinka Edukacja DOMOWA 12.10.07, 22:42
      Edukacja rozpoczyna się w domu. Nie możesz winić szkoły za to, że nie kształci
      twojego dziecka, jeśli sam tego nie robisz” - Geoffrey Holder

      Ludzie słysząc o edukacji domowej mówią zaraz o gettach, kloszach, izolacji,
      braku socjalizacji, itd., a także tłumaczą, że wszyscy rodzice nie są w stanie
      uczyć własnych dzieci. Do tego często nie są w stanie sobie wyobrazić, jak
      domowe edukowanie ma w ogóle wyglądać. Ten tekst jest dla nich i dla innych
      niedowiarków.

      Wszystkie powyższe skojarzenia z edukacją domową są zrozumiałe, jednak pokazują
      niezrozumienie jej istoty. Po pierwsze, edukacja domowa nie oznacza wcale, że
      nauka ma miejsce wyłącznie w domu, w jego czterech ścianach. Determinant
      „domowa” nie odnosi się tyle do miejsca, co do osób - domu w znaczeniu rodziców
      czy całej rodziny. Do tego, wcale nie ma na celu izolacji wobec świata.
      Promotorom edukacji domowej nie chodzi również o masowe zastąpienie nauki
      szkolnej nauką w domu. Mają przecież świadomość, że nigdy nie stanie się tak,
      aby wszyscy rodzice zechcieli przyjąć na siebie taki trud i taką
      odpowiedzialność. Części rodziców (większości?) odpowiada przecież posyłanie
      dziecka do przedszkola, szkoły (państwowej czy prywatnej) lub po prostu nie mają
      innego wyboru. Promotorom nauki w domu chodzi jedynie o to, żeby rodzice chcący
      nauczać mieli prawo do swobodnego wyboru kształtu edukacji dla własnych dzieci.

      Domowa sztuka uczenia

      Część z „lekcji” w edukacji domowej przeprowadzana jest rzeczywiście w domu, ale
      nie oznaczają one długiego ślęczenia przy biurku, bez względu na wiek dzieci. W
      trakcie pierwszych lat życia dziecka rodzice mogą nauczyć dzieci nie tylko
      miłości do książek, ale czytania, liczenia i wielu innych umiejętności. Edukacja
      domowa pomaga również w odkryciu dziecięcych talentów, które w przyszłości
      pomogą dobrze wybrać przyszłe zajęcia zawodowe i w dorosłym życiu zarobić na
      chleb. Polscy rodzice mają sześć lat, aby korzystać z edukacji domowej bez
      zezwolenia. Nawet pracujący rodzice mogą nauczyć dzieci mnóstwa rzeczy pod
      warunkiem, że będą tego chcieli i będą potrafili przeorganizować własne nawyki.
      Najważniejsze żeby chcieć i uwierzyć we własne możliwości. Sztuką jest nabranie
      takiego nawyku, jak i niemęczenie dziecka ciągłym edukowaniem (możliwości mózgu
      małego dziecka zadziwią jednak jego rodziców). Edukację domową można uprawiać na
      tysiące sposobów, byle się było inteligentnym, wrażliwym i elastycznym.

      Rodzice, którzy edukują domowo swoje dzieci znają je bardzo dobrze. Znają także
      ich najnowsze zainteresowania i pomagają je rozwijać. Jeśli mały chłopczyk
      interesuje się smokami, można ten fakt wykorzystać, aby opowiedzieć mu nie tylko
      o smoku wawelskim, ale o św. Jerzym, chińskiej kulturze, pokazać Chiny na
      globusie lub na mapie. Można również mówić o krajach, które na flagach mają
      smoka (Butan). Nawet pozornie nieprzydatne lud drugorzędne zainteresowania mogą
      posłużyć do przekazania bardziej przydatnej wiedzy. Przy byle okazji można
      zapraszać dziecko do otwierania encyklopedii, przeglądania różnorodnych albumów.
      Osoby posiadające Internet mogą sobie pomoc w wyszukiwaniu ciekawych zdjęć np.
      wyszukiwarką Google (Image).

      Rutynowe czynności

      Nawet takie zwykłe czynności jak jedzenie obiadu może być okazją do nauki.
      Dzielenie pizzy czy krojenie ciasta może pomóc w poznaniu ułamków i w liczeniu.
      Za to korzystanie z przypraw może być pretekstem do tego, aby opowiedzieć skąd
      one pochodzą (znowu tutaj może okazać się przydatna mapa). Gotowanie to także
      świetna okazja, aby nauczyć podstawy procesów chemicznych (parowanie,
      rozpuszczanie czy dyfuzja). Także taka zwyczajna czynność, jaką jest kąpiel jest
      świetnym edukacyjnym doświadczeniem. Podczas kąpieli można nauczyć prawa
      Archimedesa, które przedmioty toną, a które pływają i dlaczego, a jakie się w
      niej rozpuszczają. Używanie środków lokomocji pomaga także we wczesnym
      zaznajomieniu się z liczbami i liczeniem. Obliczanie, o której godzinie dotrzemy
      na miejsce samochodem, ile zużywamy benzyny, etc. Liczby otaczają nas dookoła, a
      tak wielu rodziców czeka, aby dziecko o nich usłyszało w szkole. Jak często
      patrzymy codziennie z dzieckiem na zwykły kalendarz czy zegar? Podczas robienia
      zakupów, dziecko może łatwiej poznać wartość pieniądza, jeśli uświadomimy mu, że
      paczka jego pieluszek (czy pampersów) kosztuje tyle a tyle, a za to może kupić
      daną zabawkę. Mechanizm ten może mu nawet pomóc w szybszym nauczeniu korzystania
      z toalety. W sklepach jest taka mnogość produktów, że zawsze można znaleźć
      towary typowe dla różnych krajów i o tym opowiadać. Ceny zresztą to liczby,
      które często pozostają tajemnicą dla maluchów. Podczas zwykłego spaceru można
      opowiadać dziecku o wszystkim, co nas otacza. Pokazywanie znaków drogowych może
      pomóc w nauce czytania i w poznaniu liczb. Zasad ruchu mogą nauczyć rodzice i
      nie jest do tego potrzebny finansowany „rządowo” program Barbary Labudy.

      Muzea, zoo, sklepy zoologiczne
      Rodzice edukujący domowo odwiedzają także często wszystkie muzea we własnym
      mieście, chodzą do ogrodów botanicznych, sklepów zoologicznych itd. W wielu
      takich miejscach pracownicy tylko czekają, żeby zamiast szkolnych i bardzo
      często znudzonych wycieczek pojawili się tam rodzice z własnymi pociechami -
      osoby zainteresowane i zadające pytania. Oczywiście, że dzieci z dużych miast
      mają większy wybór, co nie znaczy, że w małych miastach czy wioskach nie ma
      niczego ciekawego. Zdarza się, że oni lepiej znają swoje miasta niż ciągle
      zabiegani mieszkańcy metropolii.

      Biblioteka, księgarnia czy lokalna parafia

      Całe miasto może przecież stać się szkołą dla dziecka. Rodzice edukujący domowo
      często (np. co najmniej raz w tygodniu) odwiedzają bibliotekę (w zależności od
      jej wyposażenia pożyczają tam książki, kasety video czy CD). I wcale nie
      dlatego, że nie mają książek w domu. Tam mogą spotykać się z innymi podobnymi
      rodzinami, korzystać z komputerów (jeśli nie mają ich w domu). Podobnie też nikt
      nie zabrania zainspirować dyrekcję polskiej biblioteki publicznej (czy domu
      kultury), aby taką czytelnię w swojej placówce zorganizowała. Co tam czytelnię -
      po prostu rodzice mogliby tam organizować ciekawe zajęcia edukacyjne i w ten
      sposób tworzyć własne (nieformalne) przedszkola.

      Nawet księgarnia może stać się miejscem podobnym do biblioteki. W dużych
      księgarniach (typu Empik) rodzice mogą przecież czytać książki dzieciom. Nic też
      nie przeszkadza prywatnym właścicielom organizować kącików czytelniczych w
      swoich księgarniach, jeśli tylko miejsce na to pozwala. W amerykańskich
      księgarniach i bibliotekach odbywają się np. 30 minutowe spotkania dla dzieci (a
      nawet dla noworodków „baby story time”wink, podczas których pracownik danej
      placówki czyta na głos wybrane trzy książeczki, potem dzieci rysują czy
      wyklejają ich bohaterów. W książeczki dla dzieci mogą być wyposażone także
      kawiarnie czy restauracje rodzinne, w których rodzice oczekujący na zamówione
      jedzenie mogą zabawiać dzieci czytając im książeczki. Do tego, aby zachęcić
      ludzi do czytania swoim dzieciom nie są wcale potrzebne ogólnopolskie drogie
      akcje „Cała Polska czyta dzieciom”, ale kilka inicjatyw prywatnych ludzi. Nic
      też nie przeszkadza, aby parafie rozszerzały swoje oferty edukacyjne - wiele z
      nich już organizuje wycieczki dla młodzieży czy kursy językowe. Wszystko w
      rękach rodziców, którzy mogą takie przedsięwzięcia zainspirować.

      Towarzystwo rówieśników tak, ale nie przez osiem godzin dziennie

      Organizowanie grup samopomocy ma w edukacji domowej duże znaczenie. Pomaga
      zminimalizować odczucie odrzucenia przez otoczenie (to nie edukujące domowo
      rodziny się izolują, to społeczeństwo je izoluje), służy radą i pomocą
      (edukacyjną także) i pomaga dzieciom nawiązywać przyjaźnie. Bo dzieciom
      oczywiście potrzebne jest towarzystwo rówieśników, ale wątpliwe jest (niektórzy
      uważają, że nawet szkodliwe), że muszą spędzać osie
      • wyjatkowa_rodzinka Edukacja DOMOWA - ciąg dalszy 12.10.07, 22:45
        Towarzystwo rówieśników tak, ale nie przez osiem godzin dziennie

        Organizowanie grup samopomocy ma w edukacji domowej duże znaczenie. Pomaga
        zminimalizować odczucie odrzucenia przez otoczenie (to nie edukujące domowo
        rodziny się izolują, to społeczeństwo je izoluje), służy radą i pomocą
        (edukacyjną także) i pomaga dzieciom nawiązywać przyjaźnie. Bo dzieciom
        oczywiście potrzebne jest towarzystwo rówieśników, ale wątpliwe jest (niektórzy
        uważają, że nawet szkodliwe), że muszą spędzać osiem godzin dziennie przez pięć
        dni w tygodniu wśród osób tego samego wieku. Dzieci wcale nie muszą chodzić do
        szkoły czy przedszkola, aby się dobrze socjalizować. Potrzebują kontaktu z
        ludźmi, nie tylko z rówieśnikami. Świadomi tych potrzeb rodzice mogą tworzyć
        liczne okazje do kontaktu. Nikt przecież nie zamyka dzieci edukowanych domowo w
        szafie czy klatce! (Nawiasem przypominam, że nagłośniony medialnie przypadek
        „dziewczynki z klatki” okazał się tragiczną pomyłką, za która największą cenę
        zapłaciła dziewczynka i jej rodzina).

        Trud i nagroda

        Największa trudność w prowadzeniu edukacji domowej (wcale niekoniecznie
        zastępującej tę szkolną, prowadzoną w ramach odszkolniania czy douczania) polega
        na wyrobieniu sobie nawyków edukacyjnych. Wielu rodzicom nie przyjdzie do głowy
        (tak, tak, to nie brak czasu), jak dużo mogliby nauczyć, gdyby tylko chcieli się
        trochę lepiej zorganizować i gdyby posłuchali rodziców już edukujących domowo
        lub przeczytali dobrą książkę - podręcznik. Oczywiście najłatwiej jest ludziom z
        fantazją i kreatywnym, ale wcale nie jest powiedziane, że wielu nie może się
        tego nauczyć. Gdyby większa ilość rodziców uświadomiła sobie, do czego naprawdę
        jest zdolna (a co ważniejsze, do czego jest zdolne małe dziecko), mogłaby w
        pierwszych sześciu latach życia zrobić dużo więcej i lepiej niż jakakolwiek inna
        masowa placówka. Praca z dzieckiem już po kilku miesiącach daje dobre efekty.
        Wiedzą o nich wszyscy, którzy poświęcają dużo czasu swoim dzieciom. Niezwykle
        cenną sprawą jest fakt, że nie tylko dzieci ciągle się uczą, ale robią to wraz z
        nimi rodzice.
    • e-ftalo Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 18.10.07, 17:24
      powtarzam post bo mi wpadł w środek a miał być na końcu
      tekst oczywiście pochodzi ze strony
      dladziecka.infoweb.pl/?id_category=65&id_inf=62
      i właśnie do niego odnosił się mój poprzedni post
    • ikabg Re: Dlaczego szkoła nie wychowuje? 19.10.07, 10:04
      Nauczyciele maja związane ręce. Nie mają narzędzi kontroli młodego człowieka.
      Niestety w grupie rówieśników, nastolatków, nie pomagają szczere rozmowy i
      prośby o zmianę zachowania....Nauczyciele napotykają niespotykany opór ze strony
      rodziców, jak tylko chcą ingerować w wychowanie ich dziecka. nie mają realnej
      pomocy ze strony kuratoriów, sądów itp.

      Jeśli rodzice nie potrafią wychować dziecka, szkoła nic tu nie poradzi...a
      najwyraźniej rodzice nie potrafią...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka