Dodaj do ulubionych

beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromny żal

26.11.07, 23:43
Piszę, bo jest smutno i chcę się wygadać, może też ktoś coś mi coś poradzi…

Moi rodzice od początku małżeństwa mieszkają w domu rodziców matki, w którym
znajduje się tylko jedno 3-pokojowe mieszkanie + nieogrzewany strych i
piwnica. Moi dziadkowie wybudowali go na początku lat 70., oczywiście z
dzisiejszej perspektywy nie jest to jakieś cudo (zwłaszcza jeśli się nie
przeprowadza żadnych remontów…wink, ale włożyli w to dużo pracy, zadbali o piękny
ogród itd.

Rodzice niemal od początku małżeństwa mieli własne 3-pokojowe mieszkanie w
bloku, w całkiem niezłej dzielnicy. Dlaczego się tam nie wprowadzili,
pozostaje zagadką, zwłaszcza że dziadkowie nie lubili się z moim ojcem.
Podobno to on się uparł, ale trudno mi to ocenić, skoro urodziłam się po 11
latach od ślubu. Mam też starszą o 10 lat siostrę.

Gnieździliśmy się w szóstkę w trzech pokojach, a tamto mieszkanie stało cały
czas puste. Przez parę miesięcy mieszkała w nim moja siostra - jak już była na
studiach. Teraz cały czas wysłuchuje pretensji, że podczas jej pobytu odpadło
parę kafelków w łazience i kuchni (tak, tak, to kafelki z lat 70.).

Obecnie moja siostra mieszka z mężem w kupionym przez niego mieszkaniu, ja
natomiast mam 22 lata i każdego dnia marzę o w wyprowadzce od moich rodziców.
Mieszkamy w domu po dziadkach, jego właścicielką została w końcu moja matka –
wcześniej połowa należała do jej siostry, która odziedziczyła też w całości 2.
posesję dziadków, na której znajdował się zakład pracy dziadka. Moja matka
dostała od rodziców mniej, bo się z nimi skłóciła (jak zresztą z całą
najbliższą rodziną, przed resztą gra świętoszkę i męczennicę).

Nie jestem w stanie wytrzymać z ludźmi, rzekomo wykształconymi, którzy pomimo
dobrych zarobków nie robią w życiu absolutnie nic poza awanturowaniem się ze
sobą, kontrolowaniem mnie oraz oglądaniem Klanu i Plebanii. Nie chodzą do
kina, teatru, nigdzie nie wyjeżdżają (kiedyś byli w Paryżu, ale cały czas się
tam żarli), nie mają żadnych znajomych poza moją ciotką-czytelniczką Faktu i
SuperExpressu, nie inwestują w dom, W OGÓLE ZE SOBĄ NORMALNIE NIE ROZMAWIAJĄ.
Mam z dzieciństwa fatalne wspomnienia, przez ich awantury wciąż płakałam i
słyszałam od ojca „przestań wykrzywiać gębę” + wyzwiska typu „gó.. sobacze”.
Mój ojciec to straszny prostak, a matka jest zimna (nigdy mnie nawet nie
przytuliła, zero zainteresowania czymkolwiek poza tym, czy wykonuję jej
polecenia) i apodyktyczna i wciąż musi pokazywać, że to ona tu rządzi. Oboje
dostają dzikiej furii, gdy wychodzę na randkę lub na piwo ze znajomymi. Przez
przypadek znalazłam klucz do swojego pokoju, zamykałam się rzadko, ale i tak
moja matka mi go zabrała z biurka. (to taki przykład)

W przyszłym roku akademickim będę na ostatnim roku studiów, znajdę pracę
(choćby na kasie) i wyprowadzę się z chłopakiem do wynajętej kawalerki (teraz
nie ma to sensu, w przyszłym semestrze wyjeżdżam na zagraniczne stypendium).
Jest mi strasznie przykro, że w czasach, gdy ludzie dostają kredyt na
mieszkanie na 45 lat, ja nie mogę nawet rozmawiać z rodzicami o przyszłości
ich pustego, 3-pokojowego mieszkania, bo od razu słyszę, że „jestem pazerna” i
„kłócę się o majątek”. Mówi to mój tatuś, który do tej pory je obiady na
talerzach teściowej. Myślałam, że rodzinne rozmowy o mieszkaniach są normalne,
no ale widać myliłam się.

Nie twierdzę, że jestem nieskalanym ideałem, często mówię rodzicom przykre
rzeczy (jeśli mnie sprowokują, po prostu nie zamierzam nadstawiać drugiego
policzka, w dzieciństwie byłam religijna i starałam się być dobra i miła, ale
ileż można), nie lubię ścierać kurzu wink)) itd., ale zawsze byłam świetną
uczennicą, wygrywałam olimpiady w liceum, nie piłam, nie odwalałam tzw. numerów…

Dlaczego niektórzy są w stanie spieprzyć wszystko we własnym życiu? I to
dokopywanie własnym dzieciom, które najwyraźniej sprawia im wielką przyjemność…
Obserwuj wątek
    • lila1974 Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 27.11.07, 08:40
      Dlatego, że nie ma licencji na posiadanie dzieci, choć z całą
      pewnością by się przydala uncertain

      Nie wiem, czy będzie Ci łatwiej, ale przyjmij do wiadomości, że te
      osoby są upośledzone emocjonalnie i nie oczekuj po nich akceptacji,
      nie wkradaj się w ich łaski .... unikniesz kolejnych rozczarowań.

      Pomyśl, że wkrótce nadejdzie ten dzień, w którym wyjdziesz z tej
      chałupy i trzaśniesz drzwiami już na zawsze.

      Trzymaj się!
      • dorciaz Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 27.11.07, 09:58
        Pozytywny aspekt tej chorej sytuacji to taki,że Ty bedziesz umiała
        rozmawiać ze swoimi dziećmi!Dasz im to wszystko czego Tobie nie dali
        rodzice(miłość,czułość,zaufanie).
        Zabieraj sie z tego domu jak najszybciej...a rodzice może kiedyś
        zrozumieją....
        Pozdr.
        • ania1500 Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 27.11.07, 13:17
          sytuacja dziwna nie ma co ukrywac,ale pamietaj,ze rodzicow ma sie
          tylko jednych,i z powodu mieszkania,nieporozumien czy nawet nie
          takiego traktowania jak bys chciala, nie warto sie od nich
          odsuwac,mowie tutaj o relacjach tych emocjonalnych,bo oczywiscie
          masz prawo sie wyprowadzic i zyc po swojemu.
          warto,tez sie zastanowic dlaczego twoi rodzice tak postapili ,mi sie
          wydaje ,ze byl jakis powod o ktorym ty mozesz nie wiedziec.bo chyba
          nie ma ludzi ktorzy mieszkaja w malym domu z rodzicami od tak sobie
          z wlasnej woli.
          mogla to byc presja dziadkow na twoich rodzicow,piszesz,ze relacje
          miedzy twoimi rodzicami tez nie byly najlepsze,to rowniez moglo byc
          powodem,moze twoja mama nie chciala sie wyprowadzic z domu
          rodzinnego dla wlasnego dobra,przy rodzicach czula sie
          pewniej,bezpieczniej,zawsze to jakas podpora gdy ma sie meza ,moze
          nie do konca takiego o jakim sie marzylo,moze pracowala i bylo
          prosciej tam mieszkac bo rodzice opiekowali sie wnukami,nie wiem
          ocen sama.co do rozmow miedzy wami,to wiem jak to jest mialam
          dziadkow ktorzy nie potrafili ze soba normalnie rozmawiac,i nie
          dlatego,ze byli prostakami,tylko dlatego,ze w pewnym momencie,bylo
          miedzy nimi tyle zalu,wzajemnych pretensji.to wszystko w nich az
          kipialo,kazda rozmowa byla poprostu pretekstem do wyrzucenia z
          siebie bolu i goryczy.co oczywiscie przenosilo sie na ich relacje z
          juz doroslymi dziecmi.czyli wlasnie przy rozmowie z nimi zachowywali
          sie tak samo,atakowali,wypominali wszystko.
          twoi rodzice maja mieszkanie i tutaj nie rozumiem tego,bo stoi
          puste,i tak naprawde ktoras z was mogla by tam mieszkac,ale sposob w
          jaki rodzice bronia sie przed tym,dla mnie tez jest w pewnym sensie
          owocem tego ,ze nie potrafia sie ze soba dogadac podjac wspolnie
          decyzji.
    • amgi Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 27.11.07, 12:58
      Smutny post. Trzymaj się relacje z rodzicami czsami są bardzo
      trudne. Wiem ze odległość i czas na prawdę leczą. Dbaj o relacje z
      siostrą, dobrze mieć kogoś bliskiego. I nie daj się wmanipulować w
      sytuacje ...."twoja matka to...., a ojciec to...." i porozmawiaj z
      tą drugą stroną bo ty się wyprowadziłaś. Będzie dobrze i ich
      stosunek do siebie na pewno nie może być twoim problemem
    • mgla_jedwabna Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 27.11.07, 13:25
      Bo niektórzy tak mają, że "jak ja miałem ch...wo, to ty nie będziesz
      mieć lepiej".

      Może musieli na starość opikować sie dziadkami i liczą na to, że
      teraz Ty im będziesz usługiwać.

      Pozostaje ci tylko liczyć na spadek...
    • e-ftalo Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 29.11.07, 16:43
      Dziwna sytuacja.
      Ale jak to jest z tym 3 -pokojowym mieszkaniem?Przez ileśtam lat stoi zupełnie
      puste i oni za nie płacą,nikomu nie wynajmują?Toż to wywalanie pieniędzy w
      błoto,straszne....
      Spóbuj jednak poprosic o częściowy pobyt w tym mieszkaniu,czyli np w dzień
      mieszkasz tam,a na noc powracasz do rodziców.Takie stopniowe odrywanie się od
      domu zaoowocuje coraz większą niezależnością.
      Nie rozumiem dlaczego twoja siostra mogła sie wyprowadzić a ty nie?
      Dziwne masz ambicje,ukończyć studia i iść do pracy na kasie?To moze prędzej za
      granicę i zarobić na dalszą edukację?Albo znaleźc pracę w swoim kierunku studiów.

      Jeżeli nagle wyprowadzisz sie z chłopakiem ,to może doprowadzić do zerwania
      kontaktu z rodzicami,a oni jacy by nie byli ale sa potrzebni w życiu.
      Rób wszystko ale stopniowo,żadnych gwałtownych,głupich kroków.

      To puste 3 pokojowe mieszkanie trzeba wykorzystać,albo na nim zarobić,a dzisiaj
      pieniądze są najważniejsze,a kłótnie odłożyć na potem.
      • myelegans Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 29.11.07, 20:47
        Gadasz tak, jakby bez tego pustego mieszkania marnowala zycie. To
        jest mieszkanie JEJ rodzicow, jak nie chca go udostepnic, to ich
        prawo.
        Jezeli ma rezygnowac z zamieszkania z chlopakiem, na koszt utraty
        kontaktow z rodzina, to ja za taka rodzine dziekuje.

        Wyrywaj z domu i usamodzielniaj sie jak najszybciej. LIcz tylko na
        siebie i dalej zajdziesz i mniej zalu bedzie. Wyjechalam z domu na
        studia jak mialam 18 lat i wyjezdzajac wiedzialam, ze nie wroce,
        chociaz czekalo na mnie cale pietro i piekny ogrod, a rodzice moze
        tylko w polowie tak toksyczni jak Twoi. Teraz mam tyle, ze moglabym
        ich kupic, uniezaleznilam sie finansowo jak mialam 20 lat i dobrze
        mi z tym, nic nikomu nie jestem winna, nic od nikogo nie chce.
        Oczywiscie, ze jak bedzie potrzeba to im pomoge, ale to juz na moich
        warunkach.
    • e-ftalo Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 01.12.07, 16:33
      >Jezeli ma rezygnowac z zamieszkania z chlopakiem, na koszt utraty
      >kontaktow z rodzina, to ja za taka rodzine dziekuje.

      Dobry chłopka nie rzuca dziewczyny z powodu mieszkania.Dobry chłopak szuka
      źródła urzymania,stara się zarobić pieniądze

      >Wyrywaj z domu i usamodzielniaj sie jak najszybciej. Licz tylko na
      >siebie i dalej zajdziesz i mniej zalu bedzie.

      To nie jest takie łatwe.Nie każdy potrafi udźwignąć ciężar zycia na własną rękę.
      Tak jak mówiłem-najlepiej stopniowo,po kroczku odrywać się,nic gwałtownie.
      Autorka nie musi liczyć tylko na siebie bo ma chłopaka

      >Wyjechalam z domu na
      >studia jak mialam 18 lat i wyjezdzajac wiedzialam, ze nie wroce

      Ja też i teraz tego żałuję bo utraciłem kontakt z rodziną i niczego w życiu nie
      osiągnałem,a teraz(po 6 latach) czuję się wypalony-już mi sie nie chce niczego
      planować.
      A gdybym po maturze poszedł na studia w moim mieście,sprawy potoczyłyby się
      inaczej.Cóż,każdy z nas jest inny,kamila1108 także ma wybór.
      • roksanaa22 Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 02.12.07, 19:29
        Nie łam sięsmile
        Mój ojciec ma dwa mieszkania(jedno puste) a matka jedno do którego
        wpada raz na 2m-ce na dwa dni.
        A my wynajmujemy smile
        Taki los.Ich "majatek".
        • owocoskala Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 02.12.07, 19:54
          > Nie łam sięsmile
          > Mój ojciec ma dwa mieszkania(jedno puste) a matka jedno do którego
          > wpada raz na 2m-ce na dwa dni.
          > A my wynajmujemy smile
          > Taki los.Ich "majatek".
          Az trudno uwierzyć w te historie o pustych mieszkaniach stojących
          latami. Przecież do tego trzeba co miesiąc dokładać.... Czynsz
          mieszkania po teściach to ponad 500 zł miesięcznie bez światła itd,
          więc jakby stało puste to dziękuję.....
    • epreis Re: beznadziejne relacje z rodzicami i mój ogromn 02.12.07, 22:33
      bardzo dobrze cię rozumiem, jesteśmy w podobnym wieku...całe życie próbowałam "dogodzić" moim rodzicom, choć raz usłyszeć- jesteśmy z ciebie dumni, kochamy cię... owszem..mój ojciec choć z natury bardzo wybuchowy i straszny krzykacz to pod tą maską bardzo wrażliwy człowiek czasem choć rzadko obnażał się ze swoimi uczuciami...ale mama...ona zawsze miała jakieś ale-do dzisiaj tak ma...od niej zawsze wieje chłod..zresztąona nigdy nie ukrywała a wręcz w oczy mi powiedziała,że tak " p.. córki jak ona mnie" nie ma nikt..nigdy nie stwarzałam im żadnych problemów...choć dla niektórych ludzi wszystko może być problemem..wychowali mnoie w przeświadczeniu,że jestem im coś..bardzo wiele winna..wpędziło mnie to w totalną depresję..jestem już mężatką..mam dziecko..przez nich znienawidziłam swojego synka..poczucie winy jakim mnie obarczali doproiwadziło do tego- nie chodziło o to,że oni nie chcieli wnuka- wręcz zwariowali na jego punkcie...wg nich- powinnam oddać go im i teściowej na wychowanie..chcieli i dalej chcą sterować moim życiem..od urodzenia kacperka z tym walczę choć własnie przezyłam już przez to depresję..wstydziłam się ale wizyta u psychiatry wtedy bardzo mi pomogłqa-dziś wiem,że mam prawo życ tylko dla siebie..i nie pozwalam im wiecznie włazić wmoje zycie-wytyczam granicę...wzieliśmy kredyt z mężem na mieszkanie, jest nam cholernie ciężko ale to było jedyne wyjście bo zarówno rodzice jak teściowie to ludzie którzy muszę mieć kontrolę nad wszystkim..dopiero teraz zaczęłam życ...
      wychowując mojego synka, staram się mu jak najwięcej mówić jak bardzo go kocham i okazywać czułość i szacunek ale jednocześnie stawiam granicę..dopóki mój mały był bardzo mały i anioł (bo ogólnie jes grzecznym dzieckiem) wiecznie były awantury o to jak go wychowuję- bo dlaczego on nie moze stawiać zabawek na stole (wolałam uczyć go tego od początku a nie potem stać i czekać aż strącić wrzątek z herbatą albo coś innego-teraz gdy jest starszy wie,mże jak nie ma jedzenia na stole zabawkami ewentualnie może się bawić) itp itd...teraz gdy mój mały wszedł w wiek 2latek i zaczął się buntować choc nie mocno a jednak..zaczęło się, najukochańszy, najwspanialszy..wystawiany na piedestał wnusczek, zaczął słyszeć- nie kocham cię ( bo nie chciał dac dziadkowi dziubka), jesteś brzydki, niegrzeczny - bo zrobił coś źle i szantażowany, dam ci coś- jak dasz dziubka albo przytulisz...zwracałam delikatnie uwagę, że tak nie bedzie ale moi rodzice są baaaaaaaaaaaaaaaardzo uparci i co najważniejsz- nieomylni i najmądrzejsi, przy nich nikt nigdy nie ma racji więc nie słuchają..dlatego przestałam ich często odwiedzać..albo szanują moje zasady albo nie-moje dziecko jest dla mnie najważniejsze...
      czasem jest mi trudno, są stuacje gdy nie wiem jak się zachować bo nie chcę skrzywdzić kacperka ale wiem,ze on też musi znac pewne granice...ja nie miałam przykłądu w rodzicach jak zaszczepić w dziecku poczucie własnej godności i siły, ja zawsze słyszałam że inni są lepsi i tak im nie dorównam...ale się staram...czuję,że mnie bardzo skrzywdzili ale ich kocham...jedno co mnie nauczyli i do dziś bardzo cenie- najważniejsza jest rodzina, a po ślubie moją rodziną jest mąż imoje dzieci-dlatego już ich się "nie boję".. nie martw się, będzie dobrze...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka