odoriko
04.12.07, 11:22
Mój nieco ponad dwulatek notorycznie próbuje na nas wymusić różne
rzeczy. Oto przykłady: chce aby znieść go ze schodów właśnie wtedy
kiedy nie mogę bo coś niosę (normalnie schodzi na swoich nóżkach),
wybrzydza na temat koloru kubka/talerza, z którego ma pić/jeść, chce
aby podnieść mu zabawkę, która mu spadła, o 1 w nocy chce, żeby
przesunąć jego kochanego misia o 15 cm w prawo (oczywiście mógłby to
zrobić sam), po godzinie stwierdza, że chce inne rajstopy, ubrać ma
go nie tata lecz mama. Itd. Itd. Co mu akurat się uwidzi.
Nie chodzi my broń Boże o fakt tych zachcianek (to normalne) lecz o
sposób ich egzekwowania. Mały wpada w histeryczny RYK.
Nie chcemy mu ustępować (w sprawach banalnych jak wspomniane
powyżej, przy czym w przypadku kolorów to dajemy mu do wyboru dwa
ale to nie robi) więc efekt jest taki, że mały RYCZY nawet przez
godzinę. To błędne koło bo im dłużej płacze tym bardziej nie chcę
ustepować (aby nie uczyć go, że jak wystarczająco popłacze to
osiągnie co chce). Próbuję oczywiście odwracać jego uwagę - nie
działa bo tak bardzo zapamiętany jest w swoim płaczu. A jest to
płacz OKROPNY - z przeszywającym rykiem, tarzaniem się po podłodze i
wyrywaniem. Kompletnie nic wtedy do niego nie dociera - ważne jest
tylko czy spełnimy jego życzenie. Jest jak w amoku...
Trwa to już ponad pół roku. Starszy syn (teraz 6 lat) tak się nie
zachowywał.
Sama już nie wiem jak postępować...
Doradźcie!!!!