Dzisiaj bylismy na zwiedzaniu szpitala, co to go sobie wybralismy do rodzenia.
Szpital super, kameralna atmosfera, pieknie odmalowany, polozna przez ponad
godzine pokazywala wszystko i odpowiadala na wszystkie pytania i generalnie
cud, miod i orzeszki.
A mnie tam dopadla taka chandra.. Wiecie, mialam do czynienia z noworodkami,
jednego pomagalam chowac od momentu wyjscia ze szpitala przez prawie rok. No i
niby wiem z czym to sie je.. i w ogole..
Ale wiecie co.. wrocilam stamtad totalnie przerazona.. W dziewiatym miesiacu
ciazy dopadlo mnie nagle totalne zwatpienie we wlasne sily, mozliwosci i
generalnie, w celowosc projektu pod haslem MATKA w moim wykonaniu.
Wychlipalam sie juz mezowi w mankiet, ale ten glupi nastroj pozostal.
Ehh.. ciezkie jest zycie pierwiastki po depresji